Tytuł: Harry Potter - Hogsmeade, Twoja Magiczna Wioska :: [NZ] Dziewczyna, która pokochała Severusa Snape'a, rozdział 10

Dodane przez muchor dnia 12-04-2010 16:21
#1

Jest to moja pierwsza opowieść, którą publikuję, więc proszę o wyrozumiałość;). Z góry dziękuje za przeczytanie.



Dziewczyna, która pokochała Severusa Snaper17;a


Rozdział 1


Miriam siedziała na łóżku i rozmyślała:
,,A co, jeśli on jednak podejmie się tej misji? Będzie ryzykował życie dla jakiegoś... Jakiegoś... Bubka!? Miriam!r1;- skarciła się w duchu dziewczyna. ,,Nie wolno ci tak mówić, jest wielkim czarodziejem i musi mieć jakiś ważny powód by dać mu takie trudne zadanie. Ale jaki? Ech... Wszystkiego dowiesz się jutro Miriam. Spotkasz się z nim i wyperswadujesz mu tę misje.r1;
***************************************************************************
Na małej ławie stały dwie filiżanki i lekko parujący dzbanek. Obok leżała różdżka. Po dwóch stronach stoliczka stały fotele wyściełane ciemnoczerwonym aksamitem. Na jednym z nich siedziała dziewczyna.
PUK, PUK, PUK!
Łomotanie rozległo się po całym mieszkaniu. Miriam poderwała się z miejsca i podbiegła do drzwi. Wycelowała różdżkę w sam ich środek i otworzyła je. Stał za nimi mężczyzna z tłustymi czarnymi włosami i haczykowatym nosem, ale ona nie widziała niczego prócz jego oczu. Czarne i głębokie jak tunele, zimne oschłe, a jednak... Smutne. Na te oczy można było patrzeć i patrzeć.
-Mam nadzieję, że zaprosiłaś mnie tu po to, żeby porozmawiać o czymś ważnym, a nie żeby się na mnie gapić, bo jeśli nie, to wybacz, że ci przerwę, ale śpieszę się.
-Więc jednak zgodziłeś się tam iść, tak?
Na moment zapadła cisza. Chwilę później odpowiedział jej:
-Tak
-Och, Severusie! Proszę nie rób tego! To zbyt trudne, zbyt niebezpieczne... Zabijesz się! Proszę, nie idź ta...
-Nie- przerwał jej Snape- zdecydowałem już. Idę. Nie zawiodę Dumbledorer17;a, liczy na mnie. Tylko ja mogę to zrobić.
-Zawsze tak jest, Severusie, mówisz tak za każdym razem! ,,Tylko ja mogę to zrobićr1;. Sratatata.
-Bo to prawda. Dumbledore twierdzi, że tylko ja jestem na tyle dobry w oklumencji i tylko ja jestem na tyle blisko Czarnego Pana, że...
-Znam te gadkę, więc proszę przestań. Czemu po prostu nie zadbasz dla odmiany o siebię? Czy zawsze musisz ratować innych od Sam-Wiesz-Kogo? Czemu wreszcie przestaniesz przesadnie troszczyć się o innych ludzi, a nie o siebie? Nie idź tam, proszę!
-Już podjąłem decyzje Miriam i nic mnie nie powstrzyma. Ani ty ani nikt inn...
Nie dokończył, bo Miriam podeszła do niego i pocałowała go. Jeszcze nigdy tego nie robiła i była pewna, że on też nie, a nawet jeśli, to baaardzo dawno temu. Całowała go jak nigdy nikogo innego. Czuła, że go kocha i nie pokocha już żadnego mężczyzny tak bardzo jak jego. Czuła jakby ten pocałunek był całym jej życiem, jej energią, emocjami...
Snape nagle oderwał się od niej i spojrzał na nią pytająco.
-Wyjaśnisz mi, co to do cholery było?- zapytał.
-Ekchem... Yyy... No wiesz... To był... Pocałunek.
Mówiąc to poczuła, że pieką ją policzki- zaczerwieniła się.
,,Jasny gwint! Czy ja muszę zawszę się czerwienić?!r1;- pomyślała.
-A ten pocałunek, to z jakiej okazji?
-Na pożegnanie...
-Czego?
-Ciebie, bo mogę cię już nigdy nie zobaczyć, może nie być okazji, a teraz była i pomyślałam, że...
Spojrzał na nia dziwny wzrokiem.
-Miriam czy ty przypadkiem... No wiesZ... Mnie nie... Echem... Kochasz?
-No tak...

Rozdział 2


Na łóżku leżała dziewczyna, której kasztanowe włosy oplatały się wokół twarzy. Jej niebieskie oczy były mokre od łez.
,,Czy musiałam się tak upokorzyć? Co ja narobiłam?! Och, co on na to powie?r1;
Przypomniała sobie, co się stało:
-Miriam czy ty przypadkiem... No wiesz... Mnie nie... Echem... Kochasz?- spytał Severus
-No tak...
BIM BAM BIM BAM BIM...
Rozległo się bicie zegara
-Powinienem już iść. Dumbledore na mnie czeka. Zobaczymy się jak wrócę.
Wyrwał się z jej uścisku i podbiegł do drzwi.
-Sev zaczekaj!- krzyknęła za nim, ale było za późno. Wyszedł.
Pobiegła za nim, lecz gdy wyszła na dwór zobaczyła tylko kawałek jego szaty i usłyszała donośny trzask- deportował się. Ukryła twarz w dłoniach.
Wzdrygnęła się na to wspomnienie. Brrrrr. Musi się komuś wyżalić, komuś powiedzieć. Komu? Oczywiście Isabelle. Nikt inny nie był tak dobry jak jej młodsza siostra. Co prawda miała dopiero dziewiętnaście lat, ale budziła ufność i zaufanie ludzi. Będzie najlepsza.
********************************************************

Po wizycie u siostry nastrój dziewczyny bardzo się poprawił. Razem zdecydowały, że poczeka na Snaper17;a i wszystko wyjaśni. Severus miał wracać za trzy dni. Trochę musiała poczekać, ale cóż...
********************************************************

Miriam stała przed szafą i patrzyła z powątpiewaniem na jej zawartość, która teraz leżała porozwalana po całym pokoju. Przymierzała wszystko po kolei i tak samo odrzucała.
-Powinna tu być jeszcze jedna, błękitna.
W końcu z pod sterty ubrań wyciągnęła jasnoniebieską sukienkę. Założyła ją i spojrzała w lustro. Tak. W tym wygląda odpowiednio. Usłyszała trzask. A potem kolejny i pięć następnych. Spojrzała za okno, ale było ciemno i nic nie było widać. Nagle ujrzała rozbłyski światła. Zielone, złote i czerwone promienie. To były iskry z różdżek. Wypadła na dwór. Śmierciożercy walczyli z jakimś mężczyzną. W pewnej chwili trafił go oszołamiaczem i upadł na ziemię. Następne rozbłyski oświetliły jego twarz. Dziewczynie serce stanęło w gardle. To był Snape. Zadziałała instynktownie. Wyjęła różdżkę i zaczeła strzelać w śmierciożerców zaklęciami. Ogarnęła ją zimna furia. Była bezlitosna. Śmiercożercy padali jeden po drugim . Kilku uciekło. Kiedy zagrożenie minęło uklękła przy Severusie. Był zakrwawiony i brakowało mu kawałka ręki. Na szczęście małego. Na czole miał paskudne rozcięcie. Nagle zielony strumień śmignął jej koło ucha. Poderwała się. Zwolennicy Czarnego Pana przybyli z posiłkami. Było ich ok. piętnastu, a wszyscy celowali w nią. Zaklęcia mijały ją często zaledwie o cal. Złapała Severusa i pobiegła w stronę domu. Zaklęcie paraliżujące trafiło w Snaper17;a. Mocniej ścisnęła jego i różdżkę. Odwróciła się.
-PROTEGO- wrzasnęła- DRĘTWOTA!!!!
Mężczyzna zaczął jej ciążyć. Potknęła się o wystający z ziemi kamień. Upadła. Poderwała się prawie natychmiast.
-Cholera- mruknęła.
Skręciła kostkę. Śmierciożercy byli coraz bliżej, a ona ciągle zwalniała. Jeszcze trochę... trochę...
Jakieś zaklęcie trafiło ją w brzuch. Zwijała się z bólu, ale musiała dobiec do domu. Jeśli się wysili i pobiegnie jeszcze ten mały kawałek, będzie bezpieczna. Nie miała siły, upadła. Zrobiło się ciemno i cicho.
Zemdlała.

