Tytuł: Harry Potter - Hogsmeade, Twoja Magiczna Wioska :: [NZ] Dla Większego Dobra, rozdział 2

Dodane przez Nefri88 dnia 09-08-2009 15:00
#1

Witam. Tworzenie nowego bohatera nie wychodzi mi najlepiej więc postanowiłem napisać o dziejach Gellerta Grindelwalda, zagorzałego zwolennika Czarnej Magii.

DLA WIĘKSZEGO DOBRA

PROLOG


Była ciepła lipcowa noc. Setki mil od Londynu w Dolinie Godryka panowała głęboka cisza. Wszyscy mieszkańcy odpoczywali w swoich domach po ciężkim dniu pracy. Tylko czasami można było usłyszeć płacz dziecka przez otwarte okno lub szczekanie psa, który właśnie ruszył w pogoń za dzikim kotem. Była pełnia księżyca, przy czym bezchmurne, rozgwieżdżone niebo rzucało jasną poświatę na piaszczyste drogi, którymi się zazwyczaj poruszali zamieszkali w wiosce ludzie. Lekki wiaterek spokojnie szumiał czubkami drzew w pobliskich lasach. Nikt nie mógł zaprzeczyć piękna i swoistego uroku tego miejsca.

Pośrodku miejscowości stał mały drewniany kościółek, w którym zazwyczaj gromadzili się mieszkańcy na wieczorne nabożeństwa. Obok, za drewnianym płotem, na którym czas pozostawił swoje piętno, był mały cmentarzyk. Drzewa i krzewy przeplatały się z nagrobkami tak starymi, że czasem trudno było odczytać do kogo należą. W Dolinie Godryka mieszkali dziwni ludzie. Często słychać było wybuchy w domach, ale nie były widoczne skutki ognia, który takiemu wybuchowi zwykle towarzyszy. Czasem dziwni wędrowcy próbowali sprzedawać miejscowym stare talizmany lub buteleczki z niezbyt wyglądną zawartością.
W bocznych uliczkach wioski, rzędami stały domy. Jedne wysokie i okazałe, inne zaś małe i zniszczone pod wpływem nieposkromionej mocy czasu.

Szczególną uwagę przykuwał stary ale bardzo duży budynek. Przed owym domem stała drewniana tabliczka z napisem BATHILDA BAGSHOT. Okno do jednego z pokoi na parterze było otwarte. Wiatr delikatnie poruszał bordowymi zasłonkami odsłaniając wnętrze pomieszczenia. Pod ścianą stało jednoosobowe łóżko, w którym spał młody, szesnastoletni chłopiec. Miał bujne blond włosy i bladą cerę. Z jego przystojnej twarzy można było wyczytać grymas spokoju i ukojenia.

Na półce obok łóżka był spory bałagan. Leżały tam książki, których stan pozostawiał wiele do życzenia. Można było na palcach jednej ręki policzyć strony, które nie miały pozaginanych rogów lub zaplamionych tekstów. Obok leżał list, który chłopak dostał z pewnością już jakiś czas temu, bo był trochę pogięty. Tekst był napisany starannym, pochyłym pismem, świadczącym, że autor ma doświadczenie jeśli chodzi o pisanie.

Witaj Gellert.
Rozmawiałam już z Twoim ojcem. Zgodził się żebyś przyjechał na wakacje do Doliny Godryka. Przygotowałam już dla Ciebie pokój. Wyjadę po Ciebie na dworzec w sobotę o 12.00. Mam dla Ciebie niespodziankę. Zapoznam Cię z młodzieńcem w Twoim wieku. Nazywa się Albus i jest bardzo utalentowany. Podobno w Hogwarcie już dawno nie było kogoś tak dobrego jak on. Mam nadzieje, że nawiążecie dobrą znajomość.
Pozdrawiam
Ciocia Bathilda.


Pod jedną z książek leżała koperta. Wewnątrz był list zaadresowany szkarłatnym atramentem.

Z przykrością ogłaszamy, że Pan Gellert Grindelwald zostaje wydalony z Durmstrangu. Nie powinien się pan dziwić. Pańskie zachowanie nie pozostawiło nam wyboru.

Alexiej Koralov
Dyrektor Durmstrangu.


Robiło się coraz później. Zegar stojący w ciemnym koncie wybił północ. Chłopak przewrócił się na drugi bok słysząc bicie zegara. Śnił spokojnie, nie podejrzewając kogo tak naprawdę jutro pozna.

