Tytuł: Harry Potter - Hogsmeade, Twoja Magiczna Wioska :: [NZ] Dziadek - Wybraniec

Dodane przez Nerona_58 dnia 19-01-2013 22:16
#1

Słońce wstawało nad wieżyczkami Hogwartu wlewając strumienie światła w okna pustych sal i dormitoriów. Levin budził się i rozsuwając leniwie czerwone zasłony wokół łóżka szepnął do przyjaciela:
- Mick, śpisz jeszcze?
Nie odpowiedział, więc najwyraźniej jeszcze spał.
Levin zaczął się ubierać. Kiedy był w trakcie pakowania ksiąg do torby Mick zaczynał się budzić. Jego zaspane oczy błądziły po pokoju i zatrzymały się na Levinie.
- Wstałeś już? Jak ci się udaje wstawać o tej godzinie?
- Jest 7:30. Za 10 minut śniadanie.
- Aha. Więc nie ma szans żebym przespał się jeszcze chwilę.
Zwlókł się z łóżka i w żółwim tempie zaczął się ubierać. Za siedem minut był gotowy żeby zejść na dół, na śniadanie.W drodze do wielkiej sali spotkali Emily. Jej długie, czarne, kręcone włosy lśniły w promieniach słońca wpadających przez okna. Na jej twarzy jak zwykle gościł uśmiech.
- Wyspaliście się? dzisiaj ciężki dzień, dwie lekcje Historii Magii pod rząd, potem eliksiry, zaklęcia, zielarstwo i dwie lekcje wróżbiarstwa.A właśnie widziałam wczoraj wieczorem starą Trelawney jak szła w stronę pokoju życzeń. Nie wiem czy ona o nim wie ale zatrzymała się dokładnie przed ścianą gdzie ukryte są drzwi. Nie zdążyłam zobaczyć nic więcej bo złapał mnie Filch, stary, pomarszczony, wredny zgred. Dziwne, że jeszcze trzyma się na nogach, bo dziadek Harry opowiadał, że za jego czasów też był tutaj woźnym.
Levin z Mickiem spojrzeli szybko na siebie, a potem z zainteresowaniem pokiwali głowami. Emily potrafiła wyrzucić z siebie milion słów na minutę ale często były to rzeczy ważniejsze niż profesor Trelawney przechadzająca się po korytarzu, dlatego była jednym z najlepszych źródeł informacji w szkole, nikt nie wiedział skąd tyle wie, ale była bardzo inteligentna i nie brakowało jej sprytu.
- Na pewno nie dowiemy się tego stojąc tutaj - powiedział w końcu Mick - Lepiej chodźmy na śniadanie.
Kiedy weszli do wielkiej sali większość uczniów już siedziała przy stołach, podzieleni na domy. Troje przyjaciół usiadło przy stole Gryffindoru. Spojrzeli na wielkie miski wypełnione jajecznicą, owsianką oraz inne z kiełbaskami i różnymi innymi daniami, o którym tylko pomyśleć.
Po śniadaniu udali się na historię magii. Większość uczniów nie słuchała w ogóle profesora Binsa, jedynego ducha wśród nauczycieli. Jedynie Mick robił, krótkie notatki, ale i to nie było zbyt częste. Na lekcjach w tym tygodniu omawiali dzieje magii współczesnej, więc nie było to tak nudne jak zwykle ale i tak połowa klasy nie słuchała nauczyciela. Słuchali o jednym z największych czarodziejów, który chciał wykorzystać swoją moc do rządzenia światem czarodziejskim i mugolskim, a nazywał się Voldemort. Levin po raz pierwszy od swoich czterech lat w hogwarcie zaczął skupiać się na lekcji i słuchać Binsa. Profesor mówił o chłopcu wybrańcu, który pokonał Voldemorta.
Po lekcji Levin nie mógł się skupić na niczym, myślał ciągle o tym co mówił profesor Bins. Wygląda na to, że jego dziadek, czyli Harry Potter, ma bardzo ciekawą historię ze swojego życia. Będzie musiał sprawdzić to między lekcjami.