Rozdział 3

Ból. Pierwsze, co poczuła po ocknięciu się to potworny ból. W czaszce, piersiach, nogach, wszędzie. Otworzyła oczy. Powoli przypominała sobie, co się stało. Śmierciożercy, Sev, walka, kostka...
Poderwała się na nogi, ale zaraz tego pożałowała, bo ból w nodze był nie do zniesienia. Usiadła prawie w tym samym momencie, w którym wstała.
-Uspokój się. Jesteśmy bezpieczni- powiedział jakiś głos.
Miriam spojrzała w bok. Na fotelu siedział Snape. Miał zamknięte oczy a swoje dłonie trzymał na skroniach.
-Co się stało?- spytała.
-Hmmm?
-Jak to się stało, że jesteśmy cali i żywi, że nie złapali nas śmierciożercy? Przecież ja zemdlałam!
-Ale ja nie.
-Co?
-Ja nie.
-Ale ty byłeś sparaliżowany!
-Tak, ale byłem przytomny. Kiedy zemdlałaś Travers walnął w tego faceta co mnie sparaliżował morderczym zaklęciem, co poskutkowało tym, że odzyskałem sprawność. Więc zaciągnąłem cię do domu, ale nie byłem w stanie nas uzdrowić, miałem za mało energii.
-Ile byłam nieprzytomna?
-Jakieś dziesięć minut.
Miriam już nic nie powiedziała, tylko położyła się i zasnęła.
*****************************************************

Następnego dnia pierwszą rzecz, którą zrobiła dziewczyna po obudzeniu się, było umycie się. Musiała zmyć z siebie krew i brud. Po wizycie w łazience uzdrowiła swoje rany. Następnie skierowała się do kuchni.
-Sev!
-Witaj Miriam.
-Co ty tu robisz?
-Jem.
-Widzę. Ale co robisz w moim domu?
-Moje mieszkanie zostało zniszczone przez tych samych śmierciożerców, którzy chcieli zniszczyć mnie.
-Więc, co masz zamiar teraz zrobić?
-Słuchaj, co do tego, co do mnie mówiłaś, wiesz, przed wyjazdem. Eeee...
-Nie... No co?
-Ja nie wiem, co o tym myśleć, to wszystko stało się tak nagle...
-Severusie, ja nie oczekuję, że mnie poślubisz, nie.
-Nie?
-Nie, ale powiedz mi, czemu nie okazujesz emocji nikomu innemu niż mnie? Wobec innych jesteś zimny i oschły, a wobec mnie miły i ciepły. Dlaczego?
-Innym ludziom nie można ufać,- wyszeptał- tylko ty jesteś uczciwa, ty mnie rozumiesz.
-Severusie?
-Co?
-Lubię cię i jestem pewna, że miał byś mnóstwo przyjaciół, gdybyś tylko chciał.
-Ale ja nie chcę. Wystarczysz mi ty.

Edytowane przez Alae dnia 03-07-2010 19:30

Dodane przez Ginny0004 dnia 12-04-2010 16:30
#2

Cóż, trudno jest mi powiedzieć cokolwiek, ponieważ był to krótki fragment. Bardzo denerwowało mnie coś takiego:
jakiegośr30; ,Echemr30 takr30;

Było tego o wiele więcej, co to ma być?
Czekam na dalszą część, ponieważ nie mogę powiedzieć czy jest to ciekawe, chociaż nieźle się zapowiada.! xD

Dodane przez Arya dnia 12-04-2010 17:04
#3

No tak... Sam tekst nie jest zły, nawet mi się spodobał. Ale... Te przeklęte 'r30'! Kiedy zauważysz takie w swoim tekście jak go już opublikujesz, to go popraw, edytuj. Bo teraz ledwo ten tekst przeczytałam. Nawet nie mogłam niektórych wyrazów poznać. A wiec postaraj się pod tym względem :)
Moje oczy nie wyśledziły żadnych błędów ortograficznych, gramatycznych, oprócz tych wyżej wspomnianych... Znaczy PRAWIE wszystko dobrze.
Jak wcześniej wspominałam tekst jest fajny,m mi sie przynajmniej podobał. Aż jestem ciekawa, co powie na to Severus. Zaiste, ciekawe...
Tak wiec serdecznie pozdrawiam i Wena życzę :)

Dodane przez aniutek96 dnia 12-04-2010 17:08
#4

Zgadzam się z Ginny. Ciężko coś powiedzieć, bo jest to krótki fragment, ale jak narazie zapowiada się ciekawie.
jakiegośr30; jakiegośr30; bubka!? Miriam!r1;
Właśnie takie coś było wkurzające. Jak dodasz następną część to ci powiem coś więcej. Życze weny.

Dodane przez muchor dnia 12-04-2010 17:11
#5

Postaram się aby w następnych częściach uważać na r30; i żeby było dłuższe.

Edytowane przez muchor dnia 12-04-2010 19:01

Dodane przez muchor dnia 17-04-2010 11:03
#6

Rozdział 4

Dumbledore siedział w swoim fotelu z wysokim oparciem.
-Nie uważasz, że pozwalasz na za dużo temu chłopakowi?
Harry przed chwilą wyszedł z gabinetu dyrektora.
-Dziękuje Nigellusie za twoją opinię, ale w tej kwestii się chyba nie zgadzamy.
Dumbledore wstał.
-Severus powinien już tu być, chyba, że...
-Przepraszam cię Dumbledore, ale byłem u Miriam i... i zagadałem się.
Snape wpadł do pokoju, pierś mu lekko falowała. Mocno dyszał, a powietrze świszcząco opuszczało jego usta.
-Zagadałeś? W twoim zachowaniu jest coś nowego Severusie. Coś się stało? Bardzo się zmieniłeś... Stałeś się taki...Ludzki.
Obserwował go bardzo dokładnie zza swoich okularów-połówek. Snape lekko poczerwieniał, ale nie ze złości, nie. To było, co innego. To był chyba... Nie... Ale to musiał być rumieniec. Nigdy nie widział czegoś takiego w jego wykonaniu. Ta sytuacja przerosła zwykle opanowanego dyrektora Hogwartu. Miał ochotę rozdziawić szczękę i gapić się na Snape'a ze zdziwieniem, a wyglądałoby to bynajmniej dziwnie. Nie zrobił tego jednak, tylko spytał:
-Chodzi o Miriam, tak?
-Można to tak ująć- Snape wyraźnie się zmieszał-, ale w sumie to nic takiego.
-Nic takiego??? Nic TAKIEGO???
-Nie przesadzajmy Dumbledore, bądźmy dorośli.
-Ależ Severusie, ty zacząłeś okazywać swoje emocje. Odkąd umarła Lily Evans... Przepraszam, Potter...
Snape zadrżał lekko. Wciąż pamiętał jak Lil powiedziała mu, że się zaręczyli, że będą mieli DZIECKO, ona i Głupotter, ten debil i idota, który mu ją odbił, miał mieć z nią... Brrrr. Pamiętał jak nie został zaproszony na ich ślub.
Przypomniał sobie jak się czuł, gdy ten wredny bachor, Wybraniec, tak teraz nazywają tego potwora, przyszedł do Hogwartu, jak spojrzał na niego tymi oczyma, tak podobnymi do jego matki. Nagle poczuł miły kwiatowy zapach, był zupełnie taki jak Lily. Zobaczył przed oczyma jej drobną twarz, wokół której kłębiły się rude włosy, a potem kamień, na którym napisane było: ,,Lily Potter, zmarła...r1; i pewien cytat, ,,Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie pokonanyr1;. Sam pomagał go wybrać. Z oddali usłyszał swoje imię. Pierwszy, drugi i w końcu trzeci raz. Ocknął się ze swoich wspomnień i wrócił na ziemię.
-Severusie?
W oczach mężczyzny zaszkliły się łzy. Wypadł z gabinetu i popędził do lochów. Tam nikt go nie zobaczy.

