Hogsmeade.pl na Facebook
Harry Potter - Hogsmeade, Twoja Magiczna Wioska
Strona GłównaNowościArtykułyForumChatGaleriaFAQDownloadCytatyLinkiSzukaj
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się.

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło!
Sponsorzy
Shoutbox
Musisz się zalogować, aby móc dodać wiadomość.

~CynaMona F 21-08-2018 11:08

Pełniej już niestety raczej nie będzie Zniesmaczony
~Ario F 21-08-2018 01:08

Pusto
#Ginny Evans F 19-08-2018 21:01

będę wtedy w drodze na lotnisko, jak znajdę wifi to mogę przyjść na hogs Oczko
^raven F 19-08-2018 19:31

W najbliższą sobotę, 18:00, mecz Juventus-Lazio? Oczko
#Ginny Evans F 19-08-2018 13:08

jakiś social by się przydał Happy
`Czarodziejka F 18-08-2018 22:09

Jaka cisza... Duch
~HariPotaPragneCie F 04-08-2018 22:01

Kotecek
`Czarodziejka F 31-07-2018 22:50

Dzisiaj świętujemy podwójne urodziny! Róża
^raven F 28-07-2018 00:00

Mnie nie Uh-oh!
~CynaMona F 27-07-2018 16:49

Kilka osob ode mnie z druzyny quidditcha bedzie jechac, ale ja niestety juz nie mam na to hajsow :/
~LilyPotter F 27-07-2018 16:45

Halo halo, moge sie spodziewac kogos z Hogs na zlocie fanow HP w Zagnansku pod Kielcami 15.08? C:
^raven F 26-07-2018 02:53

Sowa Sowa Sowa
~CynaMona F 20-07-2018 11:18

Racja
^raven F 19-07-2018 16:17

Duch (jaki brzydki ten nasz duch!)
~CynaMona F 16-07-2018 23:54

Znowu jakieś duchy wracają xD
^raven F 16-07-2018 23:07

Rozbawiony
~HariPotaPragneCie F 16-07-2018 23:06

Uszanowanko
~TheWarsaw1920 F 15-07-2018 22:47

Bry wieczór
^raven F 12-07-2018 22:53

Być może. Poprzedni popełnił samobójstwo, musiałam zainwestować w nowy. Sam robi zdjęcia, sam wysyła SMSy, może faktycznie jest w tym magia...
#Ginny Evans F 03-07-2018 23:46

Twój telefon jest chyba magiczny Język

Aktualnie online
Hogsmeade wita:
adiwuh
jako najnowszego użytkownika!

» Administratorów: 8
» Specjalnych: 61
» Zarejestrowanych: 18,743
» Zbanowanych: 1,503
» Gości online: 116
» Użytkowników online: 0

Brak użytkowników online

» Rekord OnLine: 3086
» Data rekordu:
25 June 2012 15:59
Zobacz temat
Harry Potter - Hogsmeade, Twoja Magiczna Wioska :: Forum
» Twórczość Fanów
»» Fan Fiction
»»» [NZ] Musisz być lepsza od niego! (RW/SM)
Drukuj temat · [NZ] Musisz być lepsza od niego! (RW/SM)
~MaFaRa10 F
#1 Drukuj posta
Dodany dnia 29-11-2013 22:08
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Redaktor Proroka
Punktów: 1030
Ostrzeżeń: 0
Postów: 264
Data rejestracji: 29.04.12
Medale:
Brak

Witajcie, jest to moje pierwsze dłuższe opowiadanie Uśmiech. Proszę o krytykę i komentarze, bo chciałabym pisać coraz lepiej. Zamieszczam je też na blogu:
http://roseweasleyscorpiusmalfoylove.blogspot.com/


PROLOG

Jesień nadeszła tego roku niespodziewanie. Pierwszego września było dość zimno. Rano obudziłam się podekscytowana. Była dopiero piąta, ale nie chciałam już spać. Na palcach przeszłam przez korytarz Nory i weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam włosy i ubrałam ulubione wytarte jeansy, koszulkę i stary, czerwony sweter. Zeszłam do kuchni, żeby zrobić sobie śniadanie. Babcia już tam była.
- Rose, nie śpisz o tej porze? Powinnaś się wyspać!
- Już nie mogę spać. Jestem strasznie podekscytowana, nie mogę się doczekać! Przecież po raz pierwszy jadę do Hogwartu! - stwierdziłam.
- Dokładnie to samo powiedział mi ponad dwadzieścia lat temu twój ojciec... No dobrze. Co chcesz na śniadanie?
- Może płatki... Ale sama sobie zrobię. - uśmiechnęłam się.
Po śniadaniu postanowiłam się przejść. Wyszłam z domu i poszłam do mugolskiej części wioski. Mieszkało tam wiele osób, z którymi chodziłam do mugolskiej podstawówki. Uczyłabym się w domu, ale mama chciała, żebym miała kontakt z innymi dziećmi. Chodziłam po miasteczku zastanawiając się, do jakiego domu trafię. Jakoś podświadomie wiedziałam, że nie będzie to Griffindor...
Kiedy wróciłam do domu wszyscy już byli po śniadaniu.
- Rose, sprawdź czy masz wszystko spakowane. I czy zebrałaś różdzkę! - powiedziała mama. Weszłam na na drugie piętro i do swojego pokoju. Do kufra dorzuciłam kilka książek i różdzkę. Zamknęłam go i wypchnęłam na korytarz.
- Tato, o której wyjeżdzamy? - krzyknęłam
- O dziewiątej! - odpowiedział
Spojrzałam na zegarek na swojej ręcę. Ósma czterdzieści. Westchnęłam, poprawiłam sweter i zaczęłam spychać kufer po schodach. Na dole Hugo zaczął zawodzić:
- Dlaczego Rose dostała sowę a ja nieeee?!
- Jaką sowę?! - wpadłam do kuchni. Zobaczyłam czarną, małą sówkę.
- To dla mnie?! - spytałam
- Tak, dla ciebie. To prezent urodzinowy. - odpowiedziała z uśmiechem mama. No tak, przecież za tydzień są moje dwunaste urodziny!
- Dziękuje, dziękuje, dziękuje! - zaczęłam skakać z radości, bo marzyłam o sowie od kilku lat.
- Nie ma za co! Dobrze, teraz pakujmy się do samochodu. - odparł tata i zaczął się śmiać.
Na King Cross byliśmy około dziesiątej trzydzieści. Żołądek podszedł mi do gardła. Widocznie źle wyglądałam, bo tata zapytał:
- Rose, dobrze się czujesz? Blado wyglądasz...
- Denerwuje się... - odparłam
- Nie ma czym. Będzie dobrze! - z uśmiechem powiedzia tata. mnie za rękę, drugą pomogł mi złapać wózek i razem wbiegliśmy na barierkę.
Kiedy zobaczyłam moich kuzynów, od razu ruszyłam porozmawiać z Albusem.
- Al, boisz się? - zaczęłam
- Bardzo, a ty? - odpowiedział
- Ja też... Boję się, że nikt mnie nie polubi.
- Ciebie?! Ciebie?! Przecież ty jesteś super! Pewnie od razu będziesz miała pełno przyjaciół. Ja się boję, że trafię do Slytherinu.
Tata wzkazał palcem na wysokiego blondyna w moim wieku i powiedział
- Rose, musisz być od niego lepsza we wszytskim! Dzięki Bogu odziedziczyłaś inteligencje po matce.
- Na szczęście po matce, a nie po ojcu. - mruknęła ciocia Ginny.
- Ron, szkoła się jeszcze nie zaczęła, a ty już napuszczasz ich na siebie! - powiedziała rozbawiona mama
- Masz rację, przepraszam. Ale lepiej się z nim nie zaprzyjaźniaj Rose. Dziadek Weasley nigdy Ci by nie wybaczył, gdybyś wyszła za mąż za czarodzieja czystej krwi. - mruknął tata
Wszyscy się roześmiali. Potem wsiedliśmy do pociągu. Machałam rodzicom, cioci Ginny i wujkowi Harry'emu aż peron nie zniknął za horyzontem. Do przedziału weszłam z trzema dziewczynami - jedną z czarną szopą loków i z blond bliźniaczkami. Były mniej więcej w moim wieku. Usiadłyśmy razem i od razu się zaprzyjaźniliśmy. Bliźniaczki nazywały się Bonnie i Mary, były dość nieśmiałe, ale bardzo wesołe. Ta trzecia miała na imię Annie i była duszą towarzystwa. Ciągle coś mówiła, opowiadała żarty i była dość głośna.
Kiedy wyszłam z przedziału do łazienki, napotkałam tego chłopaka. Przyjarzałam się mu. Miał platynowo blond włosy, głębokie szare oczy i, patrząc obiektywnie, był bardzo ładny.Uśmiechał się, a ja odwzajemniłam uśmiech.