- Emily, czy wiesz o czym mówił dzisiaj profesor Bins na lekcji?
- A jak ci się wydaje? Chyba słyszałeś o historii dziadka? Nie czytałeś nigdzie? Mama i tata nigdy mi o tym nie mówili i tobie pewnie też nikt nie mówił, ale w szkolnej bibliotece jest mnóstwo wycinków z dawnych numerów ''Proroka Codziennego'' i z ''Żonglera'', tam jest mnóstwo artykułów o dziadku. Podobno nazywali go '' Chłopcem, który przeżył'' i ''Wybrańcem''.
- Ciekawe dlaczego wasz dziadek nic wam nie powiedział - odezwał się ze zdziwieniem Mick.
- tego na pewno nie dowiemy się przed wakacjami, bo w listach nie ma co pytać rodziców o tą sprawę, ale można by podpytać się profesora Malfoya, podobno jego ojciec znał dziadka od początku ich szkolnych czasów.Teraz lepiej już chodźmy, eliksiry zaraz się zaczną.
Profesor Malfoy był synem Dracona Malfoya, ale w przeciwieństwie do swego ojca miał dość dobry kontakt z gryfonami. Żył w koleżeńskich stosunkach z dziećmi Harry'ego, za czasów szkolnych. Jego ojciec często opowiadał mu o swoich sprzeczkach z Potterem, ale po bitwie o Hogwart przestał żywić urazę do byłego wroga, choć nigdy mu tego wprost nie powiedział, nie miał odwagi.
Lekcje eliksirów odbywały się, jak zawsze, w lochach. Przed klasą wisiał portret brzydkiego, przypominającego nietoperza człowieka o tłustych czarnych włosach. Przed lekcjami często zwracał uczniom uwagę i dogryzał złośliwie. Czasem w przerwach między lekcjami rozmawiał z profesorem Malfoyem, ale trudno było usłyszeć o czym rozmawiają.
- Wchodźcie do klasy jest otwarta - usłyszeli wszyscy. Nie zauważyli przybycia profesora, który krótką chwilę rozmawiał z mężczyzną na obrazie. Wszyscy weszli i zajęli swoje zwykłe miejsca.
- Witajcie. Mam nadzieję, że po weekendzie wszyscy są gotowi na tworzenie nowych eliksirów. Dzisiaj nauczycie się przygotowywać eliksir skurczający, który powoduje kurczenie się ludzi i zwierząt. Przepis znajdziecie w swoich księgach na stronie 124. Potrzebne ingrediencje znajdziecie w szafkach na końcu sali.Macie 30 minut, a potem oddam wam wasze wypracowania na temat zastosowania Veritaserum.
Wszyscy rzucili się do szafek i po chwili każdy miał na stoliku składniki potrzebne do stworzenia eliksiru skurczającego.
Po 30 minutach klasa wypełniła się zapachem przypominającym bagna zgniłych gumochłonów.Według podręcznika eliksir powinien nabrać fioletowego koloru po dodaniu 1/16 litra soku z pijawek, zamieszaniu 3 razy w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara i raz w kierunki przeciwnym, ale wywar Levina był nadal fiołkowo niebieski. Za to wywar Micka miał kolor idealnie pasujący do opisanego w książce, a nad kociołkiem unosiła się szara, delikatna mgiełka, jaka powinna się znajdować nad dobrze uwarzonym eliksirem skurczającym.
Za to wywar Emily był gesty i pomarańczowy, a śmierdział jak pot trola. Eliksiry były jedynym przedmiotem, który sprawiał jej trudności.
- Stop!- krzyknął profesor Malfoy- koniec czasu! Proszę odejść od kociołków, przejdę się po klasie i sprawdzę wasze eliksiry, a następnie wlejecie je do fiolek i postawicie na moim biurku po koniec lekcji.
Przechadzał się powoli wzdłuż rzędów i oceniał eliksiry. Połowa klasy miała eliksiry zrobione źle. reszta dobrze lub zadowalająco, ale nie idealnie. Mick oczywiście miał dobrze, za to Emily miała gorszy.
- Musisz się bardziej postarać, jeśli chcesz zasłużyć u mnie na P. Wypracowanie poszło ci dobrze ale z praktyką jest gorzej.
Następnie podszedł do Levina.
- Nieźle, ale zapomniałeś o zamieszaniu w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Jeśli się postarasz może zasłużysz na W.
Następnie oddał sprawdziany. Emily i Mick dostali W, a Levin P.
Kiedy wszyscy już wszyscy wyszli z klasy, Levin został. Chciał zadać kilka pytań swojemu nauczycielowi.
- O co chodzi Levin?- zapytał profesor Malfoy, kiedy zobaczył, że Levin został
- Chciał bym z panem porozmawiać. Ma pan może chwilę?
- Oczywiście, o co chcesz spytać?
- Chodzi o mojego dziadka.