*****************************************************

W pokoju panował mrok. Tylko blask kominka rozjaśniał ciemność. Ktoś dołożył drew i błysnęły płomienie, na krótką chwile oświetlając duży fotel. Na około niego stał rząd postaci w czarnych pelerynach.
-Severusie?- odezwał się głos dochodzący z fotela
-Snape'a nie ma Panie.
Powiedziała to kobieta stojąca najbliżej kominka, a mówiąc to wystąpiła lekko na przód.
-Nie ma go... Cóż, ty tak twierdzisz Bellatriks. Idź na dół i upewnij się, że go niema.
Postać nazwana Bellatriks wyszła z pokoju, lecz po kilku minutach wróciła z jakimś mężczyzną. On też miał na sobie czarną szatę.
-Avery, Bellatriks i ty Severusie zostańcie. Reszta, wyjść.
Toore, z tobą porozmawiam później- odezwał się Czarny Pan
W pokoju zostały tylko pięć osób: Voldemort oraz wcześniej przez niego wymienieni.
-Mam dla was zadanie.
-Och Panie, wykonywać coś w twoim imieniu to wielki zaszczyt, za wielki dla niektórych obecnych tu osób- powiedziała Bellatriks.
W jej głosie dało się słyszeć, że ma kogoś konkretnego na myśli.
-Musicie zabić pewną kobietę. Możecie się z nią pobawić zanim bidulka zginie. Daje wam wolną rękę. Jak ją zamordujecie, jakimi zaklęciami, co z nią wcześniej zrobicie, wasza sprawa.
-Dzięki Ci Panie, ale kto to ma być?- spytał Avery
-Miriam Cord
Snape, który dotąd nie włączał się do rozmowy i wydawało się, że prawie nie słuchał Voldemorta, nagle bardzo się tym zainteresował.
-Czemu mamy zabić tę kobietę?
-Mam swoje powody Severusie, ale ty chyba znasz tę dziewczynę, racja? Mam nadzieje, że w niczym ci to nie przeszkodzi, prawda?
Snape otworzył lekko usta, ale natychmiast je zamknął.
-Oczywiście, że nie Panie, nie ma niczego co może mi przeszkodzić w wykonywaniu twoich rozkazów- odpowiedział po chwili.
Ale nagle zrozumiał, co się zaraz stanie, oczyścił umysł, wyzbył się emocji i przywołał fałszywe wspomnienia. Zobaczył siebie i Miriam. Kłócili się zawzięcie o coś nieistotnego, potem, mówili do siebie chłodnym głosem i więcej obrazów ukazujących ich nie miłe przeżycia. W tych wspomnieniach czuł Voldemorta, wiedział, że stosuje wobec niego leglimencję.
-Wspaniale. Nagini- wydał z siebie zduszony syk- idź po Toore'a. Możecie iść- teraz zwracał się już do nich- Przynieście mi jej ciało, Nagini dawno nie miała w ustach ludzkiego mięsa i dzisiejsza kolacja jej nie wystarczy, prawda kochana?- Wąż nieznacznie pokiwał głową, Voldemort zaczął z nią rozmawiać, gdy wszedł Toore. Avery i reszta już poszli.
-Toore...
Dziesięć mil od miejsca gdzie to się stało, dało się usłyszeć przeraźliwe krzyki oraz okrutny, zimny śmiech.
-Nagini kolacja.

Edytowane przez muchor dnia 20-06-2010 17:48

Dodane przez Lady Holmes dnia 17-04-2010 11:29
#7

-Nie uważasz, że pozwalasz na za dużo temu chłopakowi?
Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy - myślniki.
Harry przed chwilą wyszedł z gabinetu dyrektora. Zawsze powinna być spacja między myślnikiem z znakiem, np. Nie jest dobrze - powiedziała Alice.. Dalej jest więcej tych samych błędów i nie będę ich dalej wymieniać.
Nie..., Ale to musiał być rumieniec.
Co tutaj robi ten przecinek?
Miał ochotę rozdziawić szczękę i gapić się na Snaper17;a ze zdziwieniem, a wyglądałoby to bynajmniej dziwnie. Nie zrobił tego jednak, tylko spytał:
Uroki pisania w Wordzie.
-Można to tak ująć- Snape wyraźnie się zmieszał-, ale w sumie to nic takiego.
Znów przecinek. Bardzo dobrze widać, że piszesz w Wordzie i korzystasz z opcji Sprawdź pisownię i gramatykę czy jakoś tak i zaznaczasz zamień wszystko. To jest źle. Jeśli chcesz z niej korzystać, to sam/a klikaj na zamień lub popraw samodzielnie każdy błąd.
Wciąż pamiętał jak Lil powiedziała mu, że się zręczyli, że będą mieli DZIECKO, ona i Głupotter, ten debil i idota, który mu ją odbił, miał mieć z nią...
To można się zręczyć? Chyba chodziło ci o zaręczyć. Literówka w słowie Idota ----> Idiota.
Woczach mężczyzny zaszkliły się łzy.
W oczach.
W tych wspomnieniach czuł Voldemorta, wiedział, że stosuje wobec niego leglimencje.
Legilimencję.
Możecie iść- teraz zwracał się już do nich- Przynieście mi jej ciało
Spacje przed i po myślniku oraz interpunkcja.
Moim zdaniem powinno być tak:
Możecie iść - teraz zwracał się już do nich. - Przynieście mi jej ciało
***
Po raz pierwszy to czytam i powiem, że nie mam jeszcze wyrobionego zdania, także proszę o więcej. Przydałaby się tutaj beta.

Dodane przez Arya dnia 27-04-2010 20:09
#8

Teraz już mogę powiedzieć więcej.
Po pierwsze: sam styl jakby sie poprawił. Wydaje mi się, że zaczęłaś pisać trochę lepiej, a raczej dawać więcej opisów. To mi się podoba. Ale ta przeklęta interpunkcja i "r11"... Wiem, trudno nad tym diabelstwem zapanować, ale sie da. Musisz nad tym popracować. Gdzieś tam było, że użyłaś skrótu do słowa "około".


Było ich ok. piętnastu, a wszyscy celowali w nią. Zaklęcia mijały ją często zaledwie o cal. Złapała Severusa i pobiegła w stronę domu. Zaklęcie paraliżujące trafiło w Snaper17;a. Mocniej ścisnęła jego i różdżkę. Odwróciła się.
-PROTEGO- ryknęła- DRĘTWOTA!!!!

W FF lepiej by było gdybyś używała całych wyrazów. Podkreśliłam też słowo "ryknęła", bo nie podoba mi się takie określenie tonu głosu kobiety. Mogło być "wrzasnęła" lub "krzyknęła", ale to "ryknęła" tutaj nie pasuje. Tym słowem określa się raczej ton głosu mężczyzny.
I to tyle jeśli chodzi o styl i interpunkcję. Wszystkie błędy, które moje wspaniałe oczy wyłapały wypisała Lady House.Ja nie mam tu nic do dodania. No oprócz tych dwóch maleńkich błędów.
Ciekawie rozwinięty jest ten tekst, te zwroty akcji. Można się pogubić, ale ja uważam, ze to lepiej, jeśli tekst jest taki, nad którym czytelnik ma pomyśleć. Wiesz, podoba mi się, że piszesz z perspektywy różnych osób. W I rozdziale, w pierwszej części jest, ze najpierw piszesz z perspektywy, dyrektora, a kilkanaście zdań później opisujesz myśli Snape'a. To trochę dziwne... Popracuj nad tym.
Moim zdaniem zrobiłam swoje oceniając Twoją pracę, ale ostrzegam: jeszcze tu wrócę ;p Pozdrawiam Wena życzę :)

Edytowane przez Arya dnia 27-04-2010 20:11

Dodane przez Ginny0004 dnia 27-04-2010 21:01
#9

Ja z nudów skopiowałam twój tekst do Worda i zaczęłam poprawiać wszystkie błędy, już miałam to wszystko tutaj wkleić i dodać odpowiedź, aż internet mi się rozłączył. Później zapominałam, aż uprzedziły mnie dwie osoby wyżej!
Tak, więc ja też nie widzę innych błędów oprócz tych wymienionych wyżej.
Tekst baardzo mnie wciągnął i podoba mi się. Także czekam na dalszą część. Na pewno przeczytam, ponieważ akcja zaczyna się rozkręcać, no i oczywiście powodzenia w pisaniu życzę, czyli tzw. weny!

