Tytuł: Harry Potter - Hogsmeade, Twoja Magiczna Wioska :: [NZ] Kolejne pokolenie (część 4)

Dodane przez Yuki27 dnia 26-07-2010 11:57
#1

Co ja sobie myślę dodając to tu, nie wiem. Wybaczcie <rumieni się>. Po prostu chcę zobaczyć, czy moja pisanina się spodoba. Z góry dziękuję za każdy komentarz i ten z krytyką i z pochwałą.

CZĘŚĆ I
- Profesor McGonagall! Moje oburzenie sięga zenitu!
Minerwa McGonagall westchnęła. Już piąty raz w tym tygodniu Friewelius Federick zawracał jej głowę. I zawsze chodziło o to samo.
- O co chodzi Frieweliusie? - zapytała rozdrażniona
- Te dzieci... Nie, te potwory znowu to zrobiły! Wiem, że to one! - mężczyzna zaczął chodzić w koło - Nawet wiem które to. Tylko jedno dziecko w całym Hogwarcie bawi się z gadami!
- Mówisz o Lilly Potter? Przecież ma zakaz zabierania swoich pupili poza Gryffindor. A po za tym co ja mam jej zrobić? Wiesz kim jest jej ojciec, wiesz, że on ma dość luźny stosunek do szkoły. Próbowałam rozmawiać z Nevillem, a on z dziewczyną, ale ona i jej rodzeństwo wszystkiego się wypierają.
Federick prychnął i wyszedł. Minerwa opadła na krzesło.
- Co ja mam robić? Co ja mam robić? - ta myśl nie dawała jej spokoju - Może wezwać całą bandę do siebie? Tak, tak zrobię.
Z mocnym postanowienie pani McGonagall podeszła to szafeczki z boku pomieszczenia. Otworzyła ją, wyjęła dziwny przedmiot, wyglądający odrobinę jak flet, i, mrucząc coś pod nosem, dmuchnęła. Nic specjalnego się nie wydarzyło, ale po około 15 minutach rozległo się pukanie do drzwi.
- Pani profesor chciała nas widzieć? - w drzwiach pojawiła się głowa na oko siedemnastoletniego chłopca o czarnych jak smoła włosach i jasno brązowych oczach.
- Tak, panie Potter. Wszyscy jesteście?
- Tak jest pani profesor.
- No to na co czekacie? Wejdźcie - profesor McGonagall sztywno usiadła za biurkiem. Do gabinetu weszła piątka dzieci w różnym wieku. Ustawiły się w rzędzie i stanęły jak na baczność.
- A więc zaczynamy. Panno Potter, czy panienka pamięta mój zakaz dotyczący panienki... Zwierząt? - Przy ostatnim słowie pani McGonagall wstrząsnęła się z obrzydzeniem. Pięć par oczu spoczęło na ładnej, rudowłosej dziewczynie. Ta zarumieniła się po czym kiwnęła głową.
- Czy panienka go stosuje?
- Ależ pani profesor moja siostra jest posłuszna poleceniom! Prawda, Lilly? - w Jamesie Potterze odezwał się duch braciszka broniącego młodszej siostry
- Oczywiście, że tak! Nie lubię tego zakazu, ale go stosuje!
- No cóż... Panno Potter, profesor Federick wyraźnie w to wątpi. Twierdzi on, że dnia dzisiejszego znalazł małą, żółtą jaszczurkę w swojej szafce. Czy któreś z was coś może wie na ten temat?
Mały chłopak rudy jak wiewiórka, z brązowymi oczami zachichotał cicho, ale umilkł gdy dopadły go błękitne oczy jego siostry.
- Panie Weasley? Ma pan mi coś do powiedzenia?
- Bo widzi pani... Ja się bawiłem z Sam... Znaczy z jaszczurką i mogłem jej dokładnie nie zamknąć...
Minerwa uśmiechnęła się. Te dzieci były nie wyczerpanym źródłem wymówek. Kiedy pierwszy i najstarszy z nich wszystkich James zaczął chodzić do Hogwartu zaczęły się kłopoty. Potem co roku przybywało dzieci aż w końcu, cztery lata temu, do Hogwartu trafiła ostatnia z całego kuzynostwa, Lilly. Od tamtego czasu nie było tygodnia spokoju.
- Dobrze, już dobrze. Tak dla zasady... Panie Weasley, proszę by pan pilnował zamykania dokładnie pupili panny Potter. Panno Weasley... Proszę nie zapominać, że jest panienka w szkole i powściągnąć uczucia. Panie Potter... Nie ty, drugi! Gratuluję wypracowania z transmutacji, bardzo dobre. To chyba wszystko... Tak, idźcie już.
Dzieci kiwnęły głowami i z chóralnym "Do widzenia" wyszły. Dyrektorka opadła na krzesło z uśmiechem na ustach. Zawsze gdy wzywała tą piątkę stawała jej przed oczami słynna trójka: Potter, Weasley i Granger. Kiedyś troje zdolnych uczniów, których wszędzie było pełno, dziś słynny auror, obrońca jednej z najlepszych drużyn i autorka wielu zaklęć. Ich dzieciaki niestety odziedziczyły talent do pakowania się w kłopoty, co doskonale łączyło się z ogromnym talentem magicznym. Ale urok osobisty widocznie również był rodzinny, bo dzieci nigdy jeszcze nie zarobiły poważniejszej kary. No cóż... Na wszystko przyjdzie czas.

