Hogsmeade.pl na Facebook
Harry Potter - Hogsmeade, Twoja Magiczna Wioska
Strona GłównaNowościArtykułyForumChatGaleriaFAQDownloadCytatyLinkiSzukaj
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się.

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło!
Sponsorzy
Shoutbox
Musisz się zalogować, aby móc dodać wiadomość.

~HariPotaPragneCie F 04-08-2018 22:01

Kotecek
`Czarodziejka F 31-07-2018 22:50

Dzisiaj świętujemy podwójne urodziny! Róża
^raven F 28-07-2018 00:00

Mnie nie Uh-oh!
~CynaMona F 27-07-2018 16:49

Kilka osob ode mnie z druzyny quidditcha bedzie jechac, ale ja niestety juz nie mam na to hajsow :/
~LilyPotter F 27-07-2018 16:45

Halo halo, moge sie spodziewac kogos z Hogs na zlocie fanow HP w Zagnansku pod Kielcami 15.08? C:
^raven F 26-07-2018 02:53

Sowa Sowa Sowa
~CynaMona F 20-07-2018 11:18

Racja
^raven F 19-07-2018 16:17

Duch (jaki brzydki ten nasz duch!)
~CynaMona F 16-07-2018 23:54

Znowu jakieś duchy wracają xD
^raven F 16-07-2018 23:07

Rozbawiony
~HariPotaPragneCie F 16-07-2018 23:06

Uszanowanko
~TheWarsaw1920 F 15-07-2018 22:47

Bry wieczór
^raven F 12-07-2018 22:53

Być może. Poprzedni popełnił samobójstwo, musiałam zainwestować w nowy. Sam robi zdjęcia, sam wysyła SMSy, może faktycznie jest w tym magia...
#Ginny Evans F 03-07-2018 23:46

Twój telefon jest chyba magiczny Język
^raven F 03-07-2018 17:58

Ej, na telefonicznym chrome tez mi Hogs dziala Oczko
#Ginny Evans F 29-06-2018 22:11

oglądaj!!! i koniecznie powiedz co myślisz jak skończysz, bo cliffhanger [*] Dobranoc! ♥
~CynaMona F 29-06-2018 22:09

Lecę dalej oglądać Jane, bo zostało mi 6 odcinków do końca 4 sezonu i chcę skoczyć przed LSMem. Dobranoc Sowa
~CynaMona F 29-06-2018 22:07

Smutki Smutny
#Ginny Evans F 29-06-2018 22:06

ale tak serio, to chyba hogscon nam się nie zgra w tym roku :/
#Ginny Evans F 29-06-2018 22:05

trzeba to zmienić! Rozbawiony

Aktualnie online
Hogsmeade wita:
ozewuren
jako najnowszego użytkownika!

» Administratorów: 8
» Specjalnych: 61
» Zarejestrowanych: 18,734
» Zbanowanych: 1,501
» Gości online: 107
» Użytkowników online: 0

Brak użytkowników online

» Rekord OnLine: 3086
» Data rekordu:
25 June 2012 15:59
Zobacz temat
Harry Potter - Hogsmeade, Twoja Magiczna Wioska :: Forum
» Twórczość Fanów
»» Fan Fiction
»»» [NZ] James Potter - Ostatnia szansa, rozdział XXXV (01.11.15 r.)
Drukuj temat · [NZ] James Potter - Ostatnia szansa, rozdział XXXV (01.11.15 r.)
~Lil F
Dodany dnia 08-08-2012 18:07
Użytkownik

Awatar

Dom: Ravenclaw
Ranga: Skrzat domowy
Punktów: 21
Ostrzeżeń: 0
Postów: 7
Data rejestracji: 06.08.12
Medale:
Brak

Uwielbiam twoje opowiadanieUśmiech Życzę Ci powodzenia w dalszym jego tworzeniu- z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziałyOczko
Pozdrawiam- Lil
Wyślij prywatną wiadomość
*mooll F
Dodany dnia 15-10-2012 12:52
Super Owadzik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Śmiertelna Relikwia
Punktów: 10619
Ostrzeżeń: 1
Postów: 1,380
Data rejestracji: 28.09.09
Medale:
Brak

Bez wiedzy mojej bety, bo jakoś się rozminęłyśmy - najwyżej dostanę "beszt" po fakcie w kolejnym poście z wyliczeniem błędów : p - dodaję kolejny rozdział.

Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto przeczyta i skrobnie pocieszający komentarz : )



ROZDZIAŁ XXXII



James zerwał się na równe nogi. Przecież dziś po zajęciach ma pójść do Dumbledore'a i powiedzieć mu, co wie. Była siódma z minutami. Może jeśli teraz udadzą się do Hagrida, zdążą obmyślić plan jeszcze przed zajęciami. W zasadzie nie miał pojęcia, na czym ów plan miałby polegać. Sam James nie był do końca przekonany, że Ogon nie kręci, czegoś nie zataja... Mimo, że bardzo chciał mu wierzyć.

Chłopak stanął przed trudną decyzją. Nie wiedział, czy obudzić wszystkich huncwotów, czy może tylko Łapę i Luniaka.

Za dużo myśli i za mało snu, żeby je doprowadzić do porządku..., pomyślał łapiąc się za głowę. Wziął głęboki oddech. Z Ogonem dogadamy się na przerwie obiadowej...

Bezszelestnie odsłonił szkarłatne zasłonki łóżka Blacka.
- Stary...! - szturchnął kumpla w ramię, lecz ten nawet nie drgnął. Trudno się dziwić. Wczorajsza akcja dała im wszystkim porządną dawkę adrenaliny. I do tego ten torcik czekoladowy - na sen jak znalazł.

James jednak uciekł się do podstępu. Wiedział, że tylko to może zadziałać kiedy tradycyjne metody zawiodą:
- Black...! Parówki dają nogę...! - szepnął tak, by nie obudzić Petera. - Uciekają ze śniadania! Ratuj je!

I tak jak przewidział, Black momentalnie otworzył szeroko przerażone oczy.
- Na brodę Merlina...!
- Ciiii..! - uciszył go natychmiast Potter. - Wszystko z nimi w porządku... Ubieraj się.
- Co do...? - Black wydawał się skołowany, lecz potrząsnął szybko głową - James...
- Hagrid - uciął Potter, jakby to miało wszystko wyjaśnić.

Syriusz kiwnął energicznie głową, jakby wszystko stało się dla niego jasne i odwracając się w stronę zasłonek łóżka Lupina, szepnął konspiracyjnie: - Luniaku...! Alarm...!

W przeciwieństwie do Blacka Remus zareagował od razu. Przetarł oczy i usiadł na krawędzi materaca.
- No? Powiesz, o co chodzi? - spytał Syriusz, ewidentnie żądając wyjaśnień.
- Ty też się ubieraj - rozkazał Potter. - Słuchajcie. Chodzi o Petera... Tutaj nie możemy o tym rozmawiać. Idziemy do Hagrida. Na neutralny grunt.

Black potarł czoło w zamyśleniu i odrzucił kołdrę.
- Czy to ma coś wspólnego z wczorajszym spotkaniem z Piękną?

Potter skinął głową z uznaniem, patrząc jak dwóch huncwotów w pośpiechu szuka swoich ubrań.
- Blisko. Z Dumbledorem - odpowiedział. - Wczoraj Lily powiedziała mi, że dyrektor mnie szukał i miałem się natychmiast do niego zgłosić...

Remus i Syriusz na chwilę przestali grzebać w swoich kufrach i wymienili porozumiewawcze spojrzenia
- O co chodzi? - spytał James, marszcząc brwi.
- Wczoraj jeszcze przez jakiś czas czekaliśmy na ciebie. Wiesz, wasza rozmowa nie zaczęła się najlepiej... - powiedział Lupin, wciągając spodnie. - W pewnym momencie stwierdziliśmy, że to już trwa za długo i Łapa poszedł zobaczyć, czy przypadkiem nie ma ofiar śmiertelnych. A w Pokoju Wspólnym nie było nikogo.
- Pogodziliśmy się i Lily poszła spać, a ja do dyrektora. Ale o tym u Hagrida, bo zaraz Ogon się obudzi. A zęby, Łapa? - spytał James, widząc, że Syriusz już gotowy czeka na Remusa, choć samemu nie wchodził do łazienki.
- Przecież nie trzymam ich w szklance, żeby o nich zapomnieć. Nie wiem, jakie ty masz doświadczenie ze swoimi, ale moje są wciąż tutaj - wyszczerzył się i postukał w siekacze paznokciem palca wskazującego.

Potter pokręcił głową na znak, że brak mu sił by walczyć z tego typu poczuciem humoru w takiej sytuacji, miejscu i czasie. Wyjął tylko z kieszeni paczkę gum do żucia i wręczył kumplowi.
- Weź dwie, reszta do zwrotu. A teraz szybko! Nie wiem, czy nie będziemy musieli improwizować. Sprawa jest poważna.

*




- Otwieraj, bo się tu podusimy - szepnął ze zniecierpliwieniem Syriusz.
W tunelu, będącym tajnym wyjściem na błonia, panowały egipskie ciemności, a powietrze było zatęchłe, pełne kurzu i pajęczyn.

James pchnął niewielkie drzwiczki, które po chwili ustąpiły i omiótł ich podmuch świeżego, chłodnego porannego powietrza. Na zewnątrz było jeszcze szarawo, ale rześko i zapowiadał się całkiem miły dzień. Potter westchnął na myśl o nadchodzącym dniu. Miły to on może i będzie, ale dla kogoś innego...

- Panowie, ruchy! - pogonił chłopaków, którzy przystanęli, by przyzwyczaić oczy do jasności.