Edytowane przez Nefri88 dnia 11-08-2009 15:52

Dodane przez bwbasia12 dnia 09-08-2009 15:56
#2

Zapowiada się interesująco.
Błędów nie ma i opowiadanie jest napisane przejrzyście. Zachęcam do dalszego pisania. :)

Edytowane przez bwbasia12 dnia 09-08-2009 16:03

Dodane przez Nefri88 dnia 09-08-2009 18:27
#3

Pierwszy rozdział ukaże się prawdopodobnie w weekend bo w tygodniu pracuje więc raczej nie zdążę. zapraszam do dalszego komentowania ;] Bądźcie troche krytyczni bo aż się głupio czuje bo nikt mi nie każe nic poprawiać ;]

Dodane przez Milka dnia 09-08-2009 19:11
#4

A przydałoby się kilka rzeczy poprawić:

Setki mil od Londynu, w Dolinie Godryka, panowała głęboka cisza.

Szczególną uwagę przykuwał stary, ale bardzo duży budynek.

Wiatr delikatnie poruszał bordowymi zasłonkami, odsłaniając wnętrze pomieszczenia.

Przecinki.

W bocznych uliczkach wioski, rzędami stały domy.

To zdanie brzmi jakoś dziwne. Ja bym je jakoś zmieniła. Albo usunęła ten przecinek.

Pod ścianą stało jednoosobowe łóżko, w którym spał młody, szesnastoletni chłopiec. Miał bujne czarne włosy i bladą cerę.

Jeśli wierzyć temu artykułowi, to Gellert Jako młodzieniec miał złote, kręcone włosy sięgające mu do ramion. Malutki błędzik.

Leżały tam książki, których stan pozostawiał wiele do życzenia. Można było na palcach jednej ręki policzyć strony, które nie miał pozaginanych rogów lub zaplamionych tekstów.

Miały

Alexiej Koralov

Raczej powinno być Aleksiej, po prostu.

Zegar stojący w ciemnym koncie wybił północ.

Kącie...


Drobne błędy zdarzają się każdemu. Jednak samo w sobie opowiadanie zapowiada się dosyć ciekawie. Jeśli tylko będe mieć czas, przeczytam dalsze części. ;)

Dodane przez Nefri88 dnia 09-08-2009 19:22
#5

Właśnie miałem poprawić to z włosami bo przeglądałem HPIŚszukając materiałów do rozdziału i też mi się rzucił ten błąd w oczy ;]

Edytowane przez Nefri88 dnia 10-08-2009 14:05

Dodane przez malfoj_sam_segz dnia 10-08-2009 01:11
#6

kilka drobnych błędów, o których wspomniała Mila.
Z jego przystojnej twarzy można było wyczytać grymas spokoju i ukojenia.

to zdanie mi się nie podoba, bo grymas nie pasuje do spokoju i ukojenia, tylko bardziej niezadowolenia itp. i żeby wyczytać grymas ? zdecydowanie mi się to zdanie nie podoba.

ale tak ogółem ; w porównaniu z tamtym opowiadaniem o niebo lepiej, malutko błędów, ładne stylistycznie zdania i dość ciekawie zapowiadające się opowiadanie. Czekam na dalszą część < ;

Dodane przez Nefri88 dnia 10-08-2009 13:51
#7

ROZDZIAŁ I


Wschodzące słońce zajrzało przez otwarte okno do domu pani Bagshot. Jasna poświata dosięgła wnętrza pokoju młodego czarodzieja ukazując kurz unoszący się w powietrzu. Łóżko, w którym spał młodzieniec teraz było puste. Na półce książki były poukładane, a list od ciotki Bathildy leżał w koszu na śmieci. Zegar wybił godzinę ósmą. W tym momencie drzwi do pomieszczenia gwałtownie się otworzyły. Ukazał się w nich wysoki mężczyzna o jasnych, połyskujących w świetle słońca włosach. Podszedł dostojnym krokiem do okna i oparł się dłońmi o parapet obserwując co się dzieje na zewnątrz. Drogą szła starsza kobieta pchając wózek, w którym jak podejrzewał Gellert miała zakupy. Nagle wjechała w dołek i wózek się przechylił rozsypując zakupy na ziemie.
- Żenada - mruknął chłopak i usiadł na łóżku. Na jego twarzy można było zauważyć zniechęcenie sytuacją w jakiej się znajduje. -Wszędzie głupi mugole - myślał - Podobno mieszka tu wielu czarodziejów. A ten Albus, pewnie to jakiś nudny prymus kochający mugoli i charłaków. Po co ja tu w ogóle przyjechałem?

Takie myśli towarzyszyły mu od samego pojawienia się w Dolinie Godryka. Z jednej strony chciał odpocząć od problemów związanych ze szkołą (został wyrzucony), a z drugiej nudziło go przebywanie w tej wiosce. Uważał, że to strata czasu siedzieć tu i słuchać opowieści ciotki o tym jak tu pięknie i jaki ten młody Dumbledore jest idealny.