- Udało się! - krzyknął James gdy znaleźli się na korytarzu - Upiekło nam się!
Rose potrząsnęła brązową grzywą.
- Wątpiłeś w to? Mój brat jest urodzonym aktorem. - stwierdziła z zadowoleniem, czochrając rude loki brata - W ogóle, to gratulacje, Lilly. Mistrzostwo z tą teleportacją.
Czternastoletnia dziewczyna dygnęła i przywołała na twarz drwiący uśmiech.
- Bo to się nazywa talent - powiedziała skromnie.
Cała piątka wybuchnęła śmiechem. Chłopcy poszli na boisko Quidditcha, a dziewczyny skierowały się w stronę pokoju wspólnego.
- Hej, Rosie...
- Hmm?
- Nie sądzisz, że czas powiedzieć chłopakom? No i twoim rodzicom? W końcu... Sama twierdzisz, że chcecie być razem do końca życia.
- Mówisz jak Scorpius - mruknęła nie zadowolona Rose - Jak mam to powiedzieć? Al i Hugo... Może by to znieśli, ale wiesz jaki stosunek ma James do nazwiska Malfoy. A mój ojciec? Zabije mnie!
Lilly westchnęła. Miłość Rose Weasley i Scorpiusa Malfoya była skaraniem boskim. Już widziała radość wujka Rona, kiedy się dowie za kogo jego córka chce wyjść za mąż. Właściwie to ten chłopak nie był taki zły. Charakter miał po matce: uprzejmy, miły, inteligentny. Nazwisko nie pasowało do niego w ogóle. Co innego jego brat. Lilly chyba by nie zniosła gdyby ta gnida miała być jej krewnym. Tom Malfoy był wredny, chamski i żałosny. Tak bardzo nie podobny do brata, a tak bardzo do ojca.
- Ale... I tak dowiedzą się w sobotę. - mruknęła Rose
- CO?! No to czemu nic nie mówisz?!
- Bo wysłałam im list... I Scorpius też. Także tak koło poniedziałku dostanę wyjca - uśmiechnęła się krzywo - Wyobrażasz sobie? Rose Angeliko Weasley - przedrzeźniała ojca - Jak możesz?! Nie waż mi się tego robić! Jeśli złamiesz mój zakaz wydziedziczę cię!
Lilly roześmiała się, ale znając wuja wiedziała, że może to być całkiem prawdopodobne.
- Ciocia go powstrzyma.
Rose prychnęła.
- Jasne. Już to widzę... Prędzej pomoże mu mnie zabić.
- No wiesz Weasley ona w ogóle nie powinna cię rodzić.
Dziewczyny odwróciły się i ujrzały za sobą bladego chłopaka o prawie białych włosach i zielonych oczach uśmiechającego się złośliwie. Lilly westchnęła cierpiętniczo.
- Malfoy... Dlaczego ty tak bardzo lubisz psuć mi dzień? Wszystko jest pięknie, a tu nagle... Puf! Pojawia się jakiś wyjątkowo obrzydliwy robal.
- Nie rób z siebie kogoś fajnego Potter. Już od dawna mam gdzieś co ty mówisz... Jak zresztą wszyscy.
- No tak, twoi starzy też cię mają gdzieś, co nie? - Lilly złapała Rose za rękę i wyminęła Malfoya.
- Nienawidzę gnoja - mruknęła gdy były już kawałek dalej.
- Nie możesz chociaż...
- Nie. Nie mogę.

Ps. W tym wszystkim wbrew pierwszego wrażenia jest pomysł i sens :D Jeśli wam się spodoba to dam późniejszą część.

Regulamin Działu FF życzę miłej lektury.
A.

Edytowane przez Yuki27 dnia 24-08-2010 16:18

Dodane przez muchor dnia 26-07-2010 12:11
#2

No dobrze - wypowiem się pierwsza.
Najpierw: r30', r11' itp. To znaczki Worda, które pojawiają się po opublikowaniu. Trzeba je usuwać i to natychmiast.
Później: Tekst taki trochę nieczytelny (głównie przez Wordowskie znaczki), błędów przez te ery' nie mogłam dojżeć, bo oczy bolały od patrzenia.
NastępniE: Tekst dość dziwnie zbudowany, muszisz nad nim popracować.

Dodane przez Yuki27 dnia 26-07-2010 12:34
#3

Znaczki z Worda już poprawione, na przyszłość będę pilnować.

Dodane przez Lady Holmes dnia 26-07-2010 12:50
#4

- mężczyzna zaczął chodzić w koło. - Nawet wiem które to.

Brak kropki na końcu zdania. I ten błąd powtarza się później.
Otworzyła ją, wyjęła dziwny przedmiot, wyglądający odrobinę jak flet, i, mrucząc coś pod nosem, dmuchnęła.

Zamiast 1 przecinka bardziej by mi litera "i" pasowała i dwa niepotrzebne przecinki.
Kiedy pierwszy i najstarszy z nich wszystkich James zaczął chodzić do Hogwartu, zaczęły się kłopoty.

Zgubiony przecinek.
- Mówisz jak Scorpius - mruknęła nie zadowolona Rose. - Jak mam to powiedzieć?

Zgubiona kropka.
Miłość Rose Weasley i Scorpiusa Malfoy'a była skaraniem boskim.

Bez apostrofu - Malfoya.
Lilly chyba by nie zniosła, gdyby ta gnida miała być jej krewnym.

Zgubiony przecinek.
Jeśli złamiesz mój zakaz, wydziedziczę cię!

Zgubiony przecinek.
Prędzej pomorze mu mnie zabić.

Pomoże.
- No wiesz Weasley, ona w ogóle nie powinna cię rodzić.

Zgubiony przecinek.
- Nie rób z siebie kogoś fajnego, Potter.

Jw.
***
Po pierwsze - tutaj jest potrzebna beta i to od zaraz.
Po drugie - pomysł jest dość świeży, jeszcze nie czytałam ff, że Rose i Scorpius są razem.
Po trzecie - pisz dalej, wtedy mogę to ocenić.
Pozdrawiam, LH.

Edytowane przez Lady Holmes dnia 26-07-2010 12:51

Dodane przez Crazy Flower dnia 26-07-2010 12:57
#5

Ładne... Naprawdę... Tylko czasem brakuje ci kropek i przecinków, np:

- Ale... I tak dowiedzą się w sobotę. - mruknęła Rose.


Oj! Lady House mnie uprzedziła. Podpisuję się pod wszystkim, co tutaj napisała ;D

Pisz dalej, bo fajne :happy:
Pozdrawiam
Lady Cat.

Edytowane przez Crazy Flower dnia 26-07-2010 13:00

Dodane przez Yuki27 dnia 05-08-2010 12:40
#6

Posiedziałam trochę nad zasadami pisowni i powinno być lepiej... Niestety moja beta ma kupę zajęć, więc jeszcze tej części nie poprawiała, a mi zależy, żeby ją dodać. Także pewne błędy proszę wybaczyć, bo pewnie się znajdą.