Dodane przez muchor dnia 06-05-2010 18:31
#10

Rozdział 6

W kominku zaczęła wirować postać, aż w końcu z płomieni wyłoniła się Miriam.
-Tylko nie nanieś popiołu na dywan!- krzyknęła Isabelle wybiegając z kuchni. Zdjęła duży fartuch i strzepnęła.
-O co chodzi Mir?- mówiąc to rozsiadła się wygodnie w fotelu. Isabelle w rzadnym calu nie była podobna do siostry. Miała czarne włosy sięgające ramion, zielone, wesołe oczka, była niziutka i raczej ,,puchatar1;.
,,Wykapany tatuśr1; - te słowa zawsze przychodziły Miriam do głowy, gdy widziała siostrę. Ona sama była raczej podobna do ich matki; chuda, wysoka o bladej cerze i piegach, ale mocno zarysowanej talii.
Też usiadła.
-Masz coś do picia?- zapytała.
-Jasne. Kawy, herbaty, a może czegoś mocniejszego?
-Herbaty.- odpowiedziała po namyśle.
-Złotka!- krzyknęła w przestrzeń
Nagle, tuż obok nich, zmaterializowała się skrzataka. Miała duże oczy i nos, który wyglądał jakby ktoś jej go spłaszczył.
-Pani chciała czegoś od Złotki?- zaskrzeczała.
-Tak, przynieś nam dwie herbatki.
Trzasnęło i skrzata znikła, a potem trzasnęło jeszcze raz i już była, ale tym razem, miała ze sobą tacę, a na niej dwie filiżanki, dużą cukiernice z wygrawerowanym srebrnym orłem i dzbanek. Było to o wiele za ciężkie dla małej skrzatki i wydawało się, że zaraz się przewróci. Isabelle machnęła różdżką i obok nich zjawił się stoliczek, na którym Złotka położyła to wszystko, co niosła, machnęła po raz drugi, a dzbanek podniósł się i nalał swoją zawartość do filiżanek. Miriam sięgnęła po jedną i upiła mały łyczek.
-Isabelle, mam duże problemy i wielkie szczęście, że jeszcze żyję! Mam z Sama-Wiesz-Kim na pieńku! Ja tego nie chciałam, ale nie mogłam pozwolić żeby śmierciożercy zabili Seva! Ochr30;
-Hej!- przerwała jej siostra- Czy on przypadkiem też nie jest śmierciożercą?
-Wiesz, on tak naprawdę pracuje dla Dumbledorer17;a, a tylko udaje, że jest śmierciożercą.
- I Czarny Pan jeszcze tego nie odkrył?- Isabelle uniosła brwi.
-Nie, bo on umie oklumencje tek dobrze jak niktr30; Wiesz, to wszystko jest bardzo zawiłe. W każdym razie jest po dobrej stronie, ale o tym wie mało ktor30;- przerwała nagle- Nie powiesz o tym nikomu?- zapytała wystraszona.
-Mir, ja? Jasne, że nie. No, ale mów dalej.
-I Czarny Pan mu ufa, ale śmierciożercy nie, no i chcieli go zabić, bo go, delikatnie mówiąc, nie lubią. Więc ja wypadłam z domu ir30;
Opowiedziała siostrze wszystko, co zapamiętała z tamtej feralnej nocy. Isabelle słuchała wszystkiego i od czasu do czasu kiwała głową.
Kiedy Miriam skończyła powiedziała jej:
-I w czym problem? Masz dom po ojcu, jest strzeżony lepiej niż kwatera Zakonu Feniksa! Nie mar30; Uspokój się!- krzyknęła, bo siostra zaczęła szlochać.
-Ale jeśli On się dowie, że ja kocham Snaper17;a... To On... On wtedy- teraz Miriam rozryczała się już na dobre.- On go zabijeeeeeeee!!!- zawyła.
*****************************************************

Snape wyszedł na korytaż pełen uczniów.
-Do środka.- rzucił krótko.
Miał ten rzadki dar, utrzymywania ciszy w klasie bez żadnego wysiłku. Nikt się nie odezwał, kiedy cała klasa usiadła na miejscach.
-Nie kazałem otwierać podręczników.- powiedział, kiedy zamknął drzwi i stanął za pulpitem- Chcę wam coś powiedzieć i żądam bezwzględnej uwagi.
Jego czarne oczy omiotły klasę. Zatrzymał się na ułamek sekundy dłużej przy buzi chudego czarnowłosego chłopaka w okularach. Poczuł silny skurcz żołądka, wywołany nienawiścią. Nie dał po sobie jednak niczego poznać i szybko się odwrócił.
-Mieliście już chyba pięciu nauczycieli tego przedmiotu- zaczął spacerować po klasie, w której wyraźnie odcisnął swoje piętno: zasłony we wszystkich oknach były zasunięte, a świece zapalone. Na ścianach wisiały obrazy przedstawiające różne makabryczne sceny.- To całkiem naturalne, że każdy z tych nauczycieli miał własne metody i priorytety. Biorąc jednak pod uwagę całe to zamieszanie, jestem zaskoczony, że tak wielu z was zdołało wyskrobać suma z tego przedmiotu. I będę jeszcze bardziej zaskoczony, jeśli na poziomie owutemu wszyscy wytrzymają do końca, bo będzie to wymagało o wiele więcej pracy i zaangażowaniar30;
Po tej lekcji Snape zarobił trzy porządne siniaki, bo Potter śmiał miotnąć nim o stolik. Siedział w swoim gabinecie, gdy ktoś leciutko zapukał. Pomyślał, że to pewnie jakiś uczeń, więc udał, że nie usłyszał. Ktoś, kto stał za drzwiami nie dawał jednak za wygraną. Łomotanie było coraz mocniejsze i bardziej natarczywe, ażr30; Drzwi otworzyły się z hukiem. Czarodziej, który za nimi stał musiał wywarzyć je zaklęciem. I rzeczywiście. Do gabinetu weszła wysoka postać w czarnej pelerynie, w uniesionej dłoni trzymała różdżkę. Spojrzała na roztrzaskane drzwi i podniosła kilka kawałków drewna; najwyraźniej odbiły się od kamiennej ściany lochów.
-Oj- powiedział damski głos.- Przepraszam.

Edytowane przez muchor dnia 25-06-2010 14:48

Dodane przez Ginny0004 dnia 06-05-2010 18:59
#11

zielone, wesołe oczka, była niziutka i raczej ,,puchatar1;.

puchata? To określenie mi się z sofą kojarzy, lepiej brzmi pulchna, albo przy kości.
-Herbaty.- odpowiedziała po namyśle.

Jak mi to napisała bardzo mądra osoba, nie stawiamy tam kropek, jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tych kropkach, to wejdź na forum i tam jest w FF Początek-Powrót Czarnego Pana.
-Do środka.- rzucił krótko.

Znów, kropeczka.
-Nie kazałem otwierać podręczników.- powiedział, kiedy zamknął drzwi i stanął za pulpitem- Chcę wam coś powiedzieć i żądam bezwzględnej uwagi.

Bez kropki i mała litera.
Jego czarne oczy omiotły klasę. Zatrzymał się na ułamek sekundy dłużej przy buzi chudego, czarnowłosego chłopaka w okularach

Taki drobniutki błąd, przecinek powinien być.
***
Jeszcze było parę błędów typu: przecinki, kropki itp.
Na ortografie nie zwracałam uwagi, ponieważ wydaje mi się, że pisałaś w Wordzie i nie powinno być błędów. I jeszcze taki błąd, który ja też miałam w swojej pracy USUŃ ERKI!!! Kiedy pisze się w Wordzie zamiast myślników tworzy się "r" (po skopiowaniu na hogs). Ja piszę w Wordzie, kopiuję do notatnika, a potem na Hogs, wtedy unikam "erek". Źle się czyta z tymi erkami!!!
Tekst znowu mnie zaciekawił, ale przyznam, że ten poprzedni był lepszy. Czekam na dalszą część. Powodzenia.!;)

Edytowane przez Ginny0004 dnia 06-05-2010 19:00

Dodane przez julietta_black dnia 24-05-2010 21:15
#12

Podoba mi się historia i sposób pisania. Trzyma w napięciu. Sporo błędów, ale da się czytać, nie przeszkadzają az tak bardzo. Opowieść i pomysł na nią bardzo fajne. Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały.
Pozdrawiam i weny życzę!