Ruszyli żwawym krokiem w stronę chatki gajowego, stojącej samotnie nieopodal wejścia do Zakazanego Lasu. Niewielka, z cegły, zdawała się być groteskowo niewinna na tle ciemnego Lasu. Z komina wydobywał się siwy dym, a w oknach świeciło się światło lampy, co oznaczało, że Hagrid już nie śpi. To był dobry znak, gdyż gajowy nie spodziewał się ich wizyty.

Zapukali w mocne, dębowe drzwi. Z drugiej strony usłyszeli szuranie i jakiś brzęk żelastwa. Po chwili doszło ich chrząkanie i nieco zachrypnięty głos:
- Kogo tu niesie o tej porze?
- To my, Hagridzie... - odezwał się James. - Hunce!

Zamek w drzwiach kliknął, a zza nich wychynęła ciemna, włochata głowa gajowego.
- James! Syriusz! Remus! - wychrypiał zmieszany i wpuścił ich do środka. - Co za... niespodzianka!
- Wybacz, że tak bez uprzedzenia - zaczął Potter - ale naprawdę nie było jak... To sprawa najwyższej wagi i w zasadzie dość... nagła.
- A gdzie macie Petera? - spytał Hagrid, próbując sprzątnąć zbędne przedmioty ze stołu i zrobić trochę miejsca na nim.
- No właśnie o niego chodzi... - powiedział cicho James. - A u ciebie jest... hm... neutralny grunt.
- Ma się rozumieć! - odparł z dumą Hagrid, uśmiechając się. - Co ma tu pozostać, pozostaje w tajemnicy! Napijecie się herbatki?
- A wiesz, że chętnie - powiedział szybko Black, wchodząc w słowo Potterowi, który zamierzał odmówić. - Widzisz, James także nam musi wyjaśnić, czemu ma służyć to spotkanie.
- O - wydobyło się z ust Hagrida. - To dam też ciasto!

Syriusz uśmiechnął się blado. Wypieki nigdy nie były mocną stroną Hagrida, ale nie chcąc mu robić przykrości, tylko skinął głową.

Wszyscy usadowili się przy stole z parującymi kubkami przed sobą i czekali, patrząc wymownie na Jamesa.
- Pogodziłem się z Lily - zaczął - tylko w dość dziwnych okolicznościach...

Hagrid popatrzył na nich wzrokiem pełnym zdziwienia.
- Ja już nie nadążam, panowie - machnął ręką i wstał, by pogrzebać trochę w palenisku i dołożyć kilka kawałków drewna. - Twoja historia z Lily, James, mnie zdumiewa. Telenowele brazylijskich czarodziejów przy twoich perypetiach to naprawdę nic specjalnie zawiłego.

Wszyscy zaśmiali się nerwowo.
- Okoliczności, Rogaczu. - Lupin postukał palcem wskazującym w swój zegarek.
- I tak czuję, że Peter będzie podejrzliwy - dodał Black.
- Chodzi o to, że to ona poinformowała mnie o tym, że Dumbledore mnie szukał - szybko wyjaśniał Potter. - Byłem przekonany, że chodzi o ten wypad, wiecie, do kuchni... Ale szybko okazało się, że Dumbledore potrzebuje naszej pomocy.
- Moment. - Black wyciągnął rękę, jakby chciał fizycznie powstrzymać Jamesa przed kontynuowaniem i uśmiechnął się, najwidoczniej mile połechtany taką informacją. - Czyli chcesz nam powiedzieć, że nasz dyrektor ma jakiś problem i potrzebuje pomocy huncwotów?!
- Eee... - zawiesił się James - chyba właśnie to przed chwilą powiedziałem.

Hagrid obrócił się w ich stronę z zainteresowaniem.
- Byliście w kuchni? - spytał, zbijając chłopaków z tropu. - Wiem, że to zakazane... Ale... Fajnie było? Mają tam dużo jedzenia? I takie małe szafki i piecyki?

Potter nie wiedział, czy ma się roześmiać czy jęknąć, że mu przerwano. Zwłaszcza, że kwestia wyglądu kuchni w Hogwarcie nie należała do tematu, dla którego się tu spotkali i po prostu nie mieli czasu na takie dygresje.
- Hagridzie - westchnął w końcu - kuchnia jest ogromna i miniaturowa jednocześnie. Ale to, co mam na myśli jest trochę zbyt skomplikowane, by wyjaśnić to w dwóch słowach, a mamy naprawdę mało czasu... Jak tylko odetchniemy, opowiemy ci o tej wyprawie, bo było jak za starych dobrych czasów.

Gajowy początkowo wydawał się lekko urażony, ale w miarę jak James wyjaśnił mu, że goni ich czas i nadrobią to w stosownym momencie, rozchmurzył się.
- Pewnie! Ale koniecznie! Nie przepuszczę wam tego! - zaśmiał się rubasznie.

Potter przymknął oczy, by zebrać myśli.
- No, czyli Dumbledore nas potrzebuje, krótko mówiąc.
- Ale czego on od nas może chcieć? - zdziwił się Lupin.
- Przecież jesteście huncwotami. Wiecie na pewno więcej niż obrazy i duchy - wtrącił Hagrid.

James spojrzał na niego z zainteresowaniem.
- Wiesz, że dokładnie to samo powiedział Dumbledore?
- Bo to prawda. - Hagrid przysiadł się do nich i zapytał konspiracyjnie: - Potrzebujecie pomocy?
- Eee... nie - odpowiedzieli równocześnie Remus i Syriusz. Tylko jeden James powiedział: "Niewykluczone".

Chłopaki spojrzeli na niego zaskoczeni.
- No, co ty, Rogaczu - palnął bez sensu Black.
- Stary, sprawa jest poważna. I niewykluczone, że naprawdę pomoc Hagrida będzie nieodzowna - tłumaczył James. - Dumbledore chce, bym przedstawił mu...hmm... to, co wiem w sprawie tego jednorożca.
- No, ale my nie wiemy w tej kwestii za wiele - zaoponował Lupin, rzucając przelotne spojrzenie w stronę Syriusza.
- Ale ja wiem... - James spuścił wzrok na kubek herbaty, która powoli zaczynała stygnąć.

Pozostała trójka wpatrywała się w niego, niecierpliwie oczekując aż dokończy.
- Ogon powiedział mi, że to on znalazł tego zwierza - powiedział jednym tchem. - Ale zgłosił się z tym do Slughorna, bo jego pierwszego spotkał. Slughorn uwierzył mu, ale sam oczywiście na tym skorzystał...
- Skorzystał...? - Hagrid zmarszczył brwi.

James i Black wymienili spojrzenia.
- Wziął trochę tej bezcennej krwi - zamiast Pottera odpowiedział Black. - A w zamian nie zadawał pytań. Ogólnie rozeznał się w sytuacji i puścił Petera, praktycznie go nie przesłu****ąc...

Potter tylko pokiwał głową.
- Otóż to.
- Ale... Co tam, do diaska, robił Peter!? - Lupin wypowiedział pytanie, które od samego początku wisiało w powietrzu, tylko nikt nie miał odwagi go zadać.

Cisza, która nastała zdawała się być zbyt długa i powoli zaczynała dzwonić im w uszach.

James spojrzał na palenisko. Dorzucone przed chwilą drwa z wolna zaczynały dogasać, gdy na zewnątrz słońce było już wysoko na niebie. Zerknął na zegarek i serce podskoczyło mu do gardła. Czas uciekał niemiłosiernie. Mieli niecałe pół godziny na obmyślenie strategii, a nawet nie wiedzieli czy Peter jest niewinny. James poczuł się przytłoczony. Chłopaki albo zerkali na siebie ukradkowo, albo w kubki już zimnej herbaty.

- I pomyśleć, że człowiek przejmuje się egzaminami... - sapnął Black i jęknął.

Chryste, uderzyło Pottera w tył głowy, teraz jeszcze mi brakuje stresu związanego z tymi przeklętymi...

- Po prostu pójdziesz do Dubledore'a i powiesz mu prawdę - powiedział Lupin bez owijania w bawełnę.

James, Syriusz i Hagrid spojrzeli na Remusa z lekkim niedowierzaniem.
- Ale... Chyba nie sądzisz, że... - jąkał się Potter. - Jak to: prawdę?
- No, wybacz, ale której części w słowie "prawda" nie rozumiesz? - Lupin wydawał się nieco zdenerwowany, co nie było normalne w jego przypadku. Zawsze spokojny prefekt, który zachowuje zimną krew i jednocześnie jasność umysłu, nawet kiedy pozostałym huncwotom puszczają nerwy, teraz był najzwyczajniej w świecie poirytowany.

Pozostali patrzyli na niego w osłupieniu.
- Ale... - zawahał się James, po czym odchrząknął i zaczął zdecydowanie: - Nic nie rozumiesz! Dumbledore nie zapytał mnie ot tak, czy przypadkiem, może czegoś nie wiem, bo huncwoci wiedzą bardzo wiele. To był pretekst! On doskonale wie, że coś wiemy. Nie dawałby mi czasu do namysłu. Albo coś wiemy, albo nie. I to coś może nam pomóc. Ale Peterowi może zaszkodzić.
- A może to mu pomoże - wtrącił Black. - Jeśli go oczyszczą z zarzutów, wszystko dobrze się skończy.
- Niekoniecznie - zasępił się James i westchnął ciężko. - Kiedyś na randce z Evans podsłuchaliśmy rozmowę Czarnej Trójcy. Snape chwalił się, że "ma w garści" Petera. Czy coś w tym stylu. Pomyślałem, że pewnie będą go chcieli zaskoczyć i coś mu zrobić. Nie wiem... Zastraszyć, żeby im donosił coś o nas... Czy coś...

