Tytuł: Harry Potter - Hogsmeade, Twoja Magiczna Wioska :: [NZ] Odkrywajac siebie (Rozdział III)

Dodane przez YourNightmare dnia 30-01-2010 20:09
#1

Prolog pisany jest trochę inaczej, ale rozdziały, będą już w zwykłym stylu. Nie wiem czy się spodoba, oceńcie sami.


Prolog



Pamiętam dzień mego przyjazdu do Hogwartu tak dokładnie, że mogłabym opisać wszystko z najdrobniejszymi szczegółami. Jednak rozdrabniane się bynajmniej nie leży w moim charakterze. Zawsze byłam konkretna, wiedziałam czego chcę, miałam swój plan i trzymałam się go tak mocno, by nikt nie był w stanie mi go zniszczyć. Plan ten jednak uległ samo zniszczeniu w dniu, w którym dowiedziałam się kim tak naprawę jestem i w jakim środowisku żyję. Wcale nie chodzi mi o magię, o niej doskonale wiedziałam od najmłodszych lat. To była cząstka mnie, która utkwiła gdzieś głęboko i za nic nie dała się stamtąd wypędzić. Można by rzec, że była podobna do mnie.
Ale wracając do mojej opowieści, którą jednak będę starała się szczegółowo opowiedzieć. Hogwart był czymś, o czym marzyłam przez wiele lat. Zawsze wyobrażałam sobie ten wielki dzień kiedy odprowadzona przez rodziców wsiadałam do długiego pociągu, pełnego rozwrzeszczanych uczniów. Pociąg jednak nie był na tyle ciekawym miejscem, bym mogła się nim zainteresować. Siedziałam wtedy w pustym przedziale wpatrując się tępo w krajobrazy, które migały mi przed oczami. Ignorowałam wszystkich i wszystko, czułam się ważna, doroślejsza, czułam się naprawdę kimś. Pobyt w szkole miał być dla mnie czymś niezwykłym, najszczęśliwszym okresem w całym moim życiu. Tak mówili mi rodzice.
Zamek, który ujrzałam po kilku godzinach jazdy pociągiem i po przepłynięciu jeziora łódką, był najpiękniejszą rzeczą, jakie widziały wówczas moje jedenastoletnie oczy. Budowla była idealna w każdym calu, nie widziałam w niej nic, co mogło by mnie do niej zniechęcić. Wtedy właśnie zapałałam do Hogwartu taką miłością, że po paru minutach zaczęłam nazywać go swoim drugim domem.
Pamiętam te zdziwione, zaciekawione i pełne paniki miny innych pierwszoroczniaków, które tak mnie bawiły. Mimo iż moje uwielbienie do tej szkoły widać było w moich oczach, to twarz nie zdradzała żadnych emocji. Nazywałam to maską mamusi, gdyż ona nigdy nie zdradzała swoich uczuć. Ja jednak się od niej różniłam, bo me błękitne ślepia zdradzały wszystko, na dodatek, nie potrafiłam opanować zdenerwowania.
Sala, którą ujrzałam po otwarciu ogromnych drzwi, była równie wspaniała, jak widok zamku z odległości pół mili. Sklepienie wyglądało jak granatowe niebo, na której lśniły miliony gwiazd, dookoła znajdowali się inni zaciekawieni, czy to znużeni uczniowie spoglądający na naszą grupkę.
Nauczycielka, przeprowadziła nas przez środek sali, aż w końcu przystanęła przed krzesłem, na którym leżała stara, zniszczona tiara. Wiedziałam czego się spodziewać, gdyż wiele razy mama opowiadała mi o tiarze przydziału. Nie było się czego bać, trzeba po prostu poczekać na werdykt szpetnego kapelusza, który dla mnie wydawał się wprost oczywisty.
Pani profesor wyczytywała po kolei nazwiska uczniów, którzy podchodzili do krzesła, zakładając na głowę tiarę.
Przede mną znalazło się parunastu uczniów, między innymi Abrams, Black, Carter, Evans, Huxley, Lupin....
- Landvik Florence - kobieta wyczytawszy nazwisko spojrzała na mnie zza okularów, a ja pewnie ruszyłam się z miejsca i pognałam w stronę krzesła. Nałożyłam na głowę tiarę i spokojnie czekałam na pewną odpowiedź. Gadający kapelusz zawahał się jednak i co chwila coś mruczał.
- Panna Landvik, cóż, że mam z tobą zrobić - zamyśliła się i zaśmiała po chwili - Gryffindor! - wykrzyknęła, a Gryfoni natychmiast zaczęli klaskać. Ja nawet nie mogłam ukryć szoku. Byłam tak pewna, że znajdę się w Slytherinie, w domu moich rodziców, że nie dopuszczałam do siebie myśli, iż tiara mogłaby mnie przydzielić gdzie indziej. Doskonale pamiętam te emocje mną targane, to ukłucie w sercu, gdy spoglądałam na stół ślizgonów. Byłam tak wściekła, a zarazem zrozpaczona, że chciałam jak najszybciej zniknąć z zamku moich marzeń, ze szkoły, której tak pragnęłam....

Przerywając na chwilę moją historię chciałam wam uświadomić parę rzeczy, które trzeba wiedzieć. W dniu, który zmienił moje życie dowiedziałam się prawdy o swojej rodzinie. W gruncie rzeczy, czasem naprawdę kłamstwo jest lepsze od prawdy, jednak okłamywanie dziecka to rzecz, którą trudno wybaczyć.
Nic więc dziwnego, że moje stosunki z rodzicami diametralnie się ochłodziły. Poniekąd stało się tak przez kłamstwo, jednak w dużej mierze przyczynił się do tego fakt, że mój własny ojciec jest śmierciożercą. Smierciożercą pochodzącym z Norwegii na dodatek, który ma dom, żonę i dziecko, które przestało darzyć go tak bezgraniczną miłością. Możecie uznać mnie za wyrodną córkę, jednak co to za rodzice, którzy ukrywają prawdę przez tyle lat, a na dodatek służą tak silnemu czarnoksiężnikowi, który najchętniej wybiłby połowę czarodziejów, którzy są dla niego nie wygodni. Wtedy właśnie uświadomiłam sobie, że nie chcę być taka jak moi rodzice, że chcę sama budować swoje życie bez ich ingerencji. Od tamtej pory nic już nie jest takie proste, a życie staje się coraz mroczniejsze i pełne niespodzianek. Nauczyłam się jednak radzenia sobie w każdej sytuacji i jedyne co zawdzięczam moim rodzicom to to, że wychowali mnie na trzeźwo myślącą i niezależną dziewczynę.

Edytowane przez YourNightmare dnia 28-02-2010 15:20

Dodane przez malfoj_sam_segz dnia 30-01-2010 23:23
#2

Jednak rozdrabniane się bynajmniej nie leży w moim charakterze.

Rozdrabnianie. To zdanie mi zgrzyta, ale chyba nie umiem powiedzieć do dokładnie.

miałam swój plan i trzymałam się go tak mocno, by nikt nie był w stanie mi go zniszczyć.

Zamiast zaznaczonego fragmentu tekstu użyłabym takowego: "by nikt nie był w stanie mi przeszkodzić."

Plan ten jednak uległ samo zniszczeniu w dniu,

Samozniszczeniu razem. Nie podoba mi się ten fragment, nie wydaje mi się, ażeby plan mógł ulegać samozniszczeniu, to tak niefajnie brzmi ;d

To była cząstka mnie, która utkwiła gdzieś głęboko i za nic nie dała się stamtąd wypędzić. Można by rzec, że była podobna do mnie.

Przepraszam bardzo, ale zgubiłam sens tego fragmentu. Bo chyba ostatnie zdanie jest kompletnie nie potrzebne. Coś, to jest naszą cząstką, nie może być podobne do nas, tak przynajmniej osobiście uważam.

Zawsze wyobrażałam sobie ten wielki dzień, kiedy odprowadzona [...]

Zgubiłaś przecinek przed kiedy.

Siedziałam wtedy w pustym przedziale, wpatrując się tępo w krajobrazy, które migały mi przed oczami.

Kolejny przecinek został zgubiony.