Dodane przez muchor dnia 27-05-2010 21:46
#13

Rozdział 7

W pokoju o ciemnozielonych ścianach siedziała dziewczyna. Miała czarne, bardzo długie włosy, upięte w wytworny kok, bladą cerę i brązowe oczy. Choć jej wygląd mówił, że jest raczej zrównoważona i spokojna, bardzo odbiegało to od prawdy. Tasmarina była rześką i wybuchową kobietą, a w dodatku była śmierciożerczynią, czyli służyła najgroźniejszemu czarnoksiężnikowi, Voldemortowi. Pamiętała inicjacje, tak jakby była wczoraj, a przecież odbyła się już dwa lata temu. Ciągle uśmiechała się na to wspomnienie.
Zjawił się sam Czarny Pan, kazał jej wypowiedzieć przysięgę. Przypomniała to sobie. Uklękła, a Czarny Pan podszedł do niej i kazał jej dać prawą rękę. Zrobiła jak powiedział, a on dotknął różdżką jej przedramienia.
-Czy przysięgasz mi wierność i będziesz wykonywała wszystkie moje rozkazy bez zastrzeżeń?
-Przysięgam- wyszeptała.
W tym momencie z różdżki Czarnego Pana wystrzelił język czarnego ognia, coś jakby dym.
-Czy przysięgasz, że zawsze będziesz starała się mnie odnaleźć i pomóc mi w razie największej konieczności?
-Przysięgam.
Z różdżki Voldemorta wystrzelił drugi ogieniek.
-Czy przysięgasz, że nigdy się mnie nie wyprzesz i że przybędziesz na każde moje wezwanie?
-Przysięgam.
Trzeci języczek ognia
-Czy poświęcisz swoje życie, aby pozostać śmierciożerczynią?
-Tak.
W tym momencie poczuła jakby ktoś ciął jej rękę. Niewyobrażalny ból, pieczenie. Krzyczała, a raczej wyła, ale nikt jej nie słyszał. Wołała o pomoc, chciała się zabić. Jeszcze jakąś minutę wiła się w agonii, aż nagle ból ustał. Nic nie czuła, a na jej prawym przedramieniu widniał mroczny znak. Pamiętała, że podeszła do niej Narcyza Malfoy. Miała dla niej szklaneczkę ognistej whisky, po której od razu poczuła się lepiej. Potem uczestniczyła w swoim pierwszym zebraniu i...
-Tasmara!- z zamyślenia wyrwał ją głos matki- Ktoś do ciebie!
Do jej pokoju wstąpiła Bellatriks Lestrange. Rozglądała się w około.
Dumnym krokiem podeszła do dziewczyny. Tasmarina zawsze chciała być taka jak ona, potężna i dumna. Chciała być tak blisko Czarnego Pana, być jego najwierniejszą. Móc szczycić się tym, że tylko ją daży zaufaniem. Ale to wszystko to tylko mażenia.
-Hmmm... - mruknąła Bellatriks, patrząc na Tasmarine krytycznie.- To ty? Tasmarina? Pokaż mroczny znak!- to ostatnie było już rozkazem.
Dziewczyna podwinęła rękaw sukni, ukazując czarną czaszkę, z której wychodził wąż.
-No dobra... Czarny pan kazał ci stawić się przed nim.
-Kiedy?!
-Uspokój się... Dziecko. Dziś o ósmej wieczorem.- Bellatriks patrzyła na nią z politowaniem.
-Będę na pewno!- krzyknęła do niej Tasmarina.
-Lepiej się pośpiesz, jest za pięć i za chwile masz być u Malfoyr17;ów.
Poderwała się z łóżka, zarzuciła pelerynę i wybiegła z domu. Na odchodnym rzuciła jeszcze do matki:
-Wychodzę!
Kiedy znalazła się poza obrębem domu, teleportowała się do dworku Malfoy'ów. Znalazła się przed srebrną bramą. Podwinęła ękaw po raz drugi i przeszła przez żelazną bramę, jakby w ogóle jej nie było. Puściła się biegiem przez ogromny ogród. Mijała alejki i dróżki, biegnąc cały czas prosto. Pamiętała drogę. Była tu przecież na inicjacji. Nagle, gwałtownie skręciła w lewo. W oddali widniało rozwidlenie ścieżek. Było już dwie po ósmejr30; Usłyszała, że ktoś lub coś biegnie alejką z lewej strony. Było coraz bliżej... Bliżej... Bliżej...
Tasmarina wyjęła różdżkę w tym samym momencie, gdy coś wyskoczyło z lewej dróżki.
-Drętwota!- krzyknęła.
Czerwony promień minął ,,coś'' o cal, ale oświetlił całą postać. Był to paw. Przystanęła i po prostu gapiła się na niego. Przez takie małe zwierzątko najadła się strachu? Boi się pawia, a chce być śmierciożerczynią?
Przypomniała sobie, po co tu jest i skręciła w prawo. Na końcu ścieżki stał okazały dworek zbudowany w stylu romańskim. To właśnie on był jej celem. Podbiegła do ogromnych dębowych drzwi i otworzyła je.
Znalazła się w obszernym hallu. Było tu mnóstwo ludzi, a prawie wszyscy trzymali w rękach kieliszki. Rozmawiali ze sobą wesoło, lecz było kilka osób, które nie włączały się do zabawy. Tacy ludzie stali samotnie w kątach lub przy schodach i obrazach. Tasmarina rozejrzała się. Było pięć po ósmej, czyli była już spóźniona i nie wiedziała gdzie ma iść.
Obok siebie usłyszała syk. ,,Naginii! Czarny Pan!'' pomyślała. Spojrzała bezwiednie na węża. Gdzie ma iść?
Nagle upadła na podłogę. Musiała stać oparta o drzwi, gdy ktoś je otworzył. Szybko zebrała suknie i wstała. Stała naprzeciwko oparcia ciemnego fotela. Poczuła jak Naginii prześlizguje się pomiędzy jej nogami. Zadrżała.
-Spóźniłaś się! Jest dziesięć po ósmej! -odezwał się zimny głos dochodzący z fotela.- To niewybaczalne, a w szczególności dla takiej nowicjuszki! Będę jednak łaskawy, ale wiedz, że zwykle nie jestem taki pobłażliwy. A teraz podejdź tu...

Rozdział 8

Do ciemnego gabinetu weszła tak samo ciemna postać. Snape siedział na podłodze, czoło mu krwawiło. Siła odrzutu drzwi przewaliła go do tyłu.
-Oj. Przepraszam.
Postać zrzuciła kaptur, spod którego wysunęły się ciemnobrązowe włosy. Miriam założyła je sobie za ucho. Snape spojrzał na nią i powiedział:
-Miriam! Rozwaliłaś mi drzwi!- mówiąc to wstał i przyłożył sobie różdżkę do rany.- Salussepellissimo!
-Co? Salus... Co to ma niby być?!
-Zaklęciotwórstwo. Po łacinie zdrowa to Salus, a skóra to Pellis... - urwał nagle i złapał się gwałtownie za ramię. Prawę ramię, tam gdzie miał wypalony mroczny znak.
-Co? On cię wzywa, tak? - zapytała wystraszona.
-Przepraszam cię muszę iść.
-Severusie, zaczekaj, nie... - ale on już wybiegł z gabinetu.
Pobiegła za nim. Wyszli na błonia, a potem za wielką srebrną bramę, która strzegła wejścia do Hogwartu. Snape obrucił się i zrozumiała, co robi. Deportował się. W ostatniej chwili złapała się jego szaty. Poczuła jak wpada w duszną ciemność i nagle, zupełnie nieoczekiwanie znalazła się w salonie w dworku Malfoyr17;ów. Wszyscy rozmawiali, pili, jedli śmiali się... Wpadła na jakiegoś mężczyzne. To był Nott. Odwrócił się i spojrzał na nią. I nie tylko on. Teraz już wszyscy, którzy się tu znajdowali na nią patrzyli. Jej położenie było krytyczne. Była otoczona przez śmierciożerców...
Nagle ktoś złapał ją za rękę i szepnął do ucha:
-Tędy!
Ktoś pociągnął ją do ciemnego korytarza obok drzwi. Szli chwile w ciszy, aż nagle człowiek, który ją prowadził, skręcił gwałtownie w prawo. Wyszli na wprost schodów do góry. Gdy znaleźli się na ich szczycie poczuła ostre szarpnięcie w bok. Została przytrzymana przy ścianie.
-Uważaj na siebie... - powiedział cichy głos.
Ktoś wepchnął jej w dłoń mały złoty kluczyk.
-Będzie ci jeszcze potrzebny.
Poczuła na swoich wargach, szybki pocałunek. Delikatny, zmysłowy...
Te usta, które ją pocałowały, lekko drżały. Były takie niepewne, takie Snape'owe.
Gdy otrząsnęła się z szoku, Severus już znikł. Przyjrzała się kluczykowi. Był takiej wielkości jak jej mały palec.
Do czego może jej służyć?
Nagle zorientowała się, że stoi koło drzwi, od których rozchodził się głos:
-Tasmarino, Czarny Pan na nas polega...
Tasmarina... Skądś znała to imię, ale skąd? I ten głos, należał do Snape'a. Czy to znaczy, że on i ta cała Tasmarina mają po raz kolejny iść do De-voronimus?

Edytowane przez muchor dnia 20-06-2010 16:14

Dodane przez Agnes Black dnia 28-05-2010 18:03
#14

Fajne. Ciekawy pomysł.

