Tytuł: Harry Potter - Hogsmeade, Twoja Magiczna Wioska :: Harry Potter i... jeszcze sama nie wiem, ale w każdym razie Rozdział III

Dodane przez Arianna Dumbledore dnia 27-03-2011 16:00
#1

rozdział I
Chłopiec który przeżył
KONIEC SAMI WIECIE KOGO?

Wiele osób było świadkami wielkiej bitwy w Hogwarcie. Harry
Potter- Wybraniec- własnie pokonał wielkiego czarnoksiężnika Lorda, no
Jakmutam ( wiecie o kogo chodzi). Miejmy nadzieje, że będzie to koniec mordów.
więcej str 6-9

ŚMIERCIOŻERCY DO AZKABANU?

Wielu zastanawiało się czy zastępca Ministra Magii dobrze zrobił zsyłając
śmierciożerców do Azkabanu. Powszechnie wiadomo, że dementorzy byli
podporządkowani Sami-Wiecie-Komu, ale czy powrócą na stronę
Miniesterstwa po tym co się stało? Czy przyszły minister będzie w stanie
zaproponować wyższą stawkę?
więcej str. 13.

Takie nagłówki widniały w całej prasie. Harry nie mógł uwierzyć, że minęło
zaledwie parę godzin od bitwy z Voldemortem. Chciał się położyć i
przespać parę dni. Wszyscy siedzieli w Wielkiej Salo ciesząc się z
bliskimi a inni opłakiwali zmarłych.
Irytek robił jak zawsze hałas i śpiewał:
Udało się dostali w kość niech żyje Potter nam!
A Voldek gnije w piekle, za którym tęsknił sam!