Potter mówił pospiesznie, by wyrzucić z siebie wszystko i zamknąć ten temat, który od kilku miesięcy zaprzątał mu myśli. Pozostała trójka czekała w napięciu, aż skończy.
- Potem powiedziałem o tym Ogonkowi i on mi zdradził, że go szantażują; że go widzieli jak rozmawiał ze Slughornem nad tym jednorożcem i powiedzą komu trzeba, jeśli nie doniesie im kilku informacji o nas...
- No chyba sobie kpisz! - Syriusz uderzył pięścią w stół i prychnął.
- I co on na to...? - spytał Lupin ledwo słyszalnym głosem.
- Powiedział, że raz im coś powiedział... że mam randkę z Evans - skrzywił się James.

Black uniósł jedną brew.
- Randkę?
- No... - burknął James. - Potem wyszło, skąd Filch wiedział, gdzie byliśmy. Pojawił się znikąd i miałem szlaban. Sam, bo przekabaciłem starego, nawet nie wiem jak - uśmiechnął się słabo.
- I tyle? - zdziwił się Black. - Odpuścili mu?

Potter wzruszył ramionami.
- Nie wiem. Obiecał mi wtedy, że niczego bez naszej zgody im nie powie - odparł James, drapiąc się za uchem.

Coś go niepokoiło. Black najwyraźniej wyczuł, co trapi przyjaciela.
- I do tej pory o niczym nie powiedział, prawda?

James przytaknął w zamyśleniu. Coś mu umykało, nie wiedział jednak, co takiego.
- Martwi cię to? - spytał Hagrid. - Może po prostu nasz Peter wziął się za siebie i chce wam pokazać, że poradzi sobie z tą sytuacją... Może też chce pokazać wam...

Hagrid urwał. Potter domyślił się, że nie chciał powiedzieć czegoś, co od lat wisiało w powietrzu, a czego nigdy w tym towarzystwie nie wypowiedziano na głos.
- ... że nie jest tchórzem - dokończył ponuro Remus. - To całkiem możliwe... Ale kiedy w grę wchodzi ten Voldemort...

Hagrid lekko się wzdrygnął. James zauważył to kątem oka, lecz nie skomentował tego, za to powiedział:
- Tak, nie powinien działać na własną rękę. Co więcej, trzeba go przekonać, że czasem honor należy odrzucić...

Black parsknął zdławionym śmiechem.
- I kto mu to powie? Ty? A może ja?

James westchnął ciężko.
Oczywiście, że w jego ustach brzmiało to co najmniej mało poważnie, już nie mówiąc o tym, że nawet śmiesznie.
- Fakt. - Potter pokręcił głową ze zrezygnowaniem i zamknął oczy, by zebrać myśli. Czas naglił.
- Trzeba go przyprzeć do muru - rzekł stanowczo Lupin. - Będziemy blefować.

Suriusz i James pokiwali głowami.
- Powiemy mu, że wiemy wszystko, niezależnie od tego czy wiemy, czy nie, musimy być przygotowani perfekcyjnie, by nie nabrał podejrzeń i sam nam to wyjaśnił - tłumaczył rzeczowo Remus.
- Luniaku, wiemy, co to jest blef. - Syriusz popatrzył na kumpla litościwie. - Ale co konkretnie mu powiemy?
- Powiemy mu, że żarty się skończyły, że wykazał się odwagą, nie informując nas tak długo o tym co się dzieje, ale teraz już koniec wygłupów, bo trzeba działać razem - wyjaśnił Lupin.
- A co z Dumbledorem? - zapytał James, zerkając na zegarek. - Nie zdążymy dowiedzieć się niczego przed rozmową z dyrektorem...

Remus wzruszył ramionami.
- Tym musisz się sam zająć...
- Wiem, załatwię to - powiedział James niecierpliwie - ale muszę wiedzieć, czy będziemy prowadzić podwójną grę czy nie. Dumbledore to nie byle nauczyciel. Jak już z tobą rozmawia, to cały jest skupiony na tej rozmowie i doskonale wyczuje, czy kłamię. Nie chcę ryzykować.
- I nie musisz - wtrącił się Hagrid.

Huncowci popatrzyli na niego zaskoczeni. Hagrid uśmiechnął się dobrodusznie.
- Przecież znacie profesora Dumbledore'a. On chce, żebyście mu pomogli, ale i odwrotnie: chce wam pomów. Wbrew pozorom współpraca z nim to zawsze jest współpraca z korzyścią dla dwóch stron.
- Chcesz nam powiedzieć... - Syriusz chciał podsumować swój tok rozumowania - że możemy być wobec niego szczerzy...? Z tym, że niewiele wiemy i powiedzieć mu wprost, że sami nie ogarniamy tego, co robi Ogon?

Hagrid uśmiechnął się.
- No, może ubrałbym to w inne słowa, ale... tak.

Remus stęknął, patrząc na zegarek.
- Za pięć minut zaczynamy zajęcia... Musimy się zmywać. Spotkanie zakończone...
- ... sukcesem. - sapnął Black, wstając. - Rogacz pójdzie do Dumbledore'a i powie mu, co wiemy. A raczej czego nie wiemy. My mamy czekać na rezultaty pertraktacji...

James jęknął. Nie chodziło o to, że został z tym sam, bo niestety tak umówił się z dyrektorem, ale o to, że dalej nic nie wiedzieli. Do tego za tydzień egzaminy, a Lily już nawet zrezygnowała z namawiania go do powtórek. Jeśli po rozmowie z dyrektorem nic się nie zmieni, a współpraca z nim zakończy się fiaskiem, obleje połowę egzaminów. Jak nie wszystkie. I pożegna się z karierą.
Kariera. Wszystko, czego teraz potrzebował, było...

Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Było zbyt mocne i niecierpliwe.
Huncwoci popatrzyli odruchowo na Hagrida, który tylko wzruszył ramionami i ruszył w stronę drzwi.
- A kogóż to nogi niosą? - powiedział, spokojnie otwierając drzwi. - O!

Drzwi otworzyły się z impetem i do małej izdebki wparowała zdyszana Lily.
- Lil...! - James uniósł w górę brwi. - Co ty tu...? Ej! Skąd wiedziałaś, że...?

Lily tylko pokręciła głową na znak, że nie ma czasu by odpowiadać na te pytania.
- Nie teraz, James - wydyszała. - Dumbledore cię wzywa. Prędko!
- Teraz? - zdziwił się Potter i poczuł, że żołądek podchodzi mu do gardła. - Umówiłem się z nim po zajęciach.
- To pilne - pokręciła głową dziewczyna. - Chodzi o Petera.
- Jakoś dziwnie przeczuwałem to... - odpowiedział kwaśno, z trudem przełykając ślinę.
- Tak, ale on zniknął!
__________________
Kiedy kobieta nie ma racji, pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to natychmiast ją przeprosić.


Oscar Wilde


* * *

Mol pisze swój Fick: James Potter - Ostatnia Szansa [35/?]
http://hogsmeade....ad_id=2444
Wspieraj artystów pisarzy - dobrowolne datki w postaci komentarzy są bardzo pożądane.
Wyślij prywatną wiadomość
~Enchantte F
Dodany dnia 27-10-2012 12:57
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Pracownik Ministerstwa
Punktów: 1251
Ostrzeżeń: 0
Postów: 430
Data rejestracji: 20.10.12
Medale:
Brak

Ostatnio przeglądałam fanficki na forum, i zaintrygował mnie tytuł Twojego: "Ostatnia szansa", w dodatku o Jamesie Potterze. Pomyślałam sobie wówczas, że to może być ciekawe, zwłaszcza, że uwielbiam opowieści o Huncwotach. No i przed chwilą, niestety, doszłam do ostatniego rozdziału tego opowiadania. Jedyne, co nasuwa mi się teraz na myśl to: Wow! Naprawdę, wspaniale piszesz, trzymasz w napięciu, ledwo się odrywałam od laptopa, bo chciałam przeczytać następny rozdział! Jestem ciekawa, co dokładnie stanie się z Peterem, jak na to wszystko zareagują hunce, i tak dalej. Och, nawet nie wiesz jak Cię uwielbiam za tego fanficka! Uśmiech
__________________
Wiecznie Żywi (FF)
Rozdział 7 (08.10) - zapraszam, jeśli interesują Cię przygody Huncwotów w Hogwarcie, drogi Gościu!

Dear Prongs

The only thing that kept me alive in Azkaban was knowing there was some piece of you left in this world. Your son isn't you, but he is damn close.

All my love, Padfoot


i46.tinypic.com/2eekchl.png
data.whicdn.com/images/28009122/c73a51ce_large.gif
http://photoblog.pl/enchantte Wyślij prywatną wiadomość
~Lil F
Dodany dnia 09-11-2012 22:12
Użytkownik

Awatar

Dom: Ravenclaw
Ranga: Skrzat domowy
Punktów: 21
Ostrzeżeń: 0
Postów: 7
Data rejestracji: 06.08.12
Medale:
Brak

"Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto przeczyta i skrobnie pocieszający komentarz"
pocieszający? Moim zdaniem napisałaś kolejny świetny rozdział. UWIELBIAM ten rozdział i cały ffOczko
Pozdrawiam- Lil
Wyślij prywatną wiadomość
~Jina007 F
Dodany dnia 10-11-2012 19:55
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Czwartoroczniak
Punktów: 203
Ostrzeżeń: 1
Postów: 61
Data rejestracji: 26.07.10
Medale:
Brak

Wszystko przeczytałam, ale nie chciało mi się po każdym rozdziale komenta pisać Uśmiech Tak więc napiszę teraz.
Opowiadanie jest na ocenę wybitną! Wczytałam się jak w mało które ff ;] Mam nadzieję, że rozdziałów będzie więcej i że nie wypadniesz z formy Język Jupi!Uśmiech
Jak inni zdążyli zauważyć w poprzednich działach, jest kilka błędów. Minimalnych, na szczęście Uśmiech
Pisz dalej. Powodzenia!
__________________
Heja!
GRYFFINDOR GÓRĄ! - tak na początek ;p
Zapraszam do przyjaciół!