Nauczycielka, przeprowadziła nas

Zdecydowanie niepotrzebnie użyty przecinek po słowie Nauczycielka.

Wiedziałam czego się spodziewać, gdyż wiele razy mama opowiadała mi o tiarze przydziału.

Wydaje mi się, że Tiara Przydziału to nazwa własna, więc automatycznie pisze się ją z wielkiej litery.

Doskonale pamiętam te emocje mną targane, to ukłucie w sercu, gdy spoglądałam na stół ślizgonów.

Chyba logiczniej by było "te emocje, które mną targały".

Smierciożercą

Literówką, śmierciożercą.

Zdecydowanie za duzo błędów, a pod tym względem pierwszy akapit leży. Przydałaby się albo beta, albo więcej własnej uwagi przy pisaniu, bo nie są to jakieś karygodne błędy, tylko uważam, że gdzieniegdzie powinnaś zastanowić się nad sensem pisanego przez siebie zdania, bo czasami coś zgrzyta, a chyba błędy stylistyczne najbardziej mnie rażą.
Co do treści, jak narazie jest nudno, ale większość prologów jest nudna. Widzę, że cała akcja ma miejsce za czasów wybryków Huncwotów, więc może być ciekawie. Możesz być pewna, że zajrzę i z pewnością przeczytam następną część, bo chyba jestem ciekawa co się dalej wydarzy.

Dodane przez YourNightmare dnia 30-01-2010 23:37
#3

Jestem ci strasznie, strasznie wdzięczna, za wskazanie mi tych błędów. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jest ich aż tyle. Przy następnych rozdziałach postaram się bardziej przyłożyć i większą uwagę zwrócić na stylistykę.

Dodane przez Nelennie dnia 31-01-2010 14:24
#4

Ja jednak się od niej różniłam, bo me błękitne ślepia zdradzały wszystko, na dodatek, nie potrafiłam opanować zdenerwowania. haha! Przepraszam, ale jak to przeczytałam, to wyobraziłam sobie takiego stwora... Jż nawet tęczówki brzmi lepiej. Nie, żeby ślepia były złe, ale mi się to kojarzy... ^^"

Masz pluuuusa wielkiego za opisy. Świetne. A juz liczyłam, że to bd się działo w naszych czasach... No cóż. Zauważyłam, że wiele osób ma sentyment do tamtych czasów, czasów Voldemorta, Lily i Jamesa... Ale cóż zrobić? Ważne, że ładnie i interesująco napisane. :D

Kiedy usłyszałam hasło Gryffindor, miałam ochotę zwiać z tego tematu. Dlaczego? Bo wszystko się na ogół skupia na Gryfonach i Ślizgonach. Na szczęściem przemogłam się i spodobało mi się. Mam tylko prośbę - nie zapominaj o istnieniu Hufflepuff'u oraz Ravenclawu, dobrze? Pani Rowling zaniedbała ich... ALe nieważne. To tylko taka moja uwaga, bo wielu autorów ff zapomina o nich xD

Bardzo mi się podobał ten fragment co żeś wstawiła [tak w semie], błędów jakiś wielkich nie zauważyłam. Jak widzę wypisała Ci je już ~malfoj_sam_segz :D xD Jak pisałaś - postarasz, żeby nie było ich w kolejnych częściach. Proponuję znaleźć betę - ona nie tylko [teoretycznie] wyłapie błędy, ale i również wypowie się o tekście, etc. Przynajmniej ja tak uważam. Po co ma to opowiadanie tracić na małych niedociągnięciach? Bo moim zdaniem już jest naprawdę dobrze.Ale może być lepiej, jestem pewna, że stać Cię na to ! :D

Trzymam za Ciebie kciuki, wrzucaj prędko kolejną część...

Pozdrawiam, Nel :*

Dodane przez Peepsyble dnia 31-01-2010 16:44
#5

To i ja się wtrącę i przedstawię swoje błędy. Powtarzać nie będę, znalazłam nowe.

go zniszczyć. Plan ten jednak uległ samo zniszczeniu w dniu

Powtórzenie. Gdybyś zamieniła tą pierwszą część tak jak podała to malfoj, to wyglądałoby całkiem nieźle.

zdradzała żadnych emocji. Nazywałam to maską mamusi, gdyż ona nigdy nie zdradzała swoich uczuć.

I tutaj też. "Zdradzała".

Doskonale pamiętam te emocje mną targane, to ukłucie w sercu, gdy spoglądałam na stół ślizgonów.

Ślizgonów z wielkiej litery.

Całkiem ładnie, nieźle, jednak radziłabym ci sprawdzanie tekstu więcej razy, albo znalezienie bety. Błędów trochę było, ale myślę, że sobie z nimi jakoś poradzisz.
Podoba mi się Twój styl, szczególnie w opisach. Są bardzo ładnie, dobrze przedstawione. To jest bardzo duży plus. Muszę powiedzieć, że kiedy widzę dużo tekstu, mało dialogów, to nieco mnie to zniechęca. Tutaj jak zaczęłam czytać początek, to od razu się wciągnęłam, zainteresowałam. Tak, bardzo bardzo duży plus.
To by było na tyle. Będę tu wpadać, bo opowiadanie mnie zainteresowało, nie powiem. Popracuj nad błędami, i produkuj następne części. Życzę weny oraz powodzenia. ; )

Dodane przez YourNightmare dnia 31-01-2010 17:53
#6

O Matko, aż tyle tych błędów? Straszne. Napisałam pierwszy rozdział, sprawdziłam go ze trzy razy, ale nie jestem pewna, czy aby na pewno jest wszystko w porządku, wiec mam nadzieję, że jakby co, wskażecie mi błędy. Rozdział pierwszy też nie należy do najciekawszych, ale z części na część, postaram się was zainteresować. Dziękuję za uwagę i zapraszam do czytania.