Harry'emu wcale nie udzielał się radosny nastrój. Narzucił na siebie
pelerynę-niewidkę i ruszył przed siebie.
Był w sali Wejściowej i nie wiedział gdzie się udać.
Postanowił iść do gabinetu dyrektora. Nikogo po drodze nie spotkał, nie
licząc pani Norris czającej się by przyłapać uczniów na czymś niezgodnym
z regulaminem.
Staną przed gargulcem, który pilnował wejścia do gabinetu.
-Dumbledor- powiedział Harry po czym gargulec odskoczył na bok po
wypowiedzeniu hasła ukazując mu spiralne schody prowadzące do
wielkich drzwi z mosiężną kołatką w kształcie gryfa. Wszedł bez pukania.
Umilkły rozmowy dyrektorów wiszących w portretach na ścianach.
-Witaj Harry-powitał go uprzejmie Dumbledore- co cię tu sprowadza?
No właśnie Co pomyślał Harry.
-Ja nie wiedziałem... eee.... co ze sobą zrobić.
Dumbledore nic nie odpowiedział lecz przyglądał mu się z uwagą.
Zapadła cisza. Harry rozejrzał się po gabinecie. Złota żeredź na, której
zawsze siedział Fawkes, Feniks Dumbledor'a, była pusta.
Miecz Godryka Gryfindora był z powrotem w swojej gablodce przy ścianie,
a z ściany obok patrzył na niego nie kto inny jak...
-Snape- krzyknął Harry zanim zdołał siępowstrzymać.
-Tak Potter-wycedził przez zęby-jakbyś nie zauważył byłem dyrektorem
Hogogwartu więc zgodnie z tradycją będe TU wisiał. Dobrze się spisałeś
w walce z Czarnym Panem- dodał po krótkim namyśle i ku zdumieniu
Harrego po raz pierwszy w życiu uśmiechnął się do niego.
-Dziękuje.... panie profesorze- nie wiedział co więcej powiedzieć. Snape
dla NIEGO miły??? To musiała by być jakaś płytka książka.
Zapadła głucha cisz, której tak bardzo nie nawidził. Przerywały ją ciche
chrapnięcia dobiegające z obrazów. Harry był pewny, że większość
dyrektorów tylko udaje, że śpi. Często zdarzały się przypadki, że udawały,
że śpią by przysłuchać się rozmowie. Przez chwilę się im przypatrywał:
grubemu, siwemu profesorowi Dippetowi, nieco chudszemu o
podstępnym wyrazie twarzy Niggelusowi Backowi i na nieco młodszego
Everarda, który był uważany za najlepszego dyrektora ( oczywiście nie
licząc starego Dumbla) wszechczasów.
Zaczął zastanawiać się czy Severus Snape był takim złym dyrektorem?
Tyle musiał przecierpieć udając zwolennika Voldemorta. Zdał sobie teraz
z tego sprawe, że nawet się ucieszył, że Snape "wisi" tu z innymi
derektorami, że został "uwieczniony" na obrazie, bo był jednak dobrym
dyrektorem Pustka po utracie Freda się zmniejszyła, bo wpadł na genialny
pomysł.
-Panie profesorze? A Fred Weasley on... umarł, czy on też mógłby być na
takim obrazie??
- W sumie tak, ale...
-Co?
- Ty Harry znałeś go lepiej ode mnie. Na takim obrazie nie był by tym
samym wesołym chłopcem jakiego znasz. Do tego potrzeba wielkich
czarów, a ministerstwo się nie zgodzi, bo i tak naciągają prawo by
zaczarować nasze portrety tak żebyśmy zatrzymali dawne cechy, pamięć.
- Ach, więc nie ma żadnego sposobu by.... powrócil?-zapytał z nutą
zawodu.
-W sumie jest- powiedział Dumbledore po krótkim namyśle- chyba tak.
-CO?!-krzyknął podniecony.W jego myśli jak głupie przelatywały różne
myśli Fred, wróci, państwo Weasley'e się ucieszą. Ale jakim sposobem o
co mu chodzi. Już chciał się zapytać gdy drzwi się otworzył Harry
instynktownie chwycił za różdżkę. Zobaczył burzę płomienistych włosów
-Cześć.. Dzieńdobry- powiedziała Ginny- wiedziałam, że cię tu znajdę
Harry, ale jeżeli... to lepiej przyjdę potem.
-Nie właśnie skończyliśmy- przerwał jej Dumbledore- Harry jak będziesz
chciał potem pogadać do przychodź śmiało, a teraz idzcie się cieszyć
ciepłym dniem.
Harry był troche zawiedziony, już był tak blisko mógł się dowiedzieć, gdy
mu tak brutalnie przerwano. Odwrócił się uśmiechnął do dyrektora i wyszli.
Ginny chwyciła go za rękę.Czuł się troche dziwnie choć tyle razy jej
dotykał. Miał wyrzuty sumienia, że to jego wina, przez niego umarł Fred, a
ona z nim sobie idzie jakby nigdy nic.
- O co chodz? Źle się czujesz?