CZĘŚĆ II
Był poniedziałek, poranna uczta. James kiwał się na boki, nie do końca obudzony, Albus jadł tosta, powtarzając zapamiętale zaklęcia, Hugo siedział w kącie ze swoją nową dziewczyną, a Rose, ze strachem, raz po raz zerkała na sufit. Lilly właśnie weszła do Wielkiej Sali i zasiadła koło kuzynki.
- Wyluzuj - mruknęła.
Wtem, tuż przed dziewczynami, wylądowała piękna rdzawa uszatka, trzymająca w dziobie coś, czego żaden uczeń Hogwartu nie chciał dostać - wyjca. Rose zerknęła na stół Ślizgonów - Scorpius również otrzymał piękną czerwoną kopertę.
- Otwórz - ponagliła ją Lilly. - Będziesz miała za sobą.
Tamta drżącymi rękami rozdarła kopertę, a ta podskoczyła i zaczęła wrzeszczeć na całą salę głosem Ronalda Weasleya:
- CO TY SOBIE MYŚLISZ?! MALFOY?! OSZALAŁAŚ?! ROSE ANGELIKO WEASLEY ZAKAZUJE CI TEGO!!!!!!! NIE MASZ PRAWA... JA ROZUMIEM... 16 LAT... ALE, DO CHOLERY, ON?! NIE WOLNO CI!!!!!
- Ron, daj jej spokój... Rosie, kochanie, jestem z ciebie dumna, słoneczko. Jeśli jesteś szczęśliwa, to bądź. Mam nadzieję, że będziemy mogli poznać Scorpiusa niedługo. Pozdrów wszystkich!
Rose siedziała w kompletnym szoku. Nie tyle reakcja ojca ją zaskoczyła, co uległość i zrozumienie matki. Cała szkoła również siedziała jak wryta, nie wiedząc co ma powiedzieć. Po drugiej stronie Sali starszy z Malfoyów otworzył swojego wyjca.
- CO TO MA BYĆ?! ŻART?! ŚLUB?! OSZALAŁEŚ CHYBA! WYDZIEDZICZĘ CIĘ! WYDZIEDZICZĘ JEŚLI SIĘ Z NIĄ POKARZESZ W DOMU! NIE MOŻESZ... NIE POZWOLĘ CI!!!!
- Gadaj zdrów - mruknął Scorpius i podszedł do Rose, by ją uścisnąć. - Trzymasz się, mała? Mówiłem, że nie będzie tak źle.
- Mała? - James Potter obudził się natychmiast. - Co to... Co wy... - spojrzał na kuzynkę, na rękę obejmującą ją w talii i zrozumiał. - Nie no... Jaja sobie robicie, tak? Ha ha, żart z rana żebym się obudził? Ok, już wstałem. Możecie skończyć. Serio mówię.
- James... - zaczęła Rose.
- Nie! Daj spokój Rosie... Błagam cię!
- Uspokój się - Albus położył bratu rękę na ramieniu. - Nie ty masz z nim być, tylko ona.
Tamten opadł na krzesło, zwieszając głowę w geście rezygnacji.
- Jesteście... Niesamowici. - mruknął. Hugo mrugnął do siostry i dało się wyczytać z tego "Nic nowego nie powiedział, co?". Tak naprawdę, nikt nie przejmował się tym co się stało. Scorpius Malfoy zawsze był uznawany za przypadek pomyłki Tiary Przydziału - nawet nauczyciele w skrytości ducha dziwili się, co robi w Slytherinie. Bardziej by już pasował do Hufflepuffu - pracowity, pomocny, uczynny. "Zmień nazwisko" - mówili mu niektórzy. I to chyba byłoby dla niego najlepsze.


Lilly Potter stała przed tablicą ogłoszeń w Pokoju Wspólnym. A właściwie próbowała stać, ponieważ całkiem spora część Gryffindoru chciała przeczytać, co tym razem ciekawego będzie się dziać. Tak więc, utrzymanie się w pozycji pionowej nie było proste. W końcu dziewczyna dopchała się do kartki, na której widniał napis "Bal Łączący! Impreza, mająca choć odrobinę zmniejszyć napięcia między domami. Pary zostaną rozlosowane i ogłoszone w środę."
Pary. I to z innych domów. Lilly mogła się założyć o swoją nową miotłę, że był to pomysł Neville'a Longbottoma. Tylko on potrafił coś takiego stworzyć i, lepiej, doprowadzić do skutku.
- Niesamowity facet - mruknęła do siebie.


Była środa, a przy tablicy ogłoszeń tłok wręcz nieziemski. Do około rozbrzmiewały okrzyki, które można było podzielić na dwie kategorie: "Ja, ale fart, taka laska/ taki facet!" i "Za jakie grzechy on/ona?!". James Potter przejechał ręką po włosach na widok nazwiska Samanty Creed, z którą miał spędzić cały wieczór. Czy to tylko przypadek, że złączono go z piękną Krukonką, do której ostatnio wzdychał nocami? Postanowił zapytać o to profesora Longbottoma.
Albus również był zadowolony. Lubił Emilię Sachs. Kilka razy razem się uczyli i mógł powiedzieć, z ręką na sercu, że będzie miał o czym z nią rozmawiać.
Pisk Rose ogłuszył wszystkich stojących w promieniu pięciu metrów.
- TAK! - wrzeszczała. - Udało się!
- Co się udało, siostra? - Hugo pytał właściwie tylko z grzeczności, bo i tak każdy wiedział z kim na Bal idzie Rose.
- Scorpius - szepnęła głosem tak zakochanym, że jej brata zemdliło przez moment. - A ty kogo masz, braciszku?
- Amandę - mrugnął. Amanda była jego obecną dziewczyną.
- Super. Czyli każdy jest zadowolony?
W tym momencie przez Pokój Wspólny przetoczył się wrzask, który zagłuszył wszystko.
- CO?! - Lilly była bliska omdlenia. - To jest jakiś żart?! Któreś z was to zrobiło?!
- Lilly... Co ci? - James podszedł do siostry.
- PATRZ! - wrzasnęła tamta.
W rubryce "Klasa 4" widniało nazwisko najmłodszej z Potterów. A tuż obok niego, czarno na białym, widniało "Tom Malfoy".


Profesor McGonagall się śmiała. Serdeczny, ciepły śmiech brzmiał w całym gabinecie, oszałamiając Neville'a, który nie pamiętał, by kiedykolwiek taki dźwięk słyszał.
- Więc mówisz, że Lilly Potter idzie na ten Bal z Tomem Malfoyem? - wydusiła Minewra.
- Tak...
I znów kolejna porcja śmiechu. Każdy w Hogwarcie wiedział, że nie ma pary bardziej nienawidzącej się niż najmłodsze dzieci Potterów i Malfoyów. A teraz ślepy los postanowił zakończyć tą kłótnię.
- Jak to przyjęli? - zapytała dyrektorka, opanowując się.
- No cóż... - Neville też zachichotał. - Są źli, to jasne. Lilly się zarzeka, że się nie zgadza, ale wie, że nie ma wyboru. Co do pana Malfoya... Za pewne reakcja jest podobna.
- Świetnie. Naprawdę doskonale. Dobrze, Neville, możesz już iść.
Ten skinął głową i wyszedł. Profesor McGonagall zaniosła się kolejną falą śmiechu.
- Chcesz zeswatać tą dwójkę, Minewro?
- Czy masz z tym problem, Severusie? - kobieta odwróciła się do portretu czarnowłosego mężczyzny o haczykowatym nosie, który patrzył na nią drwiąco. - Poza tym nie ja, lecz los.
- Tak... Ale ty nie robisz nic by temu zapobiec.
- Nie wierzysz w miłość, Severusie? - zapytał mężczyzna z portretu obok.
- Miłość? - Snape zachichotał. - Między nimi? Nie, miłość to jedno, a cuda drugie.
- Zobaczymy... - Szepnął Albus Dumbleadore.

