Tytuł: Harry Potter - Hogsmeade, Twoja Magiczna Wioska :: [NZ] ''Nie jest ważne, kto kim się urodził, ale czym się stał!''

Dodane przez Anabella dnia 31-07-2014 12:29
#1

Tak jak pisałam wcześniej , nie prowadzę już bloga tylko piszę to opowiadanie. Na początku chciałam po prostu kontynuować to co zaczęłam na blogu , ale postanowiłam zacząć od nowa. Zmieniłam narrację , jeśli będzie się podobać to będę pisać dalej , jeśli nie pokombinuję trochę , żeby się podobało.


Prolog


Znasz to uczucie , kiedy patrzysz na jakąś osobę i wiesz , że choć tak bardzo nie chcesz jej znać , to jednak jest ona dla ciebie kimś ważnym ? Nawet jeśli ma splątane , czarne włosy i haczykowaty nos. Nawet jeśli często używa sarkazmu i robi wszystko , żeby pokazać , że nie ma uczuć. I mimo to wciąż zależy ci na choćby jednym spojrzeniu , w którym nie ma ironii. Czekasz , aż w końcu nie masz już siły na czekanie. Bierzesz wszystko w swoje ręce i nie patrzysz na żadne zasady. Bo w grze zwanej miłością nie ma zasad...

Edytowane przez Anabella dnia 31-07-2014 12:30

Dodane przez Bou dnia 31-07-2014 12:53
#2

Nie jestem wymagającym czytelnikiem, nie zwracam większej uwagi na błędy językowe i stylistyczne. Dla mnie najważniejsza jest fabuła. Muszę powiedzieć, że ten prolog jest dla mnie intrygujący. Sprawia, że chcę przeczytać więcej, czuję niedosyt. Ale niedosyt spowodowany jest również tym, że wstęp jest bardzo krótki. Fajnie gdyby był odrobinę dłuższy. Ale co tam, to na razie wstęp, czekamy na więcej. :D Cieszy mnie fakt, że piszesz o Snapie, uwielbiam fanficki z tym bohaterem.

Dodane przez Flagrante dnia 31-07-2014 13:28
#3

Tak mam praktycznie takie samo zdanie na temat twojego FF jak Bou.
Czekam na więcej. ;) Pisz!!! :click:

Dodane przez Faria7 dnia 31-07-2014 15:50
#4

Ten prolog, chociaż krótki, podoba mi się. Jest całkiem ciekawy i bardzo fajnie napisany. Jeżeli mogłabym na coś zwrócić uwagę, to na powtarzające się spacje przed przecinkiem - to niewielki błąd, jednak należy pamiętać żeby spacji przed przecinkiem nie dawać :)

Dodane przez DJfunkyGIRLS dnia 31-07-2014 16:58
#5

Z chęcią przeczytam więcej :) . Bardzo mi się spodobał prolog.

Dodane przez Anabella dnia 01-08-2014 19:07
#6

Rozdział 1 - Zadanie

Pociąg mknie po torach,,nasilając dźwięk zacinającego deszczu,jeszcze chwila i będziemy na miejscu. Przyciskam czoło do zimnej szyby,starając się nie myśleć o tym,co (oczywiście jeśli dotrzymam słowa) ma mnie czekać w tym roku...

Trzy miesiące wcześniej...