Rozdział I


- Landvik, ty norweska szujo! - usłyszałam krzyk mojej współlokatorki i poczułam mocne uderzenie poduszką, prosto w moją twarz. Byłam tak zaspana, że nawet nie chciało mi się zwlec z łóżka i dokopać uzbrojonej koleżance, która wisiała mi nad głową.
- Co ja znowu zrobiłam?- wymamrotałam, próbując otworzyć zmęczone oczy, bez skutku. Ta noc nie należała do udanych, a na dodatek brutalnie mnie obudzono.
- Zabrałaś mi moje wypracowanie - powiedziała z wyrzutem. Wreszcie otworzyłam oczy i spojrzałam na nią z politowaniem.
- Najpierw przeprowadź dochodzenie, a dopiero potem mnie o coś oskarżaj - burknęłam przewracając się na drugi bok. Czasem Charlotte doprowadzała mnie do szału. Jej niewiarygodne teorie i oskarżenia bez jakichkolwiek dowodów sprawiało, że najchętniej powiesiłabym ją za nogi w gabinecie Filcha. Może i byłam trochę zbyt brutalna, co jednak nie zmienia faktu, że moja współlokatorka była strasznie irytującą osobą. Za jakie grzechy znalazłam się z nią w jednym dormitorium? Jedyny pocieszeniem dla mnie było to, że po mojej prawej stronie nocowała Lily Evans, najspokojniejsza osoba jaką znałam, no chyba, że w pobliżu znajdował się James Potter, który jakby nie patrzeć, działał wszystkim na nerwy, pomijając mnie, co jest istnym ewenementem.
Charlotte spojrzała na mnie niepewnie i usiadła na swoim łóżku. W dormitorium byłyśmy same, co mnie nieco zdziwiło.
- Która godzina? - spytałam ziewając przeciągle. Brunetka spojrzała na zegarek.
- Dziewiąta, czas na śniadanie - odparła z radością. A ja pokiwałam głową, na znak, że zrozumiałam. Ludzie mnie zadziwiali, a już szczególnie tacy jak ona. Niewiarygodne zmiany nastroju zdecydowanie mnie dezorientowały. Zawsze zastanawiałam się, jak w mgnieniu oka, ktoś może zmienić nastawienie do drugiej osoby.
Przeciągnęłam się w łóżku i wyszłam z niego, w tym momencie, gdy do pomieszczenia weszła Lily. Spojrzała podejrzliwie na nas obie i usiadła na łóżku.
- Zdawało mi się, że słyszałam krzyk - powiedziała nie spuszczając z nas swego wzroku.
- Spóźniłaś się - oznajmiłam przeczesując palcami swoje blond włosy.- Charlotte brutalnie mnie zaatakowała swoją poduszką - dodałam po chwili, wskazując na koleżankę podbródkiem.
- Nieprawda - zaprotestowała, piorunując mnie wzrokiem, na co w ogóle nie zareagowałam. Z wyrazu twarzy Lily, można było stwierdzić, komu bardziej wierzy.
- O co znowu poszło? - spytała spoglądając teraz na mnie. Tak, ja byłam jedynym wiarygodnym źródłem informacji w tym pomieszczeniu.
- Ponoć zabrałam jej wypracowanie - wyjaśniłam, siadając znowu na łóżku.
- Z Eliksirów - dodała Charlotte, składając ręce na piersi.
Lily wstała ze swego miejsca i podeszła do kącika brunetki. Schyliła się i włożyła rękę pod łóżko, by zaraz wyciągnąć spod sterty pergaminów jej zagubione wypracowanie. Miałam ochotę zdzielić Charr poduszką za to, że wyrwała mnie ze snu.
- Na przyszłość Charlotte, utrzymuj porządek w swojej części dormitorium - stwierdziła rudowłosa ze spokojem. Czasem ją po prostu podziwiałam. Mimo iż niegdyś myślałam, że jestem kimś ważnym, kimś innym, to Lily Evans wprawiała mnie w kompleksy. Teraz czułam się taka zwykła, nijaka, ginęłam w tłumie szaraczków podobnych do mnie. Moja koleżanka była inna, rudowłosa piękność, wzorowa uczennica, osoba o gołębim sercu. I jak tu nie popaść w kompleksy? Chociaż tyle, że Charlotte była istnym diabłem i działała mi na nerwy. Czasem dobrze jest pocieszać się w taki sposób.
Z moich rozmyślań wyrwało mnie głośne chrząknięcie Lily, która teraz badawczo mi się przyglądała.
- Ziemia do Florrie - odezwała się, nadal lustrując mnie wzrokiem. - Gdzieś ty odpłynęła? - spytała biorąc do ręki książki leżące na szafce.
Zignorowałam jej pytanie, wolałam nie dzielić się z nią moimi przemyśleniami.
Ubrawszy się wyszłam z dormitorium razem z rudowłosą zostawiając Charlotte samą. W pokoju wspólnym roiło się od uczniów, ciągle ktoś wchodził i wychodził, przechodził czy siedział gdzieś na fotelu czytając książkę. Rudowłosa miała w planach zaciągnąć mnie do Wielkiej Sali, bym coś zjadła, co o tej porze graniczyło z niemożliwością, bo ja jadałam mało i nigdy nie miałam apetytu. Gdy przechodziłyśmy przez Pokój Wspólny, Lily zatrzymała się i zmrużyła gniewnie oczy.
Potter, bo ona nigdy tak nie reagowała na nikogo innego. To była jedyna osoba, która doprowadzała moją współlokatorkę do szału. Mnie ani on, ani reszta Huncwotów bynajmniej nie irytowali, co niezbyt podobało się rudowłosej.
- Lily! - wykrzyknął James szczerząc zęby w szerokim uśmiechu. Ona zaś posłała mu groźne spojrzenie. Potter jednak się tym nie przejął i wstał z fotela, podchodząc do nas bliżej. Lupin, Black i Pettigrew przyglądali się temu z rozradowanymi minami.
- Nie podchodź do mnie, bo ci przyłożę Potter - wycedziła Lily zaciskając pięści. Ta postawa tak mnie bawiła, że aż parsknęłam śmiechem, czym zwróciłam na siebie uwagę Huncwotów.
- Cześć Florrie - przywitali się, dopiero mnie zauważając. Tak, panna Evans zdecydowanie była ciekawszą postacią ode mnie. Zrobiłam parę kroków w stronę Huncwotów, bym przypadkiem i ja, nie oberwała od wzburzonej dziewczyny.
- Evans, no nie wygłupiaj się - powiedział z rozbawieniem - Przecież wiem, że mnie lubisz - dodał podchodząc coraz bliżej. Rudowłosa bez zawahania przyłożyła Potterowi w twarz, a ten odruchowo złapał się za policzek.
- Ostrzegałam - mruknęła Lily i wyszła z Pokoju Wspólnego, beze mnie.
Black i Pettigrew wybuchnęli niepohamowanym śmiechem. Widząc zdezorientowaną minę James'a sama się zaśmiałam. Ludzie byli naprawdę ciekawymi obiektami obserwacji.
W końcu opuściłam zwijających się ze śmiechu chłopców i wyszłam z Pokoju Wspólnego. Dzięki nim ominął mnie posiłek, na który zdecydowanie nie miałam ochoty. Nie bardzo wiedząc co robić, ruszyłam przed siebie, mając nadzieję, że natknę się wreszcie na moją przyjaciółkę, Jaden. Najwyraźniej tego dnia miałam szczęście, bo przechodząc koło Wielkiej Sali, zauważyłam Krukonkę wychodzącą ze znajomymi.
- Whittle! - zawołałam, a dziewczyna natychmiast poczęła szukać osoby, która wymówiła jej nazwisko. Wreszcie jej wzrok odnalazł moją osobę. Uśmiechnęła się szeroko i przepraszając koleżanki, pobiegła w moją stronę.
- Florence, idziesz na śniadanie? - zapytała unosząc wysoko brwi.
- Nie, po prostu miałam nadzieję, że cię tu spotkam - odparłam wzruszając ramionami.
- A już myślałam, że jesteś chora - odetchnęła z ulgą i zaśmiała się dźwięcznie. Jak ona dobrze mnie znała. Pomimo tego, że Jaden należała do Ravenclaw'u, to była osobą, która jako jedyna mnie rozumiała, znała wszystkie moje tajemnice, znała mnie na jak własną kieszeń. Nikt, powtarzam, nikt, nawet moi rodzice, nie wiedzieli o mnie tyle, co ona. - Florrie - dziewczyna przywołała mnie z powrotem do rzeczywistości i zachichotała. Kąciki moich ust odruchowo uniosły się ku górze.
- Żałuj, że nie widziałaś jak Lily Evans zdzieliła Pottera - odezwałam się, odtwarzając w swoich myślach tę scenę.
- Naprawdę? Zrobiła to? - pytała z zainteresowaniem. Cieszyło mnie to, że nawet jeżeli coś jej nie interesowało, to i tak, w moim towarzystwie, sprawiała wrażenie wyjątkowo zaciekawionej.
- To było piękne - stwierdziłam z radością, a Jaden widząc moją minę, parsknęła śmiechem.
- Widzę, że jesteś dziś w wyśmienitym humorze - powiedziała, przyglądając mi się. W ostatnim czasie przyjaciółka nie widywała mnie w zbyt dobrym nastoju. Głównym tego powodem był śnieg, który pokrywał teraz wszystko, co znajdowało się na zewnątrz, a ja nie należałam do osób, które preferowały zimno i wszystko co z tym związane. Kolejnym powodem była wiecznie irytująca Charlotte, a następnym, list od matki, w którym napisała, że ojciec zniknął. Nawet bym się tym nie przejęła, gdyby nie fakt, że w końcu to on mnie wychował.
- Nie bardzo, choć muszę przyznać, że Huncwoci potrafią poprawić humor - odparłam będąc myślami już zupełnie gdzie indziej. Zawsze wiedziałam, że jestem nieco oderwana od rzeczywistości. Zastanawiałam się jak ludzie wytrzymują te moje częste, myślowe wędrówki.
Idąc korytarzem z Jaden miałam nawyk przyglądania się różnym ludziom. Po prostu lubiłam obserwować i analizować zachowania innych, czasem usprawiedliwiałam się tym, gdy zaczynałam żyć czyimś życiem. Dla mnie wszystko wydawało się ciekawsze niż moja osoba.
- Florence, o czym ty znowu tak myślisz? - odezwała się Jaden, kręcąc głową z dezaprobatą. Byłam ciekawa, dlaczego ona nadal się ze mną przyjaźni.
- O niczym - powiedziałam spoglądając na postać z naprzeciwka. Był to Severus Snape, niezbyt miły osobnik, a za nim biegła zdyszana Lily. Westchnęłam ciężko, posyłając koleżance długie spojrzenie. Ta tylko zrobiła zrezygnowaną minę, ale i tak, uparcie goniła Ślizgona. Zazdrościłam mu tego, że znajdował się w Slytherinie. Mimo iż minęło sporo czasu od dnia, w którym zostałam przydzielona do Gryffindoru, to jakaś niezidentyfikowana siła nadal ciągnęła mnie do domu węża. Dziwne, że jeszcze nie zrobiłam transparentu z napisem "Chcę do Slytherinu" i nie chodziłam z nim po Hogwarckich korytarzach.
Ogromny huk przerwał moje rozmyślania. Zdezorientowana spojrzałam na przyjaciółkę i przyśpieszyłam kroku, lecz Jaden najwyraźniej nie miała ochoty znaleźć źródła hałasu. Machnęłam na nią ręką i zainteresowana skręciłam w boczny korytarz, gdzie znalazłam drzwi wyrwane z zawiasów i leżące na posadzce.
- Ty! - usłyszałam krzyk i odwróciłam się natychmiast. Ujrzałam Filcha idącego w moją stronę i wskazującego na mnie palcem. Zmarszczyłam czoło nie bardzo wiedząc o co mu chodzi. - Co ty tu zrobiłaś?! - warknął, a ja wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia.
- Że niby ja? - spytałam, starając się przybrać jak najbardziej obojętny wyraz twarzy. Dawno tego nie robiłam.
Filch lustrował mnie wzrokiem, pewnie najchętniej by się nade mną poznęcał. Wtem z pomieszczenia, które zostało pozbawione drzwi, dało się słyszeć szelest. Filch zmarszczył nos i pognał w kierunku pokoju. Chciałam wykorzystać sytuację i zwiać z miejsca przestępstwa, ale on cały czas mnie obserwował, a po chwili kazał mi do niego podejść. Gdy byłam już w połowie drogi usłyszałam jego przeraźliwy wrzask.
- Mam was - powiedział, a ja zajrzałam do komnaty. Huncwoci, no tak.
- Cała wasza piątka idzie ze mną! - ryknął, a ja spojrzałam na niego ogłupiała.
- Piatka? Ja nic nie zrobiłam - zaprotestowałam, mrużąc gniewnie oczy.
- Nie wierzę ci - odpowiedział, na co zareagowałam krótkim i głośnym wrzaskiem. Filch popatrzył na mnie jak na osobę niezrównoważoną psychicznie. Sama nie spodziewałam się takiej reakcji.
- Nie będę za was odrabiać szlabanu! - krzyknęłam w stronę chłopców, a oni spojrzeli po sobie. Takiej mnie chyba nie znali. Cóż, od tylu lat starałam się, ukrywać moje wady, ale najwyraźniej geny postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce i ujawnić to i owo.
- No cóż Florrie, to nie nasza wina, że znalazłaś się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie - odezwał się Black wzruszając ramionami. Miałam ochotę kopnąć go w tyłek.