Edytowane przez Yuki27 dnia 06-08-2010 20:23

Dodane przez Ghul dnia 06-08-2010 18:04
#7

Wtem, tuż przed dziewczynami , wylądowała piękna rdzawa uszatka, trzymająca w dziobie coś, czego żaden uczeń Hogwartu nie chciał dostać - wyjca.

Lilly mogła się założyć o swoją nową miotłę, że był to pomysł Neviller17;a Longbottoma.

Czy to tylko przypadek, że złączono go z piękną Krukonkom(powinno być ą), do której ostatnio wzdychał nocami?

Kilka razy razem się uczyli i mógł powiedzieć, z ręką na sercu, że będzie miał o czym z nią rozmawiać.

- Lillyr30; Co ci? - James podszedł do siostry.

Serdeczny, ciepły śmiech brzmiał w całym gabinecie, oszałamiając Neville'a, który nie pamiętał, by kiedykolwiek taki dźwięk słyszał.

Więc mówisz, że Lilly Potter idzie na ten Bal z Tomem Malfoyem?


Całkiem ładnie piszesz, ale znalazłem kilka błędów.

Te r30; trzeba szybko usunąć, bo przez nie tekst staje się nieczytelny.

Podoba mi się ten Fan Fick. Pisz dalej - trening czyni mistrza.

Edytowane przez Alae dnia 06-08-2010 19:00

Dodane przez Aroos dnia 07-08-2010 21:30
#8

Bardzo dobrze wczułaś się w atmosferę Hogwartu.Cała piątka charaktery ma podobne do rodziców.Ciekaw jestem jak to się rozwinie.Na razie daję P.

Dodane przez Pandora dnia 08-08-2010 21:32
#9

Bardzo zabawny tekst choć ,musisz go jeszcze doszlifować-czekam na kontynuację;)
Drugi tekst jest po prostu fantastyczny;)

Dodane przez AliceSpinnet dnia 10-08-2010 17:20
#10

Pomimo niewielkich błędów, które zostały w większości 'wytknięte', bardzo mi się podoba ;3 chciałabym dalszy ciąg przeczytać.

Dodane przez Yuki27 dnia 12-08-2010 12:31
#11

Ha, kolejna część wypocin. Ogromne podziękowania dla Lady House za poprawienie błędów. Przy okazji Yuki dowiedziała się, jak skomplikowane są tańce towarzyskie :D

CZĘŚĆ III
- Brawo, panno Potter. To pani nowy rekord.
Tłumy Gryfonów ryknęły śmiechem w odpowiedzi na kąśliwą uwagę pani Pomfrey. Kilkoro Krukonów zaczęło klaskać, a grupka Puchonów chichotała cicho.
- Co mu jest? - zapytała profesor McGonagall, bynajmniej nie rozbawiona.
- Połamane dwa żebra, lewa noga i prawe ramię - pielęgniarka odwróciła się do stojącej koło nich Lilly, która wyraźnie próbowała udawać, że jest jej przykro. - Żeby to pobić, musi mu panienka złamać kręgosłup.
- Do zrobienia - odpowiedziała dziewczyna.
Profesor McGonagall spojrzała na nią z naganą. Wiedziała, że jutro dostanie list od Dracona Malfoya, który będzie żądać surowej kary. Znacznie surowszej, niż szlaban, którym została ukarana Lilly.
A co się właściwie stało? Ano, Tom Malfoy stwierdził, że za nic na świecie nie dotknie córki zdrajczyni krwi, za co córka Potterów posłała go zaklęciem wprost na zbroję, stojącą u szczytu schodów. Według relacji Jamesa, który prawie dusił się ze śmiechu, gdy to opowiadał, Malfoy, razem ze zbroją, zleciał ze stopni, wprost na kamienną posadzkę.
- Masz tam ze mną pójść - Minerwa spojrzała zimno na nastolatkę. - I przeprosić go.
Lilly zwiesiła smętnie głowę, ale posłusznie weszła za dyrektorką do skrzydła szpitalnego.
Tom Malfoy leżał na trzecim łóżku od drzwi i wyglądał strasznie. Był jeszcze bardziej blady niż zawsze, na rękach i piersi widniało mnóstwo siniaków, a na lewej łydce ukazał się wielki, zielono - fioletowy krwiak. Włosy rozsypały mu się po poduszce, a oczy miał zamknięte. Wokół niego tłoczyło się mnóstwo Ślizgonek, które zmierzyły Lilly okrutnymi spojrzeniami.
- No już, uciekajcie stąd! - krzyknęła na nie pani Pomfrey. - Ten chłopak ma odpoczywać! Ty możesz zostać - zwróciła się do Scorpiusa, który siedział przy bracie.
- Panie Malfoy - zaczęła profesor McGonagall, gdy wielbicielki Toma wyszły. Chłopak uniósł powieki. - Jest tu ktoś, kto chciałby panu coś powiedzieć.
Ruda przysunęła się do Ślizgona, który wykrzywił się na jej widok. Mruknęła coś pod nosem.
- Słucham? - zapytał blondyn drwiąco.
- Pelasam - wycedziła Lilly.
- Mogłabyś powtórzyć? Upadek przytępił mi słuch.
- Przepraszam! - warknęła na niego, a jej oczy zdradzały rządzę mordu.
- Ależ nie musiałaś... - szydził dalej chłopak. - Przecież wiem, że nie chciałaś... Że to był wypadek...
- Dość - przerwał mu Scorpius. - Przeprosiła, a ty powinieneś zrobić to samo.
- Co? - Tom wytrzeszczył oczy. - Za co?
- Za nazwanie jej matki zdrajczynią...
- Zapomnij - uciął młodszy z braci. Zamknął oczy. - Chciałbym zasnąć.
- Oczywiście - dyrektorka wstała i skierowała się do wyjścia, a za nia podążyli Lilly i Scorpius.
- Potter - w progu dziewczyna odwróciła się słysząc głos Malfoya i napotkała spojrzenie dużych, zielonych oczu.
- Co? - zapytała.
Tom chwilę patrzył na nią, a potem mruknął cicho:
- Do zobaczenia na lekcji tańca.

