Hogsmeade.pl na Facebook
Harry Potter - Hogsmeade, Twoja Magiczna Wioska
Strona GłównaNowościArtykułyForumChatGaleriaFAQDownloadCytatyLinkiSzukaj
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się.

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło!
Sponsorzy
Shoutbox
Musisz się zalogować, aby móc dodać wiadomość.

~raven F 18-10-2018 22:29

Monciak, myślałyśmy, że samo zdechnie Rozbawiony
~CynaMona F 18-10-2018 14:37

Hogs upadło, a tu się taki ruch zrobił. Może trzeba było je zamknąć wcześniej? xD
~Ginny Evans F 18-10-2018 08:07

nie wiedziałam, że to było takie ważne wydarzenie Uśmiech
~TheWarsaw1920 F 17-10-2018 21:07

A 09 sierpnia 15 roku to jedna z najważniejszych dat (co prawda dokładnej nie pamiętam), ale chyba można przyjąć, że wtedy poznałem Ginny ♥
~TheWarsaw1920 F 17-10-2018 21:05

14.10.2014 roku zgłosiłem się do redakcji. 12.05.2015 roku wysłałem prace na k. miotlarski. 09.09.2016 roku wysłałem piosenki do k. Potterwarty. Uśmiech
~TheWarsaw1920 F 17-10-2018 20:59

Po tym newsie mam takie dziwne uczucie gdzieś w środku, jakby jakiś etap mojego życia był już bardzo dawno za mną.
~Ginny Evans F 16-10-2018 10:55

ja mam cały drugi sezon w plecy i tak bardzo nie mam natchnienia, żeby się za niego wziąć Zniesmaczony
~CynaMona F 16-10-2018 08:51

Na razie nadrabiam Riverdale, bo skoro wyszedł nowy odcinek to wypadałoby dokończyć wreszcie 2 sezon Oczko
~Ginny Evans F 15-10-2018 21:23

Monciak, daj znać potem co oglądasz Język PS. Mam kilka nowych do polecenia Rozbawiony
~raven F 15-10-2018 20:09

Nawzajem Papa
~CynaMona F 15-10-2018 20:08

Dobra, miło było, ale lecę oglądać seriale. Miłego wieczoru!
~CynaMona F 15-10-2018 20:07

Wydawało mi się, że miałam niewiele ponad 1000 xD
~raven F 15-10-2018 20:04

No właśnie byłam u Ciebie przed kwadransem i też się zastanawiałam Rozbawiony
~CynaMona F 15-10-2018 20:03

Na Merlina! Skąd ja mam 1850 punktów? Cooo
~raven F 15-10-2018 19:59

♥ ♥ ♥
~CynaMona F 15-10-2018 19:59

Skomentowałam newsika Kotecek
~raven F 15-10-2018 19:58

Anooo, #zazdro Uh-oh!
~CynaMona F 15-10-2018 19:56

Mniejsza o dzień tygodnia, ważne że wolne ♥
~raven F 15-10-2018 19:54

Pamiętam, pamiętam! Chociaż myślałam, że to czwartki Martwy...
~CynaMona F 15-10-2018 19:54

Dokładnie! Każdy dzień wolny jest dobry (szczególnie taki, gdzie normalnie ma się lekcje od 8 do 16)

Aktualnie online
Hogsmeade wita:
ocyredu
jako najnowszego użytkownika!

» Administratorów: 8
» Specjalnych: 60
» Zarejestrowanych: 18,924
» Zbanowanych: 1,579
» Gości online: 93
» Użytkowników online: 0

Brak użytkowników online

» Rekord OnLine: 3086
» Data rekordu:
25 June 2012 15:59
Zobacz temat
Harry Potter - Hogsmeade, Twoja Magiczna Wioska :: Forum
» Twórczość Fanów
»» Fan Fiction
»»» [NZ] Niedoceniony dar.
Drukuj temat · [NZ] Niedoceniony dar.
~hermiona_182312 F
#1 Drukuj posta
Dodany dnia 07-03-2013 16:38
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Nauczyciel w Hogwarcie
Punktów: 2519
Ostrzeżeń: 0
Postów: 690
Data rejestracji: 24.09.11
Medale:
Brak

Rozdział I

Zielony błysk.

Grace stała przy oknie. Opierając się o łokcie na parapecie patrzyła w chmury wyszukując najróżniejszych kształtów. Miała w jednej z dłoni różdżkę. Kręciła nią kółko w powietrzu, a z jej końca wypływała fioletowa mgiełka, gdy jakaś chmurka nie przypadała jej do gustu wymawiała pod nosem zaklęcie- "Nubes apparentia", a owy obłoczek zmieniał się, to w kojec dziecięcy, to znowu w wózek albo po prostu w bobasa. W sąsiednim pokoju na świat przychodziło jej rodzeństwo. Chociaż miała już piętnaście lat, a od pięciu była Krukonką, cieszyła się jak małe dziecko, choć tego nie okazywała. Tyle było przed nią, bycie autorytetem, starszą siostrą i oczywiście opiekunką, wbrew pozorom bardzo się z tego cieszyła. Czuła po raz pierwszy w życiu, że nie chce wracać do Hogwartu. Snując tak plany o przyszłości, czując przez skórę, iż będzie zadowolona zaczęła wymyślać przeróżne rzeczy, na ten dobry przykład imię. Jednak owy temat przechodził jej przez wesołe myśli z trudem, bo matka chciała chłopca nazwać "Gverardiev", a dziewczynkę "Machindra", nie wiedziała skąd jej to przyszło do głowy. Ostatnio i tak zachowywała się dziwnie... Mimo wszystko zadawała sobie trudne pytanie, kto jest ojcem tego niemowlaka, który teraz bierze do swoich maleńkich płuc pierwszy wdech. Jej ojciec zmarł, kiedy miała zaledwie dwa lata i od tego czasu matka była tak załamana w sprawach sercowych, że nie znalazła sobie nowej miłości. Ach... miłość, najpiękniejsza z magii, najwspanialsza i najtrudniejsza za razem z wszelkich dziedzin nauki. Sama Grace, miała teraz tylko jeden powód, aby do Hogwartu powrócić, swego ukochanego, pana jej serca... Jednak tak długie i tak słodkie rozmyślania budziły w dziewczynie niepokój. Już dobrą chwilę po prostu zmieniała kształt chmur. Odwróciła się. W otwartych drzwiach stała zakapturzona postać z różdżką wycelowaną prosto w nią. Przy stopach przerażającej postaci leżała matka Grace, oczy kobiety, na co dzień tak wesołe i roześmiane, teraz były puste i mętne. Córce do głowy przychodziła jedynie jedna myśl- martwa. W oczętach dziewczyny stanęły łzy, bezprawnie popłynęły po jej licach. Z ust Grace mimowolnie wyrwało się głośne i przenikliwe "NIE!", ale było coś co, jakimś niewiadomym cudem, zdziwiło ją jeszcze bardziej. Tajemnicza, mroczna postać wyjęła spod płaszcza niemowlę. Śpiące, tak niewinnie wyglądające. Grace załkała jeszcze głośniej, to było ono, to było jej rodzeństwo. Tak, to była tak długo wyczekiwana siostra, która właśnie otworzyła piękne orzechowe oczęta i przytłumiła piąstki do klatki piersiowej. Postać zachichotała. Grace wiedziała co ją czeka, wiedziała kto jest ukryty pod kapturem. Usłyszała tylko dwa słowa ze strony Voldemorta:
- Avada kedavra!
Zielony błysk przypominający strzałę wystrzelił z wycelowanej w nią różdżki niczym z łuku. Ugodziła ją w pierś. Z jej ust wydał się tylko zduszony okrzyk. Padła martwa na ziemię i już nic nie powiedziała. Niemowlę chlipnęło cichutko. Oczęta małej dziewczynki rozbłysły szmaragdową zielenią i tak już zostało. Voldemort długim kościstym palcem ukłuł się w przedramię kropla jego krwi utrzymała się na nim i kapnęła prosto na rękę dziecka. Patrzył na nie z czułością, po raz pierwszy w życiu, jednak miał już plan, do końca obmyślony plan i tego planu musiał się trzymać, jeśli chciał przetrwać. Głośno huknęło, a jego już nie było. W domu pozostały już tylko dwa martwe ciała pozbawione ducha.
__________________
Jakoby też rok bez wiosny mieć chcieli,

Którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli. <3

Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.

i58.tinypic.com/263fp1x_th.gif

Edytowane przez hermiona_182312 dnia 17-03-2013 15:11
Wyślij prywatną wiadomość
~harry57 F
#2 Drukuj posta
Dodany dnia 08-03-2013 12:03
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Przeciętny Uczeń
Punktów: 165
Ostrzeżeń: 1
Postów: 69
Data rejestracji: 02.03.13
Medale:
Brak

Super rozdział. Zadziwiłaś mnie mnie swoim talentem do pisaniaUśmiech
__________________
Pozdrawiam Cię drogi Gościu Uśmiech
Wyślij prywatną wiadomość
~hermiona_182312 F
#3 Drukuj posta
Dodany dnia 08-03-2013 15:47
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Nauczyciel w Hogwarcie
Punktów: 2519
Ostrzeżeń: 0
Postów: 690
Data rejestracji: 24.09.11
Medale:
Brak

Dziękuję, mam jednego czytelnika Rozbawiony to piszę dalej.
Rozdział II

Wiejska rezydencja.

Krocząc ścieżką Czarny Pan usatysfakcjonowany uniósł różdżkę w stronę bardzo zachmurzonego, już ciemniejącego nieba, wykrzywiając wargi w przedziwny, a za razem przerażający sposób wykrzyknął jakby coś świętował.
- Festum stella!
Voldemort zasyczał przenikliwie. Na niebie stopniowo znikały chmury ukazując ciemne niebo, na którym pojawiały się powoli gwiazdy. Czarny Pan sam zaczął rozmyślać, czy to on to sprawił, czy natura działa na jego korzyści. Korzyści, bo najlepiej czuł się nocą w mroku. Nagle na otaczających go polach zaczęły się pojawiać uschnięte rośliny. Miejsce wyglądałoby jak pustynia, gdyby nie ślady kół powozu prowadzących do żelaznej bramy. Voldemort krótko machnął ręką, a ta rozleciała się na pył. Co chwila patrzył w stronę wybrzuszenia za płaszczem, gdzie też spoczywała jego ręka trzymająca śpiące dziecko. Zerkał oszukując siebie samego, że to kwestia przyzwyczajenia lub chęć przestrzegania planu, jednak sam sobie nie wierzył. Przekroczył już smugę pyłu pozostałą po bramie. Zza drzew wyłoniło się wiejskie domostwo. Cień uschniętych roślin tworzył okrycie dla domu i szopy, z której wynosił się specyficzny zapach kompostu. Jedynym źródłem światła było oświetlone od środka okno, widniała w nim jakaś postać, wyraźnie przerażona. Voldemort poczuł się jeszcze bardziej pewny siebie z tego powodu. Doszedł do progu domu. Aby zachować resztki godności i satysfakcji z powodu poświęcenia zapukał do drzwi. Usłyszał głośne ujadanie psów.
- Cicho kundle!- doszedł go głos ze środka.
Na te słowa szczekanie ucichło. Drzwi się otworzyły, a stojący w nich mężczyzna podskoczył ze strachu. Perłowo-białe włosy zwisały mu aż do łopatek, za niebieskie oczy sprawiały wrażenie wysoko położonego.
- P-panie...?- wyjąkał, jakby nic innego nie przychodziło mu do głowy.
- A panie, panie!- przedrzeźniał go wyraźnie zniecierpliwiony Voldemort.- Zdaję mi się, że już coś uzgodniliśmy, Lucjuszu...
- Tak, panie, ale mój syn...- zaczął Malfoy.
- Umowa nastała przed początkiem czerwca. Nie wyobrażam sobie, Lucjuszu, abyś to do końca rozumiał - zadrwił Czarny Pan.- Ale mimo wszystko zgodziłeś się, będziesz mieć na głowie dwójkę dzieci. Podziwiam to, że się zgadzasz i siebie samego, ponieważ to tobie oddaję mój skarb.- ostatnie słowa wypowiedział z lekkim obrzydzeniem.- Pamiętaj ona ma tego...
- Ona?- przerwał mu Lucjusz.
- Tak ONA, chyba jeszcze mój... drogi nie masz problemów ze słuchem!- warknął Voldemort.- Pamiętaj mów jej, że jest twoją osieroconą siostrzenicą, nadaj jej w miarę sensowne i niepospolite nazwisko. Ani mi myśl, aby nazwać ją Riddle! Traktuj ją z szacunkiem, niemal jak rodzinę. W swoim czasie dowie się o swoich korzeniach.
Po tych słowach wyjął spod płaszcza niemowlę, któremu spod czapeczki dziecięcej wychodziły włosy w kolorze słomy. Voldemort już odchodził, jednak Lucjusza nurtowało jedno pytanie.
- Panie... ja... czegoś nie rozumiem...- wydusił z siebie Malfoy.
- Też mi niespodzianka!- machnął ręką Czarny Pan sycząc przeraźliwie.
- To znaczy...- zaczął niezbyt pewnie Lucjusz trzymając dziecko, które wcale, wbrew wcześniejszym oczekiwaniom, nie wydało mu się obrzydliwe.- Czy... matka nie będzie... jej szukać...?
- Duchem nie została. Mogę cię zapewnić.- Voldemort załamywał ręce poważnie pytając samego siebie, czy dobrze postępuje.
- A więc nie żyje.- zrozumiał Malfoy, za którym teraz podsłuchiwał domowy skrzat.- A kim...
- Eh... Lucjuszu, nie znałem jej potrzebowałem po prostu kobiety, by mój plan był wykonalny, tylko czekanie było nie do zniesienia, z resztą sam wiesz, jesteś ojcem. Sądzę, że tyle informacji ci całkowicie wystarczy.- Voldemort westchnął.- Kłam ile wlezie. Wystarczy.
Zanim Malfoy zdążył otworzyć usta jego pana już nie było. Spiorunował wzrokiem skrzata, który od razu odszedł. Niemowlę otworzyło zielone oczy. Lucjusz zamknął za sobą drzwi. Stała przed nim żona, która najpewniej słyszała każde słowo rozmowy. Wymownie kiwnęła głową, po czym bez słowa odeszła, czując, że ten wieczór zmienił życie jej rodziny. Nie wiedziała, czy na gorsze, czy też na lepsze.
__________________
Jakoby też rok bez wiosny mieć chcieli,

Którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli. <3

Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.

i58.tinypic.com/263fp1x_th.gif

Edytowane przez hermiona_182312 dnia 26-09-2013 15:50
Wyślij prywatną wiadomość
~harry57 F
#4 Drukuj posta
Dodany dnia 09-03-2013 08:51
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Przeciętny Uczeń
Punktów: 165
Ostrzeżeń: 1
Postów: 69
Data rejestracji: 02.03.13
Medale:
Brak

Super!!!!!!!!! Pisz następne rozdziały bo zapowiadają się naprawdę superOczko!!!
__________________
Pozdrawiam Cię drogi Gościu Uśmiech

Edytowane przez harry57 dnia 09-03-2013 08:52
Wyślij prywatną wiadomość
~AdamKra F
#5 Drukuj posta
Dodany dnia 09-03-2013 08:58
Użytkownik

Awatar

Dom: Ravenclaw
Ranga: Charłak
Punktów: 8
Ostrzeżeń: 0
Postów: 2
Data rejestracji: 08.03.13
Medale:
Brak

Nie znam cię ale jedno wiem naprawdę bardzo ładnie piszesz!!! Pisz dalejOczko Daje WibitnyUśmiech!!!
__________________
Ravenlaw!!!