Dodane przez malfoj_sam_segz dnia 31-01-2010 19:30
#7

- Co ja znowu zrobiłam?- wymamrotałam, próbując otworzyć zmęczone oczy, bez skutku.

Ten znikomy skutek otwierania zmęczonych oczów, przez naszą bohaterkę byłby bardziej przekonywujący gdybyś, z "Bez skutku" zrobiła osobne zdanie.
O, tak - "wymamrotałam, próbując otworzyć zmęczone oczy. Bez Skutku. "

Może i byłam trochę zbyt brutalna, co jednak nie zmienia faktu, że moja współlokatorka była strasznie irytującą osobą.

Piszesz w czasie przeszłym, więc niedopuszczalna jest forma czasu teraźniejszego. "Co jednak nie zmieniało faktu", brzmiałoby zdecydowanie lepiej.

- Która godzina? - spytałam ziewając przeciągle.

Zmieniłabym szyk - "spytałam przeciągle ziewając."

Moja koleżanka była inna, rudowłosa piękność, wzorowa uczennica, osoba o gołębim sercu.

Zamaist przecinka użyłabym myślnika.


Gdy przechodziłyśmy przez Pokój Wspólny, Lily zatrzymała się i zmrużyła gniewnie oczy.
Potter, bo ona nigdy tak nie reagowała na nikogo innego. To była jedyna osoba, która doprowadzała moją współlokatorkę do szału.

Coś w tym fragmnecie zgrzyta. Wydaje mi się, że informację o tym, że tą osobą był Potter trzeba było umieścić w poprzednim zdaniu, a dwa kolejne połączyła ? Nie, ja bym zmieniła całkowicie ten fragment.

Mnie ani on, ani reszta Huncwotów bynajmniej nie irytowali, co niezbyt podobało się rudowłosej.

Niby Huncwoci to faceci i są rodzaju męskiego xd, ale zauważ, że reszta to już rodzaj żeński. Więc uważam, że powinno być nie irytowała.

- Nie bardzo, choć muszę przyznać, że Huncwoci potrafią poprawić humor - odparłam będąc myślami już zupełnie gdzie indziej.

Po odparłam przecinek.

Idąc korytarzem z Jaden miałam nawyk przyglądania się różnym ludziom.

To ona miała ten nawyk tylko jak szła z Jaden ? Nawet jeśli tak, to uciekł ci przecinek po Jaden. Ale chyba nie to miałaś na myśli ;d

Miałam ochotę kopnąć go w tyłek.

Dobre :D

Cóż, mam mniemanie, że błędów było mniej. Ale dalej są.
Co do tekstu, to chciałam to juz napisać w pierwszym komenatzru, ale nie wyszło, więc piszę teraz - strasznie podoba mi się, to jak nazwałaś główną bohaterkę. I szczerze powiem, że spodziewałam się scen, gdzie rozgoryczona Florrie będzie ubolewać, że nie trafiła do Slytherinu, a tu proszę, jaki przeskok w czasie. No i uaktywnia się przesłodka i idealna do bólu panna Evans, ale jakoś to przeżyjemy ;d Ale podoba mi się.
Życzę weny i czekam na następny rozdział, bo jestem ciekawa co będzię dalej ( -;

Dodane przez Nigellus_Black dnia 01-02-2010 19:11
#8

Hmmm ... najbardziej przeraził mnie ten fragment:
Nazywałam to maską mamusi, gdyż ona nigdy nie zdradzała swoich uczuć. Ja jednak się od niej różniłam, bo me błękitne ślepia zdradzały wszystko, na dodatek, nie potrafiłam opanować zdenerwowania


Te ślepia mnie niemal oślepiły. Nie pasowało mi to ani jotę do reszty prologu. Zarówno stylistycznie jak i przez sam fakt, że ślipia ( i to raczej nie niebieskie tylko żółte) mają węże ... ;) W niektórych zdaniach nie podobała mi się składnia i osoba, która mówi o sobie, że się nie rozdrabnia nie powinna się tak ckliwie nad sobą wyżalać. Ale to już jest moje subiektywne odczucie. Na razie przeczytałem tylko prolog. Jak znajdę czas to przeczytam kontynuacje i ocenię. Na razie jest nieźle ;)

Dodane przez mooll dnia 03-02-2010 22:50
#9

Może to zmęczenie, ale nie mam siły dziś na "sekcję zwłok", którą często stosuję, rozbierając tekst na części pierwsze i pokazując, gdzie były błędy.
Wypowiem się ogólnie.