Lekcje tańca były kolejnym genialnym pomysłem opiekuna Gryffindoru. Miały się odbywać raz w tygodniu, a uczniowie mieli się męczyć pod okiem nauczycielki zaklęć i opiekunki Krukonów, Christiene Carter.
W sobotę po południu czwarte klasy zgromadziły się w Wielkiej Sali. Stoły zostały usunięte pod ścianę, a na podłodze w kącie stało radio i potężne głośniki.
- Ustawcie się parami! - krzyczała podniecona pani profesor. - Zaczniemy od walca angielskiego!
Lilly jęknęła cicho. Nie umiała tańczyć, a nauka na oczach Toma Malfoya była ostatnim, na co miała ochotę.
Sztywno podeszła do Ślizngona, który z drwiącą miną stał na środku sali.
- Dziewczęta! Ręka na ramię partnera! Panowie, ręka na talię!
Tom i Lilly skrzywili się z obrzydzenia, ale wykonali polecenie.
- I raz, dwa trzy!
Zaczęło się. Gryfonka starała się nadążać za partnerem, liczyć w myślach i nie pomylić kroków równocześnie.
- Depczesz mi po nogach - syknął blondyn, a dziewczyna z całej siły stanęła mu na stopę.
W końcu, po kilku minutach, które wydawały się wiecznością, muzyka ucichła.
- Ładnie, jak na pierwszą próbę - pochwaliła ich profesor Carter. - No, to jeszcze raz!
I tak przez dwie godziny. Pod koniec Lilly przestała mylić nogi, a ostatni taniec wyszedł im naprawdę nieźle.
- No, pięknie! - krzyknęła zachwycona nauczycielka. - A skoro tak wam dobrze idzie, to teraz niespodzianka.
Skierowała różdżkę na radio, a z niego zaczęły wypływać doskonale znane uczniom dźwięki.
- Nie musi to być konkretny taniec... Po prostu dajcie się ponieść muzyce!
Pierwsze takty, szybki rytm. Lilly Potter twardo narzuciła kroki, a Tom, o dziwo, dostosował się do nich. Przód, tył, obrót. Tańczyli odnajdując styl i własne tempo, zatracając się w tym, co robią. W pewnym momencie z rudych włosów dziewczyny zsunęła się gumka i długie, grube kosmyki opadły na ramiona, a ona odrzuciła głowę do tyłu i uśmiechnęła się do chłopaka. Ten odwzajemnił uśmiech i zakręcił partnerką, wywołując zduszone okrzyki sąsiadów.
- "Może mógłbyś uwierzyć w więź odrobinę mocniejszą, niż ta wczorajsza?"* - pytał głos płynący z głośników. Ślizgon, jakby w odpowiedzi, przyciągnął dziewczynę mocniej do siebie i wirowali dalej, śmiejąc się do siebie i chyba nie zdając sobie sprawy z tego, że robią coś razem...
- "Nie obchodzi mnie dlaczego się spotkaliśmy; ale poprzez liczbę ran od oczarowania i wspólnego dotyku, możemy domyślić się powodu."* - wyśpiewał mężczyzna i muzyka po chwili ucichła.
Lilly i Tom oddychali ciężko, wciąż objęci, a wokół nich wybuchły brawa, brawa dla ich tańca. Klaskali wszyscy, bez wyjątków.
- Potter, Malfoy - profesor Carter promieniała. - To było coś!
Odsunęli się od siebie, nie do końca wiedząc, co się przed chwilą stało, czy to nie był może sen...
Z Wielkiej Sali wysypali się czwartoklasiści, do których natychmiast podbiegły szóste klasy, rządne wrażeń. Do rudej podeszła Rose.
- No i jak było? - zapytała współczująco.
- Do wytrzymania - odparła tamta, nie patrząc kuzynce w oczy.
Po drugiej stronie Scorpius dopadł brata.
- W porządku? Dałeś radę?
- Tak - opryskliwie odparł tamten i odszedł.

Lilly leżała na łóżku, patrząc w baldachim nad sobą. Myślała o tym, co wydarzyło się wczoraj i co wciąż nie dawało jej spokoju.
Czuła jego ręce na swojej talii, jego oddech na karku i wzrok na twarzy. Ten taniec wczoraj... To było niesamowite, nie do podrobienia.
Co właściwie czuła do tego chłopaka? "Nienawiść", przemknęło jej przez myśl, jest obrzydliwy, nigdy nie przepuścił okazji by mnie poniżyć.
Uderzyła pięścią w materac. Tom Malfoy zawsze był żałosnym dzieciakiem, który uważał się za lepszego od innych. Dlaczego więc wczoraj czuła się przy nim tak dobrze?

W pokoju wspólnym Slytherinu panowała cisza. W bogato zdobionym kominku tlił się żar, a w jednym ze skórzanych foteli siedział Tom, wpatrując się tępo w ścianę.
Nigdy nie przypuszczał, że przyjdzie mu do głowy coś takiego, jak wczoraj. Kiedy usłyszał, że ma cały wieczór spędzić w towarzystwie Lilly Potter, miał ochotę coś rozbić. Od prawie czterech lat się nienawidzili, dogryzali sobie i wykorzystywali każdą chwilę, by przygotować nowy kawał.
To zaczęło się już w pociągu. Potrącił ją, gdy szła korytarzem. Upuściła sobie kufer na stopę, a on zignorował jej krzyki. Chwilę później leżał oszołomiony.
Zawsze uważał, że jej nie znosi, że to najgorsza osoba w całym Hogwarcie, wliczając nauczycieli. Skoro tak, to dlaczego wczoraj, w tym tańcu, przyszło mu do głowy, że jest piękna?

* T. M. Revolution - "Resonance"
Wybaczcie długość, ale nie było jak tego podzielić. Jeszcze raz dziękuję Lady House, bo pewnie roboty miała trochę.

Edytowane przez Yuki27 dnia 12-08-2010 19:36

Dodane przez Charakternik dnia 12-08-2010 12:45
#12

Hm, ta część jest hmm.... Nudna. Przykro mi, ale lekcja tańca i tylko lekcja tańca. ;p

Polecam słownik i zasady interpunkcji.

Edytowane przez Alae dnia 12-08-2010 14:03

Dodane przez Pandora dnia 12-08-2010 19:21
#13

od koniec Lilly przestała mylić nogi, a ostatni taniec wyszedł im naprawdę niea33;le.

