Dodane przez ChrisMartin dnia 22-05-2009 19:30
#8
Postanowiłem jednak kontynuować.
cz. 2
Znaleźli się na łące, ale była to łąka niezwykła, bowiem oprócz trawy rosły na niej również drzewa. Drzewa o dziwnych owocach o zamazanych kształtach. Pogoda była wspaniała. Zachmurzenie było umiarkowane, a spokojny wiatr delikatnie poruszał wątłymi liśćmi drzew. Po chwili z tej całej ciszy wyłoniły się... drzwi. Wielkie drzwi o kolorze przechodzącym z szarego w czarny. Wyszła z nich niska, rudowłosa dziewczyna, a po chwili także blondyn średniego wzrostu, w średnim wieku. Tak, to byli Kate i John.
- Gdzie my jesteśmy?
- Cóż... To wygląda na... łąkę...
Pod nogami John'a przekicał królik.
- Patrz! To królik! W moich czasach królików dawno już nie było. Wyginęły...
( Kate pochodziła z przyszłości, a John z roku 1999 ).
Postanowili się rozejrzeć po wyżej wspomnianej łące.
CDN ( być może ;) )
Dodany dnia 22-05-2009 23:53
cz. 3
Jednakże nie minęła krótka chwila, a już uszłyszeli jakiś huk.
- Co... To było ? - odezwała się Kate.
- Nie mam pojęcia.
- Boję się.
- Spokojnie.
Wtem ujrzeli jakiegoś młodego mężczyznę z różdżką w ręku.
- Seamnick ! - wykrzyknęła Kate. - To Albert Seamnick, mój przyjaciel.
Po chwili usta czarodzieja otworzyły się:
- Nazywam się Albert Seamnick. Jestem czarodziejem pierwszego rzędu.
Służę w...
Ale nie dokończył, bo przerwała mu Kate.
- Szukamy eliksiru na wilkołactwo.
- Aha... A więc twój kompan to wilkołak, tak ?
- Tak.
- Doskonale. W siedzibie naszej organizacji jest pełno fiolek z eliksirem
>> Wraw ! Wraw! <<.
- Skończ wreszcie z tą swoją organizacją, Seamnick !!! - ryknęła rozzłoszczona dziewczyna.
- Ale nie rozumiem w ogóle, o co ci chodzi. Przecież sama w niej służysz.
Ręka Kate uniosła się w powietrze, zatrzymała się w górze i ugodziła
w Albert'a Seamnick'a.
- Auuu!!!!!!!! - ryknął i... zniknął.
- Co to ma znaczyć ?! Dlaczego to zrobiłaś ?! I czy w końcu powiesz mi,
co to za TAJNA organizacja ?! - krzyczał John, podkreślając w ostatnim zdaniu słowo ,,tajna''.
- Nie mogę. Jeszcze nie teraz.
CDN
Dodany dnia 23-05-2009 02:31
cz. 4
Minęli wielką sosnę, zbiorowisko mchów i przeogromny dąb. Pojawił się
Seamnick, ale nie sam.
- O nie ! To Friderick Faltonso ! On należy do organizacji.
Kate przez sekundę wyglądała, jakby się zamyśliła.
W kolejnej sekundzie John poczuł, że gdzieś się przenoszą.
Minęła kolejna chwila. Znaleźli się w jakiejś wielkiej fabryce.
- Gdzie jesteśmy ?
- Nie miałam czasu, aby przemyśleć, gdzie nas teleportować. No ale, skoro już tu jesteśmy... To właśnie jest kwatera organizacji.
- Co to za organizacja ?
- Eksperymentuje ona z eliksirami.
Kate przez cały czas trwania rozmowy rozglądała się po półkach, których
tu było bez liku.
- Jest !!
Natychmiast podbiegła do jednej z półek.
- To jest właśnie eliksir >> Wraw ! Wraw! << na wilkołactwo.
Wzięła z półki buteleczkę zielonego napoju i podała ją John'owi, a ten wypił zawartość.
Nagle pojawili się Seamnick i Faltonso.
- Pij, kochanie ! Szybko !
I wypił. Nic się nie zmieniło, a to oznaczało, że eliksir zadziałał.
- Niech was ! Dobraliście się do naszych zapasów !
- Zaramustro fiagorii ! - krzyknął Friderick Faltonso, a z końca jego różdżki wystrzelił czerwony dym.
- Nie !!! - krzyknęła rudowłosa dziewczyna, ale było już za późno.
Zaklęcie trafiło w John'a, który zemdlał.
- Zaramustro fiagorii ! - tym razem to Kate rzuciła zaklęcie w stronę Albert'a Seamnick'a. Zemdlał.
Chciała jeszcze unieszkodliwić drugiego napastnika, ale ten był szybszy
od niej. Usłyszała tylko: ,, Zaramustro fiagorii ! '' i upadła na podłogę fabryki.
CDN
Dodany dnia 23-05-2009 12:40
cz. 5
Nieco później...
- Nie wystąpisz z organizacji, prawda ?
Kate była już w pełni świadoma.
- Nie, jeśli tylko mnie nas rozwiążecie.
- Przysięgnij na...
- ...Na Friderick'a Faltonso - dokończyła za Alberta.
- No... Dobrze.
Jak Albert obiecał, tak zrobił. Friderick zaczął się osuwać na podłogę i skonał.
- Nie !!!! Ty... Ty... Kłamałaś!
- John! Weź jego różdżkę!
John Connely podbiegł do martwego mężczyzny i zabrał mu różdżkę.
- Nie ! - dało się słyszeć krzyk.
Wysoki blondyn wypowiedział zaklęcie:
- Brondario !
I... Nastała cisza. John'owi zakręciło się w głowie.
- Sam tego chciałeś ! Brondario! - to Kate. Podbiegła do ukochanego. - John... Nie możesz... Ty nie możesz... Nie teraz, gdy już wszystko... Skończone.
Ale Connely umierał. Powoli opadał z sił.
- Kate... - ledwo co poruszył ustami. - Kate. Ja... Ciebie... - ale nie dokończył, bo stracił wszelkie siły, a jego niebieskie oczy zamknęły się
na zawsze...
- Ja ciebie też - wypowiedziała przez łzy dziewczyna. Nie mogła się pogodzić z tym, co się stało. Jeszcze przez jakiś czas wpatrywała się
w jego bladą twarz.
Trochę później...
Pojawili się inni pracownicy.
- Co tu zaszło ? - spytał jeden z nich.
Kate wszystko im opowiedziała.
Jeszcze nieco później...
- Kate Jerry ! Zostajesz zwolniona ! - te słowa wyleciały z grubych ust starego, kurpulentnego szefa Kate.
Wiedziała, za co wyleciała z pracy. Za eksperymenty z eliksirami. Nie miała pojęcia, co teraz robić. Była zrozpaczona. Poszła nad rzekę,
aby porozmawiać z wróżką Eileen.
CDN
Edytowane przez Guardian dnia 23-05-2009 16:04