- A dokładnie?
- O jego przeszłość.
- Hmm... - profesor Malfoy wyglądał jakby już wiedział o co chodzi - no dobrze, ale to zajmie więcej czasu. Może przyjdziesz do mojego gabinetu po lekcjach?
- Dobrze, dziękuje panu, panie profesorze.
Levin przez następne lekcje nie mógł się na niczym skupić, ciągle myślał co też powie mu profesor Malfoy.
- Młody człowieku, jeżeli naprawdę chcesz zasłużyć na Wybitny ode mnie musisz się bardziej postarać. - powiedział stary profesor Flitwick, widząc jak Levin daremnie próbuje zamienić swoja mysz w poduszkę.
- przepraszam panie profesorze, staram się.
- Chcę zobaczyć jak ta mysz staje się poduszką. Teraz.
Levin wykonał właściwy, opisany w podręczniku, ruch różdżką i wypowiedział zaklęcie. Jego mysz nie zamieniła się w poduszkę, ale zaczęła pluć pierzem.
- Praca domowa panie Potter. Ćwiczyć.
Zielarstwo minęło dość spokojnie. Odcinali niepotrzebne gałązki młodym mandragorom. Następne było wróżbiarstwo. Przez dwie lekcje interpretowali przyszłość na podstawie jakichś zamazanych mgieł w szklanych kulach.
Po dzwonku Levin poszedł z przyjaciółmi do pokoju wspólnego, ale zostawił tylko torbę i poszedł prosto do gabinetu profesora Malfoya, który mieścił się w lochach, zaraz obok klasy eliksirów.
- proszę.
- Dobry wieczór panie profesorze.
- Witaj Levin. Proszę usiądź, porozmawiamy.
Chłopak był w tym gabinecie tylko kilka razy. Pierwszy raz znalazł się tutaj przypadkiem, kiedy szedł na pierwszą lekcję eliksirów pomylił gabinet z klasą. Drugi raz profesor Mcgonagall wysłała go z jakąś wiadomością dla profesora Malfoya. Ostatnio był w tym pokoju kiedy dostał 3 z kolei O z wypracowania i profesor Malfoy udzielał mu kilku tygodniowych korepetycji. Jedyne co zmieniło się w tym gabinecie w ciągu ostatnich 4 lat to profesor Malfoy, któremu przybyło kilka zmarszczek na czole.
- Mów chłopcze, o co chodzi dokładnie, mam nadzieję, że będę mógł odpowiedzieć na większość twoich pytań, ale nie miej mi za złe jeśli nie będę czegoś wiedział.
-Dobrze panie profesorze. Jak już dzisiaj panu wspomniałem, chodzi o mojego dziadka o raczej o jego przeszłość. Dzisiaj na historii magi usłyszałem coś bardzo interesującego, a moja siostra potwierdziła moje przypuszczenia. Czy pamięta pan czasy panowania czarownika zwanego ''Voldemortem''?
- Ha ha, nie mój drogi nie mogę tego pamiętać, nie było mnie wtedy jeszcze na świecie, ale ojciec i dziadkowie wiele mi o tym mówili i jako tako mogę ci o tym opowiedzieć.
- Czy wie pan coś o tym jaką rolę odegrał w tej całej historii mój dziadek?
- Tak, ale to jest dość znana i dostępna dla większości historia. Czy rodzice nie mówili ci o tym?
- Nie.
Dwie godziny później Levin, nadal zdumiony historią, którą opowiedział mu nauczyciel eliksirów, wracał do pokoju wspólnego gdzie zastał oczywiście Micka i Emily, czekających na niego przy stoliku w rogu pokoju. Mick właśnie kończył swoje wypracowanie na transmutacje.Levin nie zdążył nawet dobrze usiąść, a Emily już zaczęła go wypytywać:
- I czego się dowiedziałeś? Profesor Malfoy powiedział ci coś ciekawego? Na pewno dowiedziałeś sie od niego więcej niż ja z tych gazet w bibliotece. Czy mówił dlaczego...
-Emily Przestań!- Krzyknęli jednocześnie Levin i Mick.
Dziewczyna zrobiła urażona minę.
- jestem po prostu ciekawa czego się dowiedział i nie mów Mick, że ty nie, bo przez cały czas kiedy Levina nie było bardziej skupiałeś się na tym o czym mogą rozmawiać, niż na swoim wypracowaniu.
- Tak ale ja przynajmniej pozwoliłbym mu dojść do słowa, a nie bombardował pytaniami zanim zdąży wejść do pokoju.- odparował jej Mick.
Levin już zdążył przywyknąć do ich sprzeczek, niezbyt zresztą poważnych, więc nie przejmował się tym zbytnio, zwłaszcza, że za chwilę będą się razem śmiali i wymieniali kartami z czekoladowych żab. Bawiły go te ich kutnie, ale wolał się teraz nie śmiać, bo rozgniewana Emily była na prawdę przerażająca, a doświadczył tego już dwa razy i wolał nie powodować kolejnego wybuchu złości. Postanowił im jednak przerwać bo na takich sprzeczkach potrafili przesiedzieć całą noc.
- No to jak, chcecie się w końcu dowiedzieć co takiego usłyszałem, czy wolicie sobie jeszcze trochę po dogryzać?
Emily usłyszawszy jego słowa powoli się opanowała i wróciła do poprzedniego tematu.
- No tak, wybacz Levin, przecież po to tu czekaliśmy.
Mick też bardziej zaciekawił się tym co Levin ma mu do opowiedzenia niż kłótnią więc nie powiedział już nic więcej i czekał aż Levin zacznie opowiadać



Ciąg dalszy nastąpi... ;)

Edytowane przez Nerona_58 dnia 21-03-2014 10:50