Czy czasem nie chodziło Ci o nieźle?;)
Mi tam się bardzo podobało choć trochę za krótkie;)

Dodane przez DzonMaksej dnia 14-08-2010 11:18
#14

Troche krutkie opowiadanie, które mi się podoba, ale to poczatek.
Piszesz ładne teksty. Bardzo mnie wciągnęło. Daję Wybitny

Dodane przez Mormon dnia 14-08-2010 12:29
#15

Bardzo ciekawy tekst tylko szkoda że troche krótkie.

Dodane przez Charakternik dnia 24-08-2010 15:22
#16

Ooo! Super , Yuki ^ ^ . Fajne FF , naprawde fajne. Ciekawy temat , chyba wszyscy chcieli się dowiedzieć , co działo się pozniej .. daje P.

Dodane przez Yuki27 dnia 24-08-2010 16:18
#17

Po raz kolejny, ale bynajmniej nie ostatni, was nawiedzam z kolejną częścią swojego "dzieła". Kolejny raz dziękuję Lady House za betowanie.


Część IV
- Hej! A ta?
Rose stała przed lustrem, kręcąc się dookoła i podziwiając beżową suknię.
- Ta... - mruknęła Lilly, nawet nie patrząc. Po chwili na jej głowie wylądowała jedna z wielu torebek kuzynki. - Aua! Za co?!
- Za niesłuchanie mnie - Rose po raz kolejny tego dnia weszła do przebieralni. - Ej... A może... Nie, to niemożliwe!
- Co jest niemożliwe?
Panna Weasley wyszła z kabiny, tym razem w sukni bladoniebieskiej. Lilly gwizdnęła. Sukienka była do kolan, z długim rękawem i dekoltem w serek. Krój uwypuklał wspaniałą figurę dziewczyny, a kolor podkreślał oczy.
- Dobrze? - zapytała niepewnie Rose.
- Idealnie! - Lilly tym razem nie udawała zachwytu. - A co jest niemożliwe?
- A nie, nic - zachichotała tamta. - Tak, masz rację, wezmę ją - ponownie zniknęła za zasłoną. - Bo wiesz... Przyszło mi do głowy, że może ty się zakochałaś.
To było gorsze niż cios torebką. Ruda zaczerpnęła tchu, nie wiedząc, co ma odpowiedzieć.
- Tak, wiem, głupie - dobiegł ją, jakby z daleka głos kuzynki. Rose wyłoniła się z przebieralni, już w normalnych ciuchach. - No, to teraz szukamy czegoś dla ciebie.
- O nie!
- A co chcesz iść w spodniach? Nie wygłupiaj się!
- Wiesz, że to nie mój styl! - próbowała się bronić Lilly, ale wiedziała, że Rose Weasley na zakupach jest nie do zatrzymania.
- Wiem. A chcesz dokopać Tomowi? Proszę pani! - zwróciła się do ekspedientki. - Ja wezmę tą - podała jej bladoniebieską sukienkę. - I poprosimy coś dla mojej kuzynki.
- Oczywiście, panno Weasley - odpowiedziała czarownica w średnim wieku. Cała obsługa znała Rose, bo ile razy była w Hogsmeade, tyle razy wpadała kupić sobie nowy ciuszek.
- Co ma do tego Malfoy? - Lilly nie do końca kojarzyła, o co chodzi.
- A to, że jak mu się pokażesz w tym, - Rosie wskazała zieloną sukienkę - to padnie z wrażenia. Co, nie chcesz zobaczyć jego miny?
- Chcę - pomyślała ruda. - Chcę zobaczyć, że mu się podoba to, co widzi. Dawaj to - dodała na głos.