Pozdrawiam Ciędrogi Gościu Daj znak jak coś
Wyślij prywatną wiadomość
~bella151 F
#6 Drukuj posta
Dodany dnia 09-03-2013 09:33
Zbanowany

Awatar

Dom: Slytherin
Ranga: Charłak
Punktów: 13
Ostrzeżeń: 0
Postów: 4
Data rejestracji: 04.03.13
Medale:
Brak

Gratulacje!!!! Bardzo ładnie piszesz!!! Pisz dalej!!! Daje WOczko
__________________
UśmiechOczko Pozdrowienia dla wszystkich
Wyślij prywatną wiadomość
~hermiona_182312 F
#7 Drukuj posta
Dodany dnia 09-03-2013 13:23
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Nauczyciel w Hogwarcie
Punktów: 2519
Ostrzeżeń: 0
Postów: 690
Data rejestracji: 24.09.11
Medale:
Brak

Dziękuję wszystkim za miłe słowa Zawstydzony
Rozdział III

Najlepszy z prezentów.

Ciche dreptanie, które dochodziło z przedpokoju ucichło i Hope* poczuła lekkie wydechy na swojej twarzy. Nie spała już od kilku godzin, właściwie tej nocy w ogóle nie zmrużyła oka.
- Hope Filians Madame...- usłyszała piskliwy, przyciszony głos, ktoś potrząsnął jej ramieniem.
W tej chwili dziewczyna gwałtownie otworzyła oczy. Zobaczyła tuż przed sobą parę zielonych oczu, przez chwilę myślała, że patrzy w lustro, jednak to nie były jej oczęta, bynajmniej. Domowy skrzat rodziny imieniem Zgredek budził ją, najpewniej, na śniadanie. Hope usiadła na łóżku. Skrzat, ubrany w starą poszewkę od poduszki, trzymał w rękach paczuszkę owiniętą w czerwony papier, na jej czubku zabawnie sterczała złota kokardka.
- Sto lat, Madame Hope Filians!- Zgredek lekko podskoczył.
Dziewczyna otarła lekko oczy rękami, aby się wybudzić. Zerknęła na kalendarz stojący na szafce nocnej. Rzeczywiście, był jedenasty czerwca- jej urodziny.
- Bardzo ci dziękuję Zgredku.- dziewczyna uśmiechnęła się biorąc od skrzata prezent. Uścisnęłaby mu chętnie dłoń lub przytuliła, ale wiedziała, że w takiej sytuacji skrzat zacząłby bić głową w najbliższą ścianę. Zgredek wiercił się jakby miał owsiki, Hope wiedziała, że bardzo chce, by już otworzyła prezent. Spełniła życzenie. Papier leżał na podłodze, a w jej rękach spoczywała teraz para spodni. Jedna nogawka była zielona, druga pomarańczowa. Widać było, iż Zgredek zrobił spodnie sam. Hope wzruszyła ramionami z uśmiechem na ustach, skrzat wyszedł z pokoju, a ona zaczęła się ubierać. Założyła właśnie te spodnie, które otrzymała przed kilkoma minutami. Do tego czarny sweter i tak samo czarne baleriny. Patrząc w wielkie lustro stojące w kącie zaśmiała się, wyglądała komicznie, ale właśnie tak ubrana poszła na śniadanie. Jej kuzyn- Draco- miał pokój tuż obok i też właśnie teraz wychodził. Tak jak przez ostanie kilka dni miał smutną, zawiedzioną minę i nawet się nie zaśmiał na jej widok. Draco miał urodziny sześć dni temu i nie dostał listu ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Zeszli w milczeniu po schodach do jadalni. Był to wielki pokój połączony z kuchnią, pełen rzeźb i obrazów. Hope wraz z kuzynem usiadła przy stole, szurając krzesłami zwrócili na siebie uwagę ciotki i wuja. Hope mieszkała z nimi od dnia urodzenia, bo jej ojciec umarł w pojedynku z jakimś czarnoksiężnikiem, a matka nie przeżyła narodzin córki. Nie zdążyła nawet nadać jej imienia.
- Oh, witajcie!- przywitała ich nieco roztrzęsiona ciotka Narcyza. Zachowywała się tak od urodzin syna, też zmartwiona o brak listu.- Hope wszystkiego najlepszego.- wstała i uściskała siostrzenicę ze strony męża, nadal, jak zwykle, krzywiąc się, jakby czuła jakiś nieprzyjemny zapach. Wyjęła z kieszeni maleńkie pudełeczko owinięte w czarny papier i białą wstążkę, Hope przyjęła prezent czekając na uwagę na temat jej spodni, ale się nie doczekała.- No, zajadajcie.- dodała odchodząc od stołu w stronę drzwi zakładając swój wyjściowy kapelusz.
Wuj z lekkim tupetem posłał Hope uśmiech i czarami przesyłając wielki prezent milczał, dziewczyna skinęła w jego stronę głową, nie otworzyła jego paczki. Zabrała się do jedzenia owsianki. Draco tylko przelewał śniadanie z łyżki do miski i tak w kółko. Kiedy Hope skończyła zapadła cisza, którą przerywało tylko chlapanie śniadania kuzyna. Dziewczyna poczuła coś pod stołem. Spojrzała na swoje kolana i ujrzała kolejny prezent- od Dracona. Czuła się nieco dziwnie, jakby... rozpieszczona. Zabrała wszystkie prezenty niezbyt dbale i wyszła z jadalni pozostawiając ojca i syna samych. Weszła do pokoju i cicho zamknęła drzwi. Najpierw rozwinęła prezent od ciotki. Jak podejrzewała, była to biżuteria. Pierścień ze srebrną obrączką i stosownie nie za dużym, przeźroczystym diamentem. Włożyła go obojętnie na palec- kciuk. Od wuja dostała olbrzymią paczkę słodyczy i pluszaków. Hope lekko parsknęła śmiechem, dostawała to co roku i zawsze potem przechodziła na dietę, choć ciotka Narcyza mówiła, że ma idealną figurę. Od Dracona otrzymała... rysunek. Przedstawiał miotłę, znicz, kafel i tłuczki. Przedmioty potrzebne do quidditcha. W prawym dolnym rogu była dedykacja- "Dla najlepszej kuzynki i ścigającej. Całusy, Draco." Hope często grała z kuzynem w tę szlachetną grę i była w tym, według niego, naprawdę dobra. Powiesiła rysunek na białej jak śnieg ścianie. Usłyszała przedziwne stukanie. Zerknęła w stronę okna. Na zewnętrznym parapecie siedziała sowa płomykówka, w dziobie trzymała dwa listy. Dziewczyna otworzyła okno, ptak wleciał do środka i usiadł na komodzie. Hope podeszła do niego, zabrała listy. Płomykówka wzięła głęboki wdech i wyleciała przez otwarte okno. Na obu listach widniały pieczęcie Hogwartu. Dziewczynie serce zabiło szybciej. Wybiegła z pokoju i wparowała do sąsiedniego pomieszczenia. Draco popatrzył na nią jakby miała smoczą ospę, wybałuszył oczy. Kuzynka rzuciła mu jeden z listów. Sama otworzyła swój. Tak! To było to na co czekała! To co było najlepszym prezentem każdego jedenastoletniego czarodzieja! To był list z Hogwartu! Blizna na ręce Hope zaczęła się czerwienić, jak to zawsze było, gdy się cieszyła, a tak nie cieszyła się jeszcze nigdy!

Hope*- imię naszej bohaterki, we wcześniejszych rozdziałach będącej niemowlęciem.
__________________
Jakoby też rok bez wiosny mieć chcieli,

Którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli. <3

Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.

i58.tinypic.com/263fp1x_th.gif

Edytowane przez hermiona_182312 dnia 02-04-2013 15:08
Wyślij prywatną wiadomość
~harry57 F
#8 Drukuj posta
Dodany dnia 09-03-2013 13:54
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Przeciętny Uczeń
Punktów: 165
Ostrzeżeń: 1
Postów: 69
Data rejestracji: 02.03.13
Medale:
Brak

Super,Super,Super!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
__________________
Pozdrawiam Cię drogi Gościu Uśmiech
Wyślij prywatną wiadomość
~Victim F
#9 Drukuj posta
Dodany dnia 09-03-2013 14:22
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Niewymowny
Punktów: 1579
Ostrzeżeń: 0
Postów: 377
Data rejestracji: 03.07.12
Medale:
Medal

Jestem zaciekawiona... ZOstanę czytelniczką! xD Proszę, informuj mnie o nowych odcinkach może? ;-)
__________________
31.media.tumblr.com/a93c3567e09506671fd5d2e9c640dbf4/tumblr_mztmp3fg1z1t6g372o1_500.gif
Wyślij prywatną wiadomość
~hermiona_182312 F
#10 Drukuj posta
Dodany dnia 10-03-2013 13:07
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Nauczyciel w Hogwarcie
Punktów: 2519
Ostrzeżeń: 0
Postów: 690
Data rejestracji: 24.09.11
Medale:
Brak

Rozdział IV

Podejrzenia i przygotowania.

Okrzyki radości dwójki od razu przyciągnęły na piętro wuja z psami, które szczekały przeraźliwie, jednak skarcone przez swojego pana umilkły i położyły głowy na przednich łapach.
- Co wam się stało?! Przecież nikt was nie zaatakował, nie wyjcie jak oszalali!- warknął Lucjusz.
- Ale tato, przysłali nam listy!- syn zaczął wymachiwać mu kopertą przez nosem.
Wuj zmierzył Hope wzrokiem. Dziewczyna wiedziała co mu chodzi po głowie. On na pewno miał wątpliwości, czy jeden z listów przyszedł do niej. Kiedyś podsłuchała, rzecz jasna przez przypadek, jak zwierzał się ciotce Narcyzie ze swoich podejrzeń, że dziewczyna jest charłakiem. Tylko dlatego, iż nie miała ochoty marnować wakacji lub chociażby wolnego czasu na naukę zaklęć, od tego jest szkoła! Hope podała swój list wujkowi, a ten niedbale wziął go do ręki i przeczytał pośpiesznie treść pergaminu. Jego siostrzenica przeczytała zawartość kartki już kilka razy. Wuj Lucjusz skrzywił wargi, tak jak to zawsze robił, gdy próbował się uśmiechnąć. Kuzynostwo skinęło głowami w jego stronę. Teraz to Draco tryskał radością, Hope lekko westchnęła i usiadła na łóżku chłopca.
- Coś ty taka naburmuszona? Dostaliśmy listy z Hogwartu!- wykrzyknął z entuzjazmem.
- Zauważyłam.- odpowiedziała krótko dziewczyna.- Draco, ty też byłbyś, jak to powiedziałeś "naburmuszony", gdyby członkowie twojej rodziny mieli cię za charłaka.
- Nie martw się, dostałaś list, więc nie możesz być charłakiem, z resztą lepsze to...- nie dokończył Draco.
- ... niż szlama?!- dokończyła za niego Hope.- Draco dorośnij! Nie nazywaj tak ludzi, bo to nic złego! Bycie charłakiem też nie!- upomniała kuzyna.
- To skoro to nic złego, to czemu nie chcesz nim być?- zgasił ją Draco.
Na początku dziewczyna nic nie powiedziała, ale potem się odezwała:
- Nikt nie chce. Charłacy tym bardziej. Ja umiem czarować, ale po co, gdy nie ma takiej potrzeby? Dobra, już dosyć.- zakończyła.
- To jak, idziemy do ogrodu? Musimy uczcić twoje urodziny!- okrzyknął z entuzjazmem młody Malfoy.
- A nie dostanie listu?- zaśmiała się Hope.
- Tak to też.- Draco parsknął śmiechem, oberwał poduszką od kuzynki.
Potem dwójka poszła za dom, do ogrodu, gdzie mieściło się mini boisko do quidditcha. Grali do pory obiadowej, gdy to pochłonęli całą misę zapiekanki.
***

Cały lipiec pełen był miłych chwil i wesołej atmosfery. Była wspaniała, słoneczna pogoda, dzieciaki jadały teraz tylko śniadania i podwieczorki w ogrodzie. Raz nawet wuj Lucjusz ogłosił konkurencję quidditcha- on i ciotka Narcyza przeciwko Hope i Draconowi. Ciotka Narcyza poddała się walkowerem, więc pan Malfoy grał sam i po półgodzinnej rywalizacji również się poddał przegrywając trzysta dwadzieścia do dziesięciu. Jednak sierpień okazał się bardziej obowiązkowy. Ku uldze Hope skończyły się podejrzenia, iż dziewczyna jest charłakiem. Tydzień przed początkiem roku szkolnego cała rodzina udała się na Ulicę Pokątną. Ku zawiedzeniu się dzieci udali się tam dzięki sieci Fiuu. Mieli nadzieję na lot miotłami. Tak, czy inaczej, zaczęły się wyczekiwane od dawna zakupy. Ciotka Narcyza zaprowadziła ich do banku Gringotta. Hope była w szoku- jeszcze nigdy nie widziała tylu goblinów naraz! Jednak jeszcze lepsza była przejażdżka do skrytki wujostwa specjalną kolejką. Dziewczynce z wrażenia włosy się poskręcały. Natomiast ciotka prawie puściła pawia, ale na szczęście tylko się przewróciła- Draco nie zdążył jej złapać. Goblin im towarzyszący otworzył drzwi do skarbca. Narcyza jednym ruchem ręki chwyciła złote, srebrne i brązowe monety i włożyła je do skórzanej torebki. Najpewniej chciała mieć drogę powrotną za sobą. Przechodząc przez drzwi banku z powrotem na ulicę spotkali wuja, który wcześniej im nie towarzyszył. Trzymał dwa zestawy książek dla pierwszoroczniaków.
- Draco, idź przymierzyć szaty, masz.- podała mu trzydzieści złotych monet.- Ja z Hope pójdziemy po różdżki dla was, mam twoje wymiary, ale jej nie, no.- ucałowała syna, który natychmiast się od niej odsunął.- Chodź!- dodała zwracając się do siostrzenicy. Wuj Lucjusz poszedł w przeciwną stronę, aby kupić pióra, atrament, kociołki i fiolki. Hope z ciotką doszły do dosyć dużego sklepu, dziewczyna była pewna, że to wytwórnia różdżek Ollivandera. Kiedy ciotka otworzyła drzwi rozległ się dźwięk dzwonka. Weszły. Pomieszczenie było puste, jedynym meblem w pokoju było biurko stojące na samym środku podłogi. Nagle zza kolumny wyszedł staruszek o siwych włosach i przeszywających niebieskich oczach.
- Witam panie!- uśmiechnął się.
- Dzień dobry Ollivanderze.- przywitała się ciotka.- Wybacz, ale mamy napięty grafik, masz.- podała sprzedawcy zwój pergaminu.
Mężczyzna go rozwiną. Zaczął dumać i rozglądać się po półkach, po czym wszedł na drabinę, aby sięgnąć po jedno z pudełek, w którym na pewno tkwiła różdżka. Podał ją Narcyzie.
- No dobrze.- westchnęła.- Teraz trzeba zmierzyć tę małą.- skinęła głową w stronę Hope.- Tylko szybko!- ponagliła starca.
Ten wyjął z szuflady magiczną tasiemkę, która zaczęła mierzyć dziewczynkę ze wszystkich stron. W tym czasie sprzedawca przyniósł na biurko trzy różdżki. Dopiero teraz Hope zauważyła, że tasiemka sama działa wedle swego przeznaczenia. Sklepikarz schował ją do szuflady i wręczył Hope jedną z różdżek do ręki.
- Zaczekaj!- dziewczyna podskoczyła ze strachu, gdy Ollivander krzyknął.- Która ręka ma moc?
Hope bez słowa przełożyła różdżkę do prawej ręki. Machnęła i... nic się nie stało.
- Cóż...- zaczął sprzedawca.- Jesion i włosem jednorożca ci nie pasuje.- wziął od niej różdżkę i dał jej drugą, jednak zanim zdążyła cokolwiek zrobić wyrwał różdżkę z ręki Hope.- Ta na pewno nie pasuje.- odrzekł pewny siebie. Podał jej trzecią różdżkę, dziewczynka pośpiesznie machnęła, koniec narzędzia rozbłysł białym blaskiem i wystrzeliły z niego pomarańczowe iskry.
- Miałem nosa.- przyznał nieskromnie Ollivander.- To cedr, włókno ze smoczego serca, jedenaście cali, doskonała do pojedynków...
- Już dobrze, dobrze!- warknęła ciotka, rzuciła złote monety na stół i pociągnęła siostrzenicę za rękę do wyjścia. Hope nawet nie zdążyła powiedzieć "Do widzenia".
Różdżka była kremowo- biała, a wzdłuż niej widniał nierówny, ciemnobrązowy pasek. Następnym punktem zakupów była szwalnia Madame Malkin, gdzie Hope nabyła szkolne szaty. Potem, razem z Draco i Narcyzą, spotkała wuja obładowanego zakupami.
- Spisaliśmy się w doli ścisłości, więc mogę wam kupić zwierzęta.- mruknęła ciotka.
Na twarz Hope wpłynął uśmiech, w końcu doczekała się swojej sowy! Weszła z resztą do Magicznej Menażerii. Draco nie chciał zwierzaka, chyba wystarczyły mu psy ojca, ale Hope nabyła nowego przyjaciela, sówkę płomykówkę oraz smakołyki i klatkę dla niej.
Było już wtedy popołudnie. Musieli już wrócić do domu na, przygotowany przez Zgredka, obiad. Wuj Lucjusz cudem zmieścił się w kominku ze wszystkimi zakupami, jednak kopnięty przez żonę zrobił więcej miejsca. W końcu wszyscy wylądowali w dworze. Po obiedzie Hope miała pewną myśl w głowie, że szkoda jej Dracona, który nie był u Ollivandera, bo jak zwykle najlepszą rzecz zrobiła za niego matka.
__________________
Jakoby też rok bez wiosny mieć chcieli,

Którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli. <3

Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.

i58.tinypic.com/263fp1x_th.gif

Edytowane przez hermiona_182312 dnia 02-04-2013 20:00
Wyślij prywatną wiadomość
~harry57 F
#11 Drukuj posta
Dodany dnia 10-03-2013 21:11
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Przeciętny Uczeń
Punktów: 165
Ostrzeżeń: 1
Postów: 69
Data rejestracji: 02.03.13
Medale:
Brak

Naprawę bardzo ciekawe!!! Pisz jestem ciekaw co dalejUśmiech
__________________
Pozdrawiam Cię drogi Gościu Uśmiech
Wyślij prywatną wiadomość
~hermiona_182312 F
#12 Drukuj posta
Dodany dnia 12-03-2013 17:14
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Nauczyciel w Hogwarcie
Punktów: 2519
Ostrzeżeń: 0
Postów: 690
Data rejestracji: 24.09.11
Medale:
Brak

Rozdział V

Magiczny Dzień.

W ostatnim tygodniu sierpnia dyscyplina królowała w wiejskim dworze. Ciągłe przypominanie o wysokości rodu, etykiecie, manierach i (nie powiedziano tego wprost przez nikogo) wywyższaniu się, było teraz codziennością, która sprawiła, że Hogwart był jeszcze bardziej utęsknionym miejscem dla panny Filians. Kilka dni przed wyjazdem znalazła pretekst, by się od tego opędzić, czyli naukę. Wuj kategorycznie zabronił ciotce jej przeszkadzać, aby mogła zrobić w szkole wrażenie. Rzeczywiście czytanie książek i podręczników sprawiało Hope radość. Wiedza wchodziła jej od tak, ale starała się pozostać człowiekiem, a nie stać się tylko uczniem, który zamiast czasu na szachy czarodziejów ma czas na wkuwanie do egzaminu. Poza tym ogólnie przez ten tydzień czuła się dosyć dziwacznie. Znamię na ręce, które bolało coraz częściej, nie dawało jej spać. Raz jak była w kuchni i, po kryjomu, pomagała Zgredkowi, miała ochotę chwycić nóż i sobie odciąć lewą dłoń. Jednak, na szczęście, tak makabryczne myśli minęły, gdy nadszedł trzydziesty pierwszy sierpnia. Siedziała bezczynnie cały dzień i tylko na posiłki schodziła do jadalni. Wbijała wzrok w sufit co jakiś czas, ale głównie przyglądała się podwójnemu ruchomemu zdjęciu, stojącemu na szafce nocnej obok budzika. Przedstawiało ono tę samą parę ludzi, jednak w innym wieku. Dziewczyna w wieku około piętnastu lat przytulała się do chłopca w tym samym wieku. Panienka miała wręcz białe, kędzierzawe włosy i orzechowe oczy, a chłopak czuprynę o kolorze słomy, którą Hope po nim odziedziczyła, jednak mimo wszystko młodzieniec miał granatowe patrzałki. Ona miała strój Ślizgonów, a on Krukonów. Młoda Filians od dawna się zastanawiała po kim odziedziczyła szmaragdowozielone oczęta. Parka na sąsiednim zdjęciu stała na ślubnym kobiercu, niezbyt wiele się zmienili, byli tylko trochę wyżsi i ubrani stosownie do okazji. Na dolnej krawędzi ramki widniały słowa- "Nigdy nie zapomniani Violetta i Carlos." Tak, to byli jej rodzice. Dziewczyna zaczęła wyobrażać sobie, jak kobieta ze zdjęcia prowadzi ją po peronie i całuje na do widzenia. Hope zerknęła na budzik. Co?! Była już ósma rano?! Zrywając się na nogi sprawdziła, czy wszystkie potrzebne rzeczy są w szkolnym kufrze. Ubrała się. Przełożyła kalendarz na wrzesień. Zaczął się magiczny dzień! Dziewczyna ucałowała zdjęcie rodziców, ale przystanęła. Otworzyła kufer raz jeszcze i jednym ruchem ręki włożyła ów fotografię do środka. Zbiegła po schodach. Przy stole siedziała cała rodzina jasnowłosych.
- Wreszcie.- mruknęła Narcyza.- Zajadaj, za moment wyjeżdżamy, to znaczy przeniesiemy się tam siecią Fiuu.
- A nie...- zaczęli Hope i Draco.
- Nie!- warknęli wuj i ciotka.- Nie, nie lecimy miotłami!
- Chciałam tylko zapytać- zaczęła Hope, tym razem sama.- Czy, nie możemy... przejść przez barierkę, chociaż...?
- To tylko barierka.- stwierdziła ciocia.
Filians długo czekała na przejście przez barierkę na King's Cross i wiedziała, że ta sama myśl przechodzi teraz przez głowę kuzyna. Nic nie powiedzieli, ale nie zjedli już ani kęsa. Ten dzień podobno miał być wspaniały. Eh, po prostu się tak nie zaczął, pomyślała Hope. Wujostwo skończyło swoje porcje owsianki, nie myśleli czekać na, jak widać niegłodne, dzieciaki. Najszybciej jak potrafili poszli do salonu, gdzie mieścił się kominek. Zaraz po ciotce weszła do niego Hope z kufrem i klatką sowy. Krzyknęła: "Peron dziewięć i trzy czwarte!" i poczuła dziwne szarpnięcie w okolicach pępka, po chwili zobaczyła ciotkę. Stała na niezwykłym peronie pełnym dzieci w różnym wieku. Na torach stał pociąg z czerwoną lokomotywą podpisaną napisem głoszącym "ExPress Londyn/Hogwart". Hope wiedziała, że to ten pociąg, który wiezie w nowy etap życia.
__________________
Jakoby też rok bez wiosny mieć chcieli,

Którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli. <3

Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.

i58.tinypic.com/263fp1x_th.gif

Edytowane przez hermiona_182312 dnia 02-04-2013 20:10
Wyślij prywatną wiadomość
~AdamKra F
#13 Drukuj posta
Dodany dnia 16-03-2013 08:42
Użytkownik

Awatar

Dom: Ravenclaw
Ranga: Charłak
Punktów: 8
Ostrzeżeń: 0
Postów: 2
Data rejestracji: 08.03.13
Medale:
Brak

Bardzo fajne to FF!!! Pisz dalej, naprawdęOczko
__________________
Ravenlaw!!!

Pozdrawiam Ciędrogi Gościu Daj znak jak coś
Wyślij prywatną wiadomość
~mary2000 F
#14 Drukuj posta
Dodany dnia 16-03-2013 15:40
Użytkownik

Awatar

Dom: Slytherin
Ranga: Skrzat domowy
Punktów: 24
Ostrzeżeń: 0
Postów: 2
Data rejestracji: 16.11.12
Medale:
Brak

Masz talent! Jeżeli to jest to co lubisz robić, to to rób!
__________________
Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego!.
Wyślij prywatną wiadomość
~hermiona_182312 F
#15 Drukuj posta
Dodany dnia 17-03-2013 12:42
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Nauczyciel w Hogwarcie
Punktów: 2519
Ostrzeżeń: 0
Postów: 690
Data rejestracji: 24.09.11
Medale:
Brak

Rozdział VI

Jazda w magiczny świat.

Ile razy Hope przeczytała napis na lokomotywie, tyle razy przecierała zielone oczy. Nadal nie dowierzała we wspaniałość tej chwili, tak wiele zmieniającej w historii każdego z dzieciaków na tym peronie. Zamyśloną dziewczynę ciotka klepnęła w ramię, ta się ocknęła ze swych myśli. Hope zobaczyła jak wuj szepcze coś na ucho Draconowi, po tym wydarzeniu chłopiec podszedł do największych goryli w otoczeniu. Wywyższanie się zostało rozpoczęte. Kuzyn machnął ręką na Hope, coś w stylu: "Wystarczy mi w wakacje." i ciągnąc swój kufer wszedł do pociągu. Ona zrobiła to samo, jednak jak najdalej od położenia kuzyna. Kolejna cudowna część wspaniałego dnia- jej kuzyn ma ją głęboko gdzieś. Zapewne będzie tak przez cały rok, pomyślała. Trzymając klatkę i bagaż przeszła przez drzwi pociągu. W tym właśnie momencie się zamknęły i coś mocno szarpnęło, Hope zachwiała się na własnych nogach. Pociąg ruszył. Dziewczyna otworzyła drzwiczki do najbliższego przedziału. Siedział w nich blady jak kreda chłopak z kruczoczarnymi włosami. Wychudłe ręce wychodziły spod starej, za dużej marynarki. Hope odchrząknęła.
- Można?- zapytała, chłopak odwrócił głowę, zerknął na nią czarnymi oczyma.
- Pewnie.- odpowiedział z uśmiechem, miał ochrypły głos i sam również odchrząknął.
- Dzięki.- Hope odwzajemniła uśmiech, nieco straszący wygląd towarzysza jej nie przeszkadzał.
Położyła kufer na bagażowej półce, klatkę z sową trzymała na kolanach. Cisza stawała się coraz dziwniejsza. Otworzyła usta z lekką niepewnością i zapytała:
- Pierwszoroczniak?
- Tak.- chłopak wygładził włosy, był niezwykle chudy miał wyraziste kości policzkowe, ale włosy były tak nierówno przystrzyżone, że, aż śmieszne.- Jestem Reed Snitch*.- widząc zaciekawione spojrzenie dziewczyny dodał.- Tak, tak... mój pradziadek wynalazł złotego znicza, chyba pradziadek, nie wiem dokładnie...
- Reed to jakiś skrót?- parsknęła Hope.
- Nie skąd, to pełne imię.- zapewnił chłopak.- A ty?
- Co ja?
- No, jak się nazywasz?- przewrócił oczami Reed.
- Ach...- dziewczyna była nieco zmieszana z niewiadomego jej powodu.- Hope, Hope Filians.- kiwnęła lekko głową.
- Hmm... Hope to jakiś skrót, przezwisko?- zaśmiał się Reed, riposta nastała.
- Nie. To po prostu moje imię.- odpowiedziała krótko Hope.
- Mogę zapytać o coś jeszcze?
- Skoro musisz.- na twarz dziewczyny wpłynął uśmiech, nie była znudzona, ale radosna, jej wypowiedź nie brzmiała wrednie, bynajmniej bardzo miło.
- Jesteś czystej krwi, prawda?- Reed wydał się trochę onieśmielony, że zadał to pytanie.
- Tak, ale... co z tego? Proszę cię, w domu mam wystarczającą ilość gadaniny na ten temat.- westchnęła dziewczyna.
- Nie, nie, tylko... ja jestem półkrwi, także... chyba... znajdę sobie inny przedział...- i już wstawał, gdy Hope chwyciła go za rękę.
- Dlaczego?!- spytała lekko oburzona.
- No, bo nie chcesz się ze mną zadawać...- mruknął pod nosem Reed.
- Kto tak powiedział?- zaśmiała się Hope.
Chłopiec się uśmiechnął i usiadł na swoim miejscu, najwidoczniej pomyślał, że będzie się wywyższać. Już nic nie powiedział. Klepał się tylko lekko po kolanie.
- Trochę źle zaczęliśmy...- odezwał się w końcu.
- Wcale nie.- zapewniła dziewczyna.- Tylko się nie zrozumieliśmy, nie każdy czystej krwi czarodziej jest wywyższającym się snobem.- mrugnęła do niego. - No, tak zmieniając ten temat... do jakiego domu chcesz iść?
- A skąd mam wiedzieć? Nie wiem nawet jakie są, moi rodzice nie rozmawiali ze mną o świecie magii...
I wtedy Hope mu wytłumaczyła, że są cztery domy Hogwartu. Powiedziała mu co to jest quidditch i jak się w to gra, opowiedziała mu praktycznie wszystko, więc ponowiła pytanie:
- No, to do jakiego domu chcesz iść?
- Do... Gryffindoru lub Hufflepufu.- stwierdził Reed.
- Ja też do Gryffindoru bym chciała, ale pewnie trafię do Slytherinu...- stwierdziła z przykrością, że nie będzie w dormitorium z jedynym przyjacielem. Naprawdę mógł trafić do wymarzonego domu.- Cała moja rodzina tam trafia...
- Co?!- krzyknął Reed.- Ty?! Do Slytherinu?! W życiu!
- To miłe...- Hope poczuła, że się rumieni.
- Dobra NADZIEJO przebierzmy się!- zaśmiał się Snitch.
- No, dobrze ZNICZU.- parsknęła Hope.- A właśnie, nie zdążyłam zapytać... na jakiej pozycji w quidditchu chciałbyś grać?
- Szukający, chyba... jeszcze nie wiem do końca.- odpowiedział Reed, ubierając czarną szatę.
- Ja ścigający, zawsze i na zawsze!- odrzekła z dumą Hope.
Znowu mocno szarpnęło i pociąg się zatrzymał, przed chwilą Hope jeszcze stała, teraz miała przed oczami czarny materiał swojej szaty, którą też wkładała. Ubrała ją do końca i zrozumiała, iż przed kilkoma sekundami leżała na Reedzie .
- Tak... to było trochę dziwne... -stwierdziła.
- Nie da się ukryć, sama byś tego nie zrobiła, więc to sprawka zatrzymania i ...- kiwną głową zmieszany chłopiec.
- Tak. To wina pociągu.- ułożyła lecące jej do oczu włosy, chwyciła kufer i klatkę z sową, wyszła z Reedem z przedziału, na szczęście dziwna atmosfera długo im nie towarzyszyła.Teraz ich twarze otulał ciepły wiatr.

Snitch*- (czyt. snicz) z łaciny- znaczy "znicz", pradziadek (prawdopodobnie pradziadek) bohatera o tym nazwisku wynalazł złotego znicza, jednak ten niezbyt dobrze zna świat magii i nie wie wiele o tym wynalazku, był tylko wzmianką w jego domu, w którym o magii się nie mówi.
__________________
Jakoby też rok bez wiosny mieć chcieli,

Którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli. <3

Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.

i58.tinypic.com/263fp1x_th.gif

Edytowane przez hermiona_182312 dnia 23-03-2013 14:51
Wyślij prywatną wiadomość
~hermiona_182312 F
#16 Drukuj posta
Dodany dnia 22-03-2013 21:38
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Nauczyciel w Hogwarcie
Punktów: 2519
Ostrzeżeń: 0
Postów: 690
Data rejestracji: 24.09.11
Medale:
Brak

Rozdział VII

Przydział i Kasztanowa Panna.

Stacja w Hogsmeade tonęła w dymie z lokomotywy. Było zimno. Niektórzy szczękali zębami lub trzęśli się na całym ciele. Tylko wiatr dostarczał ciepła i letniej atmosfery. Hope zaczęła rozcierać ramiona dłońmi. Znad głów nawet najwyższych uczniów, można było spostrzec ogromną postać.
- Pirszoroczni! Tutaj chodźcie! No, pirszoroczni! Nie ociągać się!- krzyczała.
Hope usłyszała jak Reed przełyka głośno ślinę. Stanęła z nim w parze, tak rozkazywał gajowy, który był właśnie tą ogromną... istotą. Nazywał się Rubeus Hagrid. Uczniowie, którzy pod szyjami mieli już różnobarwne krawaty domów szli w inną stronę, niż pierwszoroczniacy. Ci doszli do jeziora, na którego skraju czekały łódeczki czteroosobowe. Filians i Snitch wsiedli do jednej. Dosiadła się do nich dziewczyna z kasztanowymi włosami i chłopiec mający długi haczykowaty nos. Hagrid rozkazał wiosłować w stronę zamku, do pałacu mądrości, zwanego Hogwartem. Dziewczyna, która z nimi płynęła zaczęła poprawiać włosy, w które były wplątane... liście z kasztanami. Konkretnie żółte, wręcz złote liście z kasztanami, ten przedziwny dodatek tkwił za uchem nieznajomej. Nagle zaczęła nawijać:
- Jestem Elaine Auburn.- wyciągnęła rękę do Hope, ta ją uścisnęła.- Pewnie też jesteś zdania, że ciemno-rude włosy są kasztanowe?
- Yyyy...- Hope zatkało.
- No wiedziałam, że znajdzie się ktoś, kto nie uznaje tej głupoty. Zobacz!- skazała na swoje włosy, które były tej samej barwy, co owoce kasztanowca za jej uchem.- Widzisz?! TO SĄ kasztanowe włosy, a NIE ciemno-rude, jeśli już mamy mówić o odcieniach. Eh, przepraszam, mam takiego małego konika na tym punkcie.- uśmiechnęła się życzliwie Elaine.- No, a ty jesteś?- zapytała.
- Oh, Hope Filians, o to jest Reed Snitch.- wskazała na kolegę.- A, ty to kto?- zwróciła się do chłopca z haczykowatym nosem. Młodzieniec odchrząknął.
- David Code, ale na kij ci to wiedzieć.- uznał smętnie.
Na to Hope nic nie odpowiedziała, bo ogólnie nie zrozumiała sensu odpowiedzi chłopaka.
- Reed!- syknęła szeptem do kolegi.- Reed!- powtórzyła, bo ten nie zwracał na nią uwagi.
- Co?- w końcu zareagował Snitch.
- Nie obraź się dobra...?- Hope zaczęła żałować, że chce zapytać o coś tak niemiłego.
Chłopak parsknął śmiechem, po czym odrzekł wciąż się śmiejąc:
- Nie, spokojnie, jeśli trochę podjem nabiorę koloru. Nie, nie obrażam się.- dodał widząc zmieszaną minę przyjaciółki.
Łódka przystanęła na piachu, jakby, plaży drugiego brzegu jeziora. Hagrid wprowadził ich do środka. Tam spotkali chudą kobietę w szpiczastym kapeluszu- Minerwę McGonagall, zastępcę dyrektora i nauczyciela transmutacji. Hope zasłoniła twarz, aby kuzyn jej nie zobaczył, podczas, gdy bawił się w najlepsze robiąc awanturę... Harry'emu Potterowi! Dopiero teraz Hope zrozumiała z kim będzie chodzić do szkoły. Pani profesor zaprowadziła ich do Wielkiej Sali, gdzie miała odbyć się uczta i przydział pierwszoroczniaków. Na małym taborecie przed stołem nauczycielskim postawiono starą, wyświechtaną tiarę, która zaczęła śpiewać. Zakończyła. Rozległy się gromkie brawa. McGonagall zaczęła wyczytywać nazwiska uczniów do przydziału. Elaine była spięta, Hope wiedziała dlaczego, jej nazwisko było na literę "A".
- Auburn, Elaine!- wykrzyknęła nauczycielka, dziewczyna jęknęła i ruszyła ku tiarze, ta znalazła się na jej głowie.
- Gryffindor!- usłyszano głos kapelusza. Elaine podskoczyła z radości, Gryfoni zaklaskali.
Hope wiedziała, że jej nazwisko wkrótce padnie z ust McGonagall, gdy doszło o litery "F".
- Filians, Hope!- usłyszała w końcu, zacisnęła pięści, znamię na dłoni zaczęło pulsować gwałtownie.
Dziewczyna usiadła na taborecie. Poczuła tiarę zsuwającą się jej na oczy, słyszała dumanie tiary. Już nic nie myślała, miała całkowicie czysty umysł. "Co?!"- usłyszała w swojej głowie- "Węże, a jednak..."- wiedziała co za chwilę usłyszy, ale się myliła.
- Gryffindor!- prawda w końcu nadeszła.
Hope nie wiedziała co robić, była szczęśliwa, jednak jedna myśl nie dawała jej spokoju. Malfoyowie mnie zabiją, jęknęła w myślach.
__________________
Jakoby też rok bez wiosny mieć chcieli,

Którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli. <3

Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.

i58.tinypic.com/263fp1x_th.gif

Edytowane przez hermiona_182312 dnia 02-04-2013 20:10
Wyślij prywatną wiadomość
~kossa00 F
#17 Drukuj posta
Dodany dnia 22-03-2013 21:40
Użytkownik

Awatar

Dom: Slytherin
Ranga: Drugoroczniak
Punktów: 94
Ostrzeżeń: 0
Postów: 17
Data rejestracji: 22.03.13
Medale:
Brak

kocham to xD
__________________
Baja
Wyślij prywatną wiadomość
~kossa00 F
#18 Drukuj posta
Dodany dnia 22-03-2013 21:56
Użytkownik

Awatar

Dom: Slytherin
Ranga: Drugoroczniak
Punktów: 94
Ostrzeżeń: 0
Postów: 17
Data rejestracji: 22.03.13
Medale:
Brak

serio, czekam na więcej ^^
__________________
Baja
Wyślij prywatną wiadomość
~hermiona_182312 F
#19 Drukuj posta
Dodany dnia 23-03-2013 11:57
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Nauczyciel w Hogwarcie
Punktów: 2519
Ostrzeżeń: 0
Postów: 690
Data rejestracji: 24.09.11
Medale:
Brak

Rozdziała VIII

Szczęście, zdziwienie i dziwactwa, czyli pierwszy ranek w Hogwarcie.