Nagle wziął książkę z pułki. Wydawała się najstarsza i najbardziej zniszczona spośród wszystkich, które w tej chwili leżały w pokoju. Miała czarną okładkę bez żadnego tytułu czy autora. Wszystkie kartki były zżółknięte pod wpływem czasu, a niektóre strony były zalane i posklejane. Gellert otworzył dzieło na pierwszej stronie i przeczytał tytuł: "Baśnie Barda Beedle'a". Następnie otworzył gdzieś w połowie i zaczął czytać.

OPOWIEŚĆ O TRZECH BRACIACH

Było raz trzech braci, którzy wędrowali opustoszałą, krętą drogą o zmierzchu. Doszli w końcu di rzeki zbyt głębokiej, by przez nią przejść, i zbyt groźnej, by przez nią przepłynąć. Bracia znali się jednak na czarach, więc po prostu machnęli różdżkami i wyczarowali most nad zdradziecką tonią. Byli już w połowie mostu, gdy drogę zagrodziła im zakapturzona postać. I Śmierć przemówiła do nich. Była zła, że tym trzem ofiarom udało się ją przechytrzyć, bo zwykle wędrowcy tonęli w rzece. Nie dała jednak za wygraną. Postanowiła udawać, że podziwia czarodziejskie uzdolnienia trzech braci, i oznajmiła im, że każdemu należy się nagroda za przechytrzenie Śmierci. I tak, najstarszy brat, który miał wojownicze usposobienie, poprosił o różdżkę, której magiczna moc przewyższałaby moc każdej z istniejących różdżek, za pomocą której zwyciężyłby w każdym pojedynku, różdżkę godną czarodzieja, który pokonał Śmierć. I Śmierć podeszła do najstarszego drzewa rosnącego nad brzegiem rzeki, wycięła z jego gałęzi różdżkę i dała najstarszemu bratu, mówiąc: To różdżka z czarnego bzu, zwana Czarną Różdżką. Mając ją w ręku, zwyciężysz każdego.
Drugi w kolejności starszeństwa brat, który miał złośliwe usposobienie, postanowił jeszcze bardziej upokorzyć Śmierć i poprosił o moc wzywania umarłych spoza grobu. I Śmierć podniosła gładki kamień z brzegu rzeki, dała mu go i powiedziała, że ów kamień ma moc sprowadzania umarłych zza grobu.
Potem Śmierć zapytała najmłodszego brata, co by chciał od niej dostać. A on był z nich trzech najskromniejszy, a także najmądrzejszy, więc nie ufał Śmierci. Poprosił o coś, co pozwoliłoby mu odejść z tego miejsca, nie będąc ściganym przez Śmierć. I Śmierć bardzo niechętnie, wręczyła mu swoją Pelerynę-Niewidkę.
Wówczas Śmierć odstąpiła na bok i pozwoliła trzem braciom przejść przez rzekę i powędrować dalej, co też uczynili, rozprawiając o przygodzie, która im się przytrafiła, i podziwiając dary Śmierci.
I zdarzył się, że trzej bracia się rozstali, każdy poszedł własną drogą.
Pierwszy brat wędrował przez tydzień lub dwa, aż doszedł do pewnej dalekiej wioski i odszukał czarodzieja, z którym się kiedyś pokłócił. Mając Czarną Różdżkę w ręku, nie mógł przegrać w pojedynku, który nastąpił. Zostawił ciało martwego przeciwnika na podłodze, a sam udał się do gospody, gdzie przechwalał się głośno mocą swojej różdżki, którą wydarł samej Śmierci i dzięki której stał się niezwyciężony.
Tej samej nocy do najstarszego brata, który leżał w łóżku odurzony winem, podkradł się inny czarodziej. Zabrał mu różdżkę i na wszelki wypadek poderżnął mu gardło.
I tak Śmierć zabrała pierwszego brata.
Tymczasem drugi brat powędrował do własnego domu, w którym mieszkał samotnie. Zamknął się w izbie, wyjął Kamień, który miał moc sprowadzania zmarłych zza grobu i obrócił go trzykrotnie w dłoni. Ku jego zdumieniu i radości, natychmiast pojawiła się przed nim postać dziewczyny, z którą kiedyś miał nadzieję się ożenić, zanim spotkała ją przedwczesna śmierć.
Była jednak smutna i zimna, oddzielona od niego jakby woalem. Choć wróciła zza grobu, nie należała prawdziwie do świata śmiertelników i bardzo cierpiała. W końcu ów drugi brat, doprowadzony do szaleństwa beznadziejną tęsknotą, zabił się, aby naprawdę się z nią połączyć.
I tak Śmierć zabrała drugiego brata.
Choć Śmierć szukała trzeciego brata przez wiele lat, nigdzie nie mogła go znaleźć. Dopiero kiedy był w podeszłym wieku, zdjął z siebie pelerynę-niewidkę i dał ją swojemu synowi. A wówczas pozdrowił Śmierć jak starego przyjaciela i poszedł za nią z ochot, i razem jako równi sobie, odeszli z tego świata.