Wasza
Jina007

Od przebiegłości Ślizgonów

Kretynizmu Puchonów
I od Wiedzy - O - Własnej - Wszechwiedzy Krukonów
CHROŃ NAS GRYFFINDORZE!


m.ocdn.eu/_m/489a346c355050a4bb277e0de472f44a,62,37.jpg


Pozdrawiam wszystkich, którzy mnie pozdrawiają.
Chwała Wam!
Trzymajcie się ciepło ;*
Wyślij prywatną wiadomość
~daniel_mast F
Dodany dnia 22-11-2012 21:24
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Goblin
Punktów: 27
Ostrzeżeń: 0
Postów: 9
Data rejestracji: 03.11.12
Medale:
Brak

Przeczytałem wszystko, dla mnie prawie najlepszy FF na forum Uśmiech .Ciekawi mnie ta sprawa Glizdogona. Daje oczywiście Wybitny.
__________________
Pozdrawiam cię drogi Gościu Uśmiech

Edytowane przez daniel_mast dnia 22-11-2012 21:26
Wyślij prywatną wiadomość
*mooll F
Dodany dnia 17-06-2013 17:40
Super Owadzik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Śmiertelna Relikwia
Punktów: 10619
Ostrzeżeń: 1
Postów: 1,380
Data rejestracji: 28.09.09
Medale:
Brak

No dobra. Przyznaję, że minęło naprawdę sporo czasu od ostatniego rozdziału. Liczę jednak, ze na Hogsmeade jest jeszcze ktoś, kogo zainteresują dalsze losy Jamesa Pottera. Komentarze jak najbardziej wskazane.



ROZDZIAŁ XXXIII


- Zniknął?! - wrzasnął Potter.
Teraz był już całkiem pewien, że Peter jest w niebezpieczeństwie.

Zerknął na swoich towarzyszy zastygłych w przerażeniu i Lily, lekko posapującą ze zmęczenia po długim biegu. Wszyscy wyglądali na zdezorientowanych i najwidoczniej oczekiwali, że to on coś wymyśli.

James ostentacyjnie wziął głęboki oddech na uspokojenie i uważnie spojrzał na rudowłosą Lily, która oparła ręce na biodrach. Jej policzki były mocno zaróżowione od wysiłku a jasnozielone oczy szeroko otwarte. Jej twarz wyrażała zaniepokojenie, lecz gdy tylko James zwrócił się do niej, przybrała stanowczy wyraz.
- Jeszcze raz, Lil - powiedział spokojnie lecz bardzo rzeczowo. - Od początku.
- Kiedy jadłam śniadanie w Wielkiej Sali, podeszła do mnie profesor McGonagall i oświadczyła, że natychmiast muszę przyprowadzić cię do dyrektora... - odpowiedziała dziewczyna, lecz na moment urwała, jakby zastanawiała się nad czymś.
- Widzisz... - kontynuowała w zamyśleniu. - Wyglądała tak, jakby stało się coś niewyobrażalnego. Ten strach i przerażenie... I do tego jakby paniczny ton...

Huncwoci popatrzyli na siebie porozumiewawczo. McGonagall i paniczny ton?
- Widziałeś kiedyś, by była spanikowana? - spytała trzeźwym głosem Lily. - To jest tak nieprawdopodobne, jak to, że się zmieniłeś!

James parsknął. Nie wiedział, czy się śmiać czy złościć.
- No wiesz! - żachnął się.

Lily przerwała mu wyciągnięciem dłoń, chcąc zatrzymać go przed kontynuowaniem słów oburzenia.
- Ale się zdarzyło - dokończyła. - Tak jak i w przypadku McGonagall. I właśnie to mnie bardzo zaniepokoiło. Od razu zapytałam, czy znów wpadłeś w kłopoty. Obawiałam się, że jej rozhisteryzowany stan świadczy o tym, że przeszedłeś samego siebie i zafundowałeś Hogwartowi coś, z czego się nie pozbiera.

Potter patrzył na nią, kręcąc głową. Nie miał do niej pretensji. Doskonale zdawał sobie sprawę ze swojego zachowania i zasłużył sobie, by to usłyszeć. Zrobiło mu się wstyd. Wiedział, że musi odpokutować za swoje poczynania, ale miał cel: słodka Lily Evans, dla której był w stanie wyrzec się całej swojej huncwockiej natury.

Reszta ekipy przyjęła jednak tę uwagę jako doskonały pretekst do rozładowania napięcia śmiechem.
- Cały Rogacz! - poklepał go po ramieniu Syriusz, wciąż z szerokim uśmiechem na ustach. - Kobieto, wiesz coś ty zrobiła temu człowiekowi?!

Mówiąc to Black z udawanym wyrzutem wzniósł ręce ku niebu. Wszyscy znów się roześmiali.
- Wiem - odparła Lily z tajemniczym uśmieszkiem. - Ocaliłam go.
- Ludzie - odezwał się Remus - fajnie, że się dobrze bawicie, ale to chyba nie ta pora...

W chatce Hagrida po kilku chrząknięciach zapadła cisza, by dziewczyna mogła kontynuować.
- Okazało się, że niczego złego nie zrobiłeś. Powiedziała, że była w Pokoju Wspólnym Gryffindoru, a nawet prosiła chłopaków, by zawołali Petera, bo dyrektor go wzywa. Nikogo nie zastali w waszym dormitorium. Wtedy przyszła do Wielkiej Sali, lecz i tam nie było żadnego z was.
- Czemu ją to zaniepokoiło? - spytał Remus. - W końcu Peter łazi za nami wszędzie. Mógłby i tu z nami być.
- To prawda, ale McGonagall pytała Grubą Damę, czy nie widziała Petera - odparła Lily. - I ona odrzekła, że i owszem. Lecz pozostałą trójkę osobno i to dużo wcześniej.
- A to spryciula z tej Damy - pokręcił głową Syriusz. - Była taka zaspana i narzekała, że ją budzimy... Byłem pewien, że nas nie skojarzy!
- W każdym razie - ciągnęła Evans - McGonagall wiedziała, że jesteście rozdzieleni i nigdzie nie można was znaleźć. Poszła do dyrektora, a on, dowiedziawszy się, że Petera z wami nie ma, natychmiast kazał po ciebie posłać. Powiedział, że możecie być u Hagrida. McGonagall kazała mi po was pójść. Chyba stało się coś niedobrego, bo podobno dyrektor był bardzo wzburzony.

Wszyscy patrzyli na nią w osłupieniu.
- I ona ci to wszystko powiedziała ot tak? - nie dowierzał James. - Z takimi szczegółami, jak ten, że Dumledore się wściekł?

Lily uśmiechnęła się.
- Mnie nauczyciele lubią, James - odparła. - I McGonagall także. Oczywiście posłużyłam się moim darem perswazji, inaczej by mi nie powiedziała. No, James, biegiem! Nie ma czasu do stracenia!

Potter przytaknął i spojrzał jeszcze raz pytająco na chłopaków.
- Najpierw się dowiedz, o co chodzi, a potem zdecydujesz sam, czy to, czego się dowiedziałeś zmieni naszą decyzję w kwestii pomocy Dumbledorer17;owi - powiedział uspokajająco Remus. - A my na zajęcia, panowie.

Lupin ewidentnie zignorował pytające spojrzenie Evans. I dobrze, pomyślał James, w tej sprawie nie pozwolę jej grzebać. To może się okazać niebezpieczne nawet jak dla nas...

***


- Pani... profesor...! - krzyknął James już z daleka, biegnąc w stronę biurka McGonagall i sapiąc jakby przebiegł maraton.
- Potter! - Nauczycielka wstała, jakby lekko przestraszona.
- Dumbledore...! - wysapał zmachany chłopak.
- Jest u siebie - wskazała dłonią w stronę ukrytego przejścia za obrazem.

McGonagall bez dodatkowych słów sięgnęła za kotarę ukrywającą obraz Londynu i otworzyła go, jak drzwi. Ręką wskazała przejście za obrazem, ponaglając chłopaka.

James zaczął biec i mimo dokuczliwej kolki, zatrzymał się dopiero przed potężnie zbudowanymi drzwiami, za którymi znajdował się gabinet dyrektora.

Nie wiedział, czy hasło, które podała mu ostatnim razem McGonagall wciąż jest aktualne. Nie chciał się jednak wygłupić, więc stał dobrą chwilę i sapał zapamiętale, zastanawiając się, co zrobić.

Nagle drzwi otworzyły się, a za nimi stał nie kto inny jak Dumbledore.
- James - zaczął pierwszy - chyba nigdy nie widziałem cię tak zmachanego na żadnym meczu quidditcha jak dziś! Wejdź.

Chłopak przełknął głośno ślinę i starał się uspokoić oddech, słuchając co też ma mu do powiedzenia dyrektor.
- Sądziłem, że będziesz trochę później. Umawialiśmy się po zajęciach, prawda? - Dyrektor spojrzał na niego znad swoich okularów połówek, siadając wygodnie w fotelu za biurkiem. - Usiądź, proszę.
- To prawda - odparł James, zajmując miejsce naprzeciwko. - Chodzi mi jednak o te drugą sprawę; tę, która wyszła dziś rano...

Dumbledore splótł dłonie i lekko zmrużył swoje jasne oczy, skupiając się na słowach siedzącego przed nich chłopaka.
- I to ta druga kwestia zmusiła cię do tego morderczego biegu? - spytał dyrektor, nie odrywając wzroku od Jamesa.
- Zgadza się.