Wpadłam do gabinetu jak burza,odgarniając z czoła poplątane,rude włosy. Dyrektor uśmiechnął się na mój widok.
- Nareszcie. Nie było problemów ze zwolnieniem cię z lekcji jak przypuszczam-mówił spokojnie,a ja zaczęłam się zastanawiać co tym razem zrobiłam. Spojrzał na mnie dobrotliwie i wskazał krzesło na przeciw swojego biurka. Usiadłam. Powoli zaczynało mi świtać,o co może mu chodzić. Nie dalej jak tydzień wcześniej zostałam oddelegowana do dyrektora przez tego kretyna Filcha,bo przewróciłam przypadkiem wiadro z wodą w Sali Wejściowej i cała podłoga pokryła się mydlinami. Weszłam do gabinetu bez pukania . Dumbledore siedział przy biurku ze słabym uśmiechem na twarzy,a Snape majstrował coś przy jego prawej ręce. Miał podwinięte rękawy i ... Chyba wiadomo co zobaczyłam. W każdym razie od tamtej pory Nietoperz wyjątkowo mnie znienawidził. Obiecałam nic nie mówić,więc czemu Dumbledore miałby mnie do siebie wezwać?
- Może dropsa?-spytał,podsuwając mi miseczkę pod nos. Pokręciłam głową.
- Wiesz co widziałaś tydzień temu,prawda? I wiesz,że ufam profesorowi Snape'owi bezgranicznie? -po każdym jego pytaniu przytakiwałam. Uśmiechnął się. Chyba nie wezwał mnie,żeby uciąć sobie miłą pogawędkę o śmierciożercach.
- Ale mimo wszystko...-zaczęłam
-Nie wiesz po co tu jesteś-dokończył za mnie- Otóż wkrótce w Hogwarcie wydarzy się coś, co niewątpliwie rzuci cień na profesora Snape'a i przysporzy mu złej sławy.
- Jakby kiedykolwiek miał dobrą-mruknęłam pod nosem. Dumbledore zachichotał.
- W każdym razie to co się wydarzy sprawi,że wszyscy się do niego odwrócą. I w związku z tym mam do ciebie prośbę.
- Do mnie?
- Tak dokładnie. Do ciebie. Chciałbym,żebyś nie zapomniała,że niezależnie od wyborów wciąż pozostajemy tylko ludźmi. I,że bez względu na słowa i czyny każdy ma w sobie tyle samo dobra co zła ,i każdy chce być zrozumiany-spojrzał na mnie badawczo.
Nie zrozumiałam sensu jego słów. I co do tego miał Snape? Cholerny Nietoperz,wyżywający się na uczniach. A czemu? Bo nie udało mu się kiedyś? Bo był tak głupi,że nazwał dziewczynę,którą kochał szlamą? To powód?
- Ale co ja niby mam zrobić?-wyjąkałam w końcu.
- Ty masz o tym pamiętać i nie pozwolić,by inni zapomnieli.
Inni,czyli Snape?
- Możesz mi to obiecać Carmen?- wzdrygnęłam się,słysząc swoje imię. Dlaczego nie? "Może dlatego,że on cię nienawidzi i raczej nie będzie cię słuchał"-odezwał się piskliwy głosik w mojej głowie. Mimo woli skinęłam głową.
- Obiecuję-wyszeptałam.