Dodane przez Agnes Black dnia 31-05-2010 18:38
#15

SUUUUUUUUUUPER.Brawo.Nie czytałam czegoś tak dobrego.
Pozdrawiam
A.B

Dodane przez Mistrz Eliksirow dnia 06-06-2010 17:51
#16

Super masz talent i nie będę krytykować bo nie chcę fajnie się czyta i tyle a więc życze wiele pomysłów.

Dodane przez -Bellatriks- dnia 18-06-2010 12:36
#17

Wcześniej było dość dużo ''erów'' i błędów, ale teraz nie zauważyłam wiele. Fajnie się czyta nawet :)

Dodane przez muchor dnia 01-07-2010 20:38
#18

Rozdział 9

Miriam niewiele wiedziała o De-voronimus. W sumie wiedziała jedynie, że jest bardzo potężną czarownicą i jeśli Czarnemu Panu udałoby się ją przeciągnąć na swoją stronę, wszyscy byliby już martwi. Wiedziała też, że jej wiek, pochodzenie i prawdziwe imię są nieznane. Przydomek De-voronimus nadali jej ludzie, ponieważ pożerała duszę swoich ofiar, a żyła od niepamiętnych lat, kiedy to jeszcze magowie, jako swego języka używali łaciny. Przydomek okrutnej czarowncy oznacza: Pożeracz Dusz.
Czarodzieje wygnali ją do Ciemnego Ogrodu, w wąwozie w hrabstwie Hellfshire, gdzie została zamknięta za Krwawą Bramą. Nie może zrobić nikomu krzywdy, o ile nie znajduje się na jej terenie, a Severus i ta dziewczyna, Tasmarina, muszą tam iść, muszą do niej wejść...
Ale najgorsze, a zarazem najdziwniejsze było to, że zrówno Dumbledore jak i Czarny Pan wysyłają tam Snape'a... Czy oni na pewno wiedzą, jakie to ryzykowne?
*****************************************************

Tasmarina siedziała na ladzie w swoim sklepie i machała nogami. Zastanawiała się nad tym, co powiedział jej Severus... Że jest w jakimś niebezpieczeństwie i, że jak tylko wykona misję dla Czarnego Pana, powinna uciekać...
Nagle przeszył ją dreszcz. Odruchowo wyciągnęła różdżkę. Wiedziała, że w sklepie nie ma żadnego zagrożenia, ale jednak czuła, że coś jest nie tak. Zrobiło się zimno, a na szybach pojawił się szron.
,,Dementorzy!'' pomyślała. ,,Co oni do cholery tu robią?!''
Usłyszała za sobą świszczący oddech. Natychmiast się odwróciła i ujrzała czarną, zakapturzoną postać w postrzępionej pelerynie. Sunęła wprost na nią.
Tasmarina uniosła różdżkę, choć wiedziała że to bez sensu, bo nie wiedziała jak wyczarować Patronusa, ale dodawało jej to trochę otuchy. Dementor wcale nie przestraszył się jej wyciągniętej ręki z małym, drewnianym patyczkiem, tylko wyciągnął długie ręce w jej stronę... Był coraz bliżej, bliżej i bliżej... Dziewczya wiedziała już, że jest bezbronna, że nic jej nie uratuje.
I wtedy to usłyszała. Przeraźliwe krzyki jakiejś kobiety. Dało się z tego zrozumieć jedynie poszczególne słowa typu: ,,Nie zabijaj mnie!... Pomocy!!!... Ratunku!!!...''. Do tego doszły okropne wrzaski mężczyzny: ,,Sharlotte! Nie!... Pomocy!!!'' i płacz. Płacz trzech małych dziewczynek. Kobieta i mężczyzna krzyczeli, dzieci płakały... W tle dało się usłyszeć także przeraźliwy śmiech.
Jedna z dziewczynek krzyknęła przez łzy: ,,Mamo! Tato!''. Potem kolejna seria wrzasków. A potem kobieta powiedziała: ,,Uciekaj Miriam... Bierz siostry i uciekaj...'' Teraz śmiech, który poprzednio był w tle, górował nad wszystkim. Był to śmiech pełen okrucieństwa i uciechy...
,,Mamo, tato!!!''...
Tasmarinę pochłonęła ciemność. Już nic więcej nie widziała, nie słyszała, nie czuła...
*****************************************************

Obudziła się zalana potem, na podłodze swojego sklepiku. Poczuła, że wraz z potem spływaja łzy i krew - miała rozcięty policzek. Pewnie kiedy upadła na podłogę, uderzyła o jeden z eksponatów.
Unisła się i wsparła na łokciach. Ktoś pchnął ją delikatnie znowu na podłogę.
Rozejrzała się w około. Obok niej siedział piegowaty chłopak o włosach w kolorze słomy. Zwykle rumiany i uśmiechnięty, teraz potwornie blady.
-Steven! - wydukała Tasmarina, wypluwając przy okazji włosy z ust. - Co t-ty t-tu rob-b-bisz? J-jes-t prze-e-cie-rz n-niedziel-la! M-masz-sz wy-wy-wo-wolne!
-Eeeee - zmieszał się chłopak, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce. - Ekhem... No, nie ważne... Ej, czekaj! - zawołał, bo dziewczyna poderwała się na nogi.
Zachwiała się, ale nie upadła, bo złapała się lady.
-Steven, doceniam twoje poświęcenie... Dla mnie. To naprawdę imponujące, ale muszę lecieć. Ja... - zawachała się na chwilę, tak, jakby nie wiedziała na ile może chłopakowi zaufać. - Ja muszę coś załatwić! - mówiąc to wyszła ze sklepu.
-Lumos! - powiedziała do swojej różdżki.
Ta usłuchała natychmiast i zaświeciła się białym światłem. Puściła się biegiem między alejkami...
Słyszała, że Steven woła za nią, ale się nie zatrzymała. Miała ważniejsze sprawy niż flirtowanie ze swoim współpracownikiem. Bo tak, Stev w jakiś tam sposób ją pociągał, ale nie miała dla niego czasu. Zrobiło jej się trochę go żal, ale nie na tyle, żeby się zatrzymać.
Musiała dobiec do bram miasta, aby się teleportować.
Wiedziała, że musi się spieszyć, bo zaraz zaczną gonić ją rozwścieczeni śmierciożercy. Niby była jedną z nich, ale uruchomiła zaklęcia zwodzące, a Czarny Pan wyraźnie mówił, że nie życzy sobie, aby ktoś z jego szeregów niepokoił straże.
Usłyszała za sobą tupot stóp.
,,No tak. Już tu są.'' Pomyślała.
Zaklęcia zaczęły świstać jej koło uszu. Wiedziała, że nie zdąży dobiec do bramy, ale coś zrobić musiała. Zdecydowała się na ryzykowną rzecz, ale jeśli się uda, śmierciożercy zgubią jej trop.
Skręciła w prawą alejkę i stanęła. Odwróciła się i w tym samym momencie krzyknęła:
-Protego!
Śmierciożerców odrzuciło do tyłu. Przebiegła między nimi i znów znalazła się na głównej ulicy. Ale nie na długo. Z impetem wpadła w jakąś, ciasną i ciemną uliczkę. Potem w kolejną i w następną... Było to jak krążenie po labiryncie, ale Tasmarina dobrze znała drogę i nawet nie myślała, że mogłaby się zgubić.
Biegła tak jakieś pięć minut, jeden raz się przewróciła, ale cały czas słyszała za sobą tupot stóp rozwścieczonych śmierciożerców. Zaklęcia latały w około niej, a ona tylko robiła uniki. Jakby zaczęła z nimi walczyć, nie miałaby szans. Była sama na pięciu rosłych facetów, którzy pokonaliby ją w mgnieniu oka.
Skręciła w lewo i ujrzała swój cel: mały, należący do niej domek.
Śmierciożercy byli coraz bliżej, a ona miała do pokonania jeszcze tylko dwie stopy...
Była już przy drzwiach, gdy nagle:
-Tarantallegra!
Zaklęcie ugodziło ją w plecy. Zgięła się z bólu, a nogi zaczęły pląsać jak opętane. Prawie upadła, ale w ostatniej chwili złapała się klamki.
-Hasło? - zapytała klamka.
-Wężowa Dama - wydyszała cicho do drzwi, a te natychmiast się otworzyły. Wpadła do środka. Wiedziała, że tu śmierciożercy, ani nikt inny jej nie znajdzie, bo nie dość, że o istnieniu tego domu nikt nie wiedział, to jeszcze dziewczyna rzuciła na niego zaklęcie Fideliusa, a Strażnikiem Tajemnicy uczyniła samą siebie. Tak było najbezpieczniej.
Uspokoiła zaklęciem swoje nogi i usiadła na podłodze. Rozpłakała się.