I Rozdział

Dziś ostatnia noc w Hogwarcie w tym roku. Po kolacji razem z Mary ruszyłyśmy do do pokoju wspólnego, żeby zorganizować impreze. Ludzie, którzy twierdzą, że Krukoni są nudnymi kujonami bardzo się mylą - po prostu naszych imprez nie słychać na pół zamku, tak jak tych, które robią Gryfoni i Ślizgoni. Bonnie i Annie wymknęły się do Miodowego Królestwa po słodycze i piwo kremowe. Kiedy byłyśmy w połowie drogi do wieży, zobaczyłam mojego kuzyna Jamesa i podeszłam z nim porozmawiać.
- Cześć. Jak tam idą przygotowania do imprezy?
- Dobrze, a Wam? Kogo wysłaliście po słodycze?
- Bonnie i Annie... Poszły przejściem do Miodowego Królestwa
- To raczej szybko nie wrócą! - roześmiał się James
- Niby dlaczego? Znają tą trasę, bo Annie cały rok tamtędy przechodziła do Hogsmeade, bo rodzice nie chceli podpisać jej zgody.
- Ale nie o to mi chodzi. My wysłaliśmy Kena. - znów zaczął się śmiać. Ja i Mary również wybuchnęłyśmy śmiechem, pożegnałyśmy się z moim kuzynem i wróciłyśmy do naszej wieży.
Annie, chociaż była dopiero na trzecim roku, bardzo podobała się wszystkim chłopakom w szkole, ale jej zdaniem warty jej uwagi był tylko Ken. O rok starszy, z burzą jasnych, nieco przydługich włosów na głowie i bardzo zabawny Gryfon. Od niedawna byli parą, więc znając ich właśnie obściskiwali się w tunelu. Bonnie nigdy nie umiała postawić się przyjaciółce, więc zapewne na nich czekała.
W Pokoju Wspólnym ja, Mary i kilkoro starszych Krukonów ustawialiśmy stoły i kanapy. Później poszłam do łazienki. O dwudziestej drugiej wróciły dziewczyny i zaczęła się impreza. Grała muzyka (ktoś miał stare, czarodziejskie radio), wiele osób tańczyło i się wygłupiało. Gdy zaczął się jakiś wolny kawałek, Annie wyciągnęła mnie na parkiet i zatańczyłyśmy, wyciągając ludzi do tańca. O pierwszej w nocy wzięłam butelkę Kremowego Piwa i stwierdziłam, że pójdę się przejść po zamku i zaraz wrócę.
Nie wiem dlaczego wyszłam na korytarz. Ciągle miałam jakieś dziwne przeczucia. Schodząc ze schodów nagle zobaczyłam wpatrzone we mnie duże, szare oczy.
- Malfoy, przestraszyłeś mnie!
- Weasley, po co włóczysz się nocą po korytarzach?
- O to samo mogę spytać się ciebie. Jeśli koniecznie chcesz wiedzieć - mamy imprezę i wyszłam się przewietrzyć.
- Ja też... Pójdziemy na błonia? - zapytał chłopak
- Ok... - odpowiedziałam zaskoczona. Nigdy się nie lubiliśmy - pewnie dlatego, że we wszystkim rywalizowaliśmy. Mieliśmy takie same oceny, równie dobrze graliśmy w Quidditcha, nauczyciele nas bardzo lubili. Uważano nas oboje za najzdolniejszych na roczniku.
Szliśmy w milczeniu. Po chwili zorientowałam się, że dalej mam w dłoni butelkę. Jednak nie chciało mi się tego pić. Zaczęliśmy rozmawiać o Quidditchu. Po około pół godzinie zawróciliśmy do zamku.
- Masz ochotę na Kremowe Piwo? - zapytałam
- Bardziej na ciebie... - powiedział. Wytrzeszczyłam na niego oczy
- Znaczy... jasne! O, patrz, jednorożec! - wziął butelkę i pobiegł w stronę zamku. Dogoniłabym go, ale byłam zbyt oszołomiona tym, co wcześniej powiedział.
Wróciłam do wieży. Impreza trwała w najlepsze, ale ja zgarnęłam Annie i bliźniaczki. W dormitorium opowiedziałam im o tym, co zaszło.
- Zakochał się! - krzyknęła jak zwykle uczuciowa Bonnie. Rzuciłam w nią poduszką. Większość nocy upłynęła nam na wojnie na poduszki i rozmowie.
__________________
"Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich".