Nic nie odpowiedział. Nie wiedział jak się zachować.
Przez całą drogę się zastanawiał co mu chciał powiedzię dyrektor.Nawet
nie zauważył, że są już koło jeziora na błoniach, które odbijało gorące
promienie słoneczne.
Musiało być gdzieś koło dwunastej w południe. Ginny usiadła koło buku,
który rzucał cień na rozgrzaną przez słońce ziemie.
Zawachał się, ale przysiadł koło niej.
-Słuchaj Ginny ja...ee... nie wiem czy powinniśmy być ze sobą, bo wiesz
ja...
-No co znowu ty- powiedziała poirytowanym tonem- Harry o co chodzi
jesteś jakiś dziwny.
-Po prostu boje się o cioebie i tyle.
- Więc dlatego chcesz mnie zostawić, bo bez ciebie była bym
bezpieczniejsza, przestań przecież wiesz wybraniec i takie tam-
powiedziała ze śmiechem.
-Nie ja mówie serio naprawde...
Ale nieskończył zdania bo Ginny zastosowała inną technikę. Zaczęła go
tak całować jak nie całowała go od jego siedemnastych urodzin. Było
cudownie, ale postanowił to przerwać. Odczepił się od niej choć z lekkim
trudem. Spojrzał na nią i nie spodziewał się łez, bo ona rzadko płacze,
więc zdziwił się, gdy zobaczył, że ma zaszklone oczy.
- O co chodzi -zapytała ledwo powstrzymując się od łez- Nie chcesz mnie?
Najpierw straciłam brata teraz mam stracić osobę na, której najbardzij mi
zależy?
Harry nie mógł nic powiedzieć, było mu jej zbyt żal, ale również wiedział,
że jeszcze nie jest całkowicie bezpieczna do czasu, gdy nie wyłapią
wszystkich śmierciożerców. Nic nie powiedział tylko przytulil ją do siebie.
Wiedział, że ona się na to nie nabierze.
- No to co DOKŁADNIE chciałeś mi powiedzieć? - zapytała tonem jakiego
się wcale nie spodziewal.
-No wiesz Ginny... chciałbym żebyśmy.. to znaczy żebyś była bezpieczna.
-Ach taki z ciebie bohater? krzyknęła.
Harry nie był w stanie odpowiedzieć.
Dla NIEGO było to oczyywiste, ale ona chyba tego nie pojmuj.
Po dłuższej chwilispojrzała naniego. W jej oczach nie było już łez, lecz
ujrzał coś czego się nie spodziewał złośc a może nawt nienawiść.
Krzyknęła coś jeszcze, że on jej nie rozumie i odbiegław strone
Zakazanego Lasu.
- Stworek!- krzyknął Harry.
TRZASK.koło niego pojawił się skrzat domowy w brudnej przepasce na
biodrach, z nietoperzymi uszami i ryjkowatym nosem.
-Pan wzywał Stworka- powiedział skrzat- Stworek przyszedł na wezwanie-
i zchylił się tak nisko, że nosem dotknął ziemi.
-Proszę cię Stworku był pobiegł za tą dziewczyną i z UKRYCIA ją
obserwował czy nic jej się nie dzieje. Nie wiem czy w lesie nie został
żaden śmierciożerca czy jakiś inny stwór.
-Stworek zrobi wszystko dla Pana, Pan jest taki dobry dla Stworka,
podarował Stworkowi medalion Pana Regulusa!
Medalion na jego piersi zabłyszczal w słońcu. Harry dobrze go pamiętał,
to przez własnie TEN medalion zginał Dumbledore.
-Dzięki Stworu- jeszcze przez chwile patrzył jak skrzat skrada się za
Ginny.
Jego stosunek bardzo się do niego zmienił od czasu, gdy ten opowiedział
mu całą historie o Regulusie Black'u zaledwie 9 miesięcy temu. Nie mając
nic do roboty wrócił do zamku zastanawiając się co będzie robić gdy
opuści Hogwart. Może pójdzie do Ministerstwa by poszukać pracy. Chyba
nie powinien mieć z tym problemu. Z jego zamysłów wyrwał go kogoś
głos.
-Potter, poczekaj chwile- krzyknęła zadyszana profesor McGonagall-
miałam wszystkich powiadomić, że przez najbliższe dwa dni będą
organizowane powroty do domów, przez pociąg, świstokliki i sieć Fiuu.
Dziś będziecie spać w dormitoriach, a ci co się nie zmieszczą w wielkiej
Sali. I przy okazji...-przez chwilę się zawachała po czym przemówiła do
niego zupełnie innym, miłym i spokojnym głosem- Harry chciałam ci
powiedzieć, że twoi rodzice i Syriusz byli by z ciebie dumnie i ja... też
jestem.
-Dziękuje pani profesor- nie wiedział co powiedzieć, tyle to dla niego
znaczyło. Dostać komplement od samej Minewry McGonagall!!!- Pani
profesor czy pani... płacze?
-Och, zmykaj Potter- powiedziała,a Harry mógłby przysiąc, że ujrzał w jej
oku łze wzruszenia!!