Skończył i w milczeniu zastanawiał się nad sensem tej opowieści. Robił to codziennie odkąd zdobył tą książkę. Wiedział, że owe trzy przedmioty to legendarne Insygnia Śmierci. Bardzo pragnął je zdobyć. Właśnie dlatego go wyrzucono z Durmstrangu. Jeden z uczniów odkrył jego zamiary i to, że praktykował czarną magię, aby móc panować w przyszłości nad tymi przedmiotami. Grindelwald go zabił, a na ścianie szkoły wyrył za pomocą różdżki znak insygniów.


- Czarna Różdżka, gdybym tak ją miał - marzył po cichu. Cały czas myślał tylko o tym i dlatego uważał, że spędzanie czasu w Dolinie Godryka to strata czasu. Mógłby przecież teraz wędrować po świecie studiując czarną magie i poszukując Insygniów. Wiedział bowiem, że jeśli zdobędzie komplet zostanie Panem Śmierci. Będzie decydował o życiu innych i nikt nie zdoła go powstrzymać. Takie ambitne choć straszne plany krążyły po głowie tego niepozornego młodzieńca.

-Gellert choć na śniadanie- rozległ się głos ciotki Bathildy zza ściany gdzie była kuchnia. Grindelwald wstał i dostojnym krokiem podszedł do drzwi. Nagle się zatrzymał spojrzał za siebie i cofnął się w stronę łóżka, podniósł książkę i schował ją pod kołdrę. Upewnił się, że nikt niepożądany jej nie przeczyta i wyszedł.

Kuchnia była sporym pomieszczeniem (przynajmniej dwa razy większym od sypialni Gellerta). Pośrodku stał stół zastawiony wszelakimi potrawami. Była tam jajecznica, różnego rodzaju sałatki, pieczywo i inne potrawy. Słońce świeciło przez otwarte okno prosto na ciotkę Bathildę która stała przy stole.

Była to niska kobieta o lekko siwiejących włosach. Miała nieskazitelnie niebieskie oczy i miły wyraz twarzy. Ubrana była w bordową szatę. Na widok gościa uśmiechnęła się zapraszając gestem do stołu.
-Jak się spało? - zapytała starając się być bardzo miła. Wychodziło jej to perfekcyjnie. Wyglądało, że jest osobą miła i serdeczną bo w jej uśmiechu i głosie nie można było wyczuć nawet krztyny wymuszenia.
-Dziękuje Ciociu, nawet nieźle. - Odparł Gellert, lecz w jego był raczej dostojność i ironia niż dobroć i serdeczność. Bathilda raczej tego nie zauważyła bo znów uśmiechnęła się promiennie siadając przy stole.
- Dziś pójdziemy odwiedzić Dumbledore'ów . Wreszcie poznasz Albusa. - na dźwięk tego imienia Bathilda uśmiechnęła się jeszcze bardziej, a Gellert jakby spoważniał - Mówię Ci to wspaniały chłopiec. Jestem pewna, że znajdziecie wspólny język. Ale widzę, że Tobie się ten pomysł nie podoba? - zapytała młodzieńca badawczym spojrzeniem. Miała wzrok tak głęboki, że wydawało się, że chce prześwietlić młodzieńca na wylot.
- Nie ciociu, bardzo się ciesze, że go poznam. - skłamał Gellert ciągnąc dalej - Jeśli jest taki jak mówisz to na pewno wie dużo o magii i możliwe, że mnie czegoś nauczy. - To również było kłamstwo. Mimo że Grindelwald został wyrzucony ze szkoły to opanował magie o wiele lepiej od uczniów nadal tam studiujących. Był bardzo utalentowany. Niektórzy twierdzili, że przewyższa mocą i wiedzą nawet nauczycieli pracujących w Durmastrangu. - To świetnie, bo już myślałam, że nie chcesz tam ze mną iść - Pani Bagshot ponownie się rozpromieniła patrząc na młodego czarodzieja.

Gellert pośpiesznie zjadł śniadanie i znów poszedł do swojego pokoju. Upewnił się, że drzwi są zamknięte i położył się do łóżka z nadzieją, że się prędko nie obudzi. Jednak po południu usłyszał głos Ciotki - Gellert ubieraj się, zaraz idziemy! - Wstając tylko mruknął - po co ja tu przyjechałem - i zaczął się ubierać.

Materiał zaczerpnięty z HPIŚ.