Tom Malfoy stał przy schodach prowadzących do lochów i raz po raz przygładzał włosy.
- Gdzie ona jest? - mruczał do siebie.
Nagle dobiegły go gwizdy, okrzyki niedowierzania i chichoty.
- Ej Malfoy! - krzyknął jeden z jego kolegów. - Patrz, co ci się trafiło!
Blondyn odwrócił się i przez chwilę zastanawiał się, kim jest ta piękność w pistacjowej sukni bez ramiączek, której rude włosy lśnią w świetle, a brązowe oczy rzucają wściekłe spojrzenia Ślizgonom. Nie mógł wydusić słowa.
- To co, idziemy? - spytała Lilly podchodząc do niego. Kiwnął głową, bo tylko na to było go stać.
To była zabawa, jakiej jeszcze w Hogwarcie nie było. Na ścianach wisiały godła domów, pod ścianami stały stoły, otaczając przestrzeń do tańca. Na podwyższeniu stała orkiestra, a w kątach małe stoliczki z przegryzkami i napojami. Na głównych stołach stała masa talerzy i złotych pucharów. Przy każdym nakryciu leżała karta w czerwonej, skórzanej oprawie.
- Uau... - mruknęła Lilly na widok srebrnego, magicznego śniegu, leżącego gdzieniegdzie.
- No, nieźle to wygląda - potwierdził Tom, a po chwili obudziły się w nim dobre maniery, więc zapytał. - Może chodźmy coś zjeść?
Dziewczyna kiwnęła głową i podążyli do stołu.
Oboje dawno uznali, że skoro są na siebie skazani, nie będą sobie psuć wieczora kłótniami. Może miało to związek z tym, że przez te trzy miesiące szok minął, a może z tym, że nie chcieli się narazić nauczycielom?
Fakt był taki, że oboje ostatnio spuścili z tonu. Podczas lekcji tańca zdarzało im się rozmawiać, a nawet śmiać. Co prawda ocieplenie stosunków między nimi nie przeszkodziło pannie Potter obryzgać Malfoya marynowanymi ogonami jaszczurek, a i blondyn nie przejął się zbytnio, gdy "przypadkowo" wepchnął dziewczynę w stertę kompostu. Ale ogólnie wyglądało na to, że jest między nimi lepiej.
Zasiedli przy stole niedaleko Jamesa, który próbował właśnie oczarować swoją partnerkę - czarnowłosą i ciemnoskórą Samantę Creed. Lilly wzięła kartę do ręki. Było tam wszystko - szaszłyki, kotlety jagnięce, szynka ze śliwką, indyk, kurczę... A to tylko danie główne. Gdy dziewczyna zobaczyła kategorię "desery", aż jęknęła. Torty o różnych smakach, szarlotka na zimno, na ciepło, z bitą śmietaną lub bez, sernik, biszkopty, babeczki, piernik... Ruda poczuła, jak ślina napływa jej do ust.
- Ja chyba wezmę dorsza w śmietanie - stwierdził Tom, na którym liczba potraw nie zrobiła wrażenia.
- A ja... Myślisz, że kurczak z pieczarkami będzie dobry?
- A czy tu kiedykolwiek podano coś niedobrego? - odpowiedział pytaniem chłopak i gestem przywołał skrzata domowego, który krążył wokół stołu i przyjmował zamówienia. - Poprosimy raz dorsza w śmietanie i raz kurczaka z pieczarkami. Ryba z ryżem, a mięso... - rzucił Lilly pytające spojrzenie.
- Z ziemniakami.
- Co do picia dla państwa? - zaskrzeczał skrzat, kłaniając się usłużnie.
- Raz... - zaczął Tom.
- Dwa razy piwo kremowe - przerwała mu dziewczyna.
- Już się robi! - rozległ się trzask i skrzat zniknął.
- Skąd wiedziałaś, że chcę piwo? - zapytał blondyn podejrzliwie.
- Chodzę na wróżbiarstwo - Lilly uśmiechnęła się.
- Rozumiem, że szpiegujesz mnie w szklanej kuli?
- Dwadzieścia razy dziennie.
Chwilę później zmaterializował się skrzat z ich zamówieniami i rozmowa została przerwana.
Dziewczyna musiała przyznać, że jedzenie jest wyśmienite, a uważała się za osobę wybredną. Za to Tom narzekał na wszystko - że ryba nie została pozbawiona ości, że ryż jest za mało słony... Co sprawiło, że dziewczyna znów zaczęła się na niego denerwować. Kiedy stwierdził, że obsługa jest za wolna, nie wytrzymała.
- Przestałbyś - warknęła ze złością. - Ciekawa jestem, jak ty byś sobie poradził w kuchni!
- Jeśli o to chodzi - odpowiedział chłopak spokojnie - to gotuję całkiem dobrze. Mogę ci kiedyś udowodnić.
- Obiecaj!
- Obiecuję - uśmiechnął się lekko.
- Co nie zmienia faktu, że jesteś strasznie rozpieszczony!
- Daj spokój - Tom wpakował sobie do ust kawałek ryby. - Po prostu mam w domu minimum wygód, to wszystko...
- Masz skrzata? - przerwała mu Lilly.
- Oczywiście!
- I to jest minimum? To takie trudne, samemu gotować i sprzątać?
- Nie wybierałem sobie rodziny! - warknął chłopak. - To, że mój ojciec dorastał w luksusie i nie umie nawet wody na herbatę podgrzać, to nie moja wina!
Zapadła niezręczna cicha. Ruda czuła się głupio. Nigdy nie sądziła, że takie rzeczy mogą zależeć od wychowania, ale to miało sens. Za pewne, gdyby Draco Malfoy nie żył w przekonaniu, że jest królem i panem, jego syn byłby zupełnie innym człowiekiem.
- Chodźmy potańczyć - zaproponował nagle chłopak, biorąc ją za rękę. Akurat leciała szybka piosenka, idealna do tańca, więc dziewczyna bez oporu poszła za Tomem. Oczywiście, gdy dotarli na parkiet zaczął się nowy utwór - wolny, spokojny. Kątem oka Lilly dostrzegła Rose i Scorpiusa, kołyszących się niedaleko.
Tymczasem blondyn delikatnie położył dłonie na jej talii. Czując się bardzo głupio i wiedząc, że jutro nie opędzi się od plotek, dziewczyna objęła go za szyję. Rozpoczęli taniec, nazywany przez Jamesa "krokiem pingwina".
- Tak w ogóle... - szepnął jej do ucha chłopak. - Wyglądasz bardzo ładnie.
Nie odpowiedziała. Ktoś wpadł na nich, popychając Lilly na Toma. Teraz byli bardzo blisko siebie. Powoli, nie wiedząc czy robi dobrze, dziewczyna położyła mu głowę na piersi.
- Zrobimy wycieczkę według mapy twojego ojca* - zanucił blondyn, a ona zastanowiła się, jakim cudem te słowa tak pasują. Tuliła się do chłopaka, myśląc, że to dziwnie przyjemne.
Gdy muzyka się skończyła, wrócili na miejsce. Przez resztę wieczoru i sporą część nocy jedli, śmiali się i tańczyli, ale żadne z nich słowem nie wspomniało o tamtym tańcu.
Dopiero kiedy się żegnali o czwartej rano, coś się stało. Oboje byli śpiący, zmęczeni, ale zadowoleni, a Lilly marzyła tylko o tym, by znaleźć się w łóżku, ale nie wypadało się nie pożegnać.
- Świetnie się bawiłam - mruknęła, gdy stali w sali wejściowej.
- Ja też. Co jest dziwne, bo nie spodziewałem się po tobie miłego towarzystwa... - dziewczyna uniosła brwi, a on szybko się zreflektował. - Nie, nie o to chodzi, że nie jesteś miła, tylko do dzisiaj nie wiedziałem, że jesteś... Może ja się zamknę?
- Bredzisz, to fakt - przyznała tamta. A po chwili dodała z uśmiechem - Ja też przyznaję, że nie jesteś taki zły.
Tom przełknął nerwowo ślinę. Wokół nich zrobiło się nagle pusto, jakby każdy przeczuwał, co za chwilę nastąpi i nie chciał być świadkiem.
- No to... - chłopak wyraźnie toczył wewnętrzną walkę.
- Tak... Dobranoc - ruda odwróciła się, chcąc odejść, ale on złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie. Poczuła, jak ją całuje, jak jego wargi delikatnie pieszczą jej usta i jakaś część jej, za pewne zdrowy rozsądek, darła się, by go odepchnąć, wymierzyć policzek i odejść, ale serce okazało się silniejsze, a to wszystko było tak miłe, tak przyjemne, a on był taki ciepły...
Całowali się chwilę, ale ona czuła jakby to były godziny. Oderwali się od siebie i milczeli, nie będąc w stanie nic powiedzieć. Dziewczyna czuła jak wali jej serce, a zaczęło bić jeszcze szybciej na widok pary okrągłych, ciemnozielonych oczu, na których dnie czaił się... Strach? Dobrze widziała? Czy to możliwe, by Tom Malfoy się bał?
- Ja... - szepnął posiadacz tych wspaniałych oczu. - Dobranoc - dodał i zbiegł po schodach w dół, prosto do lochów. A ona stała tam, nie wiedząc czy to był sen, czy nie. Chwilę później otrząsnęła się i powlokła na górę.
- No i jak było? - zapytała sennie Gruba Dama, gdy dziewczyna dotarła już na siódme piętro.
- Nie pytaj - mruknęła takim tonem, że tamta wpuściła ją bez pytania o hasło.
W pokoju wspólnym siedziało jeszcze kilka osób, ale nie zwracała na nikogo uwagi, szła prosto do dormitorium. Gdy już się tam znalazła, rzuciła się na łóżko, wciąż w sukience. Myślała o tym, co się stało, rozpamiętywała miękkość jego warg i to jak wspaniale się wtedy czuła...
W końcu zasnęła, nie zdając sobie sprawy, że w sypialni Ślizgonów Tom Malfoy leży z otwartymi oczami, gapiąc się w sufit i myśli, co on najlepszego zrobił.