Edytowane przez MaFaRa10 dnia 29-11-2013 22:09
dziewczynkawglanach.pinger,pl Wyślij prywatną wiadomość
~MaFaRa10 F
#2 Drukuj posta
Dodany dnia 01-12-2013 00:02
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Redaktor Proroka
Punktów: 1030
Ostrzeżeń: 0
Postów: 264
Data rejestracji: 29.04.12
Medale:
Brak

II rozdział

Przez kilka dni mieliśmy nocować u wujka Harry'ego. Kiedy ja wygłupiałam się z moją kuzynką Lily, dorośli zawołali nas do salonu. Widać było, że wujek i rodzice gdzieś się wybierają.
- Dzieciaki, zostawiamy was z ciocią. Musimy coś załatwić, mamy dla was niespodziankę. Narazie powiemy wam tylko, że pojedziemy na wakacje w bardzo ciekawe miejsce. - powiedziała mama. Zaczęliśmy zadawać pytania:
- Gdzie jedziemy?
- A z kim?
- A co musicie załatwić?
Ale oni już się teleportowali!
Zjedliśmy kolacje, a później usiedliśmy w pokoju Jamesa i zaczęliśmy snuć przypuszczenia.
- Mi się wydaje, że podjedziemy do Francji, bo ciocia Hermiona tam była, pamiętacie jak nam o tym opowiadała? - spytała Lily
- Ja pamiętam! Mi się wydaje, że będziemy gdzieś w Angli, w jakimś czarodziejskim miejscu, na przykład blisko Stonehenge. - powiedział mój brat Hugo.
- Myślę, że pojedziemy do USA. Tata już dawno mówił, że chciałby nas tam zabrać! - wykrzyknął James. Rzut oka na mojego kuzyna Albusa wystarczył, żeby wiedzieć, że chłopak myśli to samo co ja.
- Ja i Rose stwierdziliśmy, że możliwe, że pojedziemy do Egiptu. - cicho powiedział Al
- Skąd wiecie?
- Przeczucie. - uśmiechnęłam się.
Następnego dnia rano wrócili rodzice i wujek.
- To gdzie byliście? - zapytałam
- Musieliśmy coś załatwić... w mugolskim biurze podróży. Jedziemy do Egiptu mugolskim samolotem! - powiedział tata
Lily, Hugo i James dziwnie się na mnie spojrzeli.
- A kiedy? - zapytałam
- Jutro wieczorem mamy samolot. - uśmiechnął się wujek.
Kolejnego dnia wieczorem nasze plecaki stały już pod drzwiami.
- Teleportujemy się do termilu odlotów. Najpierw lecimy ja, Harry, James, Lily i Albus, potem Ron, Hermiona, Rose i Hugo. - powiedziała ciocia.
Godzinę później wsiadaliśmy już do samolotu. Wyciągnęłam książkę i zaczęłam czytać. Kiedy już się wciągnęłam, usłyszałam głos:
- Wolne?
- Co? A tak, wolne. - odpowiedziałam nie podnosząc wzroku. Dopiero po kilkunastu minutach spojrzałam na osobę obok. No tak, cóż za niespodzianka.
Scorpius Malfoy.
__________________
"Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich".
dziewczynkawglanach.pinger,pl Wyślij prywatną wiadomość
~MaFaRa10 F
#3 Drukuj posta
Dodany dnia 01-12-2013 00:02
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Redaktor Proroka
Punktów: 1030
Ostrzeżeń: 0
Postów: 264
Data rejestracji: 29.04.12
Medale:
Brak

III Rozdział

Lot przebiegł bez problemów, no może oprócz tego, że Malfoy ciągle się na mnie gapił. Z lotniska teleportowaliśmy się do czarodziejskiego hotelu. Był on zamaskowany dla mugoli - gdy podchodzili do niego, nagle przypominało im się coś ważnego i musieli zawrócić. Mama mi to wytłumaczyła.
W recepcji siedziała młoda, ładna czarownica.
- Poprosimy trzy pokoje dwuosobowe i jeden trzyosobowy. - powiedziała ciocia Ginny. Chwilę później ja, James i dorośli mieliśmy już klucze. Tata i wujek wysłali nasze bagaże do pokoju kilkom zaklęciami. Oczywiście walnęli nimi kilka razy w ścianę.
- Chodź Lily, idziemy do pokoju. - uśmiechnęłam się do kuzynki. Kątem oka widziałam, jak do hotelu wchodzi rodzina Scorpiusa.
Kiedy wieczorem czesałam włosy, Lily siedząc na łóżku powiedziała:
- Rose, podoba ci się Scorpius?
- CO? Nie! Niby skąd ci to przyszło do głowy?! - krzyknęłam
- No bo tak się na niego patrzyłaś w recepcji... I w samolocie...
- To on się na mnie gapił! Koniec tematu.
- Złość piękności szkodzi. Nie denerwuj się, ale wiesz, że on ma pokój naprzeciwko naszego? - spytała. Wiedziałam.
Następnego dnia wstałam wcześnie, jeszcze przed Lily. Uczesałam się, ubrałam krótkie spodenki i koszulkę na ramiączkach i wyszłam z hotelu. Przaszłam się po jego okolicach - killka basenów, plaża, kawiarnia, mały park. Całkiem ładne miejsce. Skierowałam się z powrotem do pokoju. Szłam zamyślona, a moje myśli zaprzątał wysoki blondyn, który najwidoczniej się mną interesuje.
Wchodząc po schodach natknęłam się na... Wiadomo na kogo. Dlaczego on musi być wszędzie?! Najwidoczniej schodził ze swoim ojcem na śniadanie.
- Dzień dobry, cześć. - mruknęłam i szybkim krokiem ruszyłam do pokoju.
Kiedy wpadłam do pokoju, Lily była już ubrana i uczesana.
- Rose, możemy sami iść na śniadanie i w ogóle, rodzice zajmuje się sobą. - mrugnęła do mnie.
- Ok, to chodźmy zjeść, a potem może na basen? - zapytałam
- Jasne! - wyszłyśmy
Kiedy zjedłyśmy już śniadanie i przebrałyśmy się w stroje kąpielowe, poszłyśmy na basen. Wygłupiałyśmy się, pływałyśmy i skakałyśmy do wody. Nagle Lily powiedziała:
- Rose... Ciągnie się za tobą ym... coś czerwonego...
Wyskoczyłam z wody jak oparzona. Dyskretnie podeszłam do młodej, miło wyglądającej czarownicy, która stała nad basenem i poprosiłam ją, żeby usunęła tą "smugę" z basenu.
- Oczywiście. Mi kiedyś też zdarzyło się coś podobnego. - uśmiechnęła się. Ja szybko pobiegłam do hotelu i przebrałam się w coś bardziej zabudowanego. Oczywiście! Przez ten cały wyjazd i podróż zapomniałam, że mniej więcej teraz miał wypaść mi okres! Co za wstyd!
Wróciłam nad basen. Zobaczyłam pękającą ze śmiechu Lily, która właśnie wychodziła z basenu.
- Co się śmiejesz? Ty też masz!
- Ale nie o to chodzi! Ta pani co ją poprosiłaś... Dowiedziałam się, że to mama Scorpiusa!
__________________
"Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich".
dziewczynkawglanach.pinger,pl Wyślij prywatną wiadomość
~MaFaRa10 F
#4 Drukuj posta
Dodany dnia 01-12-2013 00:03
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Redaktor Proroka
Punktów: 1030
Ostrzeżeń: 0
Postów: 264
Data rejestracji: 29.04.12
Medale:
Brak