Kilka godzin później Dumbledore nie żył. Zaczynam się zastanawiać nad tym,czy powinnam dotrzymać słowa. chwila! Ja zawsze dotrzymuję słowa. Nieważne czego obietnica dotyczy. Zawsze ją spełniam. I nigdy,ale to nigdy nie łamię. Pociąg zatrzymuje się.Tym razem Hagrid nie czeka na pierwszorocznych, nie ma powozów, są tylko przestraszone twarze dzieci i nieco zszokowani uczniowie starszych klas,taszczący swoje bagaże do zamku. Zostawiam kufer przy wejściu i idę do Wielkiej Sali. Jest przerażająco cicho. Tiara Przydziału jak co roku ma inną piosenkę,ostatnio ostrzegała nas przed niebezpieczeństwem i przypominała,że powinniśmy działać razem. Teraz o dziwo pochwala poczynania nowego dyrektora i zaznacza,że pozory mogą mylić. Do Ravenclawu zostaje przydzielonych czternaście osób. Wiwatuję z innymi Krukonami,ale myślami jestem już w ciepłym łóżku w dormitorium. Snape wstaje od stołu. Odruchowo zaciskam pięści pod stołem.
- Witam w nowym roku szkolnym. Na początek chciałbym przedstawić nowych nauczycieli. Profesor Alecto Carrow,która zgodziła się objąć stanowisk nauczyciela Mugoloznawstwa oraz jej brata Amycusa,który będzie nauczał Obrony Przed Czarną Magią.Oprócz tego,że będą nauczać , w razie popełnienia jakiegokolwiek przewinienia przez ucznia nauczyciel ma obowiązek wysłać go do nich , aby otrzymał karę proporcjonalną do przewinienia -od stołu podniosła się najpierw przysadzista blondyna o rozbieganych oczach,a potem jej brat bardzo do nie podobny- Przypominam,że wstęp do Zakazanego Lasu jest surowo zabroniony,podobnie jak używanie czegokolwiek zakupionego w Magicznych Dowcipów Weasley'ów.Zezwala się na korzystanie z Działu Ksiąg Zakazanych. Od godziny dwudziestej obowiązuje cisza nocna i zakaz przebywania poza dormitorium. To wszystko. Smacznego-po tych słowach siada. Nie ma burzy oklasków jak po przemowach Dumbledore'a . Beznamiętnie grzebię widelcem w talerzu z sałatką. Nie jestem głodna. Uczta nareszcie się kończy . Przepycham się przez tłum pierwszorocznych. Postanawiam iść bocznym korytarzem,bo raczej prędzej mnie stratują niż przepuszczą. Idę szybko,z oczami utkwionymi w plan zajęć. Uderzam o coś twardego. Okrzyk przerażenia wyrywa i się z ust. Kąciki ust Snape'a unoszą się w drwiącym uśmieszku.
- Minus pięć punktów od Ravenclawu za wrzaski,kolejne pięć za nie patrzenie pod nogi,a za pałętanie się po zamku kolejne pięć.
- Myślałam,że to dozwolone-burczę.
- O ile się nie mylę jest już po dwudziestej. Dokąd się pani wybierała,jeśli można wiedzieć?
- Nie można.
- Jeszcze jedna pyskówka,a zarobisz miesięczny szlaban-on najwidoczniej świetnie się bawi,a ja zaraz powiem o dwa słowa za dużo.
- Teraz może się pan znęcać nad nami bez obaw,prawda? Ma pan wolną rękę. I w dodatku sam pan sobie to załatwił-wypalam,zanim ugryzę się w język.
- Bardzo dobrze Whirbalt. Bardzo dobrze...Szlaban w każą środę i piątek do końca miesiąca. Muszę przyznać,że prawdziwy z ciebie fenomen. Nikt chyba jeszcze nie zarobił szlabanu przed rozpoczęciem lekcji-uśmiecha się złośliwie. mam ochotę trzepnąć go w tę jego bladą twarz. Zamiast tego uśmiecham się rozbrajająco.
- Dziękuję profesorze. Większość osób mówi,że jestem fenomenalna-rzucam słodko i odchodzę.

Deszcz stuka o szyby okien. Z łóżka obok dobiega mnie ciche pochrapywanie. Oczy same mi się zamykają.

*Stoję na balkonie.Nie,zaraz to nie jest balkon,tylko wieża.A może most? Ale most na samym środku morza? Opieram się o drewniana balustradę. Wystarczą trzy kroki,trzy kroki,a zniknę w falach. Czyjaś dłoń łapie moją.
- Jeszce nie-słyszę głos,nie widząc jego właściciela. Coś odciąga mnie od barierki. Uścisk na dłoni zwalnia się. gdzieś daleko błyszczą czyjeś ciemne oczy,a może tylko mi się tak zdaje? Wiatr szumi mi w uszach,fale są coraz mniejsze,aż w końcu znikają. Wszystko zaczyna znikać,zlewać się w ciemność...*

Gwałtownie siadam na łóżku. Wszystkie dziewczyny jeszcze śpią. Nic dziwnego,dopiero szósta. Zapadam się w fotel w Pokoju Wspólnym. W kominku trzaska ogień,za oknem ulewa. Oparta o parapet obserwuję krople deszczu.

Edytowane przez Anabella dnia 01-08-2014 19:59

Dodane przez RazorBMW dnia 01-08-2014 19:37
#7

Boże... korekta to pierwsze przed wysłaniem, bo tego się czytać nie da przez złożenie tekstu, które męczy oczy.

Do tego niedbałość interpunkcyjna, literówki.