Szedł korytarzem z silnym postanowieniem. Całą noc myślał, jak ma to rozwiązać i doszedł do wniosku, że to jedyne wyjście.
Stała tam, przed wejściem do lochów. Sama.
- Teraz, albo nigdy - pomyślał Tom i podszedł do niej. - Potter - powiedział drżącym głosem. Wzdrygnęła się i spojrzała na niego. Oczy miała jakby zapuchnięte i dziwnie czerwone.
- To ty... - odpowiedziała cicho. - Coś się stało?
- Chciałem pogadać o wczoraj - wyrzucił z siebie i patrzył jak jej oczy rozszerzają się.
- Tak, ja też...
- Stwierdziłem - przerwał jej zdecydowanie, czując, że jeśli zamilknie więcej już nie powie - że to, co się stało po balu, było skutkiem naszego zmęczenia. Byliśmy śpiący, nie do końca wiedzieliśmy, co robimy... Wróćmy do tego, co było przed balem.
- Znowu chcesz lądować raz w tygodniu w kociołku? - zapytała beznamiętnie Lilly.
- No dobra... - skrzywił się lekko. - Nie do końca do tego, co było przed balem - wyciągnął rękę. - Zawieszenie broni?
Nie mógł znieść tych oczu. Brązowe, w kształcie migdałów, zdecydowanie fascynujące, wpatrywały się w niego teraz oskarżycielko.
- Niech będzie - krótko uścisnęła mu dłoń i odwróciła się szybko, dając do zrozumienia, że rozmowa skończona. A on odszedł, czując, że nic już nie będzie tak jak dawniej, choćby nie wiem jak się starał.


Lilly gapiła się w ścianę, myśląc o tym, co przed chwilą usłyszała. "Byliśmy śpiący, nie wiedzieliśmy, co robimy" tak powiedział. A ona była pewna, że tego chciał...
Zacisnęła wargi, starając się powstrzymać łzy. Zawieszenie broni? Dobrze, ona mu pokaże, że potrafi udawać, że nic się nie stało, na pewno da radę, nie da mu tej satysfakcji....
Ale w głębi siebie wiedziała, że to będzie najtrudniejsza rzecz, jakiej się w życiu podjęła.


*Avril Lavigne - "Kiss me"
Tym razem chyba jest dłuższe. Niestety, nie pozbędziecie się mnie tak łatwo, bo nawet gdy ta seria się skończy, mam pomysły na 3 następne... Także pomęczycie się ze mną. I jeszcze raz podziękowania dla Lady House.

Edytowane przez Yuki27 dnia 26-08-2010 08:20

Dodane przez Delirantka dnia 25-08-2010 21:22
#18

- Za nie słuchanie mnie

'niesłuchanie' raczej
Nie, to nie możliwe!
- Co jest niemożliwe?

To, że w jednej sekundzie piszesz jakiś wyraz poprawnie, a w drugiej robisz w nim byka jak stąd do Honolulu.
Krój uwypuklał wspaniałą figurę dziewczyny

Dziwnie mi to brzmi.
- Idealnie! - Lilly tym razem nie udawał zachwytu.

Taak, Lilly był stuprocentowo zachwyconym facetem.
To była zabawa, jakiej jeszcze w Hogwarcie nie było. Na ścianach wisiały godła domów, pod ścianami stały stoły, otaczając przestrzeń do tańca.

Rzeczywiście, niesamowite. Godła na ścianach i odsunięte stoły - nie, nie może być.
magicznego śniegu, leżącego gdzie nie gdzie.

klik
I tak dalej.
Przyznaję, że trochę wyszłam z wprawy w komentowaniu, ale nie mogłam się wręcz powstrzymać, żeby niektórych błędów Ci nie wypomnieć. Generalnie - jakoś przebrnęłam przez te cztery rozdziały, choć przyznaję, że chwilami czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu ekranu mojego komputera kusił tak bardzo, że ledwie dawałam radę skupić się na czytaniu. Nie bierz tego za bardzo do siebie, ale jak na razie to co piszesz jest słabe - jest jak milion innych opowiadań, na które natknęłam się w internecie - zakazany związek dzieci Pottera i Malfoya, od nienawiści do miłości blablalaldjbbla... Taka telenowelowa historyjka osadzona w hogwarckich realiach. Ja czegoś takiego nie lubię i to co piszesz mi się nie podoba, choć przyznać muszę, że gdyby nie te błędy i trochę kulawa budowa zdań, mogłoby być dużo lepiej, bo uważam, że dobór słów masz niezły i coś w tej Twojej pisaninie jest. Ale zdecydowanie musisz popracować przede wszystkim nad treścią, bo - uwierz - nikomu nie chce się czytać milion razy tej samej historii opowiedzianej po prostu trochę innymi słowami. A gramatyka i ortografia to już swoją drogą...
Pozdrawiam.

Edytowane przez Delirantka dnia 25-08-2010 21:23

Dodane przez Tsunade24 dnia 09-12-2010 16:00
#19

bardzo ciekawy tekst lily i malfoy no ładnie :D Daję W

Dodane przez dark shadow dnia 05-03-2011 19:17
#20

Dla mnie super i pisz dalej. Jest super.
Też zawsze sądziłam że Rose będzie z Skorpiusem. Pasowali mi do siebie.

Ja to oceniam na W i masz napisać dalej. Jest coraz mniej rzeczy które opyla się czytać a ta jest wyjątkowo wciągająca i dobrze napisana.

Dodane przez Charakternik dnia 27-03-2011 18:37
#21

Ykhym ... Nie no, fajnie. Zresztą jak wszystko co napiszesz. Rowling nie dała nam, i nie da już historii dzieci głównych bohaterów, a ty całkiem fajnie to wymyśliłaś : D .

Dodane przez Gryfonka24 dnia 02-07-2011 14:58
#22

Bardzo mi się podobało i mam nadzieję, że będziesz pisać dalej. ;)