[b]IV Rozdział[/b]

Kilka dni po wpadce na basenie wybieraliśmy się z rodzicami do piramid. Było fajnie, ale strasznie gorąco, a ja musiałam mieć na sobie ciemne jeansy. James i Hugo próbowali zamknąć mnie w grobowcu, ale ciocia to zauważyła i dostali szlaban, a ode mnie i Lily kilka kopniaków. Wtedy spędziłam cały dzień bez spotykania Scorpiusa! To było szczęście. Scorpius najwidoczniej wiedział o tym, co stało się w wodzie, bo rzucał mi dziwne spojrzenia i podejrzanie się uśmiechał.
Dzisiaj ostatni dzień w Egipcie... To półtorej tygodnia tak szybko minęło! Wieczorem w pobliskim kawiarni nad basenem miała być dyskoteka. Na szczęście mogłam ubrać już jakieś jasne ubrania i popływać nie zostawiając czerwonych plam.
- Lily, na dupę Merlina, zasnęłaś w tej łazience?! Wychodź, ja też muszę umyć włosy! - krzyknęłam pukając do drzwi toalety
- Ty z tymi swoimi kłakami możecie poczekać! - odkrzyknęła
Godzinę później weszłyśmy do pokoju rodziców się im pokazać i powiedzieć, kiedy wrócimy. Siedziali tam też wujek i ciocia.
- Pięknie wyglądacie dziewczynki! Tak dorośle! - rozczuliła się ciocia
- Za dorośle - mruknął tata
- Nie przesadzaj Ron! - roześmiała się mama
- No dobrze...
- Kiedy mamy wrócić? - zapytałam
- Przed północą - uśmiechnął się wujek Harry
- Tatooo, trochę dłużej! Będziemy grzeczne! - prosiła Lily
- No dobrze, ale co dwie godziny niech jedna przyjdzie tutaj i powie nam, jak się bawicie.
- Dobrze. - mruknęłam i już nas nie było.
Spojrzałam na siebie. Granatowe szorty, luźna flanelowa koszula, trampki, rozpuszczona szopa rudych loków. Lily - moje przeciwiństwo. Obcisłe getry i koszulka, addidasy, rude włosy zebrane w luźny kok. Chociaż miała ledwie 12 lat, wyglądała bardzo kobieco.
Zeszłyśmy nad basen. Impreza już się rozkręcała. Była zorganizowana dla czarodzieji od 12 do 18 lat, więc towarzystwo było różne. Lily od razu poszła szukać jakiegoś chłopaka do tańca. Ja tylko westchnęłam. Poszłam do kawiarni, a potem nad basen. Za zasłonką zdjęłam ubrania i zostałam w stroju kąpielowym. Wskoczyłam do wody.
Dobrze pływałam, ale teraz chciałam tylko trochę się pobawić. Podpłynęłam od tyłu do Lily, która rozmawiała z jakimś Hiszpanem i wciągnęłam ją do wody.
- Rose, ty idiotko! - zaczęłyśmy się śmiać. Lily była całkiem mokra. Wyszłyśmy z wody, weszłyśmy do łazienki w kawiarni. Lily ściągnęła mokre rzeczy i wróciłyśmy na basen. Przypomniałam sobie o tym, że miałam się zgłosić do rodziców. Szybko narzuciłam koszulę, szorty wzięłam w rękę i pobiegłam do hotelu.
- Dobrze się bawicie? - spytała mama, którą spotkałam na korytarzu
- Świetnie! Tylko przyszłam powiedzieć, że wszystko dobrze. - uśmiechnęłam się i wróciłam na imprezę. Nie mogłam znaleźć Lily.
Nagle ktoś popukał mnie w ramię. Odwróciłam się.
- Pójdziemy się przejść? - zapytał uśmiechnięty Scorpius Malfoy
__________________
"Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich".
dziewczynkawglanach.pinger,pl Wyślij prywatną wiadomość
~MaFaRa10 F
#5 Drukuj posta
Dodany dnia 04-12-2013 20:39
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Redaktor Proroka
Punktów: 1030
Ostrzeżeń: 0
Postów: 264
Data rejestracji: 29.04.12
Medale:
Brak

V Rozdział


Nie wiem, czy to emocje na mnie zadziałały, czy spojrzenie tych dużych, szarych oczu, ale się zgodziłam. Znów poszliśmy się przespacerować, tak jak pod koniec roku szkolnego po błoniach. Wyszliśmy z terenu hotelu na oświetloną ulicę.
- Weasley, jak ci się podoba Egipt?
- Fajnie jest. Piramidy są genialne, a dyskoteka poprostu idealna, a twoim zdaniem Malfoy?
- Mi najbardziej podobał się stadion Kafli z Kairu. Byłaś na nim?
- Tylko koło niego przechodziłam... Z zewnątrz robił wrażenie.
- Ja byłem w środku... Nawet pozwolili mi polatać chwilę na jednej z ich mioteł... Wiesz, ojciec ostatnio odkrył ostatnio coś w piramidach i ma swoje pięć minut... Ale to był Piorum 3000! Najnowszy model! - Scorpius aż zrobił się lekko różowy z wrażenia
- Leciałeś na Piorunie 3000?! Przecież pierwsza partia z fabryki wyszła dwa dni temu... Fajnie masz. - uśmiechnęłam się.
Przez chwilę szliśmy w przyjaznym milczeniu.
- Będziesz w tym roku grał w drużynie? - zapytałam
- Jasne! Przecież takiego dobrego pałkarza nie wyrzucą! - odpowiedział
- Wow, jaki ty jesteś skromny! - oboje się roześmialiśmy
- A ty?
- "Przecież takiego dobrego pałkarza nie wyrzucą!" - odparłam z uśmiechem
Doszliśmy na ładną plażę i usiedliśmy na ławce. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się, jakby trzy ostatnie lata w szkole się nie liczyły. Siedzieliśmy blisko, bardzo blisko siebie. Złapał mnie za rękę. Całkiem przyjemne uczucie. Jeszcze bardziej zbliżyliśmy się do siebie. Nagle... Pocałował mnie. Nie był to taki pocałunek, który widzi się w mugolskich filmach czy czyta w książkach, a nieco pokraczny całus, ale mimo tego to było świetne. Nagle ktoś złapał mnie za włosy.
__________________
"Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich".
dziewczynkawglanach.pinger,pl Wyślij prywatną wiadomość
~hermiona_182312 F
#6 Drukuj posta
Dodany dnia 15-12-2013 14:59
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Nauczyciel w Hogwarcie
Punktów: 2519
Ostrzeżeń: 0
Postów: 690
Data rejestracji: 24.09.11
Medale:
Brak