Rozdział II

Pożegnanie

Harry w nocy miał dziwny sen. Śniło mu się, że Hermiona biega za nim po
błoniach z patelnią krzycząc różne obelgi na jego temat.Nagle wpadła w
króliczą norę. Zaczęła krzyczeć. Wyła z bólu. Harry wiedział jedno. Ktoś jej
robił krzywdę. Chciał biec po pomoc, ale nie wiedział ile ma czasu.
Nachylił się lecz nie mógł jej dosięgnąć, znikła mu z oczu. Raptownie
odsunął się. Z dziury wyskoczył Stworek z MP3 w ręku i z słuchawkami w
uszach i śpiewał piosenkę Fatalnych Jędz. Chciał jak najszybciej pomóc
Hermionie. Starał się wymyślić jakiś plan, lecz skrzat cały czas mu
przeszkadzał. Już wymyślił, sięgnął po ródżkę gdy:
-Harry... Harry!!! - usłyszał nad swoim uchem- wstawaj juz dziewiąta.
Ocknął się. Zobaczył Rona ubierającego się. To był tylko sen, pomyślał z
ulgą. Szybko się ubrał i zszedł do Wielkiej Sali. Całe śniadanie
przemilczał. Nie wiedział czy Ron wie o ich MAŁEJ sprzeczce z Ginny i
wolał się nie dowiedzieć. Ona natomiast siedziała i rozmawiała z Luną
Lovegood jakby nigdy nic. Hermiona co chwlię spoglądała to na niego to
na nią., co tylko pogorszało sprawę. Przez moment ich spojrzenia się
spotkały, lecz szybko odwrócił wzrok. Spojrzał w stronę stołu
nauczycielskiego. Pierwsz rzucał się w oczy Rubeus Hagrid, którego nie
sposób nie przeoczyć. Siedział na samym brzegu stołu, koło niego
siedziała profesor Pomona Sprout, dalej Horacy Slughorn, Poppy
Pomfrey, Minewra McGonagall- na miejscu dyrektora- dalej profesor
Vector, Sinistra i na końcu Sybilla Trelowney i centaur Firenzo.
Skład nauczycielski troche się zmienił. Nie było już rodzeństwa Carrowów
i Severusa Snapa. Gdy wszyscy skończyli jeść profesor McGonagall
nabrała głos:
- wszyscy uczniowie mają się zebrać na stacji w Hogsmeade o godzinie
jedenastej gdzie będą czekać na pociąg powrotny do Londynu. Natomiast
cała reszta czeka do wpół do pierwszej na świstokliki w Sali Wejściowej.
Dziękuję.
W sali zapanował zwykły gwar rozsuwanych ławek i szuranie butów osób
wychodzących na zewnątrz.
*


