Nowe informacje ujawnione przez J.K. Rowling na portalu Pottermore na temat wszystkich tych elementów magicznego świata, które związane są z Hogwartem.
- Bardzo cię przepraszam, Molly - rzekł natychmiast Mundungus, ocierając oczy i mrugając do Harry'ego. - Ale, rozumiesz, to przecież Will podprowadził je Warty'emu Harrisowi, więc ja nie zrobiłem niczego złego...
- Nie wiem, gdzie się uczyłeś odróżniania dobra od zła, Mundungusie, ale wygląda na to, że opuściłeś kilka najważniejszych lekcji.
- Porzuciłeś ją. Co ty sobie wyobrażasz, oszukując ją teraz?
- Wcale tego nie robie.
- Była naprawdę załamana jak z nią zerwałeś
- Tak jak i ja. Wiesz dlaczego nie możemy być razem. Moje chęci nie mają z tym nic wspólnego
- Tak, ale pocałowałeś ją, dałeś jej złudną nadzieje
- Ona nie jest głupia, wie że już nie będzie tak jak kiedyś. Nie oczekuje, że się pobierzemy...
Zajęli wskazane miejsca. Snape czuł na sobie spojrzenia większości zgromadzonych i to do niego zwrócił się najpierw Voldemort. - No więc? - Panie, Zakon Feniksa zamierza przenieść Harry'ego Pottera z jego obecnej kryjówki. W przyszłą sobotę, gdy zapadnie noc.
Jego słowa wzbudziły w obecnych wyczuwalną emocję; jedni znieruchomieli, inni poruszali się niespokojnie. Wszyscy wpatrywali się w Snape'a i Voldemorta. - W sobotę... gdy zapadnie noc - powtórzył Voldemort.
- Ma pani coś dla mnie? - powtórzył.
A potem Bathilda zamknęła oczy i kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie. Blizna zapiekła go straszliwie, horkruks zadygotał tak, że widać było to przez sweter, ciemny, cuchnący pokoik rozpłynął się w nicość. Poczuł dreszcz radości i powiedział wysokim, zimnym głosem:
- Trzymaj go!
- Szpiegowałem dla ciebie, kłamałem dla ciebie, narażałem dla ciebie życie, a wszystko to robiłem, by zapewnić bezpieczeństwo synowi Lily. A teraz mi mówisz, że hodowałeś go jak prosiaka na rzeź...
W sali wejściowej zaroiło się od skrzatów domowych, wrzeszczących i wymachujących tasakami i nożami do krajania mięsa, a przewodził im Stworek z medalionem Regulusa obijającym mu się o piersi, który pokrzykiwał głosem ropuchy:
- Do boju! Do boju! Za mojego pana, obrońcę domowych skrzatów! W imię mężnego Regulusa, do boju! Do boju z Czarnym Panem!
- Zobaczcie, kto tam stoi.
A stał tam Draco Malfoy z żoną i synem, w czarnej pelerynie zapiętej pod szyją. Włosy trochę mu się przerzedziły, co uwydatniało ostro zakończony podbródek. Jego syn był tak podobny do niego, jak Albus do Harry'ego. Draco spostrzegł, że Harry, Ron, Hermiona i Ginny patrzą na niego, ukłonił się sztywno i odwrócił.
Ujrzał srebrnobiałą łanię, lśniącą blaskiem jak księżyc, krączącą ku niemu bezszelestnie po sypkim śniegu i nie zostawiającą na nim śladów. Głowę miała podniesioną, widział jej wielkie oczy pod długimi rzęsami...
Wpatrywał się w nią jak urzeczony, ogarnięty zdumieniem nie tyle z powodu dziwności tej zjawy, ile raczej dlatego, że nie odczuwał najmniejszego strachu, że czuł się tak, jakby od dawna czekał na jej przyjście, a potem zapomniał, że umówili się na spotkanie. Nie miał już ochoty wzywać Hermiony. Wiedział, mógłby się założyć o swoje życie, że srebrna łania przyszła do niego, i tylko do niego.
Przez dłuższy czas wpatrywali się w siebie, a potem łania odwróciła się i odeszła.
- Stworek próbował, ale to nic nie dawało - jęknął skrzat. - Stworek próbował wszystkiego, wszystkiego, co znał, ale wszystko na nic, nic nie działało... na pokrywie było
mnóstwo zaklęć... nie można było jej otworzyć... a Stworek był pewny, że to jedyny sposób, żeby go zniszczyć, dostać się do środka... więc Stworek się ukarał, a potem znowu spróbował, ukarał się... i znowu spróbował. Stworek nie wypełnił rozkazu, Stworek nie mógł zniszczyć tego medalionu! A jego pani szalała z rozpaczy, bo pan Regulus zniknął, a Stworek nie mógł
jej powiedzieć, co się stało, nie, bo pan Regulus z... z-zakazał mu mówić któremukolwiek członkowi rodziny, co się stało w j... jjja... jaskini... i... iiii...
Rozległ się tupot bosych stóp, błysnęła wypolerowana miedź, huknęło dźwięcznie i ktoś wrzasnął przeraźliwie: to Stworek podbiegł do Mundungusa i rąbnął go w głowę patelnią.
- Odwołajcie go, odwołajcie, jego trzeba trzymać pod kluczem! - ryknął Mundungus, zasłaniając się rękami, bo Stworek ponownie uniósł ciężką patelnię.
- Stworek! Nie! - krzyknął Harry.
Ramię skrzata dygotało od ciężaru patelni, ale jej nie opuścił.
- Może jeszcze tylko raz, paniczu Harry, tak na szczęście! (...)
Alastor „Szalonooki” Moody: Tych, którzy nigdy nie pili eliksiru wielosokowego ostrzegam, gorsze niż siki goblina.
Fred Weasley: No, widzę, że z ciebie niezły znawca. Nie żebym coś sugerował.
Gdzie jesteśmy? - usłyszał głos Rona.
Otworzył oczy. Przez chwilę myślał, że nadal są w Norze, bo otaczali ich ludzie.
- Tottenham Court Road - wydyszała Hermiona
- Miała ohydny smak w ustach, gorszy niż wywar z tykwobulwy! No dobrze Ron, chodź tu, trochę cię zmienię...
- Tylko pamiętaj, że nie chcę mieć zbyt długiej brody...
- Och, na miłość boską, nie idziesz na konkurs piękności...
W chwili, gdy jej palec dotkną Mrocznego Znaku, blizna na czole Harry'ego strasznie zapiekła, rozgwieżdżony pokój znikną mu z oczu i stał teraz na skalnym występie klifu, u którego stóp rozbijały się morskie fale, a serce wypełniało mu poczucie triumfu - mają chłopaka.
Uduchowiony żart George'a
O tym, jak George został UDUCHOWIONY i, jak Molly będzie mogła ich odróżnić...
- Co z nim?
Pan Weasley opadł na kolana przy George'u. (...) [Fred] Wpatrywał się w ranę swego brata, jakby nie mógł uwierzyć własnym oczom. (...)
- Jak się czujesz, George? - szepnęła pani Weasley.
Pomacał sobie głowę.
- Jak uduchowiony - wymamrotał.
- Co mu się stało? - wychrypiał Fred z przerażoną miną. - Mózg ma uszkodzony?
- Jak uduchowiony - powtórzył George, otwierając oczy i patrząc na brata. - Widzisz... jestem trochę uduchowiony. ODUCHOWIONY, Fred, łapiesz teraz?
(...) Twarz Freda odzyskała zwykłą barwę.
- To żałosne - powiedział. - Naprawdę żałosne! Tyle jest dobrych dowcipów o uszach, a ty wyskakujesz z tym uduchowionym?
- Ach, mamo - powiedział George, uśmiechając się do zalanej łzami matki - teraz będzie ci już łatwo nas odróżnić.