Edytowane przez Nefri88 dnia 10-08-2009 15:24

Dodane przez malfoj_sam_segz dnia 10-08-2009 14:02
#8

było parę błędów , ale ten najbardziej rzuca się w oczy.
półki.


w sumie dość ciekawe, bo swoją drogą zawsze interesowało mnie to jak wyglądały początki znajomości Dumbledore`a i Grindelwald `a. choc narazie to wygląda jak wyciągnietę z książki. Mam nadzieję, ze dalej się już rozkręcisz i rozdziały będą bardziej żywsze i ciekawsze. ;d

Dodane przez Milka dnia 10-08-2009 15:06
#9

Na początek interpunkcja:
Jasna poświata dosięgła wnętrza pokoju młodego czarodzieja, ukazując kurz unoszący się w powietrzu. Łóżko, w którym spał młodzieniec, teraz było puste.

Podszedł dostojnym krokiem do okna i oparł się dłońmi o parapet, obserwując, co się dzieje na zewnątrz.

Drogą szła starsza kobieta pchając wózek, w którym - jak podejrzewał Gellert - miała zakupy. Nagle wjechała w dołek i wózek się przechylił, rozsypując zakupy na ziemie.

Na jego twarzy można było zauważyć zniechęcenie sytuacją, w jakiej się znajduje. -_Wszędzie głupi mugole

Uważał, że to strata czasu siedzieć tu i słuchać opowieści ciotki o tym, jak tu pięknie i jaki ten młody Dumbledore jest idealny.

Mógłby przecież teraz wędrować po świecie, studiując czarną magie i poszukując Insygniów. Wiedział bowiem, że jeśli zdobędzie komplet, zostanie Panem Śmierci.

Takie ambitne, choć straszne plany, krążyły po głowie tego niepozornego młodzieńca.

-_Gellert, choć na śniadanie_-_rozległ się głos ciotki Bathildy zza ściany, gdzie była kuchnia.

Nagle się zatrzymał, spojrzał za siebie, i cofnął się w stronę łóżka, podniósł książkę i schował ją pod kołdrę.

Słońce świeciło przez otwarte okno prosto na ciotkę Bathildę, która stała przy stole.

Na widok gościa uśmiechnęła się, zapraszając gestem do stołu.
-_Jak się spało? - zapytała, starając się być bardzo miła.

Wyglądało, że jest osobą miła i serdeczną, bo w jej uśmiechu i głosie nie można było wyczuć nawet krztyny wymuszenia.
-_Dziękuje Ciociu, nawet nieźle. - Odparł Gellert, lecz w jego był raczej dostojność i ironia, niż dobroć i serdeczność. Bathilda raczej tego nie zauważyła, bo znów uśmiechnęła się promiennie, siadając przy stole.

- Dziś pójdziemy odwiedzić Dumbledore'ów .

Po co ten odstęp przed kropką? >.<

Mówię Ci, to wspaniały chłopiec.

ci

skłamał Gellert, ciągnąc dalej

Mimo że Grindelwald został wyrzucony ze szkoły
, to opanował magie o wiele lepiej od uczniów nadal tam studiujących.

ę

Teraz inne błędy:
Nagle wziął książkę z pułki.

półki

"Baśnie Braci Beedle'a"

Barda. Musiało Ci się pomylić z tytułem bajki.

Doszli w końcu di rzeki zbyt głębokiej,(...)

do

czarną magie

magię

Gellert, choć na śniadanie

cho

Nagle się zatrzymał, spojrzał za siebie, (...)

Upewnił się, że drzwi są zamknięte i położył się do łóżka z nadzieją, że się prędko nie obudzi.

zamiana kolejności: (...) się

Poza tym, jeśli piszesz dialogi, dobrze by było, gdyby nowe wypowiedzi zaczynały się wraz z nową linijką. Jeśli są zbite w 'kupę', trudniej je czytać.

____________________
Jak narazie jest trochę mętnie, ale mam nadzieję, że gdy Gellert spotka się z Albusem, zacznie się coś dziać. ;]

Dodane przez Nefri88 dnia 11-08-2009 15:29
#10

ROZDZIAŁ II


Gellert szybko ubrał się w czarną, elegancką szatę i uczesał lekko potargane włosy. Po chwili był już gotowy do drogi. Gdy wszedł do kuchni ciotka Bathilda już na niego czekała. Ubrała się w ciemno-niebieski strój, świetnie komponujący się na tle bezchmurnego nieba na zewnątrz.
- Gotowy do drogi? - zapytała serdecznie się uśmiechając. Można było po niej dostrzec podniecenie spotkaniem, które wkrótce nastąpi.
- Tak ciociu, możemy już iść - odpowiedział pewnie Grindelwald.

Po chwili byli już na wiejskiej uliczce przed domem, gotowi do drogi. Szybkim krokiem doszli do końca uliczki, następnie skręcili w lewo i już byli przed dużym, piętrowym budynkiem, w którym mieszkała rodzina Dumbledore'ów.