Ron, Harry i Hermiona siedzieli na swoim ulubionym miejscu w pokoju
wspólnym Griffindoru.Okno było otwarte, wiał lekki wiaterek, z zewnątrz
dochodziły głosy uczniów spieszących na stacje kolejową.
Fajnie by było znów być w jednym z przedziałów-pomyślał Harry- tak jakby
nic się nie stało, z myślą, że wróci do zamku we wrześniu by się uczuć
magii. Jak nie będzię uczęszczać już do szkoły, to gdzie teraz pójdzie?
Do Dursley'ów na pewno nie wróci. Może zamieszka w domu, który
oddziedziczył po swoim ojcu chrzestnym- Syriuszu Black'u?
Albo wynajmie pokój na pokątnej. To nawet dobry pomysł.
- Wszystko w porządku Harry?- zapytała Hermiona- Jesteś jakiś blady.
- Nie wszystko ok.- Hermiona zmierzyła go wzrokiem- Nic mi nie jest
naprawdwę- zbuntował się.
- No, ale...
- Hermiono- powiedział ostrzegawczym tonem.
Popatrzyła na niego spode łba, ale dała mu spokój co było bardzo do niej
nie podobne.
Ich milczenie przerywały ciche chrapnięcia Rona, który usnął na kanapie
przed kominkiem.- Harry? No nie patrz tak na mnie. Ja chciałam się zapytać tylko co stało
się Ginny. Nie było jej wczoraj dały dzień, a gdy wieczorem wróciła nie
chciała mi powiedzieć gdzie była. To dość dziwne zwykle mi wszystko
mówi. Chciałam się dowiedzieć czy chodzi o ciebie?
- Nie na pewno nie chodziło o mnie- powiedział ironicznym głosem-
Hermiono, tylko się posprzeczaliśmy i tyle.
- I TYLE?! Harry ona poraz pierwszy raz w życiu nie chciała mi czegoś
powiedzieć. Jak nie chcesz nie mów, dobrze. Myślisz, że to mi do czegoś
potrzebne? A jak tak to się mylisz.
Przez chwilę zapanowała niezręczna cisza.
- To co powiesz?- zapytała nie pewnie.
- No już dobrze. Chodziło o to, że ONA była troche nietaktowna, a z resztą
opowiem Ci wszystko od początku...
Harry opowiadał przez chwilę. Ona zaś robiła co chwila współczujące albo
karcące spojrzenia, co wcale mu nmie pomagało.
- No to tyle. Ona poszła w jedną strone, a ja w drugą.
- Harry, nie chce być nie uprzejma, ale to chyba ty byłeś nietaktowny. Nie
przerywaj mi. Zrozum ona NAPRAWDĘ CIĘ K-O-C-H-A. Czekala na
ciebie tyle czasu, a ty z nią po prosu zrywasz.
- A tam od razu zrywasz...
- Ona napewno to tak odbiera. Znam ją już troche.
- Okej, porozmawiam z nią jak tylko się z nią spotkam. Obiecuje.
- Ale komu?- zapytał Ron, który ledwo ci się obódził co zapewne nie miało
nic wspólnego z krzykami Hermiony.
- Nikomu- powiedział Harry.
- Ginny- wtrąciła Hermiona. Harry ją zmierzył piorunującym spojrzeniem-
Co co?!
- A coś jest nie tak? - zapytał Ron przeciagając się.
- Nie rżnij głupa Ron- powiedziała spoglądając na niego.
- A co tak bardzo widać?- zażartował- Hermiono nie wtrącajmy się to jest
jego życie. A przy okazji będziesz z nią mógł porozmawiac za parę
godzin. Chyba nie myślisz, że Cię tu zostawie samego?- dodał widząc
pytające spojrzenie.
- Hermiono, a ty co zrobisz?
- Ja.. ja chyba pójdę szukać moich rodziców. Wyjadę do Australii. Jak ich
już znajdę to wrócimy do kraju. Mam nadzieję, że uda mi się cofnąć im
pamięć...
- Napewno, jesteś przecież świetną czarownicą!- powiedział Ron, choć od
razu tego pożałował, ponieważ jego uszy zapłonęły szkarłatem.
- W każdym razie troche mi to zajmie, ale kiedyś się zobaczymy,
napewno. Cholera już dwunasta czterdzieści. Chodździe szybko!
O pierwszej stali już w sali Wejściowej. Był straszny hałas.Parę osób
miało ze sobą kufry, ponieważ niektórzy rodzice dopiero teraz zabierali
swoje dzieci. Harry, siódemka Weasleyów i Hermiona czekali na swoją
kolej. Harry nie śmiał zapytać się co z ciałem Freda. Kiedy byli już blisko
końca kolejki Harry zauważył, że Hermiona i Ron dziwnie na siebie patrzą.
Harry spojrzał na rona i zrobił gest typu " idźcie, ja poczekam" i
uśmiechnął się. On odwzajemnił uśmiech, ale było widać, że jest
zmieszany. Powiedział coś na ucho Hermionie i razem gdzieś odeszli.
Pan Weasley właśnie podawał adres aurorowi, który zajmował się
odsyłaniem świstoklików.
- Nora, tak? Dobra macie jeszcze minutę czasu.
Po chwili Ron i hermiona wrócili. Pani Weasley jeszcze obściskiwała
Hermione gdy wszyscy już dotykali stary wazon. Nigdy już miał nie
zobaczyć Hogwartu.
Harry zdążył tylko zobaczyć Hermionę z łzami w oczach, gdy poczół
ukłucie w okolicach pępka. Wszystko mu się rozmazało przed oczyma.
Przez chwilę nie mógł oddychac. Jego nogi uderzyły w twardą ziemie.
Poczół znajmomy zapach. Znów był w domu.


Rozdział III
Domowa służba

Pierwsze dni w Norze nie należały do tych najlepszech. W domu panował smutny nastrój. Ginny nadal ignorowała Harrego, natomiast Ron wściekał się na nich oboje, lecz starał się tego nie okazywać.
Pewnego wieczoru razem z Ronem przez przypadek usłyszeli jak państwo Weasley'owie rozmawiali o tym, że ciało Freda zostało zabrane przez magiczny zakład pogrzebowy ( MZP).
Znów poczół ukłucie winy, choć tyle razy starał się sobie wytłumaczyć, że to nie jego wina. Minął już tydzień od jego śmierci i Harry zaczął tracić nadzieję, że jeszcze kiedyś go zobaczy.
Cieszył się w duchu, że nie powiedział nikomu o jego rozmowie z Dumbledorem. Gestem dał do zrozumienia Ronowi, że lepiej wracać na górę. Zgodził się z nim i zaczęli się wspinać po schodach w ciszy. Mijając pokój Ginny usłyszal ciche łkanie. Choć Ron niczego nie okazywał, Harry by moógł, ze on też to słyszał.


*


Nazajutrz Harry usłyszał cichy głos rona, który z kimś rozmawiał. Miał dziwne uczucie w brzuch i miał przeczucie, że ma to coś wspólnego z jego dzisiejszym snem. Jednak za żadne skarby nie mógł sobie przypomnieć o czym śnił. Otworzył oczy i ujrzał dziwny widok. Stworka sprzątającegopokój Rona i samego Rona siedzącego na łóżku z nieco dziwną miną. Wyglądał tak jakby starał się nie śmiać i jednocześnie zachować poważną minę. Jeszcze przez chwilę oceniał tą sytuację i po dłuższej chwili doszedł do wniosku, że tu nie ma żadnego sensu!
Po chwili skrzat i Ron zwrócili ku niemu głowy.
- O, pan już wstał? Stworek zaraz poda śniadanie.
- Stworek, co ty tu robisz?
- Stworek przyszedł służyć panu!
Harry spojrzał na Rona w nadzieji, że usłyszy jakieś wyjaśnienia.
- Nie patrz tak na mnie!- krzyknął zdesperowany- Ja nie mam z tym nic wspólnego! Jak się obudziłem on stał przy twoim łóżku i robił coś z poduszkami.
- No więc Stworku, co byś chciał mi powiedzieć?
- Stworek przyszedł, bo w Hogwarcie nie ma już dla Stworka miejsca. Profesor McGonagall odesłała wszystkie skrzaty do domów. Więc Stworek jest!
- Dobrze Stworku, możesz zostać. O ile się zgadzasz Ron?
- Jasne- odpowiedział- Możesz spać na strychu z naszym Ghulem.
- A czy Stworek może przynieśc swoje SKARBY?- zapytał skrzat z nadzieją.
- Jasne- odpowiedzieli chórem Harry i Ron.


*


Przy śniadaniu wszyscy już siedzieli więc oni zeszli ostatni. Ron od razu opowiedział wszystkim historie.
- Wspaniale! Zawsze chciałam mieć domowego skrzata- powiedziała pani Weasley, lecz po chwili spojrzała na Harr'ego- Oj, przepraszam, nie powinnam tego mówić.
- Nic się nie stało. To dobry pomysł. Poproszę go, by we wszystkim pomagał. Powinien niedługo wrócić.
- A czy nie uważasz Harry, że to dziwne? Sam tu przyszedł bez twojego zawołania? Przecież on może przyjść dopiero wtedy gdy go wezwiesz- rzekł pan Weasley.
- Proszę się nie martwić. Stworek już dowiódł, że jest godny zaufania, a przyszedł dlatego, że McGonagall go tu przysłała. Ja przecież kazałem mu jej słuchać. Ciekawe tylko co się stanie z pozostałymi skrzatami.
- Tym się nie przejmuj. Znają pracę.
Stuk. Stuk. Wszyscy spojrzeli w stronę okna. Na parapecie siedział wielki puchacz z listem przywiązanym do nóżki.
- Ginny podaj proszę- powiedziała pani Weasley.
Ginny wsała i otworzyła okno. Sowa natychmiast przez nie wleciała. I przysiadła na stole wyciągając nóżkę.
- Kogo szukasz?- zapytał Percy chwytając list- to do Was- powiedział rzucając kopertę w stronę Harr'ego i Rona. Na papierze widniał napis, który głosił: Harry Potter, Ron Weasley, Nora.
Harry dobrze znał te zgrabne pismo. Oboje otworzyli list od Hermiony Granger i zaczęli czytać.