Hope siedziała na tym krześle jak wryta, czuła, że na twarzy ma tępą minę. Zeszła ze stołka. Podreptała do stołu Gryfonów. Teraz nie miała czystych myśli, jej myślenie po prostu wysiadło. Gapiła się w ścianę, a McGonagall nadal wyczytywała uczniów. Hope teraz zastanawiała się czy wuj i ciotka ją zadźgają nożem, czy tylko wywalą z domu na próg, może ugotują we wrzącym oleju? Dziewczyna starała się pozbyć tak makabrycznych myśli, ale teraz nie mogła, tak samo jak wtedy, gdy ostatnio bolała ją ręka ze znamieniem, w tej chwili jej ciało przeszywał ostry ból, a najbardziej piekło w dłoni. Dławiła się tym, nie mogła wziąć wdechu.
- Nic ci nie jest?- zapytała zaniepokojona Elaine, która siedziała obok Hope.
Filians spojrzała na pytającą spojrzeniem pełnym bólu. Zacisnęła mocno szczęki, czuła, że robi się blada. Na stole znikąd pojawił się puchar pełen wody, zerknęła na stół nauczycielski. Dyrektor Dumbledore skinął do niej głową z życzliwym uśmiechem na ustach. Hope wymusiła od swojej twarzy uśmiech, to raczej było skrzywienie warg. Elaine podała jej czarkę. Wypiła trochę zimnej wody i poczuła się nieco lepiej. Rozejrzała się, nikt na nią nie patrzył, wszyscy przyglądali się Tiarze Przydziału, która teraz spoczywała na głowie Neville'a Longbottoma. Dziewczyna skorzystała z nieuwagi innych, wylała sobie resztę napoju na głowę. Od razu lepiej, pomyślała. Niektórzy nauczyciele patrzyli na nią ze zmartwieniem w oczach.
- Lepiej?- zapytała Elaine, mimo że widziała uśmiech na twarzy przyjaciółki.
- Tak.- Hope westchnęła i kiwnęła głową.
- Snitch, Reed!- rozległ się głos profesorki transmutacji.
- Co? Już?- zdziwiła się Hope.
Zobaczyła swojego bladego przyjaciela, który kroczyła ku taborecie, przy którym stała wicedyrektorka trzymająca tiarę. Położyła ją na jego głowie.
- Gryffindor, Gryffindor!- szeptała w nadziei Filians.
- Tak... Gryffindor!- rozdarła się Tiara Przydziału.
- Jest!- wykrzyknęła mimowolnie Hope rzucając się na szyję koledze, dopiero potem zdała sobie sprawę z dziwaczności tej sytuacji. Usiadła pomiędzy Elaine i Reedem.
Przydzielanie zakończyło się kilkanaście minut później. Hope bardzo się cieszyła z tego powodu, bo była strasznie głodna, pomijając już fakt, że wózek ze słodyczami nie podjechał do jej i Reeda przedziału w pociągu, bo, najpewniej, jakiś samolub wykupił wszystkie słodycze. Dyrektor wstał i wygłosił mowę powitalną, po czym dodał:
- No, zajadajcie!- i w tym momencie pojawiły się na stołach najróżniejsze potrawy.
Hope nawet nie zauważyła, kiedy zjadła dwie porcje karkówki, kawałek ciasta z wiśniami i pudding ryżowy. Jej żołądek wyraźnie żądał napełnienia, było tu tyle jedzenia, że nie musiała się ograniczać.
Doszedł do jej uszu pisk dobiegający z jej prawej strony. Ona i Elaine spostrzegły jak chłopak o płomiennie rudych włosach wskazuje na ducha, któremu głowa zwisała na kawałku skóry. Obraz był niezbyt zachęcający. Hope nic więcej nie zjadła, po zobaczeniu tego straciła apetyt. Niedługo potem jedzenie całkiem zniknęło i uczniowie mieli pójść za prefektami do dormitoriów. Elaine, Reed i Hope poszli za dumnym rudzielcem na siódme piętro, a w każdym razie, na pewno Elaine i Hope, bo Reed się z nimi pożegnał idąc w przeciwną stronę obiecując, że jutro wszystko wyjaśni, bo dzisiaj czas nagli. Hope westchnęła. Razem z innymi Gryfonami weszła przez portret Grubej Damy, za którym mieścił się pokój przypominający bardzo przytulny salon- pokój wspólny Gryfonów. Prefekt wskazał im schody do dormitorium dziewczyn. Weszła razem z Elaine do środka, poza nimi były tam też trzy dziewczyny. Przedstawiły się jako Parvati Patil, Lavender Brown i Hermiona Granger, z których ostatnia mruknęła swoje nazwisko zza książki. Hope i Elaine również wypowiedziały swoje nazwiska, po czym, jak się spodziewała Hope, Elaine zaczęła je dopytywać jaki kolor to, według nich, kolor kasztanowy. Jej kufer i klatka z sową stały obok łóżka, na którym leżał krawat z kolorach szkarłatu i złota, oraz herb Gryffindoru, który trzeba było sobie przyszyć do szaty. Hope wyjęła z kufra torbę na książki i włożyła do niej podręczniki, zerknęła na plan lekcji i wyciągnęła książkę do zaklęć, aby znaleźć urok, który przyszyje do szaty herb Gryfonów. Kiedy już to zrobiła, perfekcyjnie wykonała to zaklęcie, była z siebie dumna. Przez całą noc nie zmrużyła oka, czytała z jakiegoś powodu "Historię Hogwartu". Wypuściła sowę z klatki, usiadła jej na kolanach upominając się o głaskanie. Postanowiła nazwać ją Godryk, na cześć założyciela jej domu. Teraz miała w nosie co pomyślą sobie wuj i ciotka. Ich synalek ma ją gdzieś, to ona ma ich.
***

Następnego dnia spakowała potrzebne książki i zeszła na śniadanie do Wielkiej Sali. Spotkała tam Reeda, Elaine była jeszcze w pokoju, Hope nie chciała jej budzić. Popatrzyła wymownie na kolegę. Tak jak obiecał naprawdę zmienił kolor na żywszy. Nabrał trochę ciała, nie wyglądał jak żywy trup, jego włosy miały odcień ciemnej czekolady, czarne oczy stały się weselsze- granatowe. Hope nie dbała o to, iż stało się to bardzo szybko. Reed zmienił się z wyglądu, niezbyt diametralnie, ale na szczęście nie z charakteru.
- No...?- zapytała, chłopak doskonale wiedział o co jej chodzi.
- Tak... Widzisz nie będę mieszkać w dormitorium.- zacisnął mocno wargi.- Będę mieszkać na dachu.- Hope zatkało.- Matka namówiła Dumbledore'a, aby przeznaczył na mnie jakiś płaski kawałek i zgodził się. W domu śpię na dachu i mama nie chciała mnie odzwyczajać, z resztą mało tam śpię, głównie pracuję na farmie z ojcem, szkoda, że... nie jednak nie, nie szkoda.- nie wyraził się jasno.
- Co?- Hope nie dała za wygraną.
- No... byłoby świetnie jakbyś wpadła do mnie na wakacje, ale tam tylko praca, praca, praca. Mało żarcia. Okolica piękna, ale miejsca mało.- wypowiedział Reed.- Nie, nie... matka mi nie pozwoli.- zaśmiał się mówiąc ostatnie słowa, widział w pełnych nadziei oczach Hope zawód, właśnie chciała mu zaproponować przyjazd do niej, tam nie ma harówki.
Mówi się trudno, pomyślała. Jest jeszcze szansa, że uda się spędzić wakacje z Elaine. Zaśmiała się. Dopiero co lato się skończyło, a ona już planuje kolejne. Zjadła jajka na bekonie i ruszyła na lekcje, ku edukacji i jak najdalej od wakacji!
__________________
Jakoby też rok bez wiosny mieć chcieli,

Którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli. <3

Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.

i58.tinypic.com/263fp1x_th.gif

Edytowane przez hermiona_182312 dnia 24-03-2013 08:43
Wyślij prywatną wiadomość
~Victim F
#20 Drukuj posta
Dodany dnia 23-03-2013 12:28
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Niewymowny
Punktów: 1579
Ostrzeżeń: 0
Postów: 377
Data rejestracji: 03.07.12
Medale:
Medal

A co to się nie informuje mnie o nowych odcinkach? Hmmm? Język
Oglednie mówiąc, opowiadanie mi się podoba Rozbawiony Tylko parę błędów znalazłam, przeważnie to literówki, aczkolwiek ośmielę się wytknąć, iż wyraz "przebierzemy" piszemy przez RZ xD
Historia fajna, czekam na kolejne i mam nadzieję na informację o nich xD
__________________
31.media.tumblr.com/a93c3567e09506671fd5d2e9c640dbf4/tumblr_mztmp3fg1z1t6g372o1_500.gif
Wyślij prywatną wiadomość
Przeskocz do forum:
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Wybitny Wybitny 92% [11 głosów]
Powyżej oczekiwań Powyżej oczekiwań 8% [1 głos]
Zadowalający Zadowalający 0% [Brak oceny]
Nędzny Nędzny 0% [Brak oceny]
Okropny Okropny 0% [Brak oceny]
RIGHT