-Jak Ci się podoba? - zapytała pani Bagshot jak zwykle się uśmiechając
- Całkiem nieźle, widzę, że dobrze im się powodzi - odpowiedział Gellert.
- To dlatego, że Albus dostał nagrodę za wybitne osiągnięcia w rzucaniu zaklęć. Dostał tysiąc galeonów za to osiągnięcie i nie uwierzysz! Całą nagrodę przeznaczył na remont domu. Wcześniej była to mała chałupka, w której musieli się mieścić matka, dwóch synów i córka. Wszyscy się dziwili jak oni dają sobie radę. - Bathilda była bardzo podniecona, gdy opowiadała o sukcesach Albusa. Wydawało się, że jest dumna z jego talentu, jakby był jej synem lub wnukiem. Na Gellercie nie zrobiło to większego wrażenia. Pokusił się jedynie na symboliczne rahar1;.

Otworzyli drewnianą furtkę prowadzącą do drzwi. Po chwili zapukali, usłyszeli młody, dostojny głos.
Kto tam? - zapytał młodzieniec.
- To my Aberforth - odpowiedziała melodyjnym głosem ciotka Bathilda. Drzwi otworzyły się delikatnie. Stał w nich Wysoki mężczyzna o jasno niebieskich oczach i ciemnych włosach. Ubrany był w białą koszule i spodnie. Patrzył na nich z góry, poważną miną po czym uśmiechnął się i zaprosił ich do środka. Weszli do dużego salonu, pośrodku którego stał drewniany stół obstawiony krzesłami. Przy kominku stały dwa granatowe fotele, a na podłodze leżał bordowy dywan z wyhaftowanym wielkim złotym gryfem.
- Usiądźcie - powiedział Aberforth, wskazując na krzesła przy stole.
- Może się czegoś napijecie? - zapytał młodzieniec. Po chwili przyniósł dwie filiżanki i postawił przed gośćmi.
- Co u was słychać? - zagadała ciotka Bathilda uśmiechając się, jak to miała w zwyczaju.
- Wszystko w porządku. Ja zajmuje się domem, a Albus ciągle siedzi z nosem w książkach. Pewnie myśli, że będzie jeszcze mądrzejszy - Wspominając o bracie Aberforth spoważniał, a jego wzrok powędrował ku podłodze. Bathilda to zauważyła i natychmiast zmieniła temat.
- A co u Ariany? Dobrze się czuje?
- Tak, teraz śpi w swoim pokoju. Lepiej jej nie bódźmy, jest zmęczona. - Odpowiedział troskliwe chłopak.
- A co u was ciociu? Widzę, że przyprowadziłaś gościa. - Spojrzał na Gellerta i nagle na jego twarzy pojawił się ten sam wyraz, co na wspomnienie o Albusie. Gellert to zauważył, obdarzając Aberfortha chłodnym spojrzeniem.
- Gdzie są moje maniery? - zapiszczała Bathilda, ciągnąc dalej - To jest Gellert, mój bratanek. Przyjechał do mnie na wakacje. Wiesz został wyrzucony z Durmstrangu, nie miałam serca zostawiać go samego z problemami. - odpowiedziała ciotka, patrząc serdecznym wzrokiem na Gellerta. Aberforth tylko skinął głową. Grindelwald od początku zauważył, że z nieznanego mu powodu, starszy brat Albusa nie specjalnie go lubi. Zupełnie się tym nie przejmował, gdyż nie zależało mu na przyjaźni tej rodziny.
- A gdzie jest twój brat? Przede wszystkim dlatego postanowiłam was odwiedzić. Żeby Gellert poznał Albusa. Są w tym samym wieku, więc na pewno będą się dobrze dogadywać. - powiedziała Bathilda cały czas się uśmiechając.
- Jest na górze, w swoim pokoju. Pewnie znów coś czyta. Pójdę go zawołać - po czym odszedł w stronę schodów.
- Na pewno się zaprzyjaźnicie - rozpromieniła się Bathilda na samą myśl, że za chwile zobaczy Albusa. Po chwili milczenia do salonu wkroczyły dwie postacie. Aberforth i jakiś młodzieniec o ciemnych włosach i takich samych jasno-niebieskich jak brat oczach. Był trochę niższy od Aberfortha i wydawał się być poważniejszy i inteligentniejszy od brata.
- Dzień Dobry - powiedział spokojnie, a jego wzrok od razu powędrował na Gellerta. Ciotka Bathilda wstała, a zaraz po niej to samo uczynił Gridndelwald..
- Witaj Albusie. To jest Gellert, wychowanego Durmstangu. Jest w twoim wieku i tak jak ty ma ogromy talent do magii. - Po tych słowach Bathilda znów się rozpromieniła i usiadła. Natomiast dwaj chłopcy wpatrywali się przez chwile w siebie badawczo, jakby chcieli na podstawie wyglądu wzajemnie się ocenić. Po tym wzrokowym pojedynku Albus wyciągnął dłoń na powitanie. Gellert po chwili wahania uścisnął ją, jednak nie wyglądał na zadowolonego tom znajomością. Pani Bagshot natychmiast to zauważyła i powiedziała:
- Albusie może zabierzesz Gellerta do swojego pokoju? Porozmawiacie, podzielicie się poglądami. - Albus przez chwile wpatrywał się w ciotkę po czym jakby od niechcenia zaprosił gestem na górę.