Drogie chłopaki,
jak na razie nie udało misię znaleźć moich rodziców, ale spotkałam nobrze znanego nam czarodzieja. Nie uwierzycie. Hagrida! Nie był sam... Stwierdził, że chciałby Groupkowi pokazać Australię. To się nazywa braterska miłość! Nadal nie tracę nadzieji.
Bardzo tęsknie, chodziaż nie widzieliśmy się dopiero tydzień.
Do szybkiego zobaczenia
Całusy
Hermiona
P.S Piszcie o wszystkim!

Harry i Ron grzecznie podziękowali za śniadanię i poszli do pokoju biorąc ze soba sowę. Wedle życzenia Hermiony o wszystkim jej opowiedzieli. Wysłali powrotną sowę po tym jak ją napoili i dali jej jeść.
- Brakuje mi jej- powiedział nagle Ron.
- Nie tylko tobie stary.
- Harry? Słyszysz?!Na górze- i wskazał palcem w sufit.
- Stworek?!
TRZASK. W pokoju zmaterializował się skrzat.
- Stworek słucha pana.
- To ty byłeś na górzę?
- Tak Stworek rozmawiał z nowym współlokatorem.
- Ach, dobrze. Jak skończysz to zejdź na dół do pani Weasley. Pomagaj jej we wszystkim o co cię poprosi. Zrozumiano? I bez żadnych przekrętów.
- Dobrze Stworek pomoże.
Harry ziewnął czuł się bardzo zmęczony.
- Nie wyspałem się dzisiaj. Miałem okropny sen... Prześpię się jeszcze trochę.
- Okej, zejdę na dół.
Położył się i po chwili został sam. Przez chwilę próbował sobie przypomnieć o czym śnił lecz po chwili zasnął.