Przeczytałam dopiero dwa rozdziały, przyznam: całkiem przyzwoite opowiadanie, moja droga Oczko Jednak, muszę Ci wytknąć trochę błędów.
Otóż, są literówki i to się naprawdę rzuca w oczy, popracuj nad tym, ja tez na początku orłem w tym nie byłam. Oczko Ominęły nas trzy lata szkoły, ale mam wrażenie , że jakoś nam to wynagrodzisz Oczko Poza tym czasem "zjadasz" litery, a czasem nawet słowa. Pisanie dialogów: miłe zaskoczenie, nie przesadzasz z dialogami, jednak musisz popracować nad ich pisaniem razem z literówkami. Na razie tyle jeśli chodzi o błędy, teraz czas na jakieś zalety ^^
Zauważyłam, że lubisz tą parkę Oczko Fajnie Ci to idzie, nie od razu wszystko się rozkręca, powolutku i to ma swój urok Oczko Rozdziały mają różną długość, ale to nic Oczko
Pozdrawiam i zachęcam do pisania dalej, może będzie z tego coś fajnego Oczko
__________________
Jakoby też rok bez wiosny mieć chcieli,

Którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli. <3

Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.

i58.tinypic.com/263fp1x_th.gif
Wyślij prywatną wiadomość
~MaFaRa10 F
#7 Drukuj posta
Dodany dnia 18-12-2013 19:02
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Redaktor Proroka
Punktów: 1030
Ostrzeżeń: 0
Postów: 264
Data rejestracji: 29.04.12
Medale:
Brak

Dziękuje, postaram się zwrócić uwagę na literówki Uśmiech.

Rozdział VI

Nagle ktoś szarpnął mnie za włosy. Odwróciłam się, a Scorpius wstał.
- Rose, ty idiotko! Ja się o ciebie martwię, a ty siedzisz na plaży i całujesz się z tym... z tym debilem! Na miłość boską, to jest Malfoy! - krzyczał mój kuzyn James
- Uważaj na słowa! - Scorpius podszedł bliżej niego
- JAMES, TY SIĘ O MNIE MARTWISZ?! TY MARTWISZ SIĘ TYLKO O TO, JAK PODERWAĆ KOLEJNĄ LASKĘ ALBO JAK KOMUŚ DOKUCZYĆ! JEŚLI KIEDYKOLWIEK MARTWIŁEŚ SIĘ O MNIE, LILY, ALBUSA ALBO HUGO, TO JA JESTEM MERLINEM! - wrzasnęłam i pobiegłam przed siebie, zostawiając dwóch oniemiałych tym wybuchem emocji chłopaków. Usłyszałam wściekły głos Malfoy'a "I co zrobiłeś?!" oraz to, że pobiegł za mną. Przyspieszyłam. Ja mogłam biec bardzo długo, zawsze byłam wysportowana.
Kiedy byłam już w odległości około 100 metrów od bramy hotelu, zdyszany Scorpius mnie dogonił. - Rose, to było niesamowite! Nie wiedziałem że...
- Nie wiedziałeś że co? Że umiem coś więcej niż machać pałką i siedzieć nad książkami?! Że nie jestem wyłącznie spokojną kujonką, która na wszystko się zgadza?! Do twojej wiadomości: nigdy taka nie byłam i nie będę! Jeśli uważasz mnie właśnie za taką, to weź spieprzaj Malfoy.
- Przymknij się na chwilę, to coś ci wytłumaczę. Po pierwsze, wcale cię za taką nie uważam, właśnie dlatego mi się spodobałaś, że taka nie jesteś. Po drugie, nie zwracaj sie do mnie Malfoy, tylko Scorpius. Po trzecie, twój kuzyn to kretyn.
- Tym trzecim nie odkryłeś Ameryki... - roześmiałam się. Scorpius też się śmiał, ale nagle spoważniał.
- Rose... Czy chcesz ze mną chodzić? - zapytał nieśmiało
- Ja?!
- Nie mądralo, twój brat. Jasne że ty!
- Słuchaj... Nie wiem, czy to się uda... - zaczęłam. Nagle z bramy hotelu wybiegła Lily.
Była cała mokra, najwidoczniej znów wylądowała w basenie.Jej rude włosy były posklejane, ubranie możnaby wyrzynać, ale ona widocznie się tym nie przejmowała. Była cała roześmiana.
- Rose, gdzie ty się podziewasz?! Taki fajny Hiszpan chciał cię poznać... Ale już za późno, bo go sobie zajęłam... Oooo, sorry, chyba wam coś przerwałam? - dostrzegła Scorpiusa
- Jak widzę to twoja wielce taktowna kuzyneczka? Przyznaje, ładniejsza niż jej brat. - uśmiechnął się chłopak - Spadaj młoda! - dodał.
- Dobra, dobra... - poszła z powrotem nad basen
Kiedy moja kuzynka znalazła się wystarczająca daleko, Scorpius spojrzał na mnie pytająco.
- Możemy spróbować, ale nie obiecuje, że wyjdzie z tego coś specjalnego. - uśmiechnęłam się.
Od tego czasu, ku rozpaczy wielu dziewczyn ze szkoły i mojego kuzyna Jamesa, jesteśmy parą.