Do Pottera bardzo powoli zaczęło docierać, iż Dumbledore zdziwiony jego wczesną wizytą, nie rozumiejąc pośpiechu, prawdopodobnie nic nie wie o tej "drugiej sprawie".
- Kto cię do mnie przysłał? - zapytał dyrektor bardziej ubawiony tą sytuacją niż zdenerwowany.
- No... - James zawahał się, po czym odpowiedział niepewnie: - Profesor McGonagall...

Dyrektor uśmiechnął się szeroko.
- No, no... Nie przypuszczałem, że z naszej drogiej Minerwy taki dowcipniś! - roześmiał się ubawiony własnym poczuciem humoru. - James, nie wzywałem cię. Przynajmniej nie w trybie natychmiastowym. Zatrzymałem się raczej na naszej ostatniej rozmowie, podczas której umówiliśmy się na dzisiejsze popołudnie.

James zacisnął zęby w złości.
- Uch..! - wyrwało mu się. - Mogłem się spodziewać, że wywiną mi taki numer!

Dyrektor wciąż patrzył na niego wesoło.
- Na czele z panią profesor? - spytał.
- Ależ skąd! - żachnął się Potter. - Ta wiadomość została mi przekazana... I to przez Evans!

Dumbledore aż klasnął w dłonie.
- A to heca! Słyszałem co nie co od nauczycieli o twojej nieprawdopodobnej przemianie. Któż by przypuszczał, iż uczennica pokroju Evans uderzy w ciebie, James, twoja własną bronią! Przedni numer, muszę przyznać. Tymczasem wydaje mi się, że wciąż nie jesteś gotowy, by rozmawiać ze mną na temat jednorożca, więc będę tu czekał na ciebie po południu.

Chłopak uniósł się z fotela drętwo i automatycznie ruszył ku drzwiom. Jak mógł zostać tak haniebnie wystawiony! I to przez kogo? Przez własną dziewczynę!

Jeszcze nie nacisnął klamki, a dobiegł go głos dyrektora.
- Tylko nie bądź zbyt surowy w ocenie. Może to nie tylko dowcip...
Potter skinął głową i wyszedł.

* * *


- Żart?! - Black z wrażenia aż otworzył usta.
- Ta kobieta mnie zadziwia. - Remus pokręcił głową z uśmiechem. - Uderzyła w ciebie twoją własną bronią!
- No i? - Potter spojrzał na kumpla spode łba. - Dumbledore również to zauważył. Też wybrała sobie moment! Czy ona nie rozumie, że to nie czas na takie rzeczy?!
- Przyznaj, że cię pokonała, stary - powiedział Syriusz. - Poza tym, w każdym innym momencie też powiedziałbyś, że to "nie ten moment".

James westchnął.
- No dobra, pokonała mnie... Ale, na litość, Łapo, przecież wiesz, o czym rozmawialiśmy u Hagrida! Już i tak sytuacja była napięta! Pff... Co ja mówię: nadal jest!
- Racja, moment nienajszczęśliwszy - przyznał Lupin, zerkając na zegarek. - Teraz jednak nadszedł moment, żeby się zbierać na eliksiry...

Zajęcia przebiegały całkiem zwyczajnie. Jednak z powodu skomplikowanych receptur, Potter mógł oderwać swoje myśli od żartu Evans i czekającej go rozmowy z dyrektorem.

- Chyba się nie gniewasz, co? - usłyszał gdzieś nad swoją głową, kiedy nachylał się nad swoim kociołkiem, by przyjrzeć się kolorowi wywaru.
- Nie, no, w ogóle.. - odparł z udawaną obojętnością, lecz celowo dodał obrażoną nutę, nie odrywając wzroku od kociołka.
- No, co ty! - jęknęła dziewczyna. - Nie znasz się na żartach? Ty?! Mistrz dowcipu?! Nie ważne, że twój nie zawsze był na poziomie, ale jednak zawsze każdy cię bawił...

Potter podniósł wzrok na Lily. Z jej twarzy nie mógł niczego wyczytać. Zdawało mu się jednak, że widzi w jej oczach coś na kształt ironii.

- A ty niby zamierzałaś mnie ukarać, co? - rzucił cynicznie, mrużąc oczy. Był wściekły. - Zwłaszcza, kiedy już ich nie praktykuję, hę?
- Wiesz... - odparła niewinnie Lily. - Chciałam zrozumieć, co cię w nich tak kręciło...
- To wiesz, co? - wysyczał nachylając się w stronę dziewczyny i równocześnie zniżając głos. - To wybrałaś sobie zły moment.

Dziewczyna spojrzała na niego pytająco.
- Przecież wiesz, że Peter prawdopodobnie wpadł w tarapaty i to dość duże! - rozpędził się. - A potem nagle Dumbledore chce ze mnę rozmawiać o tym jednorożcu i nie mam bladego pojęcia jak mu powiedzieć, co wiemy w taki sposób, by się nie zorientował, że coś ukrywamy na temat Ogona...!
- A po co masz ukrywać? - zdziwiła się Lily. - Profesor Dumbledore jest po to, żeby nam pomagać, Peterowi nic nie grozi z jego strony...

James tylko pokręcił głową ze zniecierpliwieniem.
- Nic nie rozumiesz! Może być zamieszany w sprawę z kradzieżą krwi tego konia!
- Co?! - Dziewczyna aż wstrzymałam powietrze, wybałuszając swoje zielone oczy w przerażeniu.
- No właśnie to! - syknął Potter i rzucił okiem w stronę profesora Slughorna, czy przypadkiem się do nich nie zbliża. - Kradzież krwi jednorożca to poważne przestępstwo!
- Wiem! - odburknęła urażona, że tłumaczy jej rzeczy tak podstawowe.

Potter mieszał już po raz ostatni w swoim wywarze. Wyglądało na to, że nie do końca przypominał kleistą, bladozieloną ciecz, a prędzej szarą breję.

Jęknął, kręcąc głową. Teraz już nie zdąży uwarzyć nowego eliksiru i obleje to zaliczenie.

Westchnął przeciągle. Czemu akurat teraz, tuż przez egzaminami zwala się na niego cała masa problemów, które nie chcą się rozwiązać? Nie dość, że cała ta sprawa z Ogonem powoli go już wykańcza, to jeszcze do tego Dumbledore i egzaminy na dokładkę. Mieszanka, której może nie udźwignąć...

- ...Panie Potter. - Z zamyślenia wyrwał go Slughorn, podchodząc do stolika z kociołkiem Jamesa. - Oj...

Nauczyciel nachylił się nad kociołkiem chłopaka i skrzywił, kręcąc głową.
- Ekhm, muszę przyznać, że się zamyśliłem i prawdopodobnie zgubiłem po drodze jakąś czynność... - powiedział cicho chłopak, masując sobie kark w zakłopotaniu.
- Widzę właśnie... - skrzywił się nauczyciel. - To musiało być całkowite zamyślenie, bo od miesięcy nie zrobił pan tak fatalnego eliksiru. Radzę poćwiczyć - egzaminy już za pasem, a to nie da panu oceny pozytywnej.

Potter tylko kiwał głową, czując jak wszyscy się na niego gapią. Zacisnął zęby i wbił ostry wzrok w Lily, która nie patrząc na niego dumnie prezentowała efekty swojej pracy. Jak zwykle zachwyciła Slughorna.

Kiedy tylko nauczyciel ogłosił koniec zająć, Potter błyskawiczne oczyścił stanowisko pracy i wypadł z klasy, by nie spotkać dziewczyny i nie powiedzieć jej czegoś niemiłego. Szybko dotarł do łazienek dla chłopaków, by nieco się odświeżyć przed rozmową z Dumbledorem. Musiał pozbierać myśli i przygotować, co mu powie. Wiedział, że musi, ale tysiące impulsów, które przebiegały mu przez głowę, uniemożliwiały mu realne, trzeźwe myślenie.

Odkręcając kran z zimną wodą wciąż starał się wymazać z pamięci Lily, niepowodzenie na eliksirach i te wlepione w niego twarze. Przetarł machinalnie oczy, jakby to miało mu pomóc w pozbyciu się mętliku z głowy. Pochlapał twarz zimną wodą i spojrzał w lustro. A im dłużej patrzył, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że jakąkolwiek taktykę podejmie - dyrektor z pewnością ją wychwyci.

Z drugiej strony zdawał sobie sprawę, że naraża Petera na niebezpieczeństwo i wahał się, czy aby na pewno nie przypiąć do twarz maski pokerzysty i wyrecytować: "Myśleliśmy z chłopakami, czy ktokolwiek mógłby coś na ten temat wiedzieć, lecz wszystkie osoby, które mogłyby przyszły nam do głowy zaprzeczyły, iż coś wiedzą. Bardzo nam przykro, że nie mogliśmy pomóc."

Kierując się w stronę gabinetu McGonagall, skąd mógł się dostać do gabinetu dyrektora, nadal nie wiedział jak postąpi. Widział zarówno plusy jak i minusy całkowicie szczerej rozmowy, lecz żadne nie przeważały. Rozglądał się na boki, bacznie obserwował mijających go uczniów, jakby w nadziei, że gdzieś ujrzy rozwiązanie tego dylematu. Nic takiego nie zobaczył. Poczuł ucisk w żołądku, charakterystyczny dla stresującej sytuacji, w której lada moment miał się znaleźć.

Niepewnie wszedł do gabinetu McGonagall i automatycznie zapytał o dyrektora.
- A, tak... - odpowiedziała nauczycielka i wstała. - Jest u siebie. Wiesz, jak trafić. Hasło na dziś: Cytrynowe żujki.