- Wstawaj, obiad!
Ocknął się i zobaczył osobę zbliżającą w strone drzwi.
- Ginny poczekaj! Nie chcę byś odchodziła.
- Naprawdę?! To wile się zmieniło od poprzedniego tygodnia.- powiedział ironicznym głosem.
- Chcę ci wszystko wytłumaczyć. Nie wychodź
- Harry, Ginny. Idziecie?- z dołu dochodził głos pani Weasley- Obiad stygnie.
- Ginny nie puszczę cię do póki mi nie obiecasz, że ze mną pogadasz.
- No dobra, ale po obiedzie- powiedziała próbując ukryć uśmiech na twarzy.
Harr'emu od razu zrobiło się lżej na sercu. Znowu miał nadzieję. Schądząc po schodach był tak zamyślony, że nie zauważył skrzata wspinającego się na górę. Wleciał na niego i razem spadli z trzech ostatnich schodków.
- Panu nic nie jest?- zapytał przestraszony- Stworek taki nie uważny.
- Nie nic- odpowiedział masując sobie łokieć.
Siadając do stołu był zadowolony, co nie miało nic wspólnego z znokautowaniem Stworka.
- Co taki wesoły?- zapytał cicho Ron z przekąsem.
- Nic, tak sobie myśle.
- Widzę, że mój plan się powiódł.
- Co?! Jaki plan?
- A nic, nic. Podać ci ziemniaczki Harry?
- Co? Ach, tak proszę- powiedział zdezorientowany.
Ciekawe o czym mówił Ron- pomyślał- Jaki plan?
Jadł szybko, ponieważ chciał jak najszybciej skończyć, a z drugiej strony co chwilę zwalniał, by się zastanowić co ma właściwie powiedzieć. Dziwnie musiało to wyglądać, ale Harry się tym nie przejmował, bo miał inne problemy na głowie.
- George, przygotuj swój pokój. Charlie dziś przyjeżdża.
- A po co?
- No wiesz pogrzeb. Dobrze kończcie. Ja muszę iść... ogród odgnomić. Posprzątajcie potem.
Pani Weasley szybko wybiegła z kuchni na podwórze zostawiając ich samych przy stole.
- Mama chyba zapomniała, że kazała nam odgnomić ogród przed obiadem- powiedział cicho Ron.
- Chyba tak- westchnął George- W każdym razie ja posprzątam.
Jednym machnięciem różdżki sprawił, że talerze poleciały do zlewu, a za drugim same zaczęły się myć w wodzie i odstawiać na miejsce.
- Powiedzcie mamie, że wracam za 2 godziny. Jadę pomóc Lee Jordanowi w sklepie. Sam sobie pewno nie radzi- powiedział George po czym się deportował.
- Ja muszę iść do pokoju. Za dziesięć minut wracam- rzekł Ron po czym pospiesznie pobiegł na górę dając do zrozumienia Harr'emu, że nie chce by za nim szedł.
- To co, idziemy do ciebie?- zapytał nieśmiało.
- Chyba tak- odpowiedziała niepewnym tonem.
Harry poczół niemiły skórcz w żołądku, gdy zbliżał się do jej drzwi. Gdy wszedł, a pokój się zatrzasnał, miał ochotę jak najszybciej z tamtą wybiedz choć nogi odmawiały mu posłuszeństwa. Ona natomiast rozsiadła się w fotelu zakładając nogę na nogę.
- No to słucham?- w jej głosie nie było ani troche agresji, wręcz był to głos miły i spokojny. Ten, który Harry tak lubił.
- Chciałem cię poprostu przeprosić. Wiem, że zachowałem się jak dupek. Mógłbym się usprawiedliwić jakimś '' powojennym'' szokiem czy coś. Tak bardzo mi ta tobie zalży, że bałem się o ciebie.
- Więc chciałeś ze mną poprostu zerwać?
- Co WY macie z tym zrywniem? - spojrzał na nią spojrzał na nią, a ona miała bardzo poirytowaną, a za razem rozbawioną minę.
- Hermiona z tobą gadała?
- Jakbyś zgadła. Chodzi mi poprstu o to, że nie chce cię stracić i tyle. Tak mi ciebie brakowało.
- Mi ciebie też- odpowiedziała.
Harry nie mógł dłużej wytrzymać napięcia i ją przytulił. Ku jego zaskoczeniu Ginny wcale się nie odsunęła. Już chciała go pocałować, gdy z dołu dobiegł ich krzyk pana Weasley'a.
- Gdzie są wszyscy?
Ginny pocałowała go w policzek i zmierzyła w stronę drzwi.
- A Ginny, ty wiesz o co chodziło Ronowi z tym jego planem?
- Chyba o to, że jak ty spałeś to on poprosił mamę żebym ja cię obudziła, bo on nie może czy coś takiego. Chciał się pobawić w swatkę. Chodź, bo będą o coś nas podejrzewać.
- Ciekawe o co?- odpowiedział sarkastycznie i zeszli na dół.


Fantazja: Jeden fanfik - jeden temat. Zapraszam do przeczytania regulaminu. -.-
Dodatkowo zły dział.

Edytowane przez Fantazja dnia 03-06-2011 22:20

Dodane przez blackout dnia 19-04-2011 21:00
#2

Strasznie dużo błędów ortograficznych. Brak spacji. Złe formy wyrazów. Samo opowiadanie nie jest złe, ale te błędy po prostu odpychają. Tego się właściwie nie da czytać. Popraw błędy, a opowiadanie będzie całkiem, całkiem...

Dodane przez cipciak dnia 20-04-2011 16:04
#3

nie zwracając uwagi na błędy, których jest tu ogrom, opowiadanie jest niezłe. postaraj się trochę bardziej estetycznie pisać, bo, jak już wspomniała blackout, tego się trochę nie da czytać.