Rozdział VII

Jestem taka szczęśliwa! Już od miesiąca chodzę ze Scorpiusem. Co prawda, kiedy James przyszedł do hotelu, od razu powiedział o tym rodzicom. Dorośli za bardzo się tym nie przejeli (może dlatego, że się upili), a później stwierdzili, że przecież to moje życie i mogę robić co chce.
Do domu wróciliśmy w połowie sierpnia, a do końca wakacji zostaliśmy o wujka Harry'ego i cioci Ginny. Przez te kilka tygodni bardzo dużo graliśmy w Quiditcha i chodziliśmy po okolicach wioski, gdzie mieszkali nasi kuzyni. Niestety, Scorpius został w Egipcie prawie do końca sierpnia, więc nie mogliśmy się spotkać. Jednak dużo do siebie pisaliśmy. Oboje nie lubiliśmy zdrobneń, przesłodzonych wyznań czy wierszyków, więc raczej żartowaliśmy. zyck
Dwudziestego piątego sierpnia Scorpius wracał do kraju. Umówiliśmy się na pierwszą "prawdziwą" randkę popołudniu na Pokątnej. Rano razem z Lily dostałyśmy się tam za pomocą kominka.
- Ile książek musisz kupić? - zapytałam
- Tylko trzy, a ty?
- Dwie... Ok, najpierw do Esów Floresów, później do apteki, do sklepu miotlarskiego, coś jeszcze? - wyliczałam
- Nie, dobra, idziemy. - uśmiechnęła się moja kuzynka
Kiedy wszystko kupiłyśmy była dopiero trzynasta, więc wróciłyśmy z wszystkim do domu i poszłyśmy się przejść.
- To na którą masz randkę? - zapytała Lily
- Skąd wiesz o randce?! - krzyknęłam
- Och, Rose. Od kiedy wróciliśmy z Egiptu ciągle wysyłasz sowy, masz rozmarzony wzrok, a dzisiaj ciągle jesteś nerwowa i co chwilę patrzysz na zegarek. Nie jestem głupia. - powiedziała
- No dobrze... Umówiliśmy się na szesnastą na Pokątnej. Tylko nie przychodź! - przestraszyłam się.
- Nie przyjdę, głupia jesteś?! - krzyknęła. Nagle coś poruszyło się w krzakach kilkadziesiąt metrów za nami. Zignorowałam to, pewnie królik, pełno ich tutaj biega. Poszłyśmy dalej.

***
O piętnastej trzydzieści byłam już na Pokątnej. Nerwowo poprawiłam loki zebrane w wysoki kucyk. Lily pomogła mi je ogarnąć - nigdy nie umiałam sama ułożyć włosów. Weszłam na chwilę do sklepu miotlarkiego, żeby zobaczyć nowego Pioruna 3000 i żeby rozglądnąć się za sensownym zestawem miotlarskim.
- Cześć mała. Skąd wiedziałem, że cię tu znajdę? - ktoś delikatnie mnie objął. Odwróciłam się.
- Cześć duży. Nie wiem, może dlatego że wiesz, gdzie mnie znaleźć? - odpowiedziałam Scorpiusowi
- Pójdziemy na lody? - zapytał chłopak
- Jasne! - odparłam z uśmiechem.
Szliśmy ulicą jedząc czekoladowe lody i rozmawiając. Na niebie były czarne chmury i padał lekki deszcz, ale ja się tym nie przejmowałam. To było fantastyczne. Kiedy rozpętała się prawdziwa burza wbiegliśmy do jakiejś starej, lekko zapomnianej kawiarenki. Zamówiliśmy Kremowe Piwo - w sumie, to przez nie bliżej się poznaliśmy.
- "Masz ochotę na Kremowe Piwo?"
- "Bardziej na ciebie!" - roześmialiśmy się.
Niestety o dziewietnastej musieliśmy się pożegnać. Scorpius lekko mnie pocałował. W kawiarewne był kominek, więc zapytałam młodą sprzedawczynię, czy mogę z niego skorzytać. Zgodziła się. Kiedy przenosiłam się do domu, zobaczyłam moją najlepszą przyjaciółkę Annie, kiedy podchodzi do Scorpiusa i zaczyna z nim rozmawiać...
__________________
"Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich".
dziewczynkawglanach.pinger,pl Wyślij prywatną wiadomość
~MaFaRa10 F
#8 Drukuj posta
Dodany dnia 18-12-2013 19:08
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Redaktor Proroka
Punktów: 1030
Ostrzeżeń: 0
Postów: 264
Data rejestracji: 29.04.12
Medale:
Brak

Rozdział VIII


To, co zobaczyłam w tamtej kawiarni, strasznie mnie wkurzyło. Przecież to nie możliwe! Scorpius i Annie to osoby, którym bardzo ufam... A może ufałam?! W każdym razie, od tamtego dnia listy od nich obojga darłam na kawałki i wrzucałam do kosza nawet ich nie czytając.
Pierwszego września wstałam o piątej rano. Szybko ubrałam stare dresy oraz wysłużoną koszulkę i wyszłam z domu. Uwielbiałam biegać. Po około trzech kilometrach zawróciłam. Zauważyłam, że coś znów poruszyło się w tych samych krzakach, co przed moją randką ze Scorpiusem.
O dziesiątej byliśmy na peronie. Rodzice musieli biec do pracy, bo coś ważnego im wypadło, więc zostaliśmy sami. James od razu pobiegł do swoich kolegów, a ja szukałam wzrokiem Mary i Bonnie. Po chwili je zauważyłam. Przecisnęłam się do nich i powiedziałam, że mamy coś ważnego do obgadania. Zaznaczyłam, że musimy o tym pogadać BEZ Annie. Weszłyśmy do toalety na peronie.
- To o czym chciałaś gadać? - spytała Bonnie. Opowiedziałam im w skrócie o tym, co stało się w Egipcie i o tym, co zobaczyłam kilka dni temu w kawiarence.
- Annie?! NASZA ANNIE?! - krzyknęła Mary
- Tak, ja też nie mogę w to uwierzyć, ale wszystko na to wzkazuje. - mruknęłam przygnębiona
- Musimy z nimi o tym pogadać Rose. Nie zostawimy tak tego. - zapewniła mnie Mary.
Kiedy weszłyśmy do pociągu ustawiłyśmy bagaże w przedziale. Bonnie została, żeby ich pilnować. Ja i Mary ruszyłyśmy na poszukiwanie Annie i Scorpiusa. Sprawdzałyśmy wszędzie: w przedziałach, w toaletach, na korytarzach, na werandach pociągu, w wagonie prefektów... Zajęło nam to dwie godziny. Okazało się, że jednak niepotrzebnie. Kiedy zmęczone wróciłyśmy do przedziału oni już tam byli. Annie rozmawiała z Bonnie jakby nigdy nic.
- Cześć mała. - uśmiechnął się Scorpius.
- CZEŚĆ MAŁA?! CZEŚĆ MAŁA?! TYLKO TYLE MASZ DO POWIEDZENIA?!
- Charakterek odziedziczyła po matce. - mruknęła Annie
- WIDZIAŁAM WAS! WIDZIAŁAM WAS W TEJ KAWIARNI!
- Rose, spokojnie...
- CO SPOKOJNIE?! JAK MAM BYĆ SPOKOJNA, KIEDY MÓJK CHŁOPAK I MOJA NAJLEPSZA KUMPELA OBŚCISKUJĄ SIĘ, KIEDY JA TYLKO ZNIKAM?!
- Rose idiotko, przymknij się na chwilę, to ci coś wytłumaczymy. - stwierdziła Annie
- SŁUCHAM.
- Zacznijmy od tego. Nie obściskiwaliśmy się, tylko rozmawialiśmy. -- powiedział Scorpius.
- Ja mówię. - przypomniała mu moja przyjaciółka.
- Rose - zwróciła się do mnie - uwierzyłabyś, gdybym ci powiedziała, że urodziłam się w 1979 roku?