Jak to się u nas mówi: Siadł mi ten tekst. Styl masz taki, jak lubię. Prolog byl bardzo przyzwoity. Mogłaś pociągnąć go w tym klimacie. Nie zrobiłaś tego, więc pozostaje nam tylko brać to, co dajesz. A dajesz niewątpliwie interesującą i porządną rzecz. Mam nadzieję, że coś się "podzieje" na tym szlabanie.
Przyznaję, imię dla bohaterki jest bardo figlarne i przewrotne. Nie jest popularne a mimo to wpada w ucho i zapamiętuje się. Niesie na pewno pozytywne emocje (...czy coś w ten deseń). Podoba mi się.
Na razie kreujesz spokojnie swoją Florrie. Zobaczymy jak się będzie dalej rozwijać. Ciekawi mnie, nie powiem. Myślę, że zajrzę tu, bo wciągnęłam się.
Co prawda Lily - niezmienna muza i idolka wszystkich - pojawia się. Nie mam Ci tego za złe, bo to tylko przelotne epizody. W końcu i tak musiałaby się pojawić. Nie można wyeliminować Lily, skoro była wówczas uczennicą Hogwartu. I dosć subtelnie się z nią obeszłaś ^^.

Czekam na dalszą część. A mój komentarz będzie wtedy bardziej szczegółowy (jeśli chodzi o wytykanie błędów ;p). Póki co - zrobili już to przede mną ;)

Tymczasem! I Weny! ^^
mooll

Dodane przez YourNightmare dnia 14-02-2010 15:04
#10

Miałam dość. Dwie godziny szorowania toalet to zdecydowanie za dużo. Tak, ja czyściłam toalety. JA! I za co? Za to, że chciałam sprawdzić co się dzieje. Czasami miałam ochotę zabić Filcha, ewentualnie nasłać na niego swojego ojca, ale niestety, ten charłak był w Hogwarcie bezpieczny. Poza tym, co on tu w ogóle robi? Powinni zatrudnić jakiegoś woźnego, który potrafi rzucić choć jedno, najprostsze zaklęcie.
- Chłopaki...- jęknęłam i oparłam łokieć o deskę klozetową. - Nienawidzę was - dokończyłam z głośnym westchnięciem.
- Oj Florrie, nie marudź - odezwał się Black z sąsiedniej kabiny. - Mogło być gorzej - dodał, zapewne uśmiechając się głupio. W ciągu tych paru godzin kompletnie zmieniłam o nich zdanie. Huncwoci nie byli zabawni, oni narażali innych na załamanie nerwowe. Ich żarty i wygłupy bawiły mnie dopóki nie musiałam przez nich szorować toalet.
- Gorzej?! Co może być gorsze niż czyszczenie łazienki?! - warknęłam i mój łokieć o mało co nie wpadł do muszli. W pomieszczeniu nastała cisza.
- Co ty taka nerwowa Florence? - zapytał James, który najwyraźniej zapomniał o porannym upokorzeniu. Żałowałam, że tu nie ma Lily, może mogłaby mu dołożyć w moim imieniu.
- Każdy byłby przy was nerwowy - prychnęłam i zabrałam się z powrotem do sprzątania. Nie tak chciałam spędzić wolną sobotę. Miałam zamiar wybrać się z Jaden do Hogsmeade, ale oczywiście oni musieli zepsuć moje plany.
- Landvik, albo mi się wydaje, albo coś się ostatnio z tobą dzieje - mruknął Potter. Ze mną się coś działo? Niby co, niczego takiego nie zaobserwowałam. Już miałam się odezwać, kiedy przerwał mi Syriusz.
- Daj spokój Rogaczu, bo jeszcze ta rozjuszona dziewica coś ci zrobi. Sam widziałeś jej reakcję na korytarzu - zaśmiał się, a moja twarz natychmiast przybrała barwę dojrzałej piwonii. Moje źrenice zwężyły się, a pięści zacisnęły tak, że czułam jak paznokcie wbijają mi się do skóry. Wściekła, zamoczyłam szmatkę w wodzie z toalety i wyparowałam z kabiny, z zamiarem znalezienia tego przebrzydłego Blacka.
- Black! Nie żyjesz! - krzyknęłam, roztrzęsiona ze złości. Przesadził i to grubo. Czegoś takiego mówić nie powinien, a już szczególnie nie mnie. Mój nastrój zmienił się diametralnie, tak samo jak stosunek do całej czwórki.
- No, Łapo, coś mi się wydaje, że poznasz dzisiaj, co to jest rozwścieczona dziewczyna - odezwał się nagle Lupin, który szorował podłogę w przeciwległym kącie łazienki. Przygryzłam dolną wargę i kopnęłam drzwiczki kabiny. Widząc w niej Blacka, uśmiechnęłam się złośliwie i rzuciłam w niego morką szmatką.
- Tylko tyle? - zapytał, unosząc brwi. Fakt, taki rodzaj zemsty mnie nie satysfakcjonował.
- Zapomniałam wspomnieć, że ta szmatka niedawno skosztowała wody z klozetu - powiedziałam i podeszłam do Syriusza na tyle blisko, by móc chwycić go za kark i wsadzić jego głowę do muszli. Niestety, ten w porę złapał mnie za nadgarstki i wykręcił je delikatnie, lecz to i tak sprawiło mi ból. Jęknęłam i spojrzałam na Blacka, krzywiąc się przy tym.
- Puść mnie - wycedziłam przez zaciśnięte zęby. Chłopak chyba jednak nie zamierzał tego zrobić i bezczelnie się do mnie uśmiechał. Gdybym miała jakąkolwiek szansę sprawiłabym, że ten uśmieszek natychmiast spełzłby z jego twarzy.
- Gdybym miał pewność, że znowu na mnie nie naskoczysz, to może bym cię puścił - stwierdził, wyprowadzając mnie z kabiny. Z bezpiecznej odległości przyglądał nam się Remus, z wyraźną dezaprobatą. On chyba był najporządniejszym i najnormalniejszym Huncwotem z całej ich czwórki.
Wtem uświadomiłam sobie, że przecież posiadam także nogi, które w takiej sytuacji są naprawdę przydatne. Uśmiechnęłam się lekko i z całej siły kopnęłam Syriusza w kostkę. Ten syknął z bólu i puścił moje nadgarstki, a ja z szerokim uśmiechem odeszłam od niego, patrząc z satysfakcją jak Black klnie pod nosem.
- Pożycz mi to wiaderko, Lupin - powiedziałam, a za nim się zorientował o co mi chodzi, ja chwyciłam wiaderko z wodą i wylałam jego zawartość na Syriusza. W pomieszczeniu rozległ się przeraźliwy wrzask Blacka, który sprawił, że James i Peter wyjrzeli zza kabin. Pettigrew parsknął śmiechem i musiał się przytrzymać drzwiczek, aby nie upaść. Ja też zaniosłam się śmiechem, widząc mokrego Syriusza, z którego woda spływała ciurkiem. Był to tak wspaniały widok, że nie mogłam oderwać od niego oczy. Przez to nie zauważyłam jak Potter zaczął się do mnie zbliżać, a widząc to, Black podążył jego śladem. Przygryzłam nerwowo dolną wargę i rzuciłam się do ucieczki, jednak oni byli znacznie szybsi. Chwycili mnie mocno i zaciągnęli do umywalek.
- Co, na dziewczynie będziecie się mścić? - jęknęłam, patrząc to na jednego, to na drugiego. Byłam teraz w beznadziejnym położeniu. I na co przyszło mi się mścić na Blacku?
- Na dziewczynie może i nie... - odparł Potter, a ja odetchnęłam z ulgą, jednak ten jego chytry uśmieszek zbił mnie z tropu. - ... Ale na diable, jak najbardziej - dodał, a mina mi zrzedła. No to się wkopałam. Chłopcy odkręcili kran i brutalnie przysunęli mi głowę pod zimną wodę, która teraz lała się strumieniami po mojej twarzy. Wtedy do łazienki wszedł Filch i widząc tą sytuację wytrzeszczył oczy i ryknął, że natychmiast mają przestać. James i Syriusz puścili mnie niechętnie. Filch omiótł wzrokiem całe pomieszczenie i zmrużył oczy. Na podłodze była jedna wielka kałuża, dookoła umywalek woda płynęła sobie spokojnie w stronę otwartych drzwi. Woźny wbił w nas swoje rozwścieczone spojrzenie, mrucząc coś pod nosem.
- Mieliście tu posprzątać, a nie robić jeszcze większy bałagan! - krzyknął, a ja zesztywniałam. Głównie to wszystko było przeze mnie. Spuściłam głowę, wpatrując się w swoje przemoczone buty. - Macie to wszystko porządnie wysprzątać, inaczej nie wyjdziecie stąd aż do wieczora - warknął i oparł się o framugę drzwi.
Przez następne pół godziny pilnował nas, a my w ciszy pełniliśmy swoje obowiązki. Ja zostawiłam toalety i zabrałam się za czyszczenie podłóg razem z Remusem, a Black, Potter i Pettigrew kończyli szorowanie kibli. Sprzątanie zeszło nam aż do godziny szesnastej, co przyjęłam z wielką ulgą. Byłam pewna, że nie skończymy tego do późnej nocy. Widząc czystą, lśniącą łazienkę na moje usta wkroczył szeroki uśmiech. Pomimo, że moje włosy były wilgotne, a buty i koszulka całkowicie przemoczone, to jednak byłam w pewnym stopniu zadowolona. Filch oddał nam nasze różdżki i z wielkim niezadowoleniem, wypuścił nas. Cała nasza piątka udała się do pokoju wspólnego, gdzie na fotelu siedziała Lily Evans, zaczytana w jakiejś grubej lekturze. Rudowłosa uniosła wzrok znad książki, a widząc mnie i Huncwotów, zmarszczyła czoło.
- Okropnie wyglądasz, - stwierdziła, mierząc mnie wzrokiem. Odłożyła książkę i wstała z miejsca, przyglądając mi się. Całkowicie zignorowała chłopców. - Coś ty robiła?
- Miała spotkanie pierwszego stopnia z kranem - zaśmiał się James, a wtedy Lily spiorunowała go wzrokiem.
- Nie ciebie pytałam, Potter - warknęła i odwróciła się do niego plecami. Wyciągnęła różdżkę i wymówiła jakieś zaklęcie, które spowodowało, że moje ubranie natychmiast wyschło, nie mówiąc już o włosach.
- Powinnaś ją pilnować, Evans. Ostatnio dzieje się z nią coś dziwnego - mruknął Syriusz i ruszył w stronę dormitorium chłopców. Lily spojrzała na mnie pytająco. Wzruszyłam tylko ramionami, robiąc niewinną minę. Może faktycznie coś się ze mną zaczęło dziać. Ruda pociągnęła mnie za rękaw i zaprowadziła do naszego dormitorium.
- No, to opowiadaj - powiedziała, siadając na swoim łóżku. Pokrótce opowiedziałam jej wszystko od początku, kiedy to usłyszałam huk i pobiegłam zobaczyć co się dzieje. Dziewczyna co chwile kręciła głową z dezaprobatą mrucząc pod nosem, jacy to Huncwoci są nieodpowiedzialni i dziecinni. Już miałam przejść do tego, jak Potter wraz z Blackiem wepchnęli mnie pod kran, kiedy do pomieszczenia wpadła Charlotte, przerywając moją historię.
- Zobaczyłam to dopiero teraz, w naszym pokoju wspólnym, kiedy czytał to Perkins - wysapała, rzucając na moje łóżko Proroka Codziennego. Podniosłam gazetę i spojrzałam na pierwszą stronę. Lily usiadła obok mnie wyrywając mi Proroka z rąk. Kiedy jej się to udało, wytrzeszczyła oczy z przerażenia i zaczęła czytać artykuł.