Edytowane przez muchor dnia 01-07-2010 22:14

Dodane przez Crazy Flower dnia 01-07-2010 21:46
#19

Witaj! Najpierw przejdę do błędów ;)

Ale najgorsze, a zarazem najdziwniejsze było to, że zrówno Dumbledore jak i Czarny Pan wysyłają tam Snaper17;a...

Brak litery ''m'' w słowie ''Dumbledore'' oraz ten r17;a.

Zastanawiała się nad tym, co powiedział jej Severusr30;

Kolejny ''er''.

,,Dementorzy!r1; pomyślała. ,,Co oni do cholery tu robią?!r1;

Następne ''ery'', które zaznaczam na czerwono.

Ratunku!!!...r1;. Do tego doszły okropne wrzaski mężczyzny: ,,Sharlotte! Nie!... Pomocy!!!r1; i płacz.

I dalej ''ery''. Aha i zdaje mi się, że imię Charlotte, się piszę przez ''C'' na początku, ale może być inaczej, nie jestem pewna.

Jedna z dziewczynek krzyknęła przez łzy: ,,Mamo! Tato!r1;. Potem kolejna seria wrzasków. A potem kobieta powiedziała: ,,Uciekaj Miriam... Bierz siostry i uciekaj...r1; Teraz śmiech, który poprzednio był w tle, górował nad wszystkim. Był to śmiech pełen okrucieństwa i uciechy...
,,Mamo, tato!!!r1;...

Te przeklęte ''ery''. I tak jeszcze sobie pomyślałam, że we fragmencie kiedy kobieta mówi ''bierz siostry i uciekaj'' pasowałby bardziej ''!'' niż ''...''. Ale to tylko moje zdanie.

Ekhemr30; No, nie ważner30;

Dalej to samo...

Ta usłuchała natychmiast i zaświeciła się białaym światłem.

Niepotrzebne ''a''.

Już tu są.r1;

Er...

No tak... Błędów mało, jeśli nie liczyć ''erów'' :) Ale je liczę, a z nimi trochę więcej błędów. I trochę krótki rozdział :) Ale teraz przejdę do pozytywnych stron - masz ładny styl pisania, miło się czyta i chciałabym więcej rozdziałów do czytania :) Ja też piszę FF i moje też są czasem krótkie, dlatego z reguły przymykam na to oko i w tym wypadku nie zrobię wyjątku. Pisz dalej, bo bardzo dobrze ci to wychodzi :)

P.S. Jeżeli masz ''ery'' to ''podglądaj'' najpierw odpowiedzi i kasuj je ;)

Gorąco pozdrawiam,
Lady Cat.

Edytowane przez Crazy Flower dnia 01-07-2010 21:50

Dodane przez muchor dnia 01-07-2010 21:58
#20

Za te ery strasznie was przepraszam. Poprostu dawno nie kopiowałam z Worda i zapomniałam... Sądze, że już je poprawiłam.
A co do tego:
Aha i zdaje mi się, że imię Charlotte, się piszę przez ''C'' na początku, ale może być inaczej, nie jestem pewna.

Imię to ma dwie odmiany i obie są poprawne.

A co do twojego ff, to czytam je na bierząco:D
I mi się podoba.

I jeszcze to:
I trochę krótki rozdział

No tak, bo ja wolę jeden długi rozdział rozbić na kilka krótkich:tooth:

Pozdrowinka drogi Gościu. Tak drogi Gościu, do ciebię mówię!
Więc co u ciebie? Czekam na odpowiedź drogi Gościu!

Edytowane przez muchor dnia 01-07-2010 22:13

Dodane przez muchor dnia 02-07-2010 13:39
#21

Rozdział 10

Obudziła się na podłodze przed drzwiami. Podniosła się powoli. Bolały ją wszystkie kości. Z trudem się wyprostowała. Kiedy już stanęła na nogach poszła do kuchni i wstawiła wody na herbatę. Następnie skierowała się do łazienki i zaczęła przygotowywać sobie kąpiel. Przypadkowo zerknęła w lustro i aż jęknęła.
Włosy opadały jej w brudnych od krwi i błota strąkach na całą twarz. Suknia była wystrzępiona i podarta - nadawała się już tylko do wyrzucenia. Na twarzy miała kilka paskudnych rozcięć. Od stóp do głów była umazana mieszaniną błota, potu i krwi. No i miała całe mnóstwo siniaków, szczególnie na nogach. Jednym słowem: oblecha.
Wróciła do kuchni i wyjęła z szafki kubek. Wrzuciła do niego torebkę z herbatą i zalała wrzątkiem. Wzięła ze stolika Proroka Codziennego i z tym ekwipunkiem ruszyła do łazienki, gdzie czekała na nią wanna pełna gorącej wody.
*****************************************************

Miriam włóczyła się po małym miasteczku i szukała sklepu o nazwie: ,,Cordemiliumm''. Miała się tam spotkać z Severusem. Nie wiedziała, czemu akurat tam. Tak po prostu życzył sobie Snape.
Skręciła w prawą alejkę i stanęła naprzeciw małego sklepu. Nad oszklonymi drzwiami wisiał szyld:
,,Cordemiliumm - Artykuły Magiczne''.
Gdy weszła do sklepu, odezwał się dzwoneczek. W tej samej chwili, przy ladzie pojawił się piegowaty chłopak. Uśmiechnięty był od ucha do ucha, a jego złociste włosy nadawały mu wygląd siedmioletniego chłopca.
-Mogę w czymś pomóc? Szuka czegoś pani?- zapytał.
-Nie, nie. Dziękuje. Czekam na kogoś... Ale proszę mówić mi Miriam.- odpowiedziała dziewczyna.
-Steve- przedstawił się chłopak. - Zdrobnienie od Steven.
Dziewczyna zawahała się na moment, ale chwilę potem powiedziała:
-A... Acha.
Zapadła niezręczna cisza. Steve ruszał się niespokojnie.
Miriam rozejrzała się po sklepie. Było tu mnóstwo niepowiązanych ze sobą przedmiotów, a wszystkie miały jakieś magiczne właściwości.
Był tu lewitujący stoliczek bez nóg, zegarek na rękę, który nie pokazywał godziny, tylko pojawiały się na nim napisy typu: Jesteś już spóźniona, albo: Czas zaparzyć herbatę, czy: Czas wziąć kąpiel.
I jeszcze mnóstwo innych rzeczy tego typu.
Obchodziła właśnie sklep, gdy drzwi otworzyły się z trzaskiem i stanęła w nich chuda, ciemnowłosa dziewczyna. Uniosła brwi i spojrzała na Miriam krytycznie. Staksowała ją wzrokiem, a potem odwróciła się do Stevena.
-Kto to? - Miriam usłyszała cichy szept dziewczyny.
-Klientka - odpowiedział ironicznie chłopak.
-To widzę. Ale co ona tu robi? Nie wygląda jakby chciała coś kupić.
-Mówiła, że na kogoś czeka.
-A przedstawiła się albo coś?
-Tak. Mówiła, że ma na imię Miriam.- w tym momencie dziewczynę wmurowało w podłogę.
-Jak, powiedziałeś?!
-Eeee...- chłopak się zmieszał. Widocznie się nie spodziewał takiej reakcji. - Tasmara! Nie reaguj tak ostro.
-Powiedziałeś, że ma na imię Miriam?! Tak, czy nie?!
-No tak, ale Tasmara, uspokój się... Proszę!- ale dziewczyna nie słuchała podeszła roztrzęsionym krokiem do Miriam.
-Chodź za mną...
Zaprowadziła ją do małego pomieszczenia. Nad wejściem wisiała zielona tabliczka z napisem: ,,Zaplecze''.
Kiedy znalazły się już w środku, dziewczyna nazwana Tamarą powiedziała:
-Ty jesteś Miriam?
-Tak... To moje imię- odpowiedziała jej niepewnie.
-Miriam Cord?
-Noooo...
-Córka Sharlotte?
-Tak, ale skąd to wiesz?
-Bo... - Miriam nie usłyszała reszty zdania, bo z drugiej części sklepu, dobiegł ją głos.
-Szukam Miriam Cord. Dziewczyna średniego wzrostu, o brązowych włosach i bladej cerze...
-Tak, była tutaj. Pani Tasmarina wzięła ją na zaplecze.
Obie kobiety poderwały się jak oparzone.
-Severus! - krzyknęła Miriam.
-Snape! - powiedziała w tym samym momencie Tasmarina.
Obie wybiegły do części publicznej i wpadły na Steva.
Rzuciły tylko przepraszam i pobiegły dalej, do czarnowłosego mężczyzny.
Snape tylko stał i patrzył na te scenę.
-Jesteście wreszcie - uśmiechnął się kpiąco. - Idziemy!
Obrócił się i już miał zamiar wyjść, gdy:
-Ej, ej! Do kogo był to ,,Idziemy!''?!- zawołały za nim
-Do was - powiedział spokojnie.- Szybko. Mam wiele spraw do załatwienia.
-Do nas obu?- spytała Miriam
-Co do was obu?
-Ten rozkaz!
-No jasne.
-Ale co MY mamy ze SOBĄ wspólnego? - zapytała Tasmarina.
-No... Wszystko. To wy nie wiecie, że jesteście...- tu Snape urwał i spojrzał powątpiewająco na Stevena. - Lepiej chodmy w jakieś bardziej ustronne miejsce.
-Zaplecze - powiedziały jednocześnie.
Zaprowadziły Severusa do części prywatnej.
-To o czym niby nie wiemy?
-Wy nie wiecie, że jesteście siostrami?
___________________________________________________________
Dziękuje wspaniałej Lady Cat, która mnie natchnęła. Ona sama tego nie wie, ale mnie natchnęła. Tak.
I z góry przepraszam za 'ery'.:D

Edytowane przez muchor dnia 02-07-2010 17:02

Dodane przez Crazy Flower dnia 06-07-2010 19:06
#22

Dziękuje wspaniałej Lady Cat, która mnie natchnęła. Ona sama tego nie wie, ale mnie natchnęła. Tak.
I z góry przepraszam za 'ery'.

Nie ma za co :] A za ery nie przepraszaj, bo w tym rozdziale ich nie ma! Przejdę do błędów:

Kiedy już stanęła na nogach, poszła do kuchni i wstawiła wody na herbatę.

Tak mi się coś wydawało, że tu powinien być przecinek, ale powiedzcie mi, czy mam rację. Bo czasem jestem naprawdę głupia :D

-A przedstawiła się albo coś?
-Tak. Mówiła, że ma na imię Miriam.- w tym momencie dziewczynę wmurowało w podłogę.

Tutaj nie ma błędów, ale chciałam powiedzieć, że przez chwilę nie wiedziałam, czy w podłogę wmurowało Miriam, czy tą czarnowłosą :D Ktoś mógłby nie wiedzieć :P

-Ej, ej! Do kogo był to ,,Idziemy!''?!- zawołały za nim.

Brak kropeczki.

-Do nas obu?- spytała Miriam.

I tutaj też brak kropeczki, którą zaznaczyłam na czerwono :)

-No... Wszystko. To wy nie wiecie, że jesteście...- tu Snape urwał i spojrzał powątpiewająco na Stevena. - Lepiej chodźmy w jakieś bardziej ustronne miejsce.

Brak ''ź''.

Więcej błędów moje oko nie wypatrzyło. Tekst jak zwykle super się czyta :) I skończony w takim... emocjonującym momencie, co jest bardzo miłe, jak się czyta tekst. Cóż mam powiedzieć? Czekam z niecierpliwością na następny rozdział i na możliwość wytknięcia Ci błędów, chyba, że nie będzie B)
Pozdrawiam
Lady Cat.

Edytowane przez Crazy Flower dnia 06-07-2010 19:11

Dodane przez muchor dnia 06-07-2010 19:12
#23

Kiedy już stanęła na nogach, poszła do kuchni i wstawiła wody na herbatę.

Tak mi się coś wydawało, że tu powinien być przecinek, ale powiedzcie mi, czy mam rację. Bo czasem jestem naprawdę głupia Rozbawiony

-A przedstawiła się albo coś?
-Tak. Mówiła, że ma na imię Miriam.- w tym momencie dziewczynę wmurowało w podłogę.

Tutaj nie ma błędów, ale chciałam powiedzieć, że przez chwilę nie wiedziałam, czy w podłogę wmurowało Miriam, czy tą czarnowłosą Rozbawiony Ktoś mógłby nie wiedzieć Język


Co do pierwszego: Word nic nie zgłasza...
Co do drugiego: Wiem, że na początku trudno się połapać, ale tak trudno zadbać o wszystko tak, żeby nie było powtórzeń...

Na następny rozdział trzeba będzie poczekać, bo jakoś mi się nie klei... Ale 9 też mi się nie kleił póki się nie zmobilizowałam, więc... Pożyjemy, zobaczymy.

Edytowane przez Alae dnia 07-07-2010 11:30

Dodane przez Crazy Flower dnia 06-07-2010 19:15
#24

Tak tak, trudno zadbać o to, żeby nie było powtórzeń, więc się nie czepiam już :] To była tylko taga uwaga, nie napisałam, że błąd :]

Dodane przez Bloo dnia 13-07-2010 12:54
#25

Hej, wpadłam rzucić okiem na twoje dzieło i cóż mogę ci napisać?
Nie czuję się jakoś upoważniona do oceny, nie wychodzi mi to najlepiej - ocenianie innych, ale postaram się być konkretna. Nie zamierzam się czepiać błędów, bo sam je robię i wiem, jak trudno się ich całkowicie pozbyć.
Natomiast mam cudowny lek na te wszystkie "ery" i "17" - wordowe chochliki, jak je nazwała mooll. To ona mi pokazała prosty sposób na wyłapanie tych wszystkich pasożytów. Wystarczy, że wkleisz swój tekst, zrobisz sobie jego podgląd, wciśniesz "ctrl+f " i będziesz wpisywała błędy, które się najczęściej pojawiają. To ci je wyłapie i będziesz mogła je wyeliminować przed publikacją :)

A teraz pomysł: myślę, że coś w sobie ma, chociaż to nie jest do końca wizja Severusa, która mnie przekonuje. Rozumiem, każdy sobie wyobraża daną postać, tak jak chce, tak, jak ją odbiera. Ale Snape jest dla mnie trochę mało snapeowaty, ale to tylko moje odczucie.
Główna bohaterka - hmmm, powiem ci, że nie wiem jeszcze co o niej myśleć. W sumie zachowuje się, jak typowa zakochana kobieta. Jednak nie umiem sobie na razie wyrobić o niej konkretnego zdania. Może później...
Jeszcze styl. Jest lekki i łatwo się twoje opowiadanie czyta. Trochę brakuje mi opisów. Jakiegoś wgłębienia się w postaci. Jest dużo dialogów, całkiem ładnych. Choć niektóre wyrażenia (jak np. sratata) trochę mi tam nie pasują, psują atmosferę.
Ale ogólnie jest dobrze.
Życzę duuuuużo weny i ciekawych pomysłów
Bloo.
:happy:

Edytowane przez Bloo dnia 13-07-2010 12:57

Dodane przez Pandora dnia 09-08-2010 10:58
#26

Czyta się bardzo przyjemnie,jestem ciekawa co będzie dalej.Muszę się przyznać,że gdy zobaczyłam tytuł byłam sceptycznie nastawiona do twojego małego dzieła(Które mam nadzieję urośnie do większych rozmiarów)...ale szczęśliwie moje odczucia okazały się błędne-po przeczytaniu tekstu byłam zmuszona zmienić zdanie...czekam na kontynuację;)

Dodane przez yoyo dnia 10-08-2010 22:38
#27

Bardzo mi się podoba, naprawdę.
Emocjonujące, tzrma w napięciu i pisane jest takim pięknym językiem.
No i jest o Severusie.
Czekam na następną część,

Dodane przez dark shadow dnia 05-03-2011 19:49
#28

Pisz z niecierpliwością czekam na następne rozdziały. Wciągnęło mnie. Oczywiście daje W

To ma taki przyjemny klimat.Jest naprawdę super. Świetny pomysł SERIO

Dodane przez Scarlett Clearwater dnia 21-04-2011 21:02
#29

SUPER! I ze Snape'm <3

Edytowane przez Scarlett Clearwater dnia 21-04-2011 21:03

Dodane przez AlexXx dnia 25-07-2011 23:43
#30

Pisz dalsze rozdziały. :D Świetna opowieść. Bardzo wciągająca i dobrze się czyta. Z niecierpliwością czekam na następne rozdziały. ;)

Dodane przez Adelajda Dakota dnia 02-03-2012 23:08
#31

Pisz dalej!:jupi: Daje W! Z wielką niecierpliwością czekam na następne rozdziały.B)