Potter kiwnął głową, nerwowo przełykając ślinę. Nie odezwał się ani słowem, by nie zdradzić swojego zdenerwowania. Z coraz większym mętlikiem w głowie stanął przed solidnymi drzwiami. Odchrząknął i cicho powiedział:
- Cytrynowe żujki.
Hasło brzmiało wyjątkowo śmiesznie, lecz James w stresie wypowiedział je śmiertelnie poważnie.

Drzwi otworzyły się, wpuszczając do środka chłopaka.
- James - powiedział Dumbledore, podnosząc głowę znad zwoju pergaminu, na którym coś pisał. Odłożył pióro do kałamarza i wyprostował się w fotelu.
- Panie profesorze... - Chłopak niepewnie zbliżył się do ogromnego biurka.
- Usiądź - spokojnie powiedział dyrektor, wskazując miejsce naprzeciwko. Uśmiechnął się przyjaźnie.

Potter przełknął ślinę i odwzajemnił uśmiech, choć nieco nerwowo, po czym usiadł na fotelu.
- Cieszę się, że przyszedłeś - zaczął Dumbledore. - Co masz mi do powiedzenia w sprawie tego jednorożca?

James podniósł wzrok i spojrzał głęboko w bladoniebieskie, szczere oczy dyrektora, spoglądające na niego znad okularów połówek.

W jednym momencie chłopak poczuł jak odpływa z niego całe uczucie zdenerwowania - w oczach Dumbledore'a dostrzegł bowiem coś, czego sam nie potrafił określić, a co sprawiło, iż miał prawie stuprocentową pewność co do intencji dyrektora. Znalazł wyjście z tego męczącego go cały dzień dylematu.
- Panie profesorze, prawdę. Powiem panu całą prawdę.
__________________
Kiedy kobieta nie ma racji, pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to natychmiast ją przeprosić.


Oscar Wilde


* * *

Mol pisze swój Fick: James Potter - Ostatnia Szansa [35/?]
http://hogsmeade....ad_id=2444
Wspieraj artystów pisarzy - dobrowolne datki w postaci komentarzy są bardzo pożądane.

Edytowane przez mooll dnia 01-07-2013 09:49
Wyślij prywatną wiadomość
~-muchor- F
Dodany dnia 29-06-2013 23:12
Użytkownik

Awatar

Dom: Ravenclaw
Ranga: Pięcioroczniak
Punktów: 347
Ostrzeżeń: 1
Postów: 102
Data rejestracji: 21.09.10
Medale:
Brak

Dobry rozdział, najlepszy fragment o kiełbaskach Kotecek Błędów kilka było, bodajże powtórzeń, ale niewiele. Najbardziej dokuczliwe są ery, o których chyba zapomniałaś, po tak długim okresie abstynencji od ff. W każdym razie czekam na następne rozdziały!
__________________
NOPE
Wyślij prywatną wiadomość
*mooll F
Dodany dnia 01-07-2013 09:43
Super Owadzik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Śmiertelna Relikwia
Punktów: 10619
Ostrzeżeń: 1
Postów: 1,380
Data rejestracji: 28.09.09
Medale:
Brak

-muchor- napisał/a:
Najbardziej dokuczliwe są ery, o których chyba zapomniałaś, po tak długim okresie abstynencji od ff.


Wiesz, tak naprawdę, to sprawdzałam je kilkukrotnie. Ale widocznie były takie, które mi umknęły. Zdarza się : )
__________________
Kiedy kobieta nie ma racji, pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to natychmiast ją przeprosić.


Oscar Wilde


* * *

Mol pisze swój Fick: James Potter - Ostatnia Szansa [35/?]
http://hogsmeade....ad_id=2444
Wspieraj artystów pisarzy - dobrowolne datki w postaci komentarzy są bardzo pożądane.
Wyślij prywatną wiadomość
~-muchor- F
Dodany dnia 02-07-2013 02:08
Użytkownik

Awatar

Dom: Ravenclaw
Ranga: Pięcioroczniak
Punktów: 347
Ostrzeżeń: 1
Postów: 102
Data rejestracji: 21.09.10
Medale:
Brak

Jasen Rozbawiony Pamiętam jakie sama zawsze miałam z nimi problemy. Strasznie trudne te skurczybyki wyłapać. Ale nie zmieniają one fakty że fan fick wspaniały!
__________________
NOPE

Edytowane przez -muchor- dnia 02-07-2013 02:13
Wyślij prywatną wiadomość
*mooll F
Dodany dnia 02-07-2013 12:51
Super Owadzik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Śmiertelna Relikwia
Punktów: 10619
Ostrzeżeń: 1
Postów: 1,380
Data rejestracji: 28.09.09
Medale:
Brak

-muchor- napisał/a:
Jasen Rozbawiony Pamiętam jakie sama zawsze miałam z nimi problemy. Strasznie trudne te skurczybyki wyłapać. Ale nie zmieniają one fakty że fan fick wspaniały!


Dziękuję. Muchorku, dzięki temu, że to czytasz, warto mi pisać dalej : ) Ale mogę zdradzić, że już kończę. Jeszcze kilka rozdziałów, żeby rozwiązać akcję i zakończyć po ludzku. Ponad 30 rozdziałów, to wystarczająco dużo, żeby myśleć o zakończeniu. Nie chodzi o to przecież, by zmęczyć ludzi, którzy jeszcze to czytają, prawda? : )

A poza tym nie mam w zwyczaju zostawiać czegoś, co już zaczęłam : )
__________________
Kiedy kobieta nie ma racji, pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to natychmiast ją przeprosić.


Oscar Wilde


* * *

Mol pisze swój Fick: James Potter - Ostatnia Szansa [35/?]
http://hogsmeade....ad_id=2444
Wspieraj artystów pisarzy - dobrowolne datki w postaci komentarzy są bardzo pożądane.
Wyślij prywatną wiadomość
*mooll F
Dodany dnia 04-10-2015 15:57
Super Owadzik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Śmiertelna Relikwia
Punktów: 10619
Ostrzeżeń: 1
Postów: 1,380
Data rejestracji: 28.09.09
Medale:
Brak

Gdyby nie fakt, że z jakiegoś powodu zostałam uziemiona na długi czas, pewnie nawet nie pomyślałabym o powrocie do tego świata. I gdyby nie pewna bardzo miła wiadomość na priv... ^^


ROZDZIAŁ XXXIV



- Czyli, jeśli dobrze cię zrozumiałem - dyrektor podjął próbę podsumowania - wszystko to sprowadza się do tego, że pan Pettigrew ukrywa prawdziwych zabójców jednorożca.
- Tak, lecz nie może ujawnić, kto to jest. Nawet nam... - James zwiesił głowę. - I nie wiemy, dlaczego.

Dumbledore splótł dłonie, opierając łokcie o blat swojego ogromnego, dębowego biurka i zamyślił się przez chwilę.

- Profesorze Dumbledore... - zaczął gorączkowo Potter. - To nie może wyjść z pańskiego gabinetu...

Dumbledore w odpowiedzi tylko skinął głową, wciąż intensywnie o czym myśląc. Po kilku minutach, które zdawały się ciągnąć niemiłosiernie, odchrząknął i wyprostował się.

Przyjrzał się chłopakowi, po czym powiedział:
- Chyba mam pomysł, jak rozwiązać ten problem - zaczął, lecz widząc zaniepokojony wzrok ucznia, dodał szybko: - bez ujawniania tożsamości pana Pettigrew. Jednakże...
- Tak? - James wstrzymał oddech.
- Jesteś przekonany o niewinności swojego kolegi... - dokończył Dumbledore, uważnie przyglądając się chłopakowi.
- Panie profesorze, Peter od zawsze chciał być taki, jak my. Chodził za nami, domagał się uwagi, pokazując, że może być jednym z nas - tłumaczył Potter. - I udało mu się. Od zawsze pokazywał, jak bardzo mu zależy na naszej aprobacie, pochwale czy uznaniu. Obserwował każdą naszą reakcję, oczekując, że poklepiemy go po ramieniu ze słowami "Zuch chłopak!". Nie stanąłby po przeciwnej stronie. Nie zrobiłby niczego, co mogłoby nas narazić.

Chłopak zrobił krótką przerwę, by po chwili kontynuować.
- Te informacje, które przekazywał nie mogłyby nas skrzywdzić.
- Skąd ta pewność? - Dyrektor zmrużył oczy, poprawiając swoje okulary połówki.
- Powiedział nam o tym! - z przekonaniem stwierdził James. - Na przykład o terminach moich spotkań z Lily Evans.
- I to wystarczało tym szantażystom? - z powątpiewaniem spytał Dumbledore.
- Nie mieli wyjścia. Nic się nie działo ostatnio. Nawet nie szaleliśmy z chłopakami... Tylko raz byliśmy w kuchni - wymsknęło mu się.

James z niepokojem zerknął na dyrektora, czekając na jego reakcję. Ten jednak lekko skinął głową, uśmiechając się.
- I wtedy napatoczył się Snape - skwitował Potter. - Siedział w kuchni. Teraz myślę, że czekał na nas.
- Wiedział, że się zjawicie - powiedział Dumpledore. - Chciał zabłysnąć, wydając was mnie.
- Ewidentnie chciał nas uziemić, by zyskać czas - powiedział w zamyśleniu James, nie patrząc na dyrektora. - Załatwienie nam szlabanu umożliwiłoby im działanie... Nic nie wskórali, bo zasadzka się nie udała... Sam został złapany.
- Im? - Dumbledore nachylił się nad biurkiem. - Jakich "ich" masz na myśli, James?
- Snape i jego szajka... To znaczy Avery i Nott.
- A ci szantażyści to, w twojej opinii, właśnie oni z Severusem na czele, czy dobrze zrozumiałem?
- Tak. - James energicznie przytaknął i spojrzał na dyrektora.