Kolejne ofiary Śmierciożerców. Sami-Wiecie-Kto wypowiada wojnę.

Wczorajszego wieczora na ulicy Pokątnej znów doszło do ataku. Z relacji świadków wiemy, że do napaści doszło około godziny dziewiętnastej. Pięć zakapturzonych postaci pojawiło się na Pokątnej po czym wbiegło do Dziurawego Kotła z wyciągniętymi różdżkami, celując w klientów.
- Było ich pięciu, wszyscy zamaskowani, trzymali różdżki i głośno się śmiali. Po chwili jeden z nich wykrzyknął, że Ten-Którego-Imienia-Nie-Można-Wymawiać wypowiada nam wojnę i powinniśmy się strzec. Następnie każdy z nich wymówił mordercze zaklęcie i ugodzili nimi pięciu czarodziejów. Po wszystkim, zniknęli. - Mówi nam jeden ze świadków tamtego zdarzenia.
Ministerstwo już podjęło decyzje dotyczące zwiększenia ochrony przed poplecznikami Sami-Wiecie-Kogo, lecz społeczeństwo czarodziejów twierdzi, że to nie powstrzyma Tego-Którego-Imienia-Nie-Można-Wymawiać przed kolejnymi mordami. Wszyscy drżą o swoje życie, jednak Minister Magii zapewnia, że znajdą wszystkich śmierciożerców i osadzą ich w Azkabanie. Do tego czasu uprasza się wszystkich o wzmożoną ostrożność.


Rudowłosa jęknęła. W jej oczach widać było przerażenie, a ja nic nie mogłam na to poradzić. Czułam się wręcz, jakby to wszystko było moją winą. Coś ścisnęła mi serce. Przez chwilę przestałam oddychać. A jeżeli jednym z tych śmierciożerców był mój ojciec? pomyślałam, zaciskając pięści. Byłam wściekła, a jednocześnie zrozpaczona. Mój ojciec mógł zabić któregoś z tych niewinnych ludzi, a ja tak bezczynnie siedziałam w Hogwarcie. Mogłam go wydać, mogłam sprawić, że go dorwą, mieliby przynajmniej jednego z nich. Ale w końcu on był moim ojcem, osobą, która mnie wychowała. Na dodatek, w obecnej chwili, ani ja, ani moja matka nie wiedziałyśmy, gdzie on aktualnie przebywa. To jeszcze bardziej utwierdzało mnie w przekonaniu, że był on uczestnikiem tamtego zajścia na Pokątnej.

Edytowane przez YourNightmare dnia 14-02-2010 15:20

Dodane przez malfoj_sam_segz dnia 14-02-2010 15:42
#11

JA! I za co?

Chyba wiem jaki efekt chciałaś wywołać tym wzrotem, ale nie do końca wyszło. Zamiast tego wykrzyknika lepiej pasowałby tutaj pytajnik i wykrzyknik, albo sam pytajnik i dawałby zamierzony efekt ( -;

- Chłopaki...- jęknęłam i oparłam łokieć o deskę klozetową. - Nienawidzę was - dokończyłam z głośnym westchnięciem.

Myślę, że was powinno być z wielkiej litery. Ale nie dlatego to zdanie przytaczam - ono jest genialne poprostu ;p

Ich żarty i wygłupy bawiły mnie dopóki nie musiałam przez nich szorować toalet.

Przed dopóki powinnien znaleźć się przecinek.

patrząc z satysfakcją jak Black klnie pod nosem.

Po z satysfakcją chyba powinnien być przecinek.

Mało błędów, choć jeszcze jakieś są. Nie chciało mi się już przytaczać innych fragmentów, aczkolwiek lepiej by wyglądało, gdybys pisała Was z dużej litery.
Hmmm, o jaaaaaaaaaaaaaaaaa ! :D
Tyle chyba wystarczy - niesamowicie mi się podobał ten rozdział, jest taki lekki, nie nudzi, aż chce się czytać. Jedyne co mnie wkurzyło, to panna Evans, ale to raczej nie twoja wina, bo ona zazwyczaj jest wkurzająca ;p
Pozdrawiam i weny życzę ;-*