__________________
"Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich".
dziewczynkawglanach.pinger,pl Wyślij prywatną wiadomość
~MaFaRa10 F
#9 Drukuj posta
Dodany dnia 23-12-2013 23:15
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Redaktor Proroka
Punktów: 1030
Ostrzeżeń: 0
Postów: 264
Data rejestracji: 29.04.12
Medale:
Brak

Rozdział IX


- No... no dobrze, załóżmy że tak. - powiedziałam, wsłu****ąc się w wyjaśnienia przyjaciółki.
- No więc urodziłam się 5 września 1979 roku. Słuchaj... czy nie przypominałam ci nigdy kobiety o czarnych lokach, śmierciożerczyni, która walczyła w Bitwie o Hogwart... Pamiętasz te jej zdjęcia w podręczniku? Bonnie i Mary mówiły, że jestem do niej podobna... Miały racje. Jestem... jestem jej córką. - zrobiła przerwę
- Ale Annie! Na tych zdjęciach ona miała czarne oczy, a ty masz zielone... Ziemistą, ciemną cerę, a ty masz bladą... Ona była wysoka, a ty jesteś niska... Wąskie usta, a ty masz pełne... Oprócz włosów, nie jesteś do niej podobna! - stwierdziłam niepewnie
- Widzisz... oczy to soczewki. Jeśli nie wierzysz, zaraz je zdejmę. Dlaczego jestem blada, wytłumaczę ci niedługo. Co do ust, wzrostu i innych rzeczy - myślisz, że matka mnie sama płodziła? To pozostałości po ojcu...
- No i matka oddała mnie do Parkinsonów, czarodziejskiej rodziny. Ufała im. Kazała mnie wychować na dobrą czarownicę. Dali mi na imię Pansy. Wiem, ohydnie. Matka chciała, żebym nazywała się Annie. Od malucha wiedziałam kim jestem i wiedziałam, że nie mogę tego nikomu ujawnić. Od drugiej klasy podkochiwałam się w ojcu Scorpiusa... Zaczęliśmy chodzić w czwartej. W szóstej klasie już go nie kochałam, ale umawiałam się z nim, żeby dowiedzieć się czegoś o swojej matce i o jego Misji... Tak Scorpius, Misji, nie rób wielkich oczu. W każdym razie, nosiłam szare soczewki, ścięłam włosy, prostowałam je, zachowywałam się wrednie. Byłam w Slytherinie, ale chyba tylko dlatego, że mama rzuciła na mnie jakiś mały urok, żebym tam trafiła... Po feriach w połowie siódmej klasy nie wróciłam do Hogwartu. Miałam już ponad siedemnaście lat. Mieszkałam w Manorze Malfoyów.
- Później z stamtąd uciekłam. Walczyłam w Bitwie o Hogwart po dobrej stronie. Nareszcie mogłam być sobą. W czasie Bitwy znalazłam się w Zakazanym Lesie... Wtedy... wtedy spotkałam Iana. On jest wampirem. Był tam, obserwował walkę, pomagał nam... Przygarnął mnie. Mieszkałam u niego, w jego chatce po drugiej stronie Lasu. Po kilku tygodniach mnie przemienił. Zgodziłam się. To był 1998. Później podróżowałam trochę po świecie... Uczęszczałam pewnie do większości czarodziejskich szkół na świecie. Wszędzie inaczej wyglądałam, inaczej się nazywałam...
- W końcu znów zamieszkałam w Londynie. Robiłam wszystko, żeby wyglądać na młodszą - rzucałam na siebie uroki, zapuściłam włosy, żeby zasłaniały mi twarz, niewidoczine się malowałam. W końcu wyglądałam jak jedenastolatka - mogłam wrócić do mojego ukochanego Hogwartu.
- Tak, jestem córką Bellatrix Lastrange, ciotki Scorpiusa, śmierciożerczyni. I jestem wampirem.


Rozdział X

Zdążyłam się już przyzwyczaić, że chodzę z moim wrogiem, a moja najlepsza przyjaciółka to wampir. Zdążyłam się przyzwyczaić do nocnych wypadów na błonia, żeby się spotkać ze Scorpiusem i do tego, że mimo tego, że jesteśmy parą rywalizujemy we wszystkim. Zdążyłam się przyzwyczaić do zazdrosnych spojrzeń innych dziewczyn. Jednak jest coś, do czego nigdy się nie przyzwyczaję.
Bonnie mnie unika. Nie odzywała się do mnie od połowy września, chociaż zwykle codziennie gadałyśmy. Jest już koniec października. Ostatnio nie działo się nic ciekawego. Uczta powitalna jak co roku. Nowi uczniowie - normalka. Lekcje, pierwsze treningi, sprawdziany. Próbowałam dzisiaj złapać Bonnie po eliksirach.
- Cześć Al. Co tam u ciebie? -zaczęłam najzwyczajniej w świecie
- Hej Rose. Nic ciekawego. - wpakowała kociołek do torby i odeszła. Dogoniłam ją.
- Co ty się tak na mnie boczysz? - zapytałam ze złością
- Nie boczę się! Po prostu... Mam coś ważnego na głowie. - zaczerwieniła się i odbiegła
- Co? - krzyknęłam za nim. Nie usłyszała.
Westchnęłam i ruszyłam w stronę sali do zaklęć. Mary powiedziała mi, że lekcja odwołana, bo profesor jest chory. Poszłyśmy do naszej wieży.
- Czyli odpadają nam dwie godziny? - spytałam
- Tak. Chodź do dormitorium. - uśmiechnęła się i potrząsnęła blond warkoczem.
Dziesięć minut później siedziałyśmy z Mary i Annie na podłodze w sypialni i zajadałyśmy się czekoladowymi żabami.
- Dziewczyny, nie wiem o co chodzi Bonnie. Unika nas, nawet ze mną nie rozmawia! - powiedziała Mary
- W sumie ostatnio widujemy się tylko na zajęciach i wieczorem w dormitorium. Chociaż ostatnio ona w ogóle przychodzi do sypialni o trzeciej w nocy... A wczoraj w ogóle nie wróciła na noc. - westchnęła Annie
- Skąd o tym wiesz? - spytałam zdziwiona
- Ja nie śpię. - mruknęła i spuściła głowę.
- No dobra, ale w każdym razie musimy dowiedzieć się, co dzieje się z moją siostrą! Mam już plan. - Mary wzięła czekoladową żabę do ręki.