Ten jednak wyprostował się tylko i krótką chwilę w zamyśleniu patrzył jak feniks stuka dziobem o pręty swojej klatki.
- Teraz wydaje mi się już wszystko bardziej zrozumiałe - powiedział Dumbledore po dłuższej chwili milczenia. - Dziękuję ci, James.

Chłopak uniósł lekko brwi, a jego mina mówiła, że nie bardzo rozumie, co stało się nagle takie zrozumiałe.
- Eee...? - wymsknęło mu się. - To znaczy... Bo ja nie rozumiem...
- Może to i lepiej. - Dumbledore uśmiechnął się dobrodusznie. - To by było na tyle, mój drogi chłopcze.

James wiedział, że nadszedł czas, by opuścić gabinet dyrektora. Posłusznie wstał, chociaż w głowie mu huczało od pytań, na które profesor z pewnością mógłby odpowiedzieć, bo teraz wszystko było dla niego jasne. Zmusił się do wyjścia.

Wszystko miało się wyjaśnić, a tymczasem tajemniczość dyrektora wszystko zagmatwała. On, James, powiedział wszystko, co wiedział w tej sprawie, a Dumbledore nie okazał mu nawet krzty zaufania, by cokolwiek wyjaśnić i uspokoić chłopaka. Był zły i głodny. Remus zapewne stwierdziłby, że jedno wynika z drugiego, ale tym razem zły nastrój Jamesa nie był spowodowany głodem.

Dotarł do portretu Grubej Damy, mrucząc do niej Nieoczywiste zawiłostki, i wszedł do Pokoju Wspólnego, który o tej porze był praktycznie pusty. Tylko kilku studentów kończyło swoje wypracowania, zupełnie nie zwracając na niego uwagi.

Usiadł na kanapie przed kominkiem i zapatrzył się w złote płomienie liżące zapamiętale poczerniałe polana drewna.
- Wiesz, co się dzieje, kiedy człowiek wpatruje się w ogień?

James nie drgnął, nie podniósł nawet wzroku. Na końcu świata, z zasłoniętymi oczami poznałby ten głos. Lily.

Ciężko opadła na kanapę obok niego.
- Posikasz się w nocy - zachichotała, ale jej śmiech był nieco nerwowy i szybko zmienił się w głośne westchnienie.

Chłopak odwrócił się w jej stronę. Widział to po niej: coś było nie tak. Na jej twarzy malował się niepokój i lekkie zdenerwowanie, ale w oczach widział jakiś upór... Taki sam, z jakim na początku roku po raz kolejny dała mu kosza. Nie znosił tego spojrzenia. Poczuł jak żołądek podchodzi mu do gardła: znów coś zrobił? Coś powiedział? Czegoś nie zrobił, nie powiedział?

Tym razem to on westchnął. Poczuł jak lęk o to, że po raz kolejny się pokłócą albo znów z nim zerwie, zmienia się w irytację. Miał tego dość. Cały rok robił wszystko, by udowodnić jej, że dojrzał, wydoroślał i spoważniał; skończył z głupimi żartami i zabrał się za rzeczy naprawdę istotne, ale - jak widać - to było za mało.
- Co znów zrobiłem? - spytał z rezygnacją, ale ton jego głosu wyrażał żywe zainteresowanie odpowiedzią na to pytanie.

Lily lekko przekrzywiła głowę i zamrugała kilka razy. Była zaskoczona.
- To nie tak... - zaczęła dość nieporadnie jak na nią.
- No przecież widzę po oczach - podniósł nawet rękę, by wskazać jej co dokładnie ma na myśli. - Nie umiesz kłamać, Lily.
- Chciałam powiedzieć, że nie zrobiłeś w zasadzie niczego złego... - podjęła jeszcze raz, ale tym razem przerwał jej James.
- W zasadzie? - zapytał z naciskiem. - Czyli nie do końca jesteś ze mnie zadowolona...?

Nie chciał, żeby zabrzmiało to aż tak ironicznie, ale się stało. No trudno.

Dziewczyna ściągnęła brwi, próbując zrozumieć, o co chodzi, po czym energicznie pokręciła głową, jakby chciała w ten sposób oczyścić umysł.
- To nie tak! - rzekła stanowczo. - Po prostu potrzebujemy przerwy!

James klasnął w dłonie, jakby usłyszał przedni żart i szeroko się uśmiechnął.
- Prawie zgadłem! - jego oczy śmiały się zimno.

Lily skrzyżowała ręce na piersi przyjmując postawę obronną, czekając aż chłopak się nieco uspokoi i przestanie żartować. Ona sama także wydawała się być poirytowana.

Chłopak nachylił się ku niej, chwycił mocno oburącz za ramiona i prawie niezauważalnie potrząsnął, patrząc jej głęboko w oczy.
- Lily, kocham cię, jak nikogo nigdy nie kochałem - powiedział łagodnie, ale z mocą mimo ściszonego głosu. Patrzyła na niego w osłupieniu tymi jasnymi zielonym oczami.
- James... - szepnęła słabym głosem, ale pokręcił głową, by mu nie przerywała.
- Nigdy nikogo nie będę kochał tak, jak ciebie - kontynuował. - Nie mogę... nie mogę tak dłużej...

Głos załamał mu się nieznacznie, więc odchrząknął i przełknął ślinę, by zatuszować emocje, jakie go wypełniały. Serce biło mu jak oszalałe, bo wiedział, że od tego co powie nie będzie powrotu.
- Walczyłem długo o ciebie nieskutecznie, aż odnalazłem drogę. Zmieniłem się, sama widzisz. Dla ciebie. Zrobię więcej, jeśli potrzeba, jeśli... jeśli... to cię przekona.

Lily otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale James zamknął oczy i gwałtownie pokręcił głową.
- Widzę, że wciąż masz wątpliwości... wystarczy niewielka rzecz, żebyś posłała mnie do wszystkich diabłów. Zamiast być szczęśliwy z tobą, to analizuję każde twoje krzywe spojrzenie. Ostatnią rzeczą jaką chcę, jest utrata ciebie... Ale chcę mieć jasność... Ta "przerwa"... Naprawdę cię nie trzymam... bo teraz widzę, że moje szczęście nie zależy od tego, czy będziesz ze mną, ale czy będziesz szczęśliwa. Jeśli ze mną - uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, a jeśli nie ze mną...

Przerwał, gdyż dziewczyna wyrwała mu się z uścisku. Dopiero teraz zauważył lśniące w jej cudownych oczach łzy.
- Nie mów tak! - szepnęła dramatycznie. - Ja... ja też cię kocham. Naprawdę.

Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego. Jeszcze ani razu nie wyznała mu miłości. Dla niego znaczyło to o wiele więcej niż to całe "chodzenie", to jak zaklęcie. Tylko silniejsze.
- Lilu... - rzekł czule, dotykając jej szyi i pociągnął ku sobie. Tulił ją długo w milczeniu, myśląc, co miała na myśli mówiąc mu o "przerwie".
- Egzaminy, James - powiedziała stanowczo Lily, odsuwając się od niego.

Siedzieli na kanapie naprzeciw siebie. W kominku już tylko kilka niewielkich płomyków delikatnie falowało po zwęglonych już drwach.
- Uhm...
- Po to miała być ta przerwa, żebyśmy się mogli do nich spokojnie przygotować, a nie... hm... rozpraszać - powiedziała z delikatnym uśmiechem, lekko się zaczerwieniając.
- Że niby zdam lepiej, jak się nie będziemy widywali? - popatrzył na nią z powątpiewaniem. - Ty może tak, ale ja...

Posłała mu kuksańca w żebro, śmiejąc się.
- Pokazałeś już na co cię stać, a mnie przy tym nie było... - wciąż się uśmiechała.
- No, ale byłaś spiritus movens!



* * *




Tydzień po rozmowie jaką James przeprowadził z Lily był dla niego wyjątkowo trudny. Opracowany przez dziewczynę system powtórek do egzaminów był znakomity: praktycznie zaraz po zajęciach siadał nad materiałem na dany dzień i starał się go skończyć przed zmrokiem, co nie było takie proste.

Do nauki nie siadał jednak sam. Zawsze towarzyszyła mu reszta huncwotów.
- Nadal nie rozumiem - powiedział nagle Syriusz, przerywając sporządzanie notatek - co wynikło z rozmowy z Dumbledorem.
- Uhm... - potwierdził Remus, nie odrywając się od pisania.

James westchnął głęboko. Zapatrzył się na widok z okna biblioteki. Zakazany Las o tej porze roku mienił się wieloma odcieniami soczystej zieleni. Wszystko rozkwitało, budziło się do życia. Tylko oni ślęczeli nad tymi powtórkami. Żal mu serce ścisnął.
- No... - zaczął Potter bezwiednie, wciąż z tępym wzrokiem utkwionym gdzieś w oddali.
- Obudź się - szturchnął go w ramię Black.
- Co...? - spytał słabo James, po czym rozglądnąwszy się po wpatrzonych w niego twarzach kumpli, odchrząknął. - Mówiłem wam. Powiedziałem mu prawdę. Tak mnie natchnęło. A on stwierdził, że wszystko już rozumie i zapewnił mnie o anonimowości Petera. A potem się pożegnał, co był tak zaskakujące, że aż nie zaprotestowałem, tylko wyszedłem.
- A tak w ogóle, to gdzie on jest, ten nasz Ogon? - zapytał z zainteresowaniem Lupin, chwyciwszy się pod boki. - Cały tydzień gonił za nami, jak głuptak, a od wczoraj go nie widziałem.
- Miał tu przyjść po lekcjach, ale, jak widać, nie ma go tu - oznajmił Syriusz. - Coś ta jego sumienność szwankuje...
- A propos sumienności... - Lupin spojrzał uważnie na Pottera. - Co się stało z Evans?
- W jakim sensie miało się z nią coś stać? - spytał głupio James.
- Od tygodnia się nie widujecie, patrzycie tylko na siebie na lekcjach, potem tylko "cześć-cześć" i lądujesz tutaj albo w Pokoju Wspólnym z książkami.
- Racja - podchwycił Black. - Takie z was papusie-nierozłączki były, a tutaj...
- Lily uznała, że dla dobra egzaminów powinniśmy się... ograniczyć - powiedział gorzko James tonem nudnej wyliczanki, przewracając przy tym oczami.