-_-

Dodane przez Flagrante dnia 01-08-2014 19:47
#8

No to już RazorBMW błędy Ci wskazał, także ja już pisać ich nie będę xD
Tak ogólnie to podoba mi się, w sumie wiesz za bardzo wymagającym czytelnikiem nie jestem :hjehje: hmmm...jest fajne, cieakwe. Pisz dalej :)

Dodane przez Anabella dnia 01-08-2014 19:55
#9

Hej! Prosiłabym o wskazanie mi literówek i błędów interpunkcyjnych,bo wyłapałam jak na razie jedną :)
Jest już nieodwracalnie beznadziejnie,czy da się jeszcze coś z tym zrobić??

Edytowane przez Anabella dnia 01-08-2014 19:56

Dodane przez Anabella dnia 04-08-2014 17:47
#10

Rozdział 2

Do klasy wchodzi przysadzista kobieta, o rozbieganym spojrzeniu. Włosy ma spięte w ciasny kok, na twarzy błąka się chytry uśmieszek.
- Pomińmy zbędne wstępy. Wszystko, co powinniście o mnie wiedzieć powiedział wczoraj dyrektor. Otwórzcie książki na stronie dziesiątej. Pan Georges przeczyta definicję mugoli r11; głos ma niezbyt przyjemny, przypomina gdakanie kury. Tim Georges r11; chłopak, któremu kazała czytać , jest półkrwi. Jego matka to mugolka. I on według nowych norm powinien uważać ją za coś gorszego . rCośr1;, bo teraz mugole nie są postrzegani jako ludzie.
- Mugole, rodzaj zwierząt obdarzonych imitacją ludzkiego mózgu. Nie podsiadają żadnych szczególnych zdolności. Nacja czarodziejów od wielu stuleci była przez nich nękana i w końcu zostaliśmy zmuszeni do ukrywania się. Mugole dążą do zlikwidowania czystej linii pokoleniowej czarodziejów. Przez te podobne do człowieka stworzenia, wygasa popularność rodów Czystej Krwi r11; chłopak nie może czytać dalej, głos zaczyna mu się łamać. Ciekawe, że ojciec naszego jakże cudownego dyrektora był właśnie takim rstworzeniemr1;. Ktoś kopie w moje krzesło. Odwracam się, Brian, chłopak z Gryffindoru podaje mi zmięty w kulkę kawałek pergaminu. Ostrożnie rozwijam liścik. Na środku widnieje postać o tułowiu kury i głowie kobiety z rozbieganymi oczami, z tym że w miejscu nosa jest narysowany świński ryjek. Pod arcydziełem widnieje napis : rPodaj dalej!r1;. Zwijam pergamin z powrotem w kulkę i podaję go siedzącej przede mną dziewczynie. Wychodząc z klasy zauważam rysunek, przyklejony magiczną taśmą do drzwi i nie mogę powstrzymać śmiechu, wyobrażając sobie minę profesor Carrow, gdy go zauważy. Nie chce mi się iść na obiad, pogoda jest ładna, więc postanawiam przejść się po błoniach. Wdycham świeże powietrze i wspominam mój pierwszy rok w Hogwarcie. Nie sposób zapomnieć tłumu duchów, przelatujących ci tuż koło głowy, rozgadanych portretów, a przede wszystkim przemów Dumbledorer17;a. Na wspomnienie słów, które usłyszałam na pierwszej uczcie w zamku wybucham śmiechem.
Po ostatniej lekcji idę do biblioteki. Kiedyś siedziałam tu godzinami. Dział Ksiąg Zakazanych wygląda, jakby chciał zawołać r Chodź tu i przeczytaj co ci wpadnie w ręce! Teraz możesz!r1; Faktycznie, mogę. Pani Pince marszczy brwi na widok zaschniętego błota na moich butach, ale nic nie mówi. Przeglądam tytuły książek, do niektórych zaglądam. Moją uwagę przykuwa spory tom, o pokrytym mchem grzbiecie, otoczony jakby srebrną poświatą. Tytuł brzmi: r10 000 Najstraszliwszych Eliksirów Świata I Antidota na nie r11; tom 1r1;. Może być nawet ciekawer30; Pokazuję Pince książkę i wychodzę. Na korytarzu jest pełno uczniów i nauczycieli, przynajmniej to się nie zmieniło. Profesor McGonagall uśmiecha się ciepło w odpowiedzi na moje rDzień dobryr1;. Rozmawiamy, idąc przez korytarz. Przy wejściu na dziedziniec znikąd wyrasta nam przed oczami Snape.
- Co to jest?- pyta zimno, wskazując podbródkiem na tom, który trzymam.
- Co takiego profesorze?-udaję, że nie wiem o czym mówi. McGonagall ściąga usta w wąską linię.
- Książka, którą tak tulisz Whirbalt-cedzi. Uśmiecham się promiennie.
- Och , książka. To r100 Sposobów Tępienia Nietoperzyr1;. Bardzo ciekawa.
Wyrywa mi książkę i studiuje uważnie jej tytuł. Na usta wypełza mu złośliwy uśmieszek.
- Wspaniałe poczucie humoru. Ravenclaw traci dziesięć punktów.
- A to niby dlaczego?!-oburzam się.
- Książek z biblioteki nie można wynosić poza teren zamku.
McGonagall bezceremonialnie wyciąga mu książkę z rąk.
- Ręczę za pannę Whirbalt dyrektorze- ostatnie słowo wymawia tonem, który mógłby spokojnie pokryć wszystko dookoła lodem. Snape odchodzi z miną, jakby odwołano Gwiazdkę. Dziękuję nauczycielce i wracam do dormitorium. Kołatka tradycyjnie zadaje mi pytanie.
- Najpierw pomyśl o kimś, kto żegna się czule,
Potem się zastanów, czego ci brakuje,
Gdy mówisz o chłopcu, że kogoś całuje.
Wreszcie dodaj do tego sam końca początek,
Albo koniec początku. Już złapałeś wątek.
Bo gdy to połączysz - już spokojna głowa,
Wyjdzie ci stworzenie, chociaż nie osoba,
Którego byś nigdy nie chciała pocałować.
Nie muszę się długo zastanawiać.
- Myślę, że odpowiedź to pająk.
Drzwi otwierają się. Oprócz biblioteki to właśnie Pokój Wspólny jest moim ulubionym miejscem w Hogwarcie. Jest okrągły i obszerny; większy niż inne pokoje w Hogwarcie, a jego podłogę pokrywa granatowy dywan upstrzony gwiazdami, które widnieją również na kopulastym sklepieniu. Jest tu cała masa foteli i regałów z książkami. W ciągu dnia przez okna widać wszystko, co otacza zamek. Większość Krukonów wieczorami czyta póki nie zaśnie w fotelu. Wyjątkiem są piąte i szóstych klas, bo oni głównie uczą się do egzaminów SUM i OWTM, robią to siedząc przy posągu Ravenclaw, znajdującym się w niszy naprzeciwko drzwi. Wierzą, że dzięki temu lepiej im pójdzie. Wstyd się przyznać, ale przerażona wizją nie zaliczenia jakiegokolwiek przedmiotu na Powyżej Oczekiwań sama tak robiłam przed SUM-ami . Była tu taka dziewczyna r11; Alice Sparks, która pisząc jakiekolwiek wypracowania, albo ucząc się zawsze pod nim siedziała. Ponadto wierzyła, że dziewięć Wybitnych na SUM-ach było zasługą przesiadywania z nosem w książkach właśnie pod posągiem Ravenclaw. Alice nie wróciła w tym roku do szkoły r11; jej rodzice zginęli rok temu i zaadoptowała ją ciotka z Francji. Szkoda, wszyscy uwielbiali jej optymistyczne i nieco naiwne podejście do życia i umiejętność motywowania nawet najbardziej opornych do nauki. Siadam wygodnie w fotelu przy samym kominku i zaczynam przewracać strony wypożyczonej książki.

Edytowane przez Anabella dnia 15-08-2014 20:06