Rozdział XI

Siedziałam na numerologii. Ogólnie lubiłam ten przedmiot, ale tego dnia nudziłam się jak mops. Spojrzałam na zegarek. Połknęłam czerwonego cukierka i przytkałam chusteczkę do nosa.
- Pani profesor, krew leci mi z nosa! - wykrzyknęłam
- Ojej! Idź do skrzydła szpitalnego! Odprowadzić cię?
- Nie, nie, sama sobie poradzę. - powiedziałam. Wyszłam z klasy lekko się zataczając. Odeszłam kilka metrów i połknęłam drugą połowę cukierka.
- Hm, stare wynalazki wujka George'a czasem się przydają - mruknęłam i zeszłam kilka pięter. Weszłam do nieczynnej toalety na pierwszym piętrze i zastukałam umówionym kodem o drzwi kabiny. Otworzyła mi Annie.
- Właź. Czekamy jeszcze na bliźniaczki. - uśmiechnęła się.
Pięć minut później do łazienki weszły Bonnie i Mary.
- DOSYPAŁAŚ MI JAKIEGOŚ ŚWIŃSTWA DO PICIA?! - krzyczała ta pierwsza
- Nie dosypałam żadnego świństwa, tylko rozkruszyłam cukierka powodującego wymioty. - odparła z pełną powagą jej siostra po czym zapukała w drzwi i wepchnęła Bonnie do kabiny.
- No siostrzyczko, mamy do ciebie kilka pytań. - stwierdziła słodkim głosikiem.
- Jakich? - Bonnie udawała niewiniątko
- Doskonale wiesz jakich. Dlaczego nas unikasz? Dlaczego znikasz na całe noce? Dlaczego od połowy września prawie z nami nie rozmawiasz?!
- Słuchajcie... Przyrzekłam, że nikomu nie powiem...Ale w Noc Duchów i tak się dowiecie. - powiedziała. Wyszła i trzasnęła drzwiami kabiny.
***
W Noc Duchów po zielarstwie pobiegłam do dormitorium. Przebrałam się w czyste spodnie, założyłam sweter, a na to moją najlepszą szkolną szatę i tiarę. Zeszłam do Sali Wyjściowej. Spotkałam tam Scorpiusa.
- Cześć mała. Szkoda że nie jesteś w Slytherinie. - przytulił mnie.
- A to niby dlaczego?! - roześmiałam się
- Mógłbym cały dzień spędzać z tobą... - mruknął
- Ty nie bądź taki Romeo! I tak zjedziemy was w meczu za tydzień! - roześmiani weszliśmy do Wielkiej Sali. Zaczepiła nas profesor McGonagall.
- Weasley, Malfoy, po uczcie proszę do mojego gabinetu. Hasło brzmi Dumbedore. - powiedziała i odeszła szybkim krokiem do stołu nauczycieli. Ja ruszyłam w kierunku stoły Krukonów, a Scorpius poszedł do swoich kumpli.
Kiedy się najadłam, odnalazłam Scorpiusa i ruszyliśmy w stronę ganinetu. Weszliśmy. W okrągłym pomieszczeniu była moja kuzynka Lily, Albus, jakaś nieznana dziewczyna oraz Mary i Annie. Siedliśmy koło nich. McGonagall wyszła z jakiegoś zaplecza w towarzystwie Bonnie, Jamesa oraz kilku innych uczniów.
- Nie znaleźliście się tu przypadkiem. - zaczęła.
__________________
"Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich".
dziewczynkawglanach.pinger,pl Wyślij prywatną wiadomość
~hermiona_182312 F
#10 Drukuj posta
Dodany dnia 27-12-2013 11:35
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Nauczyciel w Hogwarcie
Punktów: 2519
Ostrzeżeń: 0
Postów: 690
Data rejestracji: 24.09.11
Medale:
Brak

Jejku! Dodawaj następny rozdział, bo mnie zaintrygowałaś sprawą Bonnie! Uśmiech Słuchaj: niezła akcja z tą Annie, ale nie sądzę, aby siedemnastolatka - mimo, że wampirzyca - dała radę zrobić sobie taki make-up, że wyglądałaby jak jedenastolatka Język Poza tym dziwna jest ta rozmowa, kompletnie zapaćkany przekaz:
Próbowałam dzisiaj złapać Bonnie po eliksirach.
- Cześć Al. Co tam u ciebie? -zaczęłam najzwyczajniej w świecie
- Hej Rose. Nic ciekawego. - wpakowała kociołek do torby i odeszła. Dogoniłam ją.
- Co ty się tak na mnie boczysz? - zapytałam ze złością
- Nie boczę się! Po prostu... Mam coś ważnego na głowie. - zaczerwieniła się i odbiegła
- Co? - krzyknęłam za nim. Nie usłyszała.

Ona w końcu z kim gada? xD No, ale to nic, bo naprawdę jest spoko Uśmiech Parka Scorpius & Rose w Twoim opowiadaniu nie jest przesłodzona, jednak nadal są te literówki i nadal przekręcasz literki w słowach :c Jednak cała historia opowiadania jest intrygująca - ciągle dzieje się coś nowego i to nie tylko Rose, ale i jej przyjaciołom - ta Annie wampirzyca, troszkę dziwne, ale znikąd dnie skopiowane, ale naprawdę popracuj nad literówkami Oczko Ogółem jest w porządku, jednak jeśli masz trzy krótkie rozdziały, to chyba wystarczy taki myk: "***", ale nie wnikam, cóż powodzenia w dalszym pisaniu i dawaj ten rozdział, bo chcę wiedzieć o co chodzi z Bonnie Rozbawiony
__________________
Jakoby też rok bez wiosny mieć chcieli,

Którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli. <3

Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.

i58.tinypic.com/263fp1x_th.gif

Edytowane przez hermiona_182312 dnia 27-12-2013 11:35
Wyślij prywatną wiadomość
Przeskocz do forum:
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Wybitny Wybitny 100% [1 głos]
Powyżej oczekiwań Powyżej oczekiwań 0% [Brak oceny]
Zadowalający Zadowalający 0% [Brak oceny]
Nędzny Nędzny 0% [Brak oceny]
Okropny Okropny 0% [Brak oceny]
RIGHT