Weszli po schodach do małego korytarza, następnie Albus otworzył pierwsze drzwi. Byli w małym pokoju o białych jak śnieg ścianach. Przy jednej, stał długi regał zapełniony książkami. Naprzeciw wejścia było okno, przy którym stało biurko zapełnione książkami i rolkami pergaminu.
- Usiądź - Albus wskazał na starannie posłane łóżko. Gellert od razu pomyślał, że Dumbledore jest człowiekiem lubiącym porządek, mimo że na biurku było wiele rzeczy to były starannie ułożone.
- Więc jesteś z Durmstangu? - zapytał Albus rozpoczynając rozmowę.
- Tak, to znaczy nie... wyrzucili mnie. - Albus przez chwilę wpatrywał się w niego badawczo po czym ciągnął dalej
- Słyszałem, że w Durmstrangu uczą czarnej magii? U nas, w Hogwarcie jest to surowo zabronione.
- Tak. Lecz tylko teorii. Ja wolałem zgłębić jej tajniki i przypadkowo trafiłem zaklęciem jednego z uczniów - skłamał, bo tak naprawdę to chciał zabić.
- I co? Zabiłeś go? - zapytał Dumbledore wcale się nie przejmując losem owego ucznia.
- Tak, on nie żyje. - odpowiedział stanowczo Grindelwald, ciągnąc dalej
- Czy to prawda, że w Hogwarcie uczą mugoli? - Gellert od początku chciał o to zapytać. Nie mógł się pogodzić z tym faktem. Wydawało mu się, że mugole nie mają prawa znać magii, a nawet nie powinni żyć. Albus wcale się tym pytaniem nie zdziwił, wręcz przeciwnie, na jego twarzy pojawił się grymas obrzydzenia.
- Tak, ciągle przyjmują czarodziejów z rodziny mugoli. Nie mam nic przeciwko, mugolą, ale wydaje mi się, że magia powinna być zarezerwowana tylko dla starych czarodziejskich rodów. - Gellert słuchał Albusa z lekkim niedowierzaniem. Inaczej wyobrażał sobie Dumbledore'a. Myślał, że to będzie prymus, kochający mugoli i szlamy, tak jak większość uczniów Hogwartu. Jeszcze bardziej utwierdził się w tej opini gdy ciotka Bathilda powiedziała mu, że Albus jest w Gryfindorze, domu gdzie trafia najwięcej mugolaków.
- Widze, że mamy podobne zainteresowania. Ty też lubisz czarną magie, jesteś bardzo utalentowany... - w tym momencie Gellert wstał, podszedł do Albusa na odległość kilku centymetrów, tak że oglądali swoje odbicia w oczach rozmówcy. Po chwili Gellert ciągnął dalej
- I tak jak ja pragniesz władzy - Ostatnie zdanie wypowiedział wolno i wyraźnie, wyglądał jakby był święcie przekonany, że wie wszystko o Albusie. Nie spodziewał się, że pozna kogoś takiego jak on. Po chwili milczenia z salonu usłyszeli wołanie
- Gellert! Musimy już iść! -młodzieńcy nadal wpatrywali się w siebie, po czym Albus lekko się uśmiechnął i powiedział
- Spotkajmy się jutro o 18.00 Na cmentarzu. Chce Ci coś pokazać. - Po czym Grindelwald wyszedł i razem z ciotką ruszyli przez ciemność nocy do domu.

Dodane przez Lady Gaga dnia 11-08-2009 22:43
#11

Gdy wszedł do kuchni, ciotka Bathilda już na niego czekała.

- Jak Ci się podoba? - zapytała pani Bagshot, jak zwykle się uśmiechając.
W opowiadaniach zaimki 'ci', 'tobie', 'twoje' piszemy z małej. Do tego znowu przecinek, i brak kropki + brak odstępu.
za wybitne osiągnięcia w rzucaniu zaklęć. Dostał tysiąc galeonów za to osiągnięcie i nie uwierzysz!

Pokusił się jedynie na symboliczne rahar1;.
Zapewne był tu wielokropek, chociaż to nie zmienia faktu, że nie wiem, o jakie symboliczne słowo Ci chodziło.
- Kto tam? - zapytał młodzieniec.
- To my, Aberforth -

Patrzył na nich z góry z poważną miną, po czym uśmiechnął się i zaprosił ich do środka.
Zamiast przecinka - 'z'.
Po chwili przyniósł dwie filiżanki i postawił je przed gośćmi.
dodałabym tu coś ;p.
Ja zajmuję się domem, a Albus ciągle siedzi z nosem w książkach. Pewnie myśli, że będzie jeszcze mądrzejszy. - Wspominając o bracie Aberforth spoważnia
brak kropki, literówka.
Lepiej jej nie bódźmy, jest zmęczona. - Odpowiedział troskliwe chłopak.
bódźmy? xDDDDD!!!!!!!!! i jedna kropka za dużo.
- Gdzie są moje maniery? - zapiszczała Bathilda, ciągnąc dalej - To jest Gellert, mój bratanek. Przyjechał do mnie na wakacje. Wiesz, został wyrzucony z Durmstrangu, nie miałam serca zostawiać go samego z problemami. - odpowiedziała ciotka, patrząc serdecznym wzrokiem na Gellerta.

Przede wszystkim dlatego postanowiłam was odwiedzić. Żeby Gellert poznał Albusa. Są w tym samym wieku, więc na pewno będą się dobrze dogadywać. - powiedziała Bathilda, cały czas się uśmiechając.

Pewnie znów coś czyta. Pójdę go zawołać. - Po czym odszedł w stronę schodów.

- Na pewno się zaprzyjaźnicie. - Rozpromieniła się Bathilda na samą myśl, że za chwile zobaczy Albusa
Szyk zdania się trochę zepsuł.
- Dzień Dobry - powiedział spokojnie

- Witaj Albusie. To jest Gellert, wychowanego Durmstangu.
prędzej wychowanek.
nie wyglądał na zadowolonego tom znajomością.
R O T F L !!!!!!!
- Albusie, może zabierzesz Gellerta do swojego pokoju? Porozmawiacie, podzielicie się poglądami. - Albus przez chwile wpatrywał się w ciotkę, po czym jakby od niechcenia zaprosił gestem na górę.
literówka, przecinek, i brakuje słowa 'go'.
- Usiądź. - Albus wskazał na starannie posłane łóżko. Gellert od razu pomyślał, że Dumbledore jest człowiekiem lubiącym porządek, mimo że na biurku było wiele rzeczy, to były starannie ułożone.

zapytał Albus, rozpoczynając rozmowę.
- Tak, to znaczy nie... wyrzucili mnie. - Albus przez chwilę wpatrywał się w niego badawczo, po czym ciągnął dalej.

Ja wolałem zagłębić jej tajniki i przypadkowo trafiłem zaklęciem jednego z uczniów - skłamał, bo tak naprawdę, to chciał zabić.
- I co? Zabiłeś go? - zapytał Dumbledore, wcale się nie przejmując losem owego ucznia.
- Tak, on nie żyje. - odpowiedział stanowczo Grindelwald, ciągnąc dalej.

- Tak, ciągle przyjmują czarodziejów z rodziny mugoli. Nie mam nic przeciwko, mugolą,
mugolą?! o.0
Jeszcze bardziej utwierdził się w tej opini, gdy ciotka Bathilda powiedziała mu

- Widze, że mamy podobne zainteresowania. Ty też lubisz czarną magie

Po chwili Gellert ciągnął dalej
brak kropki.
- I tak, jak ja, pragniesz władzy. - Ostatnie zdanie wypowiedział wolno i wyraźnie. Wyglądał, jakby był święcie przekonany, że wie wszystko o Albusie. Nie spodziewał się, że pozna kogoś takiego, jak on. Po chwili milczenia z salonu usłyszeli wołanie
znowu brak kropki, zaznaczone zdanie zmieniłam.
- Gellert! Musimy już iść! - Młodzieńcy nadal wpatrywali się w siebie, po czym Albus lekko się uśmiechnął i powiedział:
- Spotkajmy się jutro o 18.00 Na cmentarzu. Chce Ci coś pokazać.

No cóż - na początku było bardzo obiecująco, tj. dobra interpunkcja w dialogach i zdaniach. Później zaczęło się sypać i z interpunkcją, i z ortografią. Po 1. gubisz kropki na końcu zdań. 2. dość głupie błędy ;d. 3. Pare powtórzeń. 4. I w końcu - interpunkcja. Uwierz mi, czasami warto przeczytać coś, przed dodaniem.

Dodane przez bwbasia12 dnia 15-08-2009 17:12
#12

W drugiej i trzeciej części zobaczyłam bardzo dużo błędów.
R 3 mógł by być dłuższy, ale też może być ;)
Rozdział 2 i 3 są na pewno dużo lepsze od początku, czekam na kolejne .