Syriusz tylko poklepał go współczująco po plecach, po czym dodał filozoficznie:
- Baby i ta ich niezrozumiała ambicja...
- A ty i Danielle? - James barkiem odtrącił rękę Syriusza, chcąc odbić piłeczkę. - Niby nie ma tematu, a zerkacie na siebie z ukosa jakbyście się chcieli nawzajem... no wiesz... - James szukał odpowiedniego określenia, lecz odpuścił w nadziei, że przyjaciel wyłapie, o co chodzi.
- No nie wiem - odparł Black beztrosko.
- Rzucić się na siebie... czy coś... - bąknął Potter.

Lupin przyglądał się tej wymianie zdań z wyraźnym rozbawieniem.
- Może i chcielibyśmy... - zaczął Syriusz odważnie, ale szybko dotarło do niego, że temat nie jest taki prosty i uciął: - To jest zbyt skomplikowane.
- Będziesz żałować - stwierdził bezpardonowo James.
- Zapewne - zgodził się Black bez zastanowienia. - Już momentami żałuję. Mam jednak swoje powody...

James spojrzał na Remusa nic nie rozumiejąc i szukając pomocy drugiego przyjaciela. Ten jednak wzruszył ramionami i pokręcił głową.
- Te powody... to te z tych babskich, że honor huncwota ci przeszkadza i inne takie? - podjął zaczepnie Potter, a Syriusz tylko łypnął na niego spode łba.
- Chyba się przyjaźnimy, nie? - odezwał się dotychczas milczący Lupin, a Black przytaknął milcząco. - I mimo tego nie chcesz nam powiedzieć?

Syriusz westchnął ciężko. Przełknął ślinę i wpatrywał się w swoje notatki, kompletnie ich nie widząc. Wydawało się, że zbiera myśli.
- Danielle ma do mnie żal, wiem... - zaczął w końcu, a Remus z Jamesem skinęli głowami na znak, że i oni to wiedzą. - Dowiedziałem się jednak czegoś, co zmusiło mnie...
- Czego się dowiedziałeś niby? - wtrącił Potter, a Lupin spojrzał na niego karcąco.
- Dowiedziałem się, że od strony mojego ojca... że on miał romans...
- Niezbyt chwalebne, ale się zdarza, to nie koniec świata chyba...! - James znów nie pohamował swojej uwagi.
- Dajże chłopu skończyć wreszcie - syknął Remus, wskazując rękoma Blacka, który teraz wyglądał jak zbity psiak.

Syriusz westchnął, po czum zgarbił się jeszcze bardziej.
- Ona była z rodziny mugolskiej, a znacie moją: to coś poniżej hańby - wzdrygnął się na tę myśl. - Romans, jak romans. Sam powiedziałeś, Ragoczu: są gorsze rzeczy. Ale moja matka dowiedziała się o tym. I na pewno by to przemilczała; to było w jej stylu. Odcięłaby się od tematu, by nie mieć z mugolami nic wspólnego. Ale ta kobieta przyszła z małym dzieckiem. I domagała się sprawiedliwości. Ojciec chyba to jakoś ułagodził, nie wiem. Reszta rodziny nie była wtajemniczona.

James i Remus wlepiali coraz większe oczy w Syriusza. Chyba powoli sens tej historii zaczynał do nich docierać.
- Niedawno wpadł mi w ręce list od tej kobiety do mojej matki. - Black kontynuował zbolałym głosem. - Mój kufer jest stary. Gdzieś w poszewce zaplątał się kawałek pergaminu. Zaciekawił mnie, ale treść powaliła...
- Na gacie Merlina...! - wyrwało się Jamesowi.

Remus z otwartymi ustami wlepiał w Syriusza zszokowany wzrok.
Gdzieś w tle skrzypnęły drzwi, szum wywołany ruchem w bibliotece wzmógł się.
- Nie mogę zawalczyć o Danielle... jest moją siostrą.
- Chyba sobie kpisz...! - Huncwoci jak na komendę odwrócili się w stronę dziewczęcego głosu.
W drzwiach jak przyrośnięta do podłogi stała Danielle z wyrazem zdumienia na twarzy.

__________________
Kiedy kobieta nie ma racji, pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to natychmiast ją przeprosić.


Oscar Wilde


* * *

Mol pisze swój Fick: James Potter - Ostatnia Szansa [35/?]
http://hogsmeade....ad_id=2444
Wspieraj artystów pisarzy - dobrowolne datki w postaci komentarzy są bardzo pożądane.

Edytowane przez mooll dnia 04-10-2015 15:59
Wyślij prywatną wiadomość
~wiechlina roczna F
Dodany dnia 07-10-2015 11:37
Użytkownik

Awatar

Dom: Ravenclaw
Ranga: Nauczyciel w Hogwarcie
Punktów: 2505
Ostrzeżeń: 0
Postów: 184
Data rejestracji: 11.05.15
Medale:
Medal

Przeczytałem, bardo ładny styl i forma, lekko się czyta. Jak znajdę kiedyś czas, to przeczytam wcześniejsze części. Pomysł na wyjaśnienie, dlaczego Syriusz z nikim na trwałe się nie związał, bardzo mi się podoba. Choć mam inne poglądy na ten temat. Liczę na doprowadzenie tej historii do końca.
__________________
Eeee pomyłka.
Każdy zasługuje na własną.......siekierę.
Wyślij prywatną wiadomość
~anetta92 F
Dodany dnia 30-10-2015 01:42
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Charłak
Punktów: 10
Ostrzeżeń: 0
Postów: 2
Data rejestracji: 27.09.09
Medale:
Brak

Huura! Udało się!! Uśmiech Tęskniłam za tym stylem pisania ! Jak zawsze niezawodna mooll !
Wpadło mi w oko kilka literówek, ale są one przytłumione treścią i nie przeszkadzają w czytaniu.
Oczywiście dalej trzymasz w napięciu i aż chce się czekać na kolejny rozdział. Oczko

Mooll, dziękuje! I życzę powrotu do zdrowia!
__________________
"Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony"
Wyślij prywatną wiadomość
*mooll F
Dodany dnia 01-11-2015 00:18
Super Owadzik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Śmiertelna Relikwia
Punktów: 10619
Ostrzeżeń: 1
Postów: 1,380
Data rejestracji: 28.09.09
Medale:
Brak

Leżenie sprzyja pisaniu. Ale motywują mnie pozytywne komentarze. To jak skrzydła. Kto pisał, ten wie. Tym razem dość długo. Mam nadzieję, że Was to nie odstrasza.


ROZDZIAŁ XXXV


W pomieszczeniu pachniało sianem i pieczonymi jabłkami. W pierwszej chwili James Potter nie wiedział, gdzie się znajduje. Chociaż już nie spał, nie otwierał oczu w obawie, że gdy to zrobi, rzeczywistość przejdzie jego najśmielsze oczekiwania. W negatywnym tego słowa znaczeniu, rzecz jasna.

Po chwili jednak doszedł do wniosku, że co się odwlecze, to nie uciecze i prędzej czy później będzie musiał się zmierzyć z tym całym sianem, którego zapach już go nie tyle niepokoił, co intrygował.

Otworzył oczy i powoli podniósł się na łokciach. Rozglądnął się wokół: w istocie wszędzie wokół było siano, a przez duże balkonowe okno rozpościerał się piękny, wiejski krajobraz. Promienie porannego słońca delikatnie migotały na sianie. Obok na miękkim pluszowym kocu spała Lily, wciąż pogrążona we śnie. Lily, siano i powietrze pachnące wsią.

James znów położył się nieco skonsternowany. Powoli zaczęły do niego docierać szczegóły minionego dnia, który zakończyli tutaj, w Pokoju Życzeń.

Życzeń..., przemknęło chłopakowi przez głowę. Tylko które z nas mogło wpaść na pomysł spędzenia wieczoru w sianie...?

Trąc w zamyśleniu skronie starał sobie przypomnieć, gdzie ten zaskakujący koniec ma swój początek. Wtedy, jak przez mgłę, przypomniał sobie Łapę, tego poczciwinę skulonego pod ciężarem własnego odkrycia koneksji jego i Danielle. Biedaczysko, wyglądał jak swój dziadek, a nie młodzieniec u progu dorosłości.

Zaszokował ich, fakt. Obaj z Luniakiem byli wstrząśnięci tą rewelacją. Najwidoczniej w tym przejęciu nie zauważyli, że ktoś wszedł do pomieszczenia.
- Chyba sobie kpisz...! - Ah, Danielle zawsze miała świetne wyczucie chwili. Stała tam, świdrując wzrokiem biednego Łapę.
- O, rajuśku... - wyrwało się Lily, która wyłoniła się zza Danielle.

Remus, który najszybciej otrząsnął się z tego zbiorowego letargu, szturchnął stojącego w bezruchu Jamesa. Ten nawet nie drgnął. Dopiero porządny kuksaniec w żebra spowodował, że James pozbierawszy szczękę z okolic kolan, oprzytomniał i oboje z Remusem mrucząc pod nosem coś na temat podwieczorku, pozbierali swoje rzeczy i ulotnili się. Potter w locie zdążył jeszcