Hogsmeade.pl na Facebook
Harry Potter - Hogsmeade, Twoja Magiczna Wioska
Strona GłównaNowościArtykułyForumChatGaleriaFAQDownloadCytatyLinkiSzukaj
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się.

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło!
Sponsorzy
Shoutbox
Musisz się zalogować, aby móc dodać wiadomość.

~CynaMona F 21-08-2018 11:08

Pełniej już niestety raczej nie będzie Zniesmaczony
~Ario F 21-08-2018 01:08

Pusto
#Ginny Evans F 19-08-2018 21:01

będę wtedy w drodze na lotnisko, jak znajdę wifi to mogę przyjść na hogs Oczko
^raven F 19-08-2018 19:31

W najbliższą sobotę, 18:00, mecz Juventus-Lazio? Oczko
#Ginny Evans F 19-08-2018 13:08

jakiś social by się przydał Happy
`Czarodziejka F 18-08-2018 22:09

Jaka cisza... Duch
~HariPotaPragneCie F 04-08-2018 22:01

Kotecek
`Czarodziejka F 31-07-2018 22:50

Dzisiaj świętujemy podwójne urodziny! Róża
^raven F 28-07-2018 00:00

Mnie nie Uh-oh!
~CynaMona F 27-07-2018 16:49

Kilka osob ode mnie z druzyny quidditcha bedzie jechac, ale ja niestety juz nie mam na to hajsow :/
~LilyPotter F 27-07-2018 16:45

Halo halo, moge sie spodziewac kogos z Hogs na zlocie fanow HP w Zagnansku pod Kielcami 15.08? C:
^raven F 26-07-2018 02:53

Sowa Sowa Sowa
~CynaMona F 20-07-2018 11:18

Racja
^raven F 19-07-2018 16:17

Duch (jaki brzydki ten nasz duch!)
~CynaMona F 16-07-2018 23:54

Znowu jakieś duchy wracają xD
^raven F 16-07-2018 23:07

Rozbawiony
~HariPotaPragneCie F 16-07-2018 23:06

Uszanowanko
~TheWarsaw1920 F 15-07-2018 22:47

Bry wieczór
^raven F 12-07-2018 22:53

Być może. Poprzedni popełnił samobójstwo, musiałam zainwestować w nowy. Sam robi zdjęcia, sam wysyła SMSy, może faktycznie jest w tym magia...
#Ginny Evans F 03-07-2018 23:46

Twój telefon jest chyba magiczny Język

Aktualnie online
Hogsmeade wita:
adiwuh
jako najnowszego użytkownika!

» Administratorów: 8
» Specjalnych: 61
» Zarejestrowanych: 18,743
» Zbanowanych: 1,503
» Gości online: 119
» Użytkowników online: 0

Brak użytkowników online

» Rekord OnLine: 3086
» Data rekordu:
25 June 2012 15:59
Zobacz temat
Harry Potter - Hogsmeade, Twoja Magiczna Wioska :: Forum
» Twórczość Fanów
»» Fan Fiction
»»» [NZ] Nie ma większego czaru niż miłość//Historia Hermiony Granger//
Drukuj temat · [NZ] Nie ma większego czaru niż miłość//Historia Hermiony Granger//
~onlyHorcrux F
#41 Drukuj posta
Dodany dnia 14-04-2012 19:45
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Dyrektor Hogwartu
Punktów: 4642
Ostrzeżeń: 2
Postów: 397
Data rejestracji: 22.02.12
Medale:
Brak

Czeekaj. Kojarze niektóre teksty pod koniec każdego rozdziału.
Miłość to wierność wyborowi...

Wiem, kto wie prawdę,
Jedyną prawdę...

Masz prawo kochać!
Masz prawo śnić!
Masz prawo śpiewać!
Masz prawo żyć!
Masz prawo marzyć, teraz i tu!
Na przekór kłamstwu, Na przekór złu!

Człeku, co Boga się nie boisz...
Człeku, co niesiesz śmierć zdradziecką...
Człeku, ty uczyń Znak Pokoju,
Karmiąc choć jedno głodne dziecko...


Czy to nie oratorium Rubika? Rozbawiony
Wyślij prywatną wiadomość
~Adelajda Dakota F
#42 Drukuj posta
Dodany dnia 16-04-2012 14:43
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Pięcioroczniak
Punktów: 343
Ostrzeżeń: 2
Postów: 125
Data rejestracji: 30.01.12
Medale:
Brak

Dziękuje za takie ciepłe słowa!Oczko Więc kolejny rozdział:

Rozdział 17.
Początek lutego. Miesiąca, który powinien mrozić. Miesiąca, w którym było święto zakochanych. Czy to nie dziwne, że właśnie święto miłości obchodzimy w lutym, który jest najchłodniejszym miesiącem? Czy to nie dowodzi tego, że miłości nie da się opisać, ani rozgryźć? Dowód. Miłość jest czymś niepojętym dla umysłu ludzkiego. Jego potęga przewyższa wszystko. Porównywalna do tego uczucia, jest tylko przyjaźń. Mocna i prawdziwa.
Hermiona doceniała to. To, że ma wspaniałych przyjaciół jak Harry, Ron i Ginny. Choć dwoje z nich nie wiedziało o stanie uczuciowym Hermiony, to jednak ta trzecia, która została wyróżniona, wynagradzała pozostałe dwie. Chociaż nie rozmawiały o Malfoyu, to jednak Hermiona czuła wsparcie Ginny. Jej próby pocieszenia jej. Te gesty, które znaczyły tak wiele dla duszy dziewczyny. Hermiona doceniała to bardzo i była bardzo Ginevrze wdzięczna.
- Podasz mi dżem? - zapytała Ginny pewnego ranka, który był wyjątkowo mroźny. Chociaż tkwili w środku zamku, to większość miała na sobie nauszniki i rękawiczki ochronne ze smoczej skóry.
- Proszę bardzo - powiedziała Hermiona, biorąc pierwszy z brzegu słoik.
- Ee... Hermi... - powiedziała Ginny, patrząc niepewnie na słoik, który podała jej Hermiona.
- Co? Chcesz inny smak? - zapytała Hermiona.
- Nie... Hermiono, podałaś mi majonez - powiedziała w końcu Ginny.
- Co? Och, racja. Wybacz - powiedziała, podając jej właściwy słoik.
- Nie ma za co - powiedziała Ginny.
Rozległ się dzwonek. Hermiona szybko wzięła torbę i stanęła nad stołem jak kat.
- Idziemy? Są eliksiry - powiedziała Hermiona, patrząc z wyrzutem na przyjaciół, którzy nawet nie podnieśli się z siedzeń.
- Dach spoko-j Hermio-nooo przecie-ss zdąży-mm-y- powiedział Ron z ustami pełnymi jabłecznika. Hermiona spojrzała na niego wzrokiem, który mógł zabijać, więc chcąc, nie chcąc Harry wstał i szturchnął Rona, który z nieukrywanym żalem spojrzał na swój niedokończony posiłek, ale również wstał. Ruszyli w kierunku lochów.
- Spóźniliście się - powiedział Slughorn, kiedy weszli do klasy.
- Przepraszamy - wyjąkała Hermiona. Pierwszy raz w życiu spóźniła się na lekcje!
- Dobrze, już dobrze... Dziś warzymy eliksir w grupach, zobaczymy jak sobie poradzicie - powiedział Slughorn - Podzieliliśmy się już na grupy, jednak zmienimy trochę zestawienie... pan Weasley i pan Potter podejdźcie do pana Macmillan'a, a panna Granger hmm... niech podejdzie do kociołka pana Malfoya i pana Zabiniego.
Hermiona zrobiła oczy wielkie jak spodki.
- Eee... Proszę pana, a nie mogę iść też do Erniego? - zapytała Hermiona niepewnie.
- Przykro mi, ale nie. Spóźniłaś się, a po za tym byłaby grupa czteroosobowa, a mamy trzyosobowe. Przykro mi. Bez dyskusji - powiedział Slughorn, a kilka złotych guzików na zielonej kamizelce zatrzeszczało złowrogo. Hermiona bez entuzjazmu podeszła do kociołka chłopców i opadła zrezygnowana na miejsce pomiędzy nimi.
- Tak jak mówiłem, zajmiemy się warzeniem eliksiru, który powoduje...
- Zadowolona Granger? - zapytał bardzo cicho Malfoy.
- Oczywiście, że nie. A czegoś się spodziewał, okrzyku radości?
Kpiła. Czuł to. Draco uśmiechnął się tylko ironicznie i zwrócił w kierunku profesora.
- Czas... Start! - powiedział Slughorn.
- I co Granger? Chyba szalejesz z radości, że jesteś z nami? - zapytał Zabini.
- Chyba śnisz - powiedziała Hermiona z pogardą.
- Co tak siedzisz jak słup soli? - zapytał Zabini, krzyżując ręce.
- Że co? - zapytała Hermiona.
- Warz eliksir. Przecież ja i Draco tego nie zrobimy - powiedział Blaise takim głosem, jakby to było oczywiste. Malfoy zachichotał.
- Wiecie co? Mogę warzyć, ale wy mi pomożecie - powiedziała Hermiona i wyjęła różdżkę. Jednym jej ruchem rozpaliła ogień pod kominkiem.
- Blaise, potnij pędy Stroczkobulwy, Malfoy, ty wyciśnij sok z nasion Trybekliny - powiedziała miękko Hermiona.
Ku jej zdumieniu, dzięki pewności siebie, z jaką wypowiedziała te słowa, chłopcy uczynili tak jak im kazała. Ona sama zajęła się mieszaniem w kociołku.


- Hermiono, podziwiam Cię, że poszłaś do tych głąbów - powiedział Harry przy obiedzie.
- Nawiasem mówiąc, ja siebie też - powiedziała Hermiona, pochłaniając zachłannie to, co miała na talerzu. Harry i Ron spojrzeli na nią ze zdziwieniem.
- Muszę skoczyć przed Numerologią do biblioteki - wyjaśniła, napotykając spojrzenia chłopców.
Szybko zjadła i ruszyła w stronę biblioteki, gdzie wypożyczyła książkę "Najwyższy czas na owuteny", która według autora, miała pomóc przygotować się do egzaminów.
Po Numerologi ruszyła do Pokoju Wspólnego. Usiadła przy kominku i pogrążyła się w lekturze.
Nie zauważyła, kiedy obok niej usiadł Ron.
- Eee... Hermiono? - podniosła wzrok znad książki. Ron poczuł wielką gulę w gardle. Bał się, jednak wiedział, że musi to zrobić.
- Co Ron? - zapytała widząc jego minę.
- Mogę się Ciebie o coś spytać? - zapytał Ron. Poczerwieniał, czuł to.
- Mów Ron. Źle się czujesz? - zapytała, widząc minę Rona.
- Nie... patrzyłaś może na tablicę ogłoszeń? - zapytał. Hermiona pokręciła przecząco głową. Ron wziął głęboki oddech i powiedział:
- W walentynki jest Hogsmeade. Poszłabyś tam ze mną? - zapytał prosto z mostu. Hermiona spojrzała na niego dziwnym wzrokiem.
- Ja... Nie gniewaj się, tak tylko pomyślałem, bo Harry i Ginny idą razem, więc co mamy siedzieć sami? Ale jeśli nie chcesz, to... - zaczął się plątać.
- Ron, chętnie pójdę z tobą do Hogsmeade - powiedziała. Ron odetchnął z ulgą. Spojrzała na zegarek.
- Wybacz, ale muszę lecieć... Wiesz, że stałam się korepetytorem - powiedziała Hermiono. Dała mu całusa w policzek i wyszła.
Nie mogła uwierzyć, że Ron zaprosił ją na walentynki. A już myślała, że spędzi je sama.
Nogi same niosły ją na drugie piętro, gdzie była klasa do transmutacji. Nie zauważyła nawet, jak znalazła się pod klasą. Zderzyła się z kimś i upadła na posadzkę.
- Granger, patrz jak chodzisz - powiedział Malfoy i podał jej rękę, by mogła wstać. Bez słowa złapała ją i podniosła się z podłogi.
Weszli do klasy. Śnieg sypał za oknem. Hermiona zapaliła różdżką kilka świeczek. Usiadła obok Malfoya, a ich ręce spotkały się ze sobą. Hermiona szybko cofnęła dłoń, choć poczuła, jak przez jej ciało przechodzi ciepły prąd.
Otworzyła książkę i zadała mu jakąś pracę, Sama wyjęła książkę, którą wzięła z biblioteki. Jednak tylko udawała, że czyta. W rzeczywistości obserwowała go kątem oka, starając się nie dawać nic po sobie poznać.
- Granger, trzymasz książkę do góry nogami - powiedział Malfoy, na chwilę przerywając pisanie.
- Tak? - zapytała ze zdziwieniem Hermiona.
- Tak. - powiedział Malfoy, po czym roześmiał się. Chyba po raz pierwszy w życiu słyszała, jak śmieje się szczerze. Bez nuty ironii w głosie. A był to śmiech dźwięczny i Hermiona wsłuchiwała się w jego dźwięk. Po chwili również wybuchnęła śmiechem.
- Dobra, kończmy te wygłupy. Weźmy się za naukę, jest już po siódmej, a nie zrobiliśmy nawet połowy tego, co zaplanowałam.
- Mam inne plany - powiedział Malfoy i zbliżył się do Hermiony na niebezpieczną odległość.
Czuła jego zapach, który nęcił jej nozdrza. Czuła, jak jego ciało napiera na nią. Przez jej ciało przeszedł prąd. A potem niespodziewanie, przechylił się bliżej i pocałował ją głęboko w usta.
Hermiona była sparaliżowana, nie wiedziała co robi, nie docierało do niej to, co się dzieje, dopóki Malfoy nie położył jej na ławce. W nagłym przypływie rozumu odepchnęła go od siebie.
- Co ty robisz Malfoy? - zapytała, wstając.
- Jak to, nie widzisz? Urozmaicam korepetycje, Granger - powiedział z ironią.
Widziała ten jego ironiczny uśmiech na twarzy, który natychmiast zmył z niej to miłe uczucie, które trwało podczas pocałunku.
- Ale ja nie chcę takiego urozmaicenia - powiedziała, po czym szybkim ruchem zgarnęła swoje rzeczy i wyszła z klasy, trzaskając drzwiami.
Malfoy uśmiechnął się pod nosem. Udało mu się. Czuł, że reszta też się uda.

Połóż mnie na swym ramieniu,
Połóż jak, pieczęć na sercu.
Poczuj smak mego pragnienia, jak pieczęć,
Proszę połóż mnie...

__________________
Niewinność

Budząc się widzę, że wszystko jest w porządku
Pierwszy raz w moim życiu i to jest takie wspaniałe
Zwalniając rozglądam się i jestem tak zdumiona
Myślę o małych rzeczach, które sprawiają, że życie jest cudowne
Nie zmieniłabym w tym ani jednej rzeczy
To jest najlepsze uczucie

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Znalazłam miejsce tak bezpieczne, bez jednej łzy
Pierwszy raz w moim życiu i teraz wszystko jest jasne
Czuję spokój, należę tu, jestem tu taka szczęśliwa
To jest takie silne i pozwalam sobie na szczerość
Nie zmieniłabym w tym ani jednej rzeczy
To jest najlepsze uczucie

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

To stan błogości, wydaje ci się, że śnisz
To szczęście w środku, które czujesz
To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

To stan błogości, wydaje ci się, że śnisz
To szczęście w środku, które czujesz
To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Edytowane przez Adelajda Dakota dnia 16-04-2012 14:58
http://besty.pl/1415519 Wyślij prywatną wiadomość
~onlyHorcrux F
#43 Drukuj posta
Dodany dnia 16-04-2012 16:31
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Dyrektor Hogwartu
Punktów: 4642
Ostrzeżeń: 2
Postów: 397
Data rejestracji: 22.02.12
Medale:
Brak

Czy to nie dowodzi tego, że miłości nie da się opisać, ani rozgryźć? Dowód. Miłość jest czymś niepojętym dla umysłu ludzkiego. Jego potęga przewyższa wszystko. Porównywalna do tego uczucia, jest tylko przyjaźń. Mocna i prawdziwa.


Świetne słowa Uśmiech

Bardzo mi sie podobało ;p
Wyślij prywatną wiadomość
~Adelajda Dakota F
#44 Drukuj posta
Dodany dnia 23-04-2012 16:15
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Pięcioroczniak
Punktów: 343
Ostrzeżeń: 2
Postów: 125
Data rejestracji: 30.01.12
Medale:
Brak

Rozdział 18.
Ciemne, szkolne korytarze, oświetlane przez liczne pochodnie i zatłoczone przez uczniów.
Właśnie jednym z takich korytarzu szła pewna Gryfonka. Jej oddech był przyspieszony i nierówny, a dusza pełna zdziwienia i wściekłości. W pewnym sensie ciekawiło ją, dlaczego Malfoy ją pocałował. Było to cudowne uczucie, jakiego nigdy nie doznała, chociaż całowała się już kiedyś z Wiktorem Krumem. Jednak tamto uczucie było krótkotrwałe. Po prostu: szczenięca miłość. Z drugiej strony jednak bardzo się wściekała, co przyćmiewało jej zdrowy rozsądek. Jak on mógł ją pocałować, jeszcze kładąc na ławce? Przecież ona sobie tego nie życzyła... a może w głębi duszy właśnie tego pragnęła?
Wyszła na zaśnieżone błonia, gdzie jedynym źródłem światła były światła w zamku i nadzwyczaj jasno świecący księżyc, który wyglądał niezwykle. Nie miała płaszcza i trzęsła się z zimna, ale w tej chwili nic jej to nie obchodziło. Po prostu chciała wszystko sobie poukładać. Nogi same ją niosły przed siebie. Kilkakrotnie otoczyła jezioro, po czym nieco ochłonęła. Usiadła pod drzewem. To, że najprawdopodobniej będzie musiała zażyć porządną dawkę eliksiru pieprzowego, teraz ją nie obchodziła.
- Przecież on nic do mnie nie czuje. Po prostu chciał sprawdzić moją reakcję, albo knuje coś nieprzyzwoitego - zamruczała pod nosem. Nie bała się, że ktoś ją usłyszy. W końcu była sama.
Po jakimś czasie zaczęła się zachwycać pięknem tej nocy i samego księżyca. Emocje opadły. Spojrzała w stronę zamku - w większości oknach było ciemno, więc na pewno było późno. Niechętnie wstała i zaczęła kierować się ku zamkowi. Otworzyła drzwi wejściowe - miała szczęście, ponieważ Filch zapomniał ich zamknąć. Szła przez opustoszałe korytarze, a jej kroki obijały się głębokim echem. Ku jej zdumieniu nikogo nie spotkała po drodze.
- Aurea Dicta - powiedziała do Grubej Damy.
- A gdzie to się było o tej porze? - ofuknęła ją Gruba Dama, jednak widząc Hermionę, gdzieniegdzie pokrytą śniegiem otworzyła dziurę pod portretem.
- Dziękuję - powiedziała Hermiona i przeszła przez dziurę pod portretem.
W Pokoju Wspólnym nie było nikogo. Uszła kilka kroków, gdy z jednego z foteli usłyszała ruch.
- Hermiona? - zapytała postać w fotelu. Hermiona poznała głos Ginny.
- Co tu robisz? - zapytała Hermiona.
- Gdzie ty byłaś? - odpowiedziała Ginevra pytaniem.
- Byłam na błoniach - powiedziała Hermiona.
- Aha. Ja czekałam tu na Ciebie. Ale co ty robiłaś na błoniach?
- Musiałam coś przemyśleć.
- Co? - zapytała ruda. W jej oczach czaił się niepokój i zaciekawienie. Wiedziała, że musi komuś to powiedzieć i że tym kimś jest właśnie ta drobna osóbka przed nią.
- Dobrze powiem Ci.
Hermiona opowiedziała Ginevrze o wszystkim od początku. Gdy opowiedziała o tym, jak trzymała książkę do góry nogami, kąciki jej ust uniosły się lekko.
- Pocałował Cię?! I nazwał to "urozmaiceniem"?! - zapytała Ginny, wytrzeszczając na nią oczy.
- Ginny, proszę nie drzyj się. No przecież mówię. To palant. Boże, w kim ja się zakochałam?
- Miłość nie wybiera - powiedziała Ginny uśmiechając się lekko.
- Niestety, nie. Ale dlaczego akurat on?
Ginny zaczęła się śmiać.
- Przestań! Ja tu mówię o rzeczach poważnych, a ty się śmiejesz! - powiedziała Hermiona z wyrzutem i po chwili również zaczęła się śmiać.


Nie tylko Hermiona myślała o tym zdarzeniu. Również pewien Ślizgon myślał dokładnie nad tym. Nad jej reakcją. Trzeba jednak przyznać, że dormitorium było na pewno lepszym miejscem na takie rozmyślania.
- Nad czym tak dumasz Draco? - zapytał czarnowłosy chłopak, wchodząc do dormitorium.
- Nad szlamą - powiedział Malfoy spokojnie.
- Znowu? Pogódź się z prawdą: przegrasz ten zakład i już. Daruj sobie. - powiedział Zabini z politowaniem.
- Ja myślę coś innego, Blaise. Mi się zdaje, że ją pociągam. Ty wiesz, że udawała, że czyta książkę do góry nogami, a w rzeczywistości przypatrywała mi się?
- Wielkie rzeczy - pwoiedział Zabini, demonstracyjnie składając ręce.
- Wielkie. Pocałowałem ją i...
- I co? Zabawiła się z tobą? - zapytał Blaise. To nabijanie się z Draco było całkiem przyjemne.
- Nie. Ale poczułem jakiś prąd przechodzący przez jej ciało. Mówię ci, pociągam ją.
- Brawo kolego, brawo - powiedział Zabini.
- Mógłbyś się przestać nabijać? Zrozum: zastawiłem przynętę i już połknęła haczyk. Teraz trzeba ją tylko wyciągnąć tak, żeby się nie urwała.
- Dobra, przyznaję Ci rację. Choć mamy balangę.
- Z jakiej okazji? - zapytał Malfoy, wstając z łóżka.
- Och, nic wielkiego. Po prostu balanga.
- Bajecznie - powiedział Malfoy, gdy usłyszał muzykę.


Tego dnia było wyjątkowo ładnie. Trzeba przyznać, że dzień zakochanych zapowiadał się bardzo ładnie. Hermiona cieszyła się, że idzie do Hogsmeade z Ronem. Myślała, że po prostu zaprosił ją jako koleżankę, jako przyjaciółkę. Myślała, że zrobił to z grzeczności, jednak sam gest był bardzo miły.
- Kiedy wyjdziesz z tej łazienki? - zapytała Ginevra, nerwowo patrząc na zegarek.
- Już chwilka - powiedziała Hermiona.
- Siedzisz tam już ponad godzinę - powiedziała Ginny.
- Naprawdę? - zapytała zdziwiona Hermiona.
- Naprawdę Hermiono. Co ty się tak stroisz dla tego Rona? Przecież i tak idziemy w szkolnych mundurkach...
- No to co. Muszę coś zrobić z tymi włosami.
- Hermiona!
- Dobra, wychodzę - powiedziała Hermiona. Ginny spojrzała na jej fryzurę.
- Jak wyprostowałaś i upięłaś włosy? Wyglądasz fantastycznie! - powiedziała Ginny.
- Mi też się podoba. Wyprostowałam je żelem "Ulizanna" i upięłam tą klamrą, co mi dałaś na Boże Narodzenie i jest ładnie.
- Chodźmy na śniadanie - powiedziała Ginny.
Opuściły dormitorium i przeszły przez Pokój Wspólny, całkiem opustoszały - większość już była w Wielkiej Sali.
- Cześć Ginny! Witaj Hermiono - powiedział Harry.
- Cheszć! - powiedział Ron z ustami pełnymi jakiejś kanapki o dziwnych składnikach. Spojrzał na Hermionę i na chwilę zaniemówił. Chociaż była to tylko fryzura, bez zbędnych trudności to zauważył. A jak Hermionie było do twarzy...
Zjedli śniadanie i dołączyli do kolejki, która czekała, aż Filch sprawdzi, czy nazwisko danego ucznia widnieje na liście i przy okazji podźga ich czujnikiem tajności.
- To gdzie idziemy? - zapytał Ron, masując sobie żebro. Filch wyjątkowo mocno dźgnął go w jedno z żeber.
- Nie wiem... Co powiesz na trzy miotły? - zapytała Hermiona.
- Może być. Przynajmniej się ogrzejemy kremowym piwem. - powiedział Ron. "A raczej popatrzymy na Madame Rosmertę" pomyślała zgryźliwie Hermiona.
Szli w milczeniu aż do progu gospody i weszli do środka.
Cały lokal poobwieszany był w serduszkach i czerwonych serpentynach.
- To gdzie siadamy? - zapytał Ron, rumieniąc się lekko.
- Może pod tym oknem? - zapytała Hermiona, również zmieszana widokiem dekoracji.
Ron poszedł po dwa kremowe piwa. pozwalając błądzić Hermionie po zakazanych torach. Bo Hermiona myślała z kim by chciała spędzić te walentynki. I cały czas miała przed oczami jego twarz: te srebrne tęczówki i blond włosy, tak wspaniale wyglądające w słońcu.
- Masz - powiedział Ron stawiając przy niej kufel i otrząsając z zamyślenia.
- Dzięki.
Zaczęli gadać o szkole i pracach domowych, a Ron tęsknie spoglądał w kierunku baru. Hermiona w większości mówiła.
- Co ci jest? - zapytała Hermiona przyjaciela.
- Nic takiego. - powiedział szybko Ron, spoglądając na przyjaciółkę.
- Och, dla twojej informacji "to nic takiego" poszło właśnie na zaplecze - powiedziała Hermiona zgryźliwie.
- O co ci chodzi? - zapytał Ron.
- Mnie? O nic. Raczej tobie. - rzekła Hermiona zgryźliwie.
Zapadła kłopotliwa cisza.
- Idę się przejść - powiedziała Hermiona, gdy Ron znów spojrzał w kierunku Madame Rosmerty. Nie wiedząc czemu, drażniło to ją.
- Proszę bardzo - powiedział Ron, nie odrywając wzroku od Madame Rosmerty.
Hermiona podniosła się z krzesła, zostawiła pięć sykli na stoliku i wyszła. Ron z żalem popatrzył na jej plecy. To nie miało wyjść tak...


Hermiona szła uliczkami Hogsmeade. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Chociaż myślała, że Ron zaprosił ją z grzeczności była na niego wściekła, z powodu skandalicznego zachowania przyjaciela. Skręciła w jakąś boczną uliczkę, gdzie nikogo nie było. Szła na przód. Nigdy tu jeszcze nie była. I nie dziwiło ją to zbytnio. Były tu raczej sklepy dla dorosłych czarodziejów. Cały czas myślała o zachowaniu Rona.
- To nie jest normalne - powiedziała, kopiąc jakiś kamyk, którego jeszcze nie zdążył przykryć śniegowy puch.
- Mówienie do siebie to pierwsza oznaka szaleństwa - usłyszała ironiczny głos za sobą. Odwróciła się. O jedną z witryn sklepowych opierał się Draco Malfoy.
- Przeszkadzanie myślącym jest oznaką głupoty - odpowiedziała zgryźliwie.
- Co powiesz, bym Cię odprowadził do końca ulicy? - zapytał niespodziewanie Ślizgon.
- Nie, dziękuję - powiedziała Hermiona i odwróciła się plecami do blondyna i zaczęła iść przed siebie. Zastanawiała się, co on knuje.
- Masz złamane serce Granger? - krzyknął za nią Malfoy. Stanęła i spojrzała na niego złowrogo.
- Nie twoja sprawa Malfoy - powiedziała po chwili i zaczęła biec. Chciała uciec od rzeczywistości, byle jak najdalej. Najpierw Ron, potem Malfoy. Czy nie za dużo, jak na jedno przedpołudnie?
- Widzimy się wieczorem - powiedział Malfoy i ruszył przed siebie. "Ona naprawdę na mnie leci" pomyślał.
Hermiona natomiast przeszła się do końca ulicy. Upewniwszy się, że Malfoy poszedł gdzieś indziej, zawróciła do szkoły. Teraz marzyła tylko o kubku gorącej czekolady i przytulnym Pokoju Wspólnym Gryfonów. Po raz kolejny musiała wszystko przemyśleć. Wszystko sobie poukładać.
Dlaczego kłopoty zawsze spadają na nas w najmniej oczekiwanym momencie?

Z życiem tak bywa jak z chorobą,
Kostucha w lustrze zęby szczerzy,
Żyć znaczy życie dzielić z tobą,
A nie być z tobą - znaczy nie żyć...

__________________
Niewinność

Budząc się widzę, że wszystko jest w porządku
Pierwszy raz w moim życiu i to jest takie wspaniałe
Zwalniając rozglądam się i jestem tak zdumiona
Myślę o małych rzeczach, które sprawiają, że życie jest cudowne
Nie zmieniłabym w tym ani jednej rzeczy
To jest najlepsze uczucie

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Znalazłam miejsce tak bezpieczne, bez jednej łzy
Pierwszy raz w moim życiu i teraz wszystko jest jasne
Czuję spokój, należę tu, jestem tu taka szczęśliwa
To jest takie silne i pozwalam sobie na szczerość
Nie zmieniłabym w tym ani jednej rzeczy
To jest najlepsze uczucie

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

To stan błogości, wydaje ci się, że śnisz
To szczęście w środku, które czujesz
To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

To stan błogości, wydaje ci się, że śnisz
To szczęście w środku, które czujesz
To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło
http://besty.pl/1415519 Wyślij prywatną wiadomość
~Adelajda Dakota F
#45 Drukuj posta
Dodany dnia 01-05-2012 20:37
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Pięcioroczniak
Punktów: 343
Ostrzeżeń: 2
Postów: 125
Data rejestracji: 30.01.12
Medale:
Brak

Rozdział 19.
W Pokoju Wspólnym Gryffindoru panowała całkowita ciemność. Papierki i inne śmieci z całego dnia walały się po kątach. W kominku delikatnie tlił się ogień, z którego za chwilę zdawało się ujść życie. W pomieszczeniu tym panowała nieskazitelna cisza, przerywana od czasu do czasu głębszym westchnieniem pewnej brązowookiej, jak i zarówno brązowowłosej, dziewczyny, która biła się z myślami.
Tak, właśnie Hermiona Granger siedziała i myślała. Nie spędziła tej nocy nad kolejną książką. Myślała o miłości. O niefortunnej miłości, jaką obdarzyła pewnego Ślizgona. I to nie byle jakiego Ślizgona, tylko właśnie tego. Malfoya. Chłopaka, który zrobił jej tyle złego. Wiedziała, że nie był jej wart, jednak nie mogła uwolnić się od myślenia o nim. Westchnęła bardzo głęboko. Książki, jej pociecha, tym razem nie wyciągną pomocnej dłoni, jak to uczyniły wiele razy.
- Dlaczego ja? - pomyślała, a przed twarzą stanęły jej twarze rodziców i Malfoya.
- Dlaczego? - powtórzyła pytanie, a pojedyńcza łza spłynęła jej po policzku.
Przecież zdawała się być twarda. Tak twardo stąpającą po ziemi dziewczyną, która nie widzi świata po za książkami. A przecież w głębi była krucha, jak porcelanowa lalka. Wystarczy wspomnieć tę sytuację z Ronem, po prostu był jej przyjacielem, a nią tak głęboko to wstrząsnęło. Westchnęła po raz setny tego wieczoru. W końcu Morfeusz wziął ją w swe opiekuńcze ramiona...


Nadszedł marzec, przynosząc pierwsze odwilże. Hermiona, borykająca się z problemem sercowym, nawet nie zauważyła, kiedy minął początek marca i zaczęła się jego druga połowa. Z Ronem pogodziła się następnego dnia po zaistniałej w Hogsmeade sprzeczce, a Harry nawet o niej nie wiedział.
Dla siódmoklasistów był to szczególny problem. Nauczyciele cały czas przypominali im o, mających się odbyć w czerwcu, Owutemach. Hermiona większość wieczorów spędzała w bibliotece, szukając niezbędnych informacji do odrobienia niebywałego stosu prac domowych i uczenia się. Na jej szczęście nie popadła w depresję, jak niektórzy z uczniów. Na początku marca Anthony Goldstein musiał zażyć eliksir uspokajający, po tym jak przetłumaczył na Runach nie ten tekst, co trzeba.
Czasem widziała Malfoya w bibliotece i interesowała się, co on tam robi. Skutek tego był taki, że siadała w dalekiej odległoci od niego, jednak tak, by mogła go obserwować.
Była sobota. Tego wieczoru również usiadła daleko od Malfoya, jednak przypatrywała mu się badawczo. W pewnym momencie on podniósł głowę i spojrzał jej prosto w oczy. Hermiona poczuła jakiś prąd i szybko spojrzała w książkę, udając, że nic się nie stało. Usłyszała kroki, a w następnej chwili poczuła, że ktoś obok niej siada. Do jej nozdrzy dotarł ten zapach. Podniosła głowę, bojąc się tego, co może zobaczyć.
Zgodnie z jej oczekiwaniami obok niej usiadł Draco Malfoy.
- Cześć Granger - powiedział leniwie. Biblioteka pustoszała, miała być bowiem za dziesięć minut zamknięta.
- Witaj Malfoy - odparła oschle, po czym znów spojrzała w książkę. "Eliksiry Strączkowe mogą mieć skutki uboczne, gdy spożyjemy je na tzw. pusty żołądek..." - przeczytała, choć poczuła, że te słowa nie zostawiły po sobie najmniejszego śladu. Poczuła, jak ktoś wyrywa jej książkę z rąk.
- Oddaj mi książkę Malfoy - odparła szybko, widząc bezcenną książkę w jego dłoniach.
- Ani myślę Granger - rzekł, po czym uśmiechnął się uwodzicielsko. Dziś postanowił się do niej zbliżyć. Nadrobić to, co zaczął. Od pierwszego pocałunku minęło tyle czasu, teraz chciał jej nie męczyć, aż cała rozpłynie się nad nim. Teraz patrzył na nią z tym swoim uwodzicielskim uśmiechem, tryumfując.
- Oddaj mi ją, Draco - powiedziała rzeczowo. Drgnął. Powiedziała do niego po imieniu. Nie mógł wiedzieć, że to była tylko próba kamuflażu. Chociaż go kochała, nie działał na nią ten uśmiech. Nie wtedy, gdy w grę wchodziły książki.
Zbliżył się do niej. Poczuła ciepło jego ciała, jego tors napierający nad nią.
- Oddaj mi ją - powiedziała, czując, że jeśli teraz nie odzyska egzemplarza Eliksiry w skrócie, który miał blisko pięć tysięcy stron, przegra tą rozgrywkę.
- Wiem, że na mnie lecisz - wyszeptał jej do ucha. Nie ruszała się. Nie wiedziała co powiedzieć. Na pewno blefował, by zbić ją z tropu.
Korzystając z jej nieuwagi zbliżył swoje usta do jej ust i zatopił się w nich. Nagle poczuł, że Hermiona odrywa się od niego. Wstała. On również powstał i złapał ją za nadgarstek.
- Daj mi święty spokój - powiedziała i wbiegła w najbliższy regał. Draco, niewiele myśląc, pobiegł za nią.
Tymczasem pani Pince, zupełnie nieświadoma, że w bibliotece zostało dwoje nastolatków, zgasiła światła i zamknęła bibliotekę na cztery spusty.


Hermiona biegła między regałami, kiedy nagle zgasło światło.
- Lumos - wyszeptała. Oświetlając drogę wątłym światłem różdżki, doszła do drzwi. Były zamknięte na amen. Wściekła na siebie i Malfoya, zaczęła wypróbowywać różne możliwe zaklęcia. Drzwi nie drgnęły.
- Wspaniale! - krzyknęła i oparła się plecami o zimną ścianę. Wkrótce ukucnęła na podłodze i zaczeła płakać. Były to łzy wściekłości i bezradności.
Zza regałów wyłonił się Malfoy.
- Co się stało? - zapytał.
- Co się stało? Co się stało? - zapytała histerycznie Hermiona - Jesteśmy tu razem uwięzieni, to się stało! - powiedziała i ukryła twarz w dłoniach. Malfoy ukucnął obok niej i chwycił ją za dłoń.
- Nie dotykaj mnie! - powiedziała i odskoczyła od niego jak oparzona - To wszystko twoja wina!
- Moja wina? A kto wbiegł w regały? - zapytał Malfoy.
- Kto obok mnie usiadł i mnie do tego zmusił? - zapytała.
Malfoy milczał. Musiał wytężyć teraz wszystkie siły by udawać, że ona go pociąga.
- Czego tu ode mnie chcesz? - zapytała.
Nadal milczał.
- Nic od ciebie nie chcę. Chcę ciebie - wyszeptał w końcu. Ukrywał uczucia. Czuł do siebie odrazę, że coś takiego powiedział. Jednak wykorzystał moment i wiedział, że dotknął czułego punktu. "Wygrana jest moja" - pomyślał.
Hermiona spojrzała na niego zdumiona. Mogła się spodziewać wszystkiego, ale nie tego. Draco zbliżył się do niej. Był stanowczo za blisko. Nie czuła już nic. Poddała się jego urokowi i oddała pocałunek. W tej chwili nic się dla niej nie liczyło. Przecież on tu był i ją kochał. Czego chcieć więcej?
Jego ręce zaczęły błądzić po ciele dziewczyny. Nagle się opamiętała.
- Czy ja ci na coś pozwalałam? - zapytała, a jej oczy zaszkliły łzy. Wbiegła w kolejny regał.
"Ona jest żałosna. Żałosna i fascynująca" - pomyślał Draco. Szukał jej całą noc, ale nie znalazł. Hermiona, wsłuchiwała się w jego kroki i umykała cichutko jak myszka, gdy były wyraźniejsze. W końcu weszła pod jeden ze stolików, gdzie poczuła się jak dawniej. Jak wtedy, gdy chowała się pod stolikiem, w szafie, czy pod kołdrę, gdy się czegoś wystraszyła. W końcu, zmęczona, usnęła.
Obudziła się, gdy słońce zaczęło świtać. Powoli usiadła i poczuła, że opadło z niej jakieś przykrycie. "Przecież niczym się nie przykrywałam" - pomyślała. Dopiero po chwili spostrzegła, że przykrycie ma godło Slytherinu. Spojrzała za siebie. Siedział tam Malfoy w samej koszuli i bokserkach.
- Dobrze się spało? - zagadnął. Znalazł ją równo z pierwszymi promykami słońca.
- Ubierz się - powiedziała, rzucając mu szatę.
- A co nie chcesz popatrzeć? - zażartował.
- Nie, dziękuję - powiedziała, po czym odeszła.
Odnalazła swoją torebkę i książkę, którą zabrał jej Draco. Schowała się za regałem. W końcu weszła pani Pince. Gdy odwróciła się plecami, Hermiona bezszelestnie wyszła z biblioteki.
Wolała nie myśleć, jak zamartwiała się Ginny...

Miłość o wiek nie pyta się, przychodzi nieproszona.
Przykro mi gdy, ktoś mówi mi, że to dziecinne zbyt.
To moja jest niedorosła miłość...



__________________
Niewinność

Budząc się widzę, że wszystko jest w porządku
Pierwszy raz w moim życiu i to jest takie wspaniałe
Zwalniając rozglądam się i jestem tak zdumiona
Myślę o małych rzeczach, które sprawiają, że życie jest cudowne
Nie zmieniłabym w tym ani jednej rzeczy
To jest najlepsze uczucie

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Znalazłam miejsce tak bezpieczne, bez jednej łzy
Pierwszy raz w moim życiu i teraz wszystko jest jasne
Czuję spokój, należę tu, jestem tu taka szczęśliwa
To jest takie silne i pozwalam sobie na szczerość
Nie zmieniłabym w tym ani jednej rzeczy
To jest najlepsze uczucie

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

To stan błogości, wydaje ci się, że śnisz
To szczęście w środku, które czujesz
To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

To stan błogości, wydaje ci się, że śnisz
To szczęście w środku, które czujesz
To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło
http://besty.pl/1415519 Wyślij prywatną wiadomość
~Adelajda Dakota F
#46 Drukuj posta
Dodany dnia 24-05-2012 18:11
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Pięcioroczniak
Punktów: 343
Ostrzeżeń: 2
Postów: 125
Data rejestracji: 30.01.12
Medale:
Brak

Rozdział 20.
Gdy tylko oddaliła się na wystarczającą odległość od biblioteki, puściła się biegiem. Była niedziela, więc o tej porze na korytarzach można było spotkać małą liczbę osób.
- Aurea dicta - wysapała do Grubej Damy.
- A gdzie ty byłaś całą noc? - zapytała Gruba Dama, odsłaniając jej przejście. Hermiona mruknęła coś niezrozumiałego i wbiegła do Pokoju Wspólnego, nie zamykając portretu, ani nie oglądając się za siebie..
- Świetnie, ty leć udawać, że nie zginęłaś a ja sobie tak powieszę? - zapytała Gruba Dama sarkastycznie. Hermiona udała, że tego nie słyszy. Rzuciła torbę w kąt i skierowała się ku schodom do dormitorium dziewczyn. Hermiona wbiegła, przeskakując po trzy schody. W końcu wpadła do swojego dormitorium, dysząc ciężko.
- Gdzieś ty była!? - zapytała Ginny - Czy wiesz jak się o ciebie martwiłam!?
- Przepraszam Ginny... To na prawdę nie moja wina... - zaczęła Hermiona.
- Nie twoja wina! Też coś! Co takiego mogło się stać! Bałam się, że Malfoy lub któryś ze Ślizgonów mógł zrobić Ci coś złego! - krzyczała Ginny.
- Ginny posłuchaj... To naprawdę nie moja wina! Pani Pince zamknęła bibliotekę, kiedy ja byłam w regałach i zostałam w niej... całkiem sama - powiedziała Hermiona. Sama nie wiedziała czemu, jednak nie chciała mówić o Malfoyu. Już i tak źle się poczuła, gdy Ginny wymówiła jego nazwisko.
- No tak! Biblioteka. A ja? - zapytała Ruda. Jak na osobę z rudymi włosami miała nawet za bardzo ognisty temperament.
- Zrozum, że zostałam sama, a drzwi były zamknięte na amen. Proszę, skończmy tę dyskusję i nie mówmy nic Harry'emu i Ronowi, dobrze? - zapytała Hermiona, patrząc na przyjaciółkę błagalnie.
- A czy mam inne wyjście? - zapytała Ginny i uśmiechnęła się. Dziewczyny rzuciły się w sobie ramiona i poszły na śniadanie.


Nadszedł kwiecień, wywołując już o wiele większą presję na uczniach, głównie piątych i siódmych klas. Drzewa puściły pierwsze liście, a wiosenne słońce namawiało wielu do opuszczenia zamku i spaceru po zielonej murawie. Hermiona i Draco zachowywali się tak, jakby nic w ogóle się nie wydarzyło. Jakby ta noc w bibliotece nie istniała.
"Byłem tak blisko, ale ta jak zwykle musiała coś zepsuć" - myślał Malfoy, spacerując wokół jeziora. Zastanawiał się, czy na pewno dobrze zrobił, zakładając się. Przecież do końca roku szkolnego zostało tylko trochę czasu. Czy warto było go zawierać pod wpływem emocji? Przecież chodząc z tą szlamą, skompromituje się. Kopnął ze złością jakiś kamyk.
- Au! - usłyszał ze strony, w którą posłał kamyk. Spojrzał w tamtą stronę. Przed nim stała Hermiona Granger z Ginny Weasley. Hermiona dostała kamyczkiem w głowę.
- Co się stało? - zapytała Ginny.
- Nic, dostałam czymś w głowę - powiedziała, po czym obróciła się. Zobaczyła Malfoya, który patrzył się na nią.
- Ginny, proszę Cię chodźmy stąd, coś mi się przypomniało - powiedziała Hermiona, łapiąc Weasley' ównę za rękę. Ginny otworzyła buzię, by się zapytać, czemu nagle wracają, ale spostrzegła Malfoya.
Hermiona nie miała ochoty na spotkania z nim po za korepetycjami, gdzie naprawdę dużo siły wkładała, by opanować się. Żeby nie reagować na jego małe zaczepki, ani żeby nie patrzeć na niego. Naprawdę dużo ją to kosztowało. Musiała przyglądać mu się, chociaż przez chwilę. Wiedziała, że to on posłał w jej stronę kamyk. Sama nie wiedziała, czemu ucieka od niego. Przecież udawali, że tam w bibliotece nic się nie stało, jednak Draco zasugerował jej, że ją kocha. Nie mogła o tym zapomnieć. Zastanawiała się nad tym wszystkim. Coraz bardziej ją to bolało.
Weszli do zamku, do jakieś pustej klasy.
- Czemu mnie tu przyprowadziłaś? I czemu tak gnasz od Malfoya, przecież ty go kochasz! - powiedziała Weasley' ówna.
- Wiem, ale nie chcę mieć z nim do czynienia. Wystarczą mi te korepetycje, o których krążą jakieś durne plotki, jako o randkach.
- No wiesz, dla ciebie w pewnym sensie to randka...
- Ginny, proszę cię. Zrozum, ja nie mogę z nim być. Nigdy. On jest głupim arystokratą, któremu nie wiadomo co chodzi po głowie.
- Dobrze, już dobrze. Ale i tak nie rozumiem jak możesz tak postępować. Jakby to był Harry, ja bym walczyła o miłość.
Hermiona nic jej nie odpowiedziała.
- Chodźmy, słyszę dzwonek - powiedziała Hermiona i obie wyszły z klasy.


Były ferie Wielkanocne. Wielkanoc w tym roku wypadła bardzo późno, ponieważ w drugiej połowie kwietnia. Malfoy, jako jeden z nielicznych został w Hogwarcie na święta. Był zapraszany przez Tonks i Lupina, jednak odmówił. Gardził nimi, jednak nie chciał im sprawiać bólu. Czyżby odezwały się w nim jakieś ludzkie uczucia?
- Malfoy, ile jeszcze mamy czekać? - zapytał Hertley. Był to Ślizgon, z którym Draco założył się, że poderwie Hermionę. Gdyby wzrok mógł zabijać, Hertley natychmiast padłby martwy na ziemię.
- Już mi się udało - powiedział Malfoy, nieoczekiwanie dla samego siebie.
- Nie wierzę ci - powiedział Heatley - Skoro jest twoją dziewczyną, przyprowadź ją tu.
- Zwariowałeś? Ona się nie zgodzi. Granger to może i szlama, ale nie głupia i raczej nie chce chodzić z kimś na pokaz. Nie martw się, wymyślę coś, by potwierdzić moje słowa. A teraz bądź tak łaskaw i odejdź, bo czytam - powiedział Malfoy.
- Ty czytasz?
- Coś ci nie pasuje? Lepsze to niż nauka.
Hetley prychnął.
- Udowodnij to. Byle szybko. - powiedział i wyszedł z Pokoju Wspólnego.
Malfoy odłożył książkę i ukrył twarz w dłoniach. Skłamał. W tak beznadziejnej sprawie. Chciałby ją rozwiązać. Skłamał, a na dodatek musiał udowodnić prawdziwość swoich słów.
I nagle do głowy wpadł mu znakomity pomysł. Uśmiechnął się tryumfująco i skierował się ku swojemu dormitorium. To takie proste... Wystarczy tylko napisać do Blaise'a i po kłopocie.


Po feriach Wielkanocnych Hermiona wróciła do Hogwartu, zupełnie nieświadoma planów grupy Ślizgonów. Teraz przede wszystkim myślała o egzaminach. Starała się nie myśleć o Malfoyu, jednak to było silniejsze od niej samej. Myślała o nim przez całe wspaniałe ferie, które spędziła w Norze. Uśmiechnęła się, gdy przypomniała sobie, jak Harry potknął się, niosąc jajka. Tym faktem sprawił, że połowa jajek przygotowanych na śniadanie, wylądowała na głowie Rona, ku uciesze całej rodziny, czego nie można powiedzieć o Ronie.
Przemyślała to przez ferie i miała idealną wymówkę, by pozbyć się Malfoya. Miała nadzieję, że McGonagall nie będzie jej miała tego za złe, w końcu jej chyba też zależy na dobrych wynikach jej uczniów. Postanowiła, że pójdzie do niej z samego rana. Pełna optymizmu, jakim napełniła ją ta myśl, położyła się do łóżka i zasnęła, nie myśląc o nim.

Pytam się gwiazdy, co drogę wskazać błądzącym miała,
Czemu ze wszystkich pragnień na świecie to ty mnie wybrałeś?
Gwiazda co w rzece wciąż się przegląda, też tego nie wie.
Czemu ze wszystkich pragnień na świecie wybrałam ciebie

__________________
Niewinność

Budząc się widzę, że wszystko jest w porządku
Pierwszy raz w moim życiu i to jest takie wspaniałe
Zwalniając rozglądam się i jestem tak zdumiona
Myślę o małych rzeczach, które sprawiają, że życie jest cudowne
Nie zmieniłabym w tym ani jednej rzeczy
To jest najlepsze uczucie

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Znalazłam miejsce tak bezpieczne, bez jednej łzy
Pierwszy raz w moim życiu i teraz wszystko jest jasne
Czuję spokój, należę tu, jestem tu taka szczęśliwa
To jest takie silne i pozwalam sobie na szczerość
Nie zmieniłabym w tym ani jednej rzeczy
To jest najlepsze uczucie

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

To stan błogości, wydaje ci się, że śnisz
To szczęście w środku, które czujesz
To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

To stan błogości, wydaje ci się, że śnisz
To szczęście w środku, które czujesz
To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło
http://besty.pl/1415519 Wyślij prywatną wiadomość
~onlyHorcrux F
#47 Drukuj posta
Dodany dnia 20-06-2012 10:11
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Dyrektor Hogwartu
Punktów: 4642
Ostrzeżeń: 2
Postów: 397
Data rejestracji: 22.02.12
Medale:
Brak

Jejku, jak dawno tu nie zaglądałam!
Weszłam, atu trzy kolejne! O_____o
Wiesz, z rozdziału na rozdział piszesz coraz lepiej i coraz ciekawiej. ^^

Pozdrawiam i czekam na kolejną część . < 3
Wyślij prywatną wiadomość
~Pandora F
#48 Drukuj posta
Dodany dnia 20-06-2012 13:50
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Barman w Trzech Miotłach
Punktów: 1322
Ostrzeżeń: 0
Postów: 395
Data rejestracji: 09.04.10
Medale:
Brak

zaczełam teraz czytać i tak się zdziwiłam, że nic dalej nie ma, że mało co się nie popłakałam- proszę szybko więcejOczko)
__________________
Atra gülai un ilian taught ono un atra ono waíse skölir frá rauthr.
Wyślij prywatną wiadomość
~Adelajda Dakota F
#49 Drukuj posta
Dodany dnia 21-06-2012 13:51
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Pięcioroczniak
Punktów: 343
Ostrzeżeń: 2
Postów: 125
Data rejestracji: 30.01.12
Medale:
Brak

Rozdział 21.

Hermiona szła korytarzami, nucąc jakąś wesołą melodię. Dzisiejszego popołudnia odważyła się zrobić to, co planowała od ferii Wielkanocnych. Ku jej przypuszczeniom McGonagall zgodziła się. Musiała się zgodzić, co wprawiło Hermionę w doskonały nastrój. Myślała, że już się uwolni od tego Ślizgona. Że wraz z końcem tego wszystkiego, znikną wszystkie wspomnienia i uczucia związane z Malfoyem. W głębi duszy wiedziała, że jest to niemożliwe, jednak nadzieja przykrywała te wątpliwości. Nadzieja jest uczuciem, bez którego nie pokonalibyśmy żadnych kłopotów. Hermiona wiedziała, że ta drobna iskierka nadziei starczy, by pokonać to wszystko. Spojrzała na zegarek. Było w pół do szóstej. Widząc, że ma jeszcze półgodziny, skierowała się w kierunku biblioteki.


- Szybciej Blaise, bo nie zdążymy - powiedział Malfoy, widząc jak jego przyjaciel idzie za nim kilka metrów.
- Wyluzuj Draco, przecież mamy jeszcze półgodziny - powiedział Zabini, patrząc na przyjaciela, jak na wariata.
- Zrozum, Granger nie może nas zobaczyć, a przecież muszę udowodnić temu Heatley' owi, że rzecz, która nigdy nie miała i nie będzie mieć miejsca, jest prawdą.
- Dobrze, już dobrze, ale przecież mówisz, że czasami spóźnia się kilka minut - powiedział Zabini.
- Ona jest nieobliczalna. Po za tym trzeba zrobić nastrój. Pospiesz się - powiedział Malfoy.
- Przecież będzie wyglądać podejrzanie, jak będziemy biec - powiedział Zabini. Draco przystanął.
- Dobra, ale naprawdę musimy się spieszyć.
- Choć tędy, tutaj jest skrót - powiedział Zabini, wskazując jakiś obraz, za którym było tajne przejście.


Hermiona siedziała przy stoliku i zerknęła na zegarek. Była szósta. Zaknlęła cicho i w pośpiechu zaczęła zbierać książki i inne rzeczy do torby, po czym wybiegła z biblioteki. W jej stronę oglądało się wielu uczniów, ale ona się tym nie przejmowała. Dziesięć po szóstej stanęła przed klasą. Malfoy pewnie jest już w środku. Weszła do środka i pogwizdując cicho, usiadła obok Ślizgona.
- A co Tobie tak wesoło? - zapytał Ślizgon, gdy Hermiona uśmiechnęła się do niego.
- A co, to jakaś zbrodnia? -zapytała - Mam dobry humor, bo dzisiaj mamy ostatnią z korepetycji. Powiedziałam McGonagall o twoich postępach i o tym, że ja muszę zająć się nauką do najważniejszych egzaminów. A McGonagall wyraziła zgodę na zakończenie tego cyrku. Jeszcze jakiś pytania? Co ci jest? - zapytała, gdy Malfoy nerwowo spojrzał w stronę biurka, za którym był ukryty Blaise. "Jak mu się nie uda, to go zabiję" - pomyślał.
- Nic mi nie jest. Zaskoczyłaś mnie tą WSPANIAŁĄ nowiną - powiedział. Jego ton głosu był ironiczny.
- Dobra, a ja mam propozycję, żebyśmy zajęli się LEKCJĄ - powiedziała z naciskiem na ostatnie słowo.
- Jak sobie pani życzy, pani profesor - zadrwił Malfoy i wyjął trzy wypracowania, które mu zadała na ostatniej lekcji.
Hermiona prychnęła, a kąciki jej ust zadrgały lekko. Podświadomie chciała, by ten chłopak ją pocałował. Teraz, w tej chwili. Ostatni raz w życiu. Z drugiej strony próbowała się od tej myśli uwolnić.
Malfoy spojrzał na nią. Był pewny, że myśli o nim. Pochylił się ku niej. Był pewny, że tym razem mu się uda. Nie przeliczył się. Hermiona odwzajemniła pocałunek. Ukryty za biurkiem Zabini, gorączkowo cykał zdjęcia aparatem, który zabrał z domu na prośbę Malfoya. Zdjęcia miały być dowodem ich miłości.
W końcu oderwali się od siebie. Hermiona jakby ochłonęła.
- Co ty zrobiłeś? - zapytała.
- Chciałaś tego - powiedział Malfoy. Wiedział, że Blaise miał wystarczająco dużo czasu na zrobienie wspaniałych zdjęć.
- Nieprawda - powiedziała Hermiona, choć wiedziała, że kłamie sama przed sobą.
- Żegnaj Malfoy - powiedziała Hermiona.
- A lekcja? - zapytał niewinnie Draco.
- I tak była ostatnia - powiedziała Gryfonka, po czym wyszła z klasy.


- Witaj Malfoy! I co, przegrałeś zakład, prawda? Nie dałeś mi dowodów - powiedział ironicznie Heatley. Chociaż był niższy od Malfoya o głowę, tryumfował tak bardzo, że czuł się dwa razy od niego większy.
- Nie powiedziałbym tego Mark - rzekł Malfoy, po czym dał mu do ręki plik zdjęć. Heatley spojrzał na niego zdumiony.
- I co? Jestem znowu u was, prawda? - powiedział Malfoy.
- Nie wierzę temu, co widzę - powiedział Mark.
- Ja też, ale widocznie wszystko jest możliwe - powiedział dumnie Malfoy.
- Wygrałeś, ale dla mnie i tak zostaniesz śmieciem - powiedział cicho Heatley, gdy Malfoy oddalił się na wystarczającą odległość.


Hermiona leżała na łóżku i płakała. Do sumów został niecały miesiąc, ale o nauce nie było mowy. Miała ranę w sercu, która nie chciała się zagoić. Wiedziała, że Malfoy musiał wszystko udawać, jednak nigdy nie pomyślałaby, że ta szuja może wykorzystać ją tylko po to, by zyskać szacunek.
- Hermiono przyniosłam ci tosty - powiedziała Ginny, patrząc na przyjaciółkę.
- Dzięki Ginny - rzekła Hermiona, uśmiechając się do niej przez łzy.
Wciąż miała przed oczami Heatleya, który zapytał się jej, jak to jest być dziewczyną Malfoya. Pamiętała swój szok, gdy usłyszała to pytanie. Zignorowała to i szła dalej. Potem spotkała Malfoya. Zapytała się go co to znaczy, a on odpowiedział "To był tylko głupi zakład szlamo. Myślałaś, że mógłbym się tobą zainteresować?", po czym się zaśmiał i odszedł. Pamięta, jak stała kilka minut w miejscu, a w końcu poszła do dormitorium, trzymając się dzielnie. Zaczęła płakać dopiero, gdy rzuciła się na swoje łóżko.
- Hermiono, nie przejmuj się tym głupkiem - powiedziała Ginny.
- Nie przejmuję się nim, tylko sobą. Czyżbym była egoistką?
- Przestań Hermiono! Harry i Ron pytali się, co ci jest...
- I co im powiedziałaś?
- Że to twoje prywatne, miłosne sprawy i żeby się nie czepiali. Powinnaś widzieć minę Rona. - Hermiona uśmiechnęła się.
- Dzięki, że jesteś - powiedziała brązowowłosa.
- Nie ma za co Hermiono. Od tego są przyjaciele - powiedziała ruda, podając chusteczkę przyjaciółce. W głębi ducha wierzyła, że Hermiona spojrzy na rudzielca, który jest tak blisko niej. Tak bardzo marzyła, że Hermiona pokocha jej brata. Mimo wielu wad, był przecież dobrym człowiekiem, który zasługuję na taką dziewczynę, jak Hermiona. Jednak nie wiedziała, co przyniesie przyszłość.
- W takim razie dziękuję, że jesteście mi tak bliscy, tylko wy mi zostaliście - powiedziała Hermiona, a kolejne łzy wylądowały na poduszce.
- Nie mów tak - powiedziała Ginny - Moja rodzina jest twoją rodziną. Zawsze już będzie. Masz rodzinę. Taką wielką i prawdziwą, o jakiej każdy z nas marzy. Zobaczysz, niedługo założysz z kimś rodzinę i będzie fajnie. Za kilka lat będziesz się śmiała z tej przygody, Hermiono. Uwierz w to, a wszystko będzie dobrze.
- Wierzę w to, Ginny. Naprawdę. Chyba zasługuję na czyjąś miłość?
- Oczywiście, że tak. Powiem ci w sekrecie, że zawładnęłaś już czyimś sercem.
- Tak, Wiktora Kruma, ale on jest tylko moim przyjacielem.
- Nie o Kruma tu chodzi.
- To o kogo? - zapytała Hermiona. Ożywiła się trochę.
- Dowiesz się w swoim czasie - powiedziała Ginny.
- Ale...
- Nie powiem już ani słowa. Teraz się wyśpij. Odkąd dowiedziałaś się o tym w piątek po południu, to do dzisiejszego dnia rozpaczałaś. A jest niedziela.
- Dobrze, już się pozbieram. Jutro przecież lekcje - powiedziała Hermiona.


Hermiona nie mogła zasnąć. Zastanawiała się o kim mówiła Ginny, jeżeli nie zmyślała. Nikt nie przychodził jej do głowy, a o Ronie nawet nie pomyślała. Tymczasem właściciel płomiennorudych włosów leżał na łóżku i myślał, kto zadał taki cios Hermionie. Od mniej więcej dwóch lat była dla niego kimś więcej niż tylko przyjaciółką. Cały ten romans z Lavender miał na celu zemstę za Kruma. Tym romansem chciał również sprawić, by dla Hermiony stał się kimś więcej niż tylko przyjacielem. Myślał, że się udało. Jednak wszytko wyszło na marne. Chociaż cierpiała podczas tego romansu, nic nie wskazywało na to, żeby jej się podobał. Po za tym nie mógł sobie wybaczyć swojego zachowania w walentynki, a przecież chciał jej wyznać miłość.
Tak, miłość jest skomplikowanym uczuciem, który nie ma definicji. Każdy czuje ją inaczej i czasami jest bardzo zawiła. Pewne jest jednak to, że jest ono najwspanialszym uczuciem.

Świat się nie kończy, Świat się zaczyna.
Miłość to świata sens i przyczyna.
Dopóki kocha się dwoje ludzi,
Słońca na niebie Bóg nie ostudzi....


__________________
Niewinność

Budząc się widzę, że wszystko jest w porządku
Pierwszy raz w moim życiu i to jest takie wspaniałe
Zwalniając rozglądam się i jestem tak zdumiona
Myślę o małych rzeczach, które sprawiają, że życie jest cudowne
Nie zmieniłabym w tym ani jednej rzeczy
To jest najlepsze uczucie

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Znalazłam miejsce tak bezpieczne, bez jednej łzy
Pierwszy raz w moim życiu i teraz wszystko jest jasne
Czuję spokój, należę tu, jestem tu taka szczęśliwa
To jest takie silne i pozwalam sobie na szczerość
Nie zmieniłabym w tym ani jednej rzeczy
To jest najlepsze uczucie

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

To stan błogości, wydaje ci się, że śnisz
To szczęście w środku, które czujesz
To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

To stan błogości, wydaje ci się, że śnisz
To szczęście w środku, które czujesz
To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło
http://besty.pl/1415519 Wyślij prywatną wiadomość
~KEHI F
#50 Drukuj posta
Dodany dnia 21-06-2012 15:10
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Przeciętny Uczeń
Punktów: 192
Ostrzeżeń: 0
Postów: 108
Data rejestracji: 13.06.12
Medale:
Brak

To jest świetne naprawdę ;DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
Tylko wydaje mi się że ona przygotowywała się do owumentów anie sumów ;DDDDDDDDDDDDD
Wyślij prywatną wiadomość
~HogsMeade F
#51 Drukuj posta
Dodany dnia 05-08-2012 21:35
Użytkownik

Awatar

Dom: Slytherin
Ranga: Właściciel Pamiętnika
Punktów: 102
Ostrzeżeń: 0
Postów: 44
Data rejestracji: 01.08.12
Medale:
Brak

SRY! Miało być "tak" a z rozmachiem kliknęłam na "nie"O.o potraktuj 1 głos jako tak. A co do pisania jestem pod wrażeniem .
__________________
Od cnoty Gryfonów
Kretynizmu Puchonów
Wiedzy o własnej wszechwieczy Krukonów
Broń nas Shlyterinie

Mówią ,że święte trio to Harry, Ron i Hermiona nie? Harry potęga i wybraniec, Ron mięśnie a Hermiona mózg? A CHWILA!" Czemu nie Dumbledore Snape i McGonagall? też trio! poprzednie święte trio z Hogwartu. Dumbledore to potęga , Severus to mięśnie a McGonagall intelekt.

Mugole-Nauczyciele, policjanci, komornicy, kujony czyli zarazy publiczne.
Charłaki - Ludzie wielcy którzy nie chcą się ujawnić
Czarodzieje- Ludzie Wielcy ( aktorzy(Alan Rickman), Piłkarze(Leo Messi) itp)
Szlamy-Rozbydrzone gwiazdy.
I LUDZIE- MY
http://freeakcesories.ubf.pl/ Wyślij prywatną wiadomość
~Adelajda Dakota F
#52 Drukuj posta
Dodany dnia 06-08-2012 20:29
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Pięcioroczniak
Punktów: 343
Ostrzeżeń: 2
Postów: 125
Data rejestracji: 30.01.12
Medale:
Brak

Rozdział 22.

Hermiona obudziła się nagle, jakby ktoś bił na alarm. Cała była oblana potem. Śnił jej się koszmar... Koszmar, w którym olała wszystkie owutemy, a Malfoy śmiał się z niej i wyliczał wszystkie jej wady, począwszy od jej mugolskiego pochodzenia. W końcu pocałował ją, a następnie powiedział "Nie spodziewaj się niczego więcej, Granger. To tylko zakład, głupi zakład...". Jakże sny potrafią zmienić swój obrót i bieg.
Spojrzała nerwowo na zegarek. Była piąta. Jeszcze cztery godziny i czekają ją pierwsze owutemy, które będzie zdawała z Transmutacji. Wstała i drżącymi rękami sięgnęła po książkę i notatki. Wciąż miała przed oczami tę jego tryumfującą twarz i przypomniała sobie korepetycje, pocałunki. Nie podejrzewała, że to może ją aż tak gnębić...
Animagowie, to czarodzieje, którzy potrafią zmienić się w dowolne zwierzę.... Nie docierało do niej to, co czyta. Z jednej strony próbowała skupić całkowitą uwagę na nauce, a z drugiej cały czas myślała o Draco. Próbowała wymazać go z pamięci, ale to nie było proste. Samotna łza spłynęła po jej policzku. Definicje i formuły zaklęć rozmazywały jej się w oczach. Miała dość. Chciała uciec daleko od kłopotów. Chciała by wrócił wrzesień, jego początek, kiedy żyli rodzice i kiedy nienawidziła Malfoya. Teraz również go nienawidziła. To było takie dziwne uczucie. Kochać kogoś, ale jednocześnie go nienawidzić...


Ósma. Hermiona, całkowicie ożywiona szła do Wielkiej Sali. Pomimo koszmaru i kilku samotnych łez, była w znakomitej formie fizycznej po umyciu twarzy. Gorzej było z psychiką. Ręce jej się trzęsły, gdy sięgnęła po wędlinę. Cała siódma klasa od Puchonów, po Ślizgonów, mało jadła. Wszyscy czekali z niepokojem na egzaminy. Chcieli żeby, było już po wszystkim. Mieli pragnienie rzucić szkolne torby i książki. Pobiec nad jezioro. Posiedzieć na błoniach, po których słońce kusząco rozsiewały swoje promienie. W końcu kazano im opuścić sale. Gdy ponownie do niej weszli, stało pełno samotnych ławek. Dokładnie tak, jak podczas sumów.
- Zajmujcie miejsca! - oznajmił szorstki głos profesor McGonagall. Wszyscy posłusznie usiedli przy ławkach. Hermiona zajęła miejsce za Ronem. Ku jej nieszczęściu obok Rona usiadł Malfoy, z powodu jedynej już wolnej ławki. Hermiona zacisnęła pięści.
- Przypominam wam, że nie ma szans na oszustwa. Pergaminy i pióra są zaczarowane. Macie dwie godziny. Od - przekręciła wielką klepsydrę - teraz. Piszcie!
Wszyscy odwrócili kartki. Hermiona spojrzała na swój pergamin. Malfoy swoją obecnością zrobił jej wielki mętlik. Przypomniała sobie koszmar, w którym Ślizgon wyliczał jej wszystkie wady. Odczuła przypływ siły. Musi mu pokazać, na co ją stać. Pokaże mu, że to ona jet górą. Nie liczą się pieniądze i pochodzenie.
Uśmiechnęła się do siebie i zaczęła pisać.


- Jak egzaminy? - zapytała Ginny, gdy weszli do Wielkiej Sali, która już powróciła do swojego wyglądu.
- Myślę, że zdam. O animagach napisałam całą rolkę pergaminów, a o zamianie prosięta w szafę tylko pół. Myślicie, że komisja się tym nie przejmie? - zapytała Hermiona.
Ginny się roześmiała.
- Hermiono, gdybym ja napisała chociaż o tym jedno zdanie...
- Już się nie przeceniaj, Ginny. Ty też się świetnie uczysz! - zaperzyła się Hermiona.
- Co z tobą Ron? - zapytała Ginny. Ten jakoś milczał.
- Nic. Po prostu... nie wyspałem się - powiedział szybko Ron.
Harry spojrzał na niego zdziwiony. Przecież dziś nie mógł dobudzić przyjaciela. Nie wiedział jednak, że Ron słyszał rozmowę Heatleya o Hermionie i Draco. Ron wiedział, że to musi być plotka. Po prostu musi. Hermionę i Draco nie może łączyć nic innego oprócz wzajemnej nienawiści. To wszystko. Musieli sobie coś wymyślić...
Potter nie wiedział nic o miłosnych sprawach przyjaciela, jednak z niektórych jego zachowań wywnioskował, że Weasley musi coś czuć do ich przyjaciółki. Nie wyobrażał sobie ich związku - przecież oni cały czas się kłócą i non stop obrażają się.
"Jak dzieci" - pomyślał, gdy Ron zaczął kłócić się nagle z Hermioną o to jak brzmiało pytanie trzecie. Potter, przyzwyczajony już trochę do tego, sięgnął po dżem. Wolał egzamin praktyczny od teorii.


- Hermiona Granger, Gregory Goyle, Mark Heatley - powiedział głos z sali.
Hermiona nerwowo zacisnęła ręce na różdżce. Usłyszała "powodzenia", lecz nie dbała o to, by na nie odpowiedzieć. Weszła do środka. Zobaczyła jakiegoś egzaminatora, pierwszego z brzegu. Gestem zaprosił ja do siebie. Był to czarnoskóry mężczyzna, miał jednak skośne oczy. Był wysoki, miał czarne włosy związane w kitkę. Ubrany był w fioletową szatę.
- John Rosemary. A ty to zapewne Hermiona Granger?
- Tak. Możemy już zacząć? - zapytała, próbując się uśmiechnąć, ale nie bardzo jej to wyszło.
- Oczywiście. Życzę Ci powodzenia. Nie ma się co denerwować - powiedział i uśmiechnął się. Chciał dodać odwagi istocie, która stała przed nim.
- Dziękuję. Spróbuję być spokojna, ale to niełatwe.
- Zaczynamy. Proszę, zamień ten kieliszek w wazon z motywami zwierzęcemi - powiedział, podając jej jakiś kieliszek.
Czas mijał, a Hermiona zgrabnie wykonywała wszystkie polecenia. Gdy wychodziła, zobaczyła że Goyle, który miał zamienić pająka w żółwia, powiększył ją kilkakrotnie. Hermiona uśmiechnęła się.
Poszła nad jezioro i usiadła. Nie dane było jej odpocząć. Wyjęła notatki z Zaklęć, z których egzamin miał się odbyć następnego dnia.


To był już koniec. Siódmoklasiści po blisko dwóch tygodniach egzaminów odpoczęli. Rzucili torby, w górę poszły książki i tiary. Wszyscy byli weseli i szaleli na błoniach.
Do tych wszystkich nie należała pewna Gryfonka. Patrzyła na świat przez łzy. Już za tydzień opuści to miejsce na zawsze, nie będzie odwrotu.
Zastanawiała się gdzie wrócić. Nie miała rodziców, którzy by na nią czekali. Z jej domu nie zostało nic oprócz zwęglonych szczątków. Odziedziczyła po nich trochę oszczędności. Jedyne, co po nich zostało oprócz wspomnień.
Nie miała domu. Hogwart był nim przed siedem lat, lecz wkrótce przestanie. Nie wiedziała, gdzie się podziać. Póki co pani Weasley zaproponowała jej mieszkanie w Norze. Było jej głupio, czuła się jak natręt, ale przyjęła lokum. Dopóki czegoś nie znajdzie. Będzie pomagała pani Weasley w porządkach w miarę możliwości. Pomoże Harry'emu odnaleźć Horkruksy. Lecz co będzie dalej? Nie wiedziała, nie znała odpowiedzi na to pytanie.
Kolejne łzy spłynęły po jej policzku. Nie miała przyszłości. Przynajmniej tak jej się wydawało.
- Hermiono, chodź. Na błoniach jest impreza dla siódmoklasistów.
- Nie chcę nigdzie iść. Ginny, proszę. Muszę się zastanowić...
- Nad czym? Nad życiem? Przecież ono wciąż przynosi niespodzianki. Hermiono, twój płacz nie wróci im życia.
- Wiem. Ale to trudne. - szepnęła Granger.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Nie możesz chować się przed światem. Wszystko przed tobą.
Hermiona spojrzała na drobną osóbkę, która do niej przemawiała. Była drobna, z ognistymi włosami, lecz z wielkim sercem.
Dała się namówić. Podała jej rękę i razem zeszły.
Wierzyła w to, co powiedziała Ginny. Życie szykuje niespodzianki i cuda, na które warto życzyć. Wszystko przed nią.
- Dziękuję Ci Ginny - powiedziała, gdy kładły się do łóżek.
- Za co? - zapytała zdziwiona Ginevra.
- Za wszystko. Za to, że dałaś mi nadzieję.
- Taka rola przyjaciół, prawda?
- Prawda - powiedziała Hermiona i uśmiechnęła się.
Wiedziała, że życie może stać się lepsze. Dużo lepsze.
Nadzieja jest wspaniałym uczuciem. Ona jest sensem istnienia, bez którego nie można by było żyć.

Moja nadzieja, że śmierć początkiem nowego życia...
__________________
Niewinność

Budząc się widzę, że wszystko jest w porządku
Pierwszy raz w moim życiu i to jest takie wspaniałe
Zwalniając rozglądam się i jestem tak zdumiona
Myślę o małych rzeczach, które sprawiają, że życie jest cudowne
Nie zmieniłabym w tym ani jednej rzeczy
To jest najlepsze uczucie

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Znalazłam miejsce tak bezpieczne, bez jednej łzy
Pierwszy raz w moim życiu i teraz wszystko jest jasne
Czuję spokój, należę tu, jestem tu taka szczęśliwa
To jest takie silne i pozwalam sobie na szczerość
Nie zmieniłabym w tym ani jednej rzeczy
To jest najlepsze uczucie

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

To stan błogości, wydaje ci się, że śnisz
To szczęście w środku, które czujesz
To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

To stan błogości, wydaje ci się, że śnisz
To szczęście w środku, które czujesz
To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło
http://besty.pl/1415519 Wyślij prywatną wiadomość
~Adelajda Dakota F
#53 Drukuj posta
Dodany dnia 11-08-2014 11:31
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Pięcioroczniak
Punktów: 343
Ostrzeżeń: 2
Postów: 125
Data rejestracji: 30.01.12
Medale:
Brak

Od Autorki: O mój Boże...Nie było mnie tu aż 2 lata. Przypomniałam sobie o tej stronce przypadkiem. I przypomniałam że mam niedokończoną historię.

Dedykacja:
Tę notkę dedykuję wszystkim czytelnikom, którzy czytają, a jak piszą komentarz, to jest on szczery do bólu. Nie boją się mnie skrytykować, aczkolwiek czasami nie szczędzą pochwał. Nie będę tu wyróżniać nikogo, ponieważ mam to zachowane w sercu. Ta dedykacja jest dla wszystkich jednaka.

Rozdział 23.

Wielka Sala była wypełniona gwarem i ciszą jednocześnie. Uczniowie młodszych klas wesoło jedli ostatni swój posiłek w tym roku szkolnym na terenie Hogwartu, natomiast siódmoklasiści w milczeniu bezinteresownie dźgali widelcem to, co mieli na talerzu. Nawet Ron nie rzucił się na
pyszną jajecznicę, ale pił w milczeniu i skupieniu sok dyniowy.
Nigdy już nie wrócą do tego miejsca, w którym spędzili prawie połowę swojego życia. Siedem lat to szmat czasu. Chłopcy wyrośli na mężnych mężczyzn, dziewczyny na piękne panny. Żal im było opuszczać to miejsce. Tu przeżyli pierwsze miłości, problemy, to tu dorośli, a teraz mieli
opuścić to miejsce już na zawsze i nigdy nie wrócić. Hermiona spojrzała na stół nauczycielski i smętnie zwiesiła głowę. Będzie tęskniła za biblioteką, za błoniami, za szkolnymi korytarzami, na których tyle się działo. Teraz miał być koniec jej nauki. Hermiona zastanawiała się jak ona przeżyje bez odwiedzin u Hagrida, bez wypracowań i prac domowych.
Odłożyła widelec obok talerza pełnego pysznej jajecznicy, której nie tknęła. Harry i Ron uczynili to samo.
- Czemu odłożyliście widelce? - zapytała Hermiona.
- Z tego samego powodu co ty - powiedział Harry i znowu zapadło milczenie.
Hermiona szpojrzała na stół Puchonów i Krukonów... Niektórych osób będzie jej bardzo brakowało. Specjalnie unikała stołu Ślizgonów, choć wiedziała, że tęsknota za jednym z nich będzie zadawała jej bolesne rany, a raczej pogłębiała tą, która już istniała.
Nie mogła dłużej. Spojrzała w kierunku stołu, przy którym siedzieli Ślizgoni. Ich najmniej pogrążała perspektywa opuszczenia Hogwartu. Większość z nich jadło drugą z kolei porcję wybornej jajecznicy, a niektórzy śmiali się głośno. Spojrzenie Hermiony powędrowało ku Draconowi, który sięgając po sok dyniowy spojrzał w jej kierunku. Hermiona odwróciła się szybko. Miała nadzieję, że się nie zarumieniła.
W końcu wyszli na zewnątrz, by wsiąść do powozów. Pogoda była taka, jaka powinna być w wakacje. Słońce świeciło mocno, a z nieba lał się ukrop. Wszyscy momentalnie zaczęli się pocić
w szkolnych szatach. Wiedzieli, że świeci słońce po sklepieniu w Wielkiej Sali, jednak nie spodziewali się takiego ukropu. Kolejno wsiadali do wozów.
Wreszcie zdążyli wejść do jednego z wozów, ciągniętych przez tersale, których Hermiona nie była w stanie dostrzec. Spojrzała ku Harry'emu, który wpatrywał się w skrzydlate konie. Poczuła lekkie ukucie zazdrości. Mieli już zamykać, ale dostrzegli Neville'a z Luną, którzy pokazywali im na migi, by zaczekali. Oni również weszli milczący.
Powóz ruszył. Wszyscy w powozie spoglądali na oddalający się Hogwart. Ginny położyła rękę na ramieniu Harry'ego, a Luna objęła Neville'a. Hermiona spojrzała na Rona, który intensywnie
wpatrywał się w oddalający się zamek. Potrzebowała czyjeś bliskości. Niepewnie położyła głowę na lewym ramieniu Rona. Weasley poczuł wyraźniej ukochany zapach w nozdrzach i poczuł lekki ciężar na swoim ramieniu. Zdumiony ujrzał twarz Hermiony. Łzy delikatnie leciały po jej twarzy.
Nieśmiało pogłaskał ją. Bał się, ale jednak to zrobił. Z ulgą stwierdził, że dla Hermiony nie było w tym nic nadzwyczajnego. Był przecież tylko jej przyjacielem.
Następnym problemem było znalezienie wolnego przedziału. W końcu znaleźli go w dalekim krańcu pociągu, w ostatnim wagonie. Hermiona położyła się na siedzeniu i położyła głowę na kolanach Ronalda. Nawet nie wiedziała, jak bardzo uszczęśliwiła jego serce.
- Będzie wam tego brakować, prawda? - zapytała Hermiona. Nareszcie wydobyła z siebie głos.
Harry kiwnął głową.
- Oj, przestańcie! Zaczęły się w końcu wakacje!
- Dla nas wakacje nigdy już się nie skończą, Ginny - mruknęła Hermiona.
- Przecież będziecie pracować...
- Właśnie: będziemy pracować. Nigdy nie wrócimy do Hogwartu, jak ty i Luna - wychrypiał Ron.
- Ale... - zaczęła Ginevra.
- Skończmy tę dyskusję Ginny. Zrozumiesz to, jak za rok ty będziesz opuszczać to miejsce na zawsze - powiedziała Hermiona. Twarz miałą ukrytą w książce, ale sens słów nie docierał do niej. Płakała, ale nie chciała by przyjaciele to zauważyli.
Koło południa przyszła pani z wózkiem.
- Coś z wózka? - zapytała, rozglądając się po wagonie.
Harry grał z Ronem w szachy. Hermiona głaskała Krzywołapa za uszami, powstrzymując go od rzucenia się na szachownicę. Luna czytała "Żonglera" do góry nogami, a Ginny i Neville pogrążyli się w rozmowie o planach na przyszłość.
Ron poprosił o stos kociołkowych piegusków (Harry musiał dołożyć mu trochę grosza). Harry kupił kilka czekoladowych żab, nawet Hermiona skusiła się na fasolki Bertiego Botta. Ginny, Luna i Naville kupili sobie po tabliczce czekolady. Szybko zjedli słodycze.
Ku ich zdumieniu ta podróż okazała się również z wesołej strony. Ron gadał takie głupie rzeczy do swoich figur, że wszystkich zmuszał do śmiechu. Sam Ron był w doskonałym humorze. Wszyscy zastanawiali się nad źródłem tej radości. Hermiona bardzo mu zazdrościła. Choć śmiała się z innymi, chciało jej się nadal płakać.
Ginny i Harry domyślali się jednak o co chodzi i ukradkowo zerkali na Hermionę. Tak chcieli, by byli razem.


Pociąg stanął, a z komina wydobyły się kłęby dymów, po peronie dziewięć i trzy czwarte rozległ się gwizd. Uczniowie zaczęli pospiesznie wysiadać. Stanęli w kolejce przed bramką oddzielającą świat magiczny od mugolskiego.
Tak jak kiedyś przepuszczano ich czwórkami. Czekając na swoją kolejkę. Hermiona ukucnęła, udając, że wiąże buta, gdy do barierki zbliżył się Malfoy z Zabinim i swoimi gorylami, których przychylność zyskał po wygraniu zakładu. Delikatnie wytarła samotną łzę, która spłynęła po jej lewym policzku.
W końcu nadeszła ich kolej. Hermiona, Harry, Ron i Ginny czekali. W końcu konduktor dał im znak i przeszli przez barierkę. Hermiona dostrzegła idącego samotnie Malfoya, który był odwrócony do niej tyle. Miała jednocześnie nadzieję, nigdy go nie zobaczyć i widywać go codziennie. Coś ją ścisnęło w sercu, ale nie dała tego po sobie poznać.
Ruszyła z innymi do pani Weasley i pana Weasleya.
- Kochaneczki wy moje! - powiedziała pani Weasley tak głośno, że kilkoro mugoli obejrzało się za źródłem tego krzyku.
Wszyscy zaczęli się witać, przytulać i całować.
Hermiona uśmiechnęła się. Czuła, że to jest jej rodzina. I zawsze nią będzie bez względu na wszystko. Miała tylko ich i postanowiła cieszyć się każdą chwilą z nimi spędzoną.
Ron chwycił ją za rękę. Hermiona spojrzała na niego. Widocznie rozumiał bez słów, czego jej potrzeba. Nie wiedziała jednak, że Ron zrobił to z innego powodu.

Choć nie masz oczu bardziej błękitnych niż tamta miała,
Tamta co kiedyś dla żartu niebo w strzępu porwała,
Choć nie masz oczu chmurnych jak burza pod koniec lata,
Ty każdym latem i każdą burzą mojego świata...


__________________
Niewinność

Budząc się widzę, że wszystko jest w porządku
Pierwszy raz w moim życiu i to jest takie wspaniałe
Zwalniając rozglądam się i jestem tak zdumiona
Myślę o małych rzeczach, które sprawiają, że życie jest cudowne
Nie zmieniłabym w tym ani jednej rzeczy
To jest najlepsze uczucie

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Znalazłam miejsce tak bezpieczne, bez jednej łzy
Pierwszy raz w moim życiu i teraz wszystko jest jasne
Czuję spokój, należę tu, jestem tu taka szczęśliwa
To jest takie silne i pozwalam sobie na szczerość
Nie zmieniłabym w tym ani jednej rzeczy
To jest najlepsze uczucie

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

To stan błogości, wydaje ci się, że śnisz
To szczęście w środku, które czujesz
To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

To stan błogości, wydaje ci się, że śnisz
To szczęście w środku, które czujesz
To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło
http://besty.pl/1415519 Wyślij prywatną wiadomość
~Adelajda Dakota F
#54 Drukuj posta
Dodany dnia 11-08-2014 11:52
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Pięcioroczniak
Punktów: 343
Ostrzeżeń: 2
Postów: 125
Data rejestracji: 30.01.12
Medale:
Brak

Rozdział 24.


Ciemność, która ustępowała w tej chwili jasnemu, słonecznemu porankowi, wdzierała się do sypialni jednego z domów przy Sunny Street cztery. Jedna z dwóch postaci leżących w łóżku postaci poruszyła się lekko i otworzyła zaspane oczy. Spojrzała na zegarek. Były dwie minuty po siódmej. Hermiona Granger wstała. Wiedziała, że za niecałe już dwie godziny musi się stawić w biurze aurorów, a według niej głupotą było ponowne zasypianie, dlatego usiadła na skraju łóżka w poszukiwaniu pantofli. Nie mogła ich znaleźć.
- Accio pantofle - szepnęła. Po chwili drzwi się otworzyły i wpadły dwa pantofle. Hermiona uśmiechnęła się. Oczywiście zostawiła je w łazience. Wstała z łóżka i ruszyła ku szlafrok, leżący na zielonym fotelu. Mężczyzna leżący w łóżku zachrapał głośno. Hermiona przestraszyła się lekko. Wiedziała, że to tylko Ron, jednak w ciągu roku pracy aurora, a także poprzedzającym ją kursie, reagowała na najmniejszy szmer. Spojrzała w kierunku Rona. Usta miał lekko rozchylone i chrapał. Wzięła szlafrok i poszła na dół swojego domku, rozchylając zasłonki. Słońce zdążyło już wzejść. Weszła do kuchni i zrobiła sobie herbaty po czym usiadła w salonie. Od razu w oczy rzuciła się fotografia, wyróżniająca się spośród innych. Była na niej ona z Ronem. Ze swoim przyjacielem, teraz jej narzeczonym.
Wiedziała, że jest jej bardzo bliski, że na pewno oddałaby za niego życie. Czuła, że jest dobrym człowiekiem, zasługującym na szczęście, jednak czasami zastanawiała się, czy to na pewno ona jest tą osobą, która ma mu to szczęście dać. Czuła, że to coś więcej, jednak gdy myślała "Kocham go" przed oczami stawał jej pewien wredny chłopak z szarymi, stalowymi tęczówkami i blond włosami. Chciała go wyrzucić ze swoich myśli, ze swojej głowy, ze wspomnień, jednak nie umiała i nie potrafiła. Draco Malfoy. To on był sprawcą wszystkiego. Arogancki, nieczuły. Wydawało jej się, że zmienił się. Jednak nie. To był tylko zakład. Hermiona westchnęła. Dlaczego, u licha, on wciąż powracał do niej w snach i w myślach, skoro ostatni raz widziała go ponad cztery lata temu na stacji King's Cross?
"Kocham Rona" - pomyślała i poczuła gwałtowny skurcz w żołądku i okrutną myśl: "Prawda, ale co z Draco?".
- Kocham Rona - powiedziała na głos, by dodać prawdy swym słowom.
- Wiem, że mnie kochasz - usłyszała męski głos.
U szczytu schodów stał Ron, ubrany jedynie w bokserki i uśmiechający się od ucha do ucha.
- Ubierz się, Ron - powiedziała Hermiona. Serce zaczęło jej walić. Spojrzała na niego. Był taki szczęśliwy... dzięki niej.
On zignorował jej słowa. Podszedł i przytulił ją mocno. "To jego kocham" - pomyślała Hermiona, wtulając się w niego - "żaden głupi Malfoy, tylko mój Ron".
- Dosyć tych uścisków. Za godzinę idziemy do pracy. Trzeba wziąć się za siebie - powiedziała Hermiona. Ron zrobił jakiś nieprzyjemny grymas.
- Ron, przecież wiesz, że dziś mamy dostać uczniów, których jako nowych przyjęli do pracy. Taka nowa akcja, mająca pomóc kształcić młode umysły przeciw walce z Czarnym Panem. Nie możemy się spóźnić, zwłaszcza w takim dniu, choć warto pamiętać, że jedna z uchwał Magów z Wizengamotu z 1755 zabrania jakiegokolwiek spóźniania się, a my przecież mamy tak odpowiedzialny zawód...
- Wiem, wiem - powiedział Ron, śmiejąc się w duchu. Nigdy nic nie wiedział z Historii Magii.
Hermiona poszła do kuchni, by zrobić śniadanie. Podczas mieszkania w Norze pani Weasley nauczyła ją gotować za pomocą czarów i Hermiona w mig pojęła, o co w tym chodzi. Gdy Ron zszedł całkowicie ubrany w zieloną szatę czarodzieja na stole czekała już parująca jajecznica, chleb i wyborna herbata. Usiadł przy stole i wziął do ręki "Proroka Codziennego".
- Smakuje? - zapytała Hermiona. Gdy byli sami, nie potrafili zbytnio rozmawiać przy jedzeniu, szczególnie rano.
- Po co się pytasz? Przecież wiesz - powiedział Ron, dając do zlewu brudny talerz.
- Nauczysz wreszcie się zmywać? - zapytała Hermiona.
- Po co, skoro ty to umiesz? - odpowiedział, wzruszając ramionami.
- Tobie też by się przydało - zauważyła Hermiona.
- Proszę, nie kłóćmy się - powiedział, całując ją w prawy policzek.


Siedziała w sali udekorowanej na fioletowo wraz z innymi aurorami. Oprócz niej na sali siedział Ron i Harry, a także dziesięciu innych aurorów. Rozmawiali szeptem. W końcu wszedł Minister Magii, Scrimgeour, i wszystko ucichło.
- Witam was wszystkich! Wraz z Szefem Wydziału Aurorów, Panem Danielem Fosterem, postanowiliśmy urządzić akcję, której zasady zapewne już państwo zna, jednak pokrótce je przedstawię. W naszej akcji chodzi o pomoc świeżo przyjętym aurorom przez nasze Ministerstwo Magii. Za pomocą kursu, który potrwa do czerwca wasza najlepsza trzynastka w Ministerstwie Magii pomoże odnaleźć się w fachu przyjętym w tym roku aurorom. Każdemu z was został przydzielony jeden z nowych ludzi i z nimi będziecie brać udział w akcjach i tym podobnych przypadkach. Mam nadzieję, że zaprzyjaźnicie się ze swoimi "uczniami". Proszę, niech oni wejdą do środka.
Drzwi po prawo otworzyły się gwałtownie i do środka weszło trzynaścioro chłopców i dziewczynek. Hermiona siedziała za Wysokim Septerem i nie widziała twarzy osób, które weszły do środka.
- Teraz odczytamy kto został przydzielony do kogo. Gdy wyczytam nazwisko aurora, on wstanie i zaprowadzi swojego "ucznia" do swojego gabinetu, gdzie się poznacie. Panie Foster, niech pan zaczyna.
- Pan Peter Crow i Tom February.
Hermiona usłyszała kroki, które cichły w oddali.
- Panna Hermiona Granger i Draco Malfoy.
Hermiona wstała. Pomyślała, że jej się przesłyszało, jednak z jej uszami było wszystko w porządku. Podeszła do pana Fostera, który wskazał jej Draco, choć było to niepotrzebne. Dziewczyna poczuła, jak krew uderza jej do głowy. Blondyn wyciągnął dłoń, uśmiechając się ironicznie. Hermiona chciała wrzeszczeć, nie zgodzić się, uciec lub zrobić cokolwiek innego, jednak nie chciała robić scen i uścisnęła dłoń.
- Tędy, panie Malfoy - powiedziała lodowatym tonem. Była jednak zdziwiona, że udało jej się wydobyć z siebie głos. Ruszyli korytarzami.
- Nie przywitasz się normalnie ze starym znajomym? - zapytał ironicznie blondyn. Hermiona poczuła, że wszystko w jej wnętrzu się kruszy, jednak opanowała się. W końcu często musiała to robić podczas walk ze Śmierciożercami.
- Wolałabym się przywitać z akromantulą, niż z tobą. Teraz w lewo - powiedziała. Szedł za nią.
Wreszcie weszli do jasnego gabinetu, utrzymującego się w kolorze zieleni. Hermiona usiadła za biurkiem, zaś Draco wskazała zielony fotel. Usiadł w nim.
- Mogę wiedzieć, co cię sprowadza? - zapytała Hermiona.
- Mnie nic. Po prostu przydzielili mnie do ciebie, bo dopiero teraz zgłosiłem się na aurora, Granger.
- PANI Granger. Kłamiesz - wycedziła.
Chciała, by na jego twarzy ukazało się zmieszanie, takie jakie było wewnątrz w niej samej. Miała ochotę rzucić się na niego i wtulić w jego ciało, a jednocześnie zadać ból różdżką. On jednak zdobył się na kolejny ironiczny uśmiech. Hermiona opasła z sił. Wiedziała, że jakakolwiek zmiana nie wchodzi w rachubę. Nie może się poddać. Po prostu nie może.
- Ja mówię prawdę PANI Granger - powiedział, kładąc nacisk na przedostatnie słowo.
- Zaczniemy od przypomnienia sobie prostych zaklęć - powiedziała Hermiona, wyciągając swoją różdżkę.
Nie poddała się, choć jego czar tak na nią działał. Kochała go i nienawidziła jednocześnie.

Tak to prawda! To cała prawda i tylko prawda!
Mówię prawdę, wyznaję prawdę,
Wierzcie lub nie.
To jest zniewaga! Chwieje się waga! Wraca odwaga...
Wiem, kto wie prawdę, jedyną prawdę, zamienić chcę,
A moja prawda jak struna drga, radośnie woła, lub cicho łka..
.
__________________
Niewinność

Budząc się widzę, że wszystko jest w porządku
Pierwszy raz w moim życiu i to jest takie wspaniałe
Zwalniając rozglądam się i jestem tak zdumiona
Myślę o małych rzeczach, które sprawiają, że życie jest cudowne
Nie zmieniłabym w tym ani jednej rzeczy
To jest najlepsze uczucie

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Znalazłam miejsce tak bezpieczne, bez jednej łzy
Pierwszy raz w moim życiu i teraz wszystko jest jasne
Czuję spokój, należę tu, jestem tu taka szczęśliwa
To jest takie silne i pozwalam sobie na szczerość
Nie zmieniłabym w tym ani jednej rzeczy
To jest najlepsze uczucie

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

To stan błogości, wydaje ci się, że śnisz
To szczęście w środku, które czujesz
To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

To stan błogości, wydaje ci się, że śnisz
To szczęście w środku, które czujesz
To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło
http://besty.pl/1415519 Wyślij prywatną wiadomość
~Adelajda Dakota F
#55 Drukuj posta
Dodany dnia 11-08-2014 11:54
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Pięcioroczniak
Punktów: 343
Ostrzeżeń: 2
Postów: 125
Data rejestracji: 30.01.12
Medale:
Brak

Rozdział 25.

Grudniowy poranek jakich wiele, jednak na pewno ucieszyłby bardziej niejedną ludzką twarz, która kocha biel zimy, bowiem padał czysty, rażący swoją bielą śnieg, o niespotykanie wielkich rozmiarach płatków. Hermiona zakładała właśnie beżową szatę czarodzieja, która świetnie kontrastowała z orzechową barwą jej pięknych oczu. Spojrzała na swoje odbicie w lustrze i cichutko westchnęła. Ten poranek, jak prawie każdy poprzedni, wprawiał ją w dziwny nastrój. Z jednej strony była szczęśliwa, z powodu, że znów poczuje ten zapach, który działał dogłębnie na jej zmysły, doprowadzał do szału, a z drugiej strony wiedziała, że krew przyspieszy swoje krążenie z powodu nienawiści do tego przystojnego blondyna. Była w rozterce. Gdy była z Ronem, czuła, że to właśnie jego kocha po wszystkie czasy tego świata, ale gdy zobaczyła Malfoya to wszystko pryskało pozostawiając dwie rzeczy: miłość i nienawiść.
- Co tak stoisz przed tym lustrem? Zapleć włosy, jeśli zastanawiasz się, co z nimi zrobić.
- Dzięki za radę Mon - Ron - odpowiedziała Hermiona kąśliwie. Nie chciała go zranić, ale przecież po dwóch dniach przerwy znów wraca do tego piekielnego szkolenia...
- Skoro jesteś mądrzejsza, sama sobie radź - powiedział rudzielec i wyszedł z pokoju. Hermiona nie chciała płakać, naprawdę, jednak nie mogła. Rozpłakała się, rozmazując makijaż. Ron usłyszał ten szloch i uchylił drzwi. Nie mógł znieść jej płaczu.
- Co tu jeszcze robisz? - zapytała, niedowierzając własnym oczom. Uniosła różdżkę i wycelowała nią w Rona, którego zaczęły parzyć dłonie.
- Przestań! - jęknął. Hermiona jakby oprzytomniała i rzuciła przeciwzaklęcie.
- Przepraszam cię Ron. Nie wiem, co we mnie wstąpiło... Accio dyptam! - mruknęła Hermiona, klękając przy przyjacielu. Do jej rąk przyleciała mała buteleczka z napisem "Esencja dyptamu". Granger odkorkowała buteleczkę i zaczęła wcierać jej zawartość w poparzone dłonie rudzielca. Po chwili po oparzeniach nie było śladu.
- Wybacz mi... To perspektywa pobytu z Malfoyem. Wiesz jaki to dupek... A ta twoja Kate jest naprawdę miła i nie musisz żyć w ciągłym stresie, że były Śmierciożerca zrobi Ci krzywdę... Jak oni mogli go przyjąć! - wyrzuciła z siebie nagle. Weasley spojrzał na rozmazany makijaż na jej twarzy.
- Już jest dobrze... Opanuj się Hermi - rzekł Ron. Hermiona spojrzała na niego zdziwiona. Pierwszy raz ktokolwiek zdrobnił jej imię. Uśmiechnęła się do niego.
- Na brodę Merlina! Za pięć minut musimy być w biurze! - powiedział Ron, patrząc na zegarek.
- Idź, ja się trochę spóźnię. Muszę doprowadzić się do porządku. I zaplotę ten warkocz - powiedziała, uśmiechając się lekko. Ron zszedł na dół, biorąc do ręki naczynie z proszkiem Fiuu.
Hermiona weszła do łazienki. Jednym zwinnym ruchem różdżki zmyła makijaż z twarzy, drugim zaplotła warkocz. Następnie sięgnęła po brązowo-beżowe cienie i zmieszała je razem, po czym nałożyła lekko na oczy. Przejechała po wargach swoim jasnym błyszczykiem. Zeszła na dół, sięgnęła po szczyptę proszku Fiuu, wrzuciła do kominka. Natychmiast rozbłysły zielone płomienie. Hermiona, niechętnie, weszła w te płomienie, mówiąc: "Ministerstwo Magii!". Natychmiast poczuła znajome uczucie wirowania. W końcu zobaczyła znajomy hol. Wyskoczyła z kominka, przewracając się.
- Niech żyje zgrabność, Granger - powiedział ktoś z ironią. Hermiona od razu poznała ten głos. Pozwoliła mu mówić do siebie Granger. Przecież mieli być mili dla swoich podopiecznych, a ona dostosowuje się raczej do regulaminu. Teraz nie była to jakaś zabawa w nocną wyprawę po Hogwarcie. To była praca, od której zależy jej życie. Musiała mówić do niego chociażby po nazwisku. Za "panią" Granger dostała upomnienie. Nie wiedziała, kto doniósł, jednak podejrzewała blondyna. Poczuła do niego odrazę.
- Cicho bądź, Malfoy - rzekła Hermiona, podnosząc się z ziemi i otrzepując z popiołu, którego na szczęście było mało. Przewróciła się przed kominkiem, a nie w nim.
- Gubisz swoją perfekcję? Ty i spóźnienie się? - zapytał, unosząc brwi.
- Ty też się spóźniłeś, Malfoy. Powinieneś czekać na mnie w moim gabinecie.
- Szedłem powiadomić szefa wydziału aurorów, że cię nie ma.
- W atrium? - zapytała chytrze. Chciała go powalić na kolana, jednak na jego twarzy pojawił się kolejny drwiący uśmieszek.
- Powiedzieli mi w jego gabinecie, że poszedł w te stronę. Chyba pójdę go poszukać - powiedział, robiąc krok w prawo.
- Czekaj Malfoy. Czas zacząć ćwiczenia, mamy opóźnienie - spojrzał na nią. W jej oczach czaiło się błaganie. Nie chciała, by na nią doniósł. Postanowił ją podenerwować, jak kiedyś w Hogwarcie. Przyspieszył kroku.
- Błagam cię - powiedziała. Czuła do siebie odrazę, że go o coś prosi, jednak musiała.
- A co z tego będę miał Granger? - zapytał. Milczała. - Chodź do gabinetu - odetchnęła z ulgą, ale nagle oprzytomniała.
- Malfoy, to mój gabinet...
- Ach tak? To ja może jeszcze poszukam Fostera...
- Nie ośmielisz się. Chodźmy - powiedziała, wchodząc do windy. Blondyn wszedł za nią.
Hermiona czuła do siebie odrazę. Dała mu się, a tak bardzo tego nie chciała. Traciła przewagę. "To moja osobista bitwa. Ja ją wygram, Malfoy" - przyrzekła sobie w duchu.
Wyszli do działu aurorów. Na każdej wolnej powierzchni były zdjęcia poszukiwanych Śmierciożerców. Hermiona spostrzegła kątem oka, jak Draco lustruje wzrokiem fotografię swojego ojca. Mimo iż zmarł dawno temu, dziwnym trafem nadal wisiała tu jego fotografia. Malfoy zdarł ją i włożył do kieszeni. Hermiona poczuła pewien rodzaj satysfakcji, choć było jej go żal.
Weszli do jej zielonego gabinetu.
- Malfoy dziś poćwiczymy...
- Expelliarmus - Hermiona poczuła, że różdżka wyrywa jej się z ręki.
- Nie będziemy tego ćwiczyć. Oddaj mi różdżkę Malfoy - wycedziła Granger przez zęby. Malfoy spojrzał na nią rozbawiony.
- Jeżeli myślisz, że szybko ci ja oddam, jesteś w błędzie Hermiono Granger. Najpierw nagroda - spojrzał na nią, wyczekując jej reakcji.
Nie wiedziała co robić. Tak dziecinnie łatwo ja pokonał... Ją, jednego z najlepszych aurorów.
- Nie wymawiaj mojego imienia. Oddaj moją różdżkę, Draco - powiedziała. Miała nadzieję, że nie zniesie swojego imienia w ustach szlamy. Przecież dla niego była szlamą, nic nie wartym śmieciem.
- Nie oddam ci różdżki. Będę cię nazywał jak chcę. Sama mówisz do mnie po imieniu. Teraz nagroda.
Hermiona przygryzła dolną wargę, myśląc gorączkowo. Gdyby tak mogła pójść do Rona lub Harry'ego...
- Dziękuję, że na mnie nie doniosłeś - wyszeptała po chwili. Jej głos był cichy jak lekki powiew wiatru, jednak Draco go usłyszał. Patrzył na nią rozbawiony. Znęcał się nad nią i to sprawiało mu wielką radość.
- Nie oto mi chodziło Hermiono.
- Oddaj mi różdżkę. - wycedziła gniewnie.
Czuła, że przesadziła. Widziała to w jego stalowych oczach, Dostrzegła to, co chciała w nich zobaczyć. Jakiekolwiek uczucie, jednak nie o to jej chodziło. Z jego oczu można było odczytać gniew, jednak nadal uśmiechał się ironicznie. Hermiona przywarła do ściany. Wiedziała, że nic jej nie zrobi. Są w pracy, jednak czuła, że nie spotka ją nic dobrego. Malfoy położył różdżki na stole i powoli zbliżył się do Hermiony. Chwycił ją za nadgarstki. Zawyła z bólu. Nie mogła się ruszać, sparaliżowana strachem. Draco zbliżył swoje usta do jej ust i pocałował ją. Hermiona stała sparaliżowana, nie mogła nic zrobić. W końcu odsunął się od niej. Hermiona potarła nadgarstki, nadal wpatrując się w niego ze strachem. Draco rzucił jej różdżkę. Hermiona zręcznie ją złapała.
- To wracamy do ćwiczeń? - zapytał, jakby nic się nie stało.
- Co? Och... tak, tak - powiedziała. Miała zamiar o tym zapomnieć, uda, że nic się nie stało. Uśmiechnęła się do niego.
- Malfoy, dziś zrobimy powtórzenie. Zaczniemy od Expelliarmus, choć chyba już to ćwiczyłeś...
Draco uśmiechnął się do siebie. Ona była niesamowita.


Wróciła do domu, zmęczona. Rona jeszcze nie było. W pracy przysłał jej liścik, że wróci później. Ćwicząc, poważnie zranił Katie, jednak wiedział, że nic nie dostanie. W końcu nieraz od początku szkolenia zdarzały się takie wypadki, jednak Ministerstwo umiało wykazać czy był to wypadek, czy było to specjalnie.
Otworzyła ognistą Whisky i nalała sobie do szklanki. Rozpaliła w kominku i wzięła Zaklęcia przydatne w walce z Czarną Magią Stuarta Newtona. Miała dość jak na jeden dzień. Uniosła szklankę i wypiła jednym duszkiem. Od razu poczuła się lepiej. Nie chciała nikomu mówić, o tym, co dzisiaj zaszło. Ten pocałunek był niezwykły, jednak chciała go wyrzucić raz na zawsze ze swojej pamięci. Chciała wymazać Draco Malfoya ze swojego życia, jakby go nigdy w nim nie było. Słowa książki nie docierały do niej. Wzięła w rękę czysty kawałek pergaminu i napisała "Draco Malfoy". Litery zabłysły złowrogo w świetle kominka. Przeczytała imię swojej miłości i swego wroga, po czym wrzuciła kartkę do kominka. Z satysfakcją spojrzała jak ogień bezlitośnie trawi czerwone litery. Uśmiechnęła się, gdy kartka doszczętnie spopielała. Zamknęła kałamarz, odłożyła pióro na miejsce i ponownie otworzyła książkę. Czuła pewną ulgę.

Połóż mnie na swym ramieniu, połóż jak pieczęć na sercu,
Poczuj smak mego pragnienia, jak pieczęć, proszę połóż mnie.
..
__________________
Niewinność

Budząc się widzę, że wszystko jest w porządku
Pierwszy raz w moim życiu i to jest takie wspaniałe
Zwalniając rozglądam się i jestem tak zdumiona
Myślę o małych rzeczach, które sprawiają, że życie jest cudowne
Nie zmieniłabym w tym ani jednej rzeczy
To jest najlepsze uczucie

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Znalazłam miejsce tak bezpieczne, bez jednej łzy
Pierwszy raz w moim życiu i teraz wszystko jest jasne
Czuję spokój, należę tu, jestem tu taka szczęśliwa
To jest takie silne i pozwalam sobie na szczerość
Nie zmieniłabym w tym ani jednej rzeczy
To jest najlepsze uczucie

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

To stan błogości, wydaje ci się, że śnisz
To szczęście w środku, które czujesz
To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

To stan błogości, wydaje ci się, że śnisz
To szczęście w środku, które czujesz
To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

To jest tak piękne, że sprawia, iż chcesz płakać

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Ta niewinność jest cudowna
Mam nadzieje, że taka pozostanie
Ta chwila jest idealna, proszę nie odchodź
Potrzebuje cię teraz
Nie zrezygnuję z tego, nie pozwól by cię to ominęło

Edytowane przez Adelajda Dakota dnia 11-08-2014 11:55
http://besty.pl/1415519 Wyślij prywatną wiadomość
Przeskocz do forum:
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Wybitny Wybitny 67% [10 głosów]
Powyżej oczekiwań Powyżej oczekiwań 13% [2 głosów]
Zadowalający Zadowalający 13% [2 głosów]
Nędzny Nędzny 7% [1 głos]
Okropny Okropny 0% [Brak oceny]
RIGHT