Umierający Snape
...Ręka trzymająca szatę Harry'ego opadła z głuchym stukiem na podłogę i Snape już się więcej nie poruszył...
Nie wiedział dlaczego to robi, dlaczego podchodzi do umierającego mężczyzny, nie wiedział co naprawdę czuje, patrząc na biało szarą twarz Snape'a i jego palce, próbujące wymacac krwawiącą ranę na szyi.
Zdjął pelerynę niewidkę i spojrzał na człowieka, którego tak nienawidził, którego szeroko rozwarte czarne oczy patrzyły teraz na niego i który poruszał wargami, jakby chciał coś powiedzieć.
Pochylił sie nad nim a Snape chwycił go za szatę na piersiach i przyciągnął bliżej. Z jego gardła wydobył sie straszny charkot.
-Weź...to...weź...to.
-Spójrz.. na.. mnie - wyszeptał.
Zielone oczy odnalazły czarne oczy, ale po chwili coś w tych czarnych oczach zanikło, stały się nieruchome, puste i martwe.
Ręka trzymająca szatę Harry'ego opadła z głuchym stukiem na podłogę i Snape już się więcej nie poruszył.
- (...) A ty jesteś naprawdę niewdzięczny. Słyszałam, co się stało w nocy. Wlazłeś do tego tunelu pod Wierzbą Bijącą i James Potter uratował cię przed tym, co się kryło na końcu...
Twarz Snape'a wykrzywił grymas.
- Uratował? Uratował? Myślisz, że odgrywał bohatera? Ratował siebie i swoich przyjaciół!
George, rad nierad, musiał się zająć starszymi czarownicami, a Ron kolegą pana Weasley'a z ministerstwa, Perkinsem. Harry'emu przypadła w udziale para przygłuchych staruszków.
Na dole huknęły frontowe drzwi i zagrzmiał głos:
- Ej! Ty!
Po szesnastu latach spędzonych w tym domu Harry nie miał wątpliwości, kogo jego wuj woła w ten sposób, nie zareagował jednak natychmiast. Wciąż wpatrywał się w kawałek lusterka, w którym, jak mu się wydawało, przez ułamek sekundy dostrzegł oko Dumbledore’a. Dopiero kiedy wuj Vernon ryknął: „CHŁOPCZE!", Harry powoli wstał z łóżka i ruszył ku drzwiom, zatrzymując się, by wsunąć kawałek szkła do plecaka wypełnionego rzeczami, które zamierzał zabrać ze sobą.
- Mówisz o miłości? - zapytał Voldemort szyderczym tonem. - O tym ulubionym sloganie Dumbledore'a, o miłości, która według niego jest silniejsza od śmierci, choć jego nie uratowała przed runięciem z Wieży Astronomicznej i roztrzaskaniem się u jej stóp jak stara lalka z wosku? O miłości, która nie powstrzymała mnie od rozdeptania twojej matki jak karalucha? Ale tutaj jakoś nikt nie kocha cię aż tak, Potter, aby wybiec i zasłonić cię swoim ciałem. Co cię teraz ochroni przed śmiercią?
A potem go zobaczył. Voldemort szybował ku nim, nie dosiadając miotły, czy testrala, po prostu mknął w powietrzu jak strzęp dymu, jego twarz lśniła upiornie na tle ciemności jego biała ręka podniosła ponownie różdżkę...
Wesele
Wypowieć Freda na temat jego własnego wesela.
- Kiedy ja się będę żenił- powiedział Fred, pociągając za kołnierz swojej szaty - nie będzie żadnych takich bzdur. Możecie się ubrać w co chcecie, a ja spetryfikuję mamę na czas wesela.
Rekord OnLine: 5422 Data rekordu:
10 September 2024 23:44
"Hogsmeade.pl" is in no way affiliated with the copyright owners of "Harry Potter", including J.K. Rowling, Warner Bros., Bloomsbury, Scholastic and Media Rodzina.