Dodane przez YourNightmare dnia 28-02-2010 15:20
#12

Rozdział III


Nie czułam się tak podle od dobrych paru miesięcy. Całkiem straciłam dobre samopoczucie i najchętniej zamknęłabym się w dormitorium, nie wychodząc z niego aż do końca roku. Nie było w tym jednak najmniejszego sensu. Przecież musiałam chodzić na lekcje, poza tym, przebywanie cięgle w tych czterech ścianach doprowadziłoby mnie do obłędu. Jak na razie chodziłam przybita i jakby nie obecna, co oczywiście nie uszło uwadze Lily i Jaden. Naprawdę miałam wielką ochotę podzielić się z nimi moim rodzinnym sekretem, ale nie byłam już taka pewna, jak to przyjmą. Prawdopodobnie skończyłoby się na tym, że przestałyby się do mnie odzywać i unikałyby mnie jak ognia. Może bym się tym nie przejmowała, gdyby Jaden nie była moją najlepszą przyjaciółką, a Lily, bardzo dobrą znajomą, którą ceniłam i podziwiałam. Byłam w sytuacji bez wyjścia i nikt temu nie mógł zaprzeczyć. Mogłam spokojnie patrzeć jak giną niewinni ludzie, być może z ręki mojego ojca, zatajając tak ważną informację jaką był fakt, że mój ojciec należał do popleczników Czarnego Pana, albo wyznać prawdę narażając na nieprzyjemności siebie i moją rodzinę, a przy tym, praktycznie skazując ojca na pobyt w Azkabanie. Co wybrać, pytam, co wybrać?
Moje otępienie nie tylko dostrzegła Evans oraz Whittle, choć wydawało mi się to trochę dziwne, bodo tej pory byłam niezauważalna. Profesor Mcgonagall także zwróciła na to uwagę, kiedy w ciągu ostatnich paru dni kompletnie straciłam kontakt z rzeczywistością. Bardzo lubiłam transmutację, był to jeden z moich ulubionych przedmiotów i ona zdawała sobie z tego sprawę, więc nic dziwnego, że zaniepokoiła się tym, iż na lekcjach nic mi nie wychodziło i dość często nie wiedziałam co się dookoła dzieje. W ten sposób skutecznie zwróciłam na swoje zachowanie uwagę innych uczniów. Że też nie próbowałam tego wcześniej.
- Forrie, co się dzieje? - syknęła Lily podczas jednej z lekcji, machając mi ręką przed oczami.
- Evans! No czegoś takiego to się po tobie nie spodziewałam - upomniała ją nauczycielka, obdarzając rudą surowym spojrzeniem.
- Przepraszam - wymamrotała Lily, a ja zauważyłam, że na jej policzkach pojawił się delikatny rumieniec. A trzeba było mnie zostawić spokoju.
Evans nie odezwała się już aż do końca lekcji, jednak gdy tylko opuściłyśmy salę lekcyjną, dziewczyna szturchnęła mnie, spoglądając na mnie z zaniepokojeniem.
- Możesz mi powiedzieć co się z tobą dzieje, Florence? - spytała, a ja nawet jej nie słuchałam, tylko szłam dalej. Lily jednak nie dała się zbyć moim milczeniem. Pociągnęła mnie mocno za szatę, co zmusiło mnie do zatrzymania się. Spojrzałam na nią poirytowana i już chciałam ruszyć dalej, kiedy rudowłosa zastąpiła mi drogę.
- Tak łatwo się nie wykręcisz - powiedziała stanowczo, a kiedy chciałam ją wyminąć, ta natychmiast pojawiała się na mojej drodze. Zdenerwowana, chciałam jej wykrzyczeć, żeby dała mi święty spokój, kiedy pojawili się Huncwoci. Jeszcze tego mi brakowało.
- Liluś, dlaczego nie chcesz jej przepuścić? - spytał Potter, szczerząc się do rudej, przez co ona obdarzyła go pogardliwym spojrzeniem.
- Muszę z nią porozmawiać - wyjaśniła niechętnie, wbijając swój wzrok w moją osobę.
- Daj spokój Lily, przepuść mnie - warknęłam, nerwowo przystępując z nogi na nogę. Dlaczego tak nagle się mną zainteresowali?
- Nie, dopóki nie powiesz co się dzieje - powiedziała najspokojniej w świecie. Następnym razem, kiedy będę się czymś martwić, na przekór wszystkiemu, będę się szeroko uśmiechać i udawać zadowoloną z życia. Wtedy nikt się do mnie nie doczepi. Potter i reszta jego bandy stanęli sobie z boku, uważnie nas obserwując. Jeszcze nie widziałam, aby coś ich tak wyraźnie zainteresowało.
- Jesteśmy na środku korytarza, nie będę teraz o tym z tobą rozmawiać - rzekłam, kręcąc głową z dezaprobatą. Chciałam już spokojnie znaleźć się w swoim dormitorium i tak jak każdego dnia od przeczytania tego przeklętego artykułu, zasnąć jak najwcześniej by nie zadawać sobie znów tego pytania; Co wybrać?
- Mnie to nie przeszkadza - odparła składając ręce na piersi. Teraz to naprawdę zaczęła mnie denerwować. Mimo iż tak ją lubiłam i ceniłam, w tym momencie miałam wielką ochotę potraktować ją jakimś wyjątkowo paskudnym zaklęciem. Dlaczego ona była taka wścibska? Ja nigdy nie wyciągałam z niej na siłę żadnych informacji.
- Lily, może daj jej spokój, co? - odezwał się nagle Lupin, marszcząc czoło i spoglądając to na mnie, to na Evans. A ten, czemu się wtrąca? Oczywiście dziękowałam mu w duchu za to, że próbował odciągnąć ode mnie Lily, co jednak nie zmieniało faktu, że nie życzyłam sobie, by ktokolwiek wtrącał się w nie swoje sprawy.
- Nie wtrącaj się Remusie - rudowłosa wprost wyjęła mi to z ust. Byłabym może z tego zadowolona, gdyby nie to, że Lily nadal nie chciała mnie przepuścić. Wtem w oddali ujrzałam, nikogo innego jak Jaden, która spacerowała sobie ze znajomymi po korytarzu. Najwyraźniej też musiała mnie dostrzec, bo powiedziała coś do reszty Krukonów i odłączyła się od grupy, zmierzając w naszą stronę.
- Co się dzieje? - spytała, unosząc wysoko brwi. Zapewne ta sytuacja wyglądała dosyć dziwnie, oczami zwykłego obserwatora.
- Nie twoja sprawa - mruknęła Lily, nawet na nią nie patrząc. Coś w nią wstąpiło. Już nie była tą dobrotliwą, sympatyczną Lily, którą znałam.
- Jeżeli dotyczy to Florrie, to również dotyczy i mnie - odpowiedziała hardo, stając przy moim boku. Tak właśnie zachowują się przyjaciele.
- Rozmawiam teraz z Florence, Jaden. Odejdź stąd, bo inaczej odejmę ci punkty - usłyszawszy to, wszyscy stanęli jak wryci. Najwyraźniej nie tylko ja przechodziłam wewnętrzną przemianę.
Nagrabiłaś sobie, moja droga - pomyślałam, obdarowując dziewczynę nieprzychylnym spojrzeniem. Nikt nie będzie groził, ani wykluczał mojej przyjaciółki z rozmowy. Jeżeli ruda tak robi, to proszę bardzo, możemy prowadzić wojnę.
- Przesadziłaś Lily - syknęłam. Jaden szarpnęła mnie za rękaw szaty i razem ze mną, ominęła dziewczynę.
- Mówiłem, że coś dziwnego się z nią dzieje - usłyszałam głos Blacka i skrzywiłam się. To teraz ja jestem ta zła?
Przez dłuższy czas szłyśmy w milczeniu. Nie miałam ochoty komentować całego zajścia i moja przyjaciółka chyba to rozumiała, bo także o nic nie pytała. Byłam jej za to wdzięczna. Wiedziałam, że w niej zawsze będę mieć oparcie. Może lepiej jej o wszystkim powiedzieć? - przemknęło mi przez myśl. Zmarszczyłam czoło i pokręciłam głową. To nie był dobry pomysł.
Jaden przyglądała mi się z zainteresowaniem po czym chrząknęła głośno.
- Nie spodziewałam się tego po niej - przyznała, wzdychając ciężko. Prawdę mówiąc, ja też nie.
- Uroczyście ogłaszam ci, że wpisuję Lily Evans na listę moich wrogów - rzekłam, unosząc dumnie głowę. Pomimo tego, że straciłam wspaniałą koleżankę, to byłam z siebie zadowolona. Zaczęło mnie to aż przerażać, bo zdałam sobie sprawę, że przypominam swojego ojca bardziej niż kiedykolwiek.
- Posiadasz w ogóle taką listę? - spytała ze zdziwieniem w głosie.
- Nie - odparłam szybko - Ale właśnie ją sporządzę - wyjaśniłam po chwili, składając ręce na piersi.
Później już o tym nie rozmawiałyśmy. Jaden stwierdziła chyba, że wzmianka o liście wrogów jest zakończeniem tego tematu.
Tego dnia do Pokoju Wspólnego wróciłam dość późno, ale nie było tam Lily, co niezmiernie mnie ucieszyło. Miałam przynajmniej ją z głowy. Zamiast niej jednak zastałam Huncwotów, którzy siedząc na fotelach, dziwnie mi się przyglądali.
- Czego? - warknęłam w ich stronę, rozdrażniona. Jeszcze nigdy, w całym moim życiu, nie byłam tak poirytowana i rozzłoszczona. Ostatnie wydarzenia naprawdę źle wpływały na moje samopoczucie.
A może jednak rzeczywiście zaczęłam się zmieniać? Może nadszedł czas, w którym moje niefortunne geny zaczynały dawać o sobie znać? Tego jeszcze mi w tym wszystkim brakowało.
- Florence, może chociaż nam powiesz, co się dzieje? - odezwał się Potter, co mnie szczerze zaskoczyło. Od kiedy to Huncwoci interesowali się losem innych, a już szczególnie mnie?
- Nie licz na to - mruknęłam.
- To poradzisz mi chociaż, jak poderwać Lily? - spytał, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu. Prychnęłam. Ten tylko o jednym.
- Teraz co najwyżej mogę ci doradzić, jak ją rozdrażnić - stwierdziłam, przyglądając się swoim paznokciom. Chciałam tak jej dopiec, jak nigdy nie zrobił tego żaden inny człowiek, lecz czy było to tego wszystkiego warte? Powiedziała zaledwie, żeby Jaden nie wtrącała się w naszą rozmowę i zagroziła, że odejmie jej punkty. Gdyby powiedziała to jakaś inna osoba, pewnie bym się tym nie przejęła, ale zrobiła to Lily. Osoba, którą brałam za wzór sprawiedliwości i mądrości.
- Rogaczu, to nawet jest całkiem dobry pomysł - wypalił Black, uśmiechając się głupio.
- Łapo, to wcale nie jest dobry pomysł. Nawet nie wiesz ile ja się staram, żeby się z nią umówić - powiedział James, spoglądając na przyjaciela.
- Coś ci jednak nie wychodzi - odezwał się cicho Remus, co definitywnie zakończyło naszą konwersację, gdyż do Pokoju Wspólnego weszła Evans.
Natychmiast zerwałam się z miejsca i popędziłam do Dormitorium.

Kolejne dni były nawet bardziej przygnębiające niż poprzednie. Jaden mówiła mi o kolejnych doniesieniach o atakach Śmierciożerców, śnieg zaczął topnieć, co powinno wprawiać mnie w lepszy nastrój, jednak ciapa, która tworzyła się na błoniach zdecydowanie bardziej mi przeszkadzała niż śnieg. Nie rozmawiałam także z Lily, pomimo tego, że ona dużo razy się za to zabierała. Wszystko to jeszcze bardziej potęgowało moje złe samopoczucie. Pogorszyło się jednak dopiero wtedy, kiedy pewnego wieczora dostałam list. Do okna dormitorium zapukała dziobem sowa, którą wpuściłam do środka. Odwiązałam od jej nóżki list i wypuściłam ją. Lily spoglądała na mnie zza książki, a ja opuściłam pomieszczenie. W Pokoju Wspólnym znajdowało się naprawdę dużo uczniów, co zmusiło mnie do opuszczenia także i jego. Długo wzmagałam się przed otworzeniem listu i zrobiłam to dopiero, w na błoniach, w świetle księżyca. Nie powinnam wychodzić o tej porze, jednak wtedy niewiele mnie to obchodziło. Stojąc na zielonej murawie, drżącymi rękoma, otworzyłam list.

Droga Florence!

Ojciec się odnalazł. Wrócił do domu, jednak po paru dniach znów zniknął. Wiem na pewno, że to on i reszta Śmierciożerców stoi za tymi atakami i strasznie się o niego niepokoję. Jak go schwytają, to nie wiem co pocznę.
Tylko nie rozmawiaj o tym z nikim, rozumiesz? Bo to może nie tylko zaszkodzić ojcu, ale także tobie i mnie. Mam jednak nadzieję, że Czarny Pan dobrze wszystko planuje i żaden z jego popleczników nie zostanie złapany przez Aurorów.
Pamiętaj, że bardzo cię kocham.

Mama


Skrzywiłam się. No to wszystko jasne. Wszystkie moje obawy się spełniły. Do oczy napłynęły mi łzy, przed którymi tyle wzmagałam się przez ostatnie tygodnie. Byłam wściekła i jednocześnie zrozpaczona. Wstydziłam się, że mam takich rodziców, a jednocześnie kochałam ich na ten swój dziwny sposób i martwiłam się o nich. Czy za tą troskę i miłość, życiem miało przypłacić wielu innych ludzi?
Roztrzęsiona usłyszałam czyjeś kroki i szelest trawy. Szybko zmięłam list od matki i wsadziłam go do kieszeni szaty. Odgłos kroków nasiał się.
No to pięknie, pewnie to jakiś nauczyciel. Znowu będę miała szlaban. - pomyślałam i odwróciłam się gwałtownie. To jednak nie był żaden nauczyciel. To nie był nawet człowiek. To coś zwróciło ku mnie swoje oczy i warknęło w moją stronę, a ja stałam jak sparaliżowana, jakby czekając na atak...

Dodane przez Peepsyble dnia 28-02-2010 17:50
#13

Pewnie coś jeszcze by się znalazło, ale akurat teraz nie mam do tego głowy.

stopniu zadowolona. Filch oddał nam nasze różdżki i z wielkim niezadowoleniem, wypuścił nas

Powtórzenie.

- Chłopaki...- jęknęłam i oparłam łokieć o deskę klozetową. - Nienawidzę was - dokończyłam z głośnym westchnięciem.

Myślę, że was powinno być z wielkiej litery

Po pierwsze, spacja przed drugim myślnikiem, a po drugie - nie, nie powinno być z wielkiej litery. To nie jest list.

roztrzęsiona ze złości

Nie brzmi to zbyt dobrze. Można być roztrzęsionym, ale jeszcze nigdy nie widziałam, żeby było napisane "roztrzęsiona ze złości". Nie pasuje mi to.

Był to tak wspaniały widok, że nie mogłam oderwać od niego oczy


zaśmiał się James, a wtedy Lily spiorunowała go wzrokiem.


Coś ścisnęła mi serce

Ścisnęło.

bodo

Spacja.

Mcgonagal

McGonagall.

by nie zadawać sobie znów tego pytania; Co wybrać?

Zamiast średnika, dwukropek. "Co" z małej litery.

- Uroczyście ogłaszam ci, że wpisuję Lily Evans na listę moich wrogów -

Po takim czymś? Mi to pasuje do małej dziewczynki, obrażającej się o najmniejsze głupstwo. Jak rozwydrzona pięciolatka. Lily tylko chciała jej pomóc i dowiedzieć się "co jest grane". oO

do Dormitorium.

Z małej litery.

ale także tobie (...) cię

To jest list. Z wielkiej litery piszemy "Tobie", "Cię".

To coś zwróciło ku mnie swoje oczy i warknęło w moją stronę, a ja stałam jak sparaliżowana, jakby czekając na atak...

Jeśli o mnie chodzi to ten wielokropek wcale nie dodaje napięcia. Bardzo mi pasuje tutaj zwykła kropka, jako dobre zakończenie rozdziału.

Cóż powiedzieć. Wielkie dzieło to to jeszcze nie jest, ale dla mnie dobra, niedzielna lektura. Sama nie wiem co jeszcze oddać, prócz zwykłego, klasycznego życzenia powodzenia.
A. Już wiem co chciałam napisać. Miło by było, gdyby szanowna autorka zwróciła trochę uwagę na nasze, czytelników, posty. Wysilamy się chyba na próżno, wyszukujemy i poprawiamy błędy, ale żadnego odzewu, a tym bardziej poprawek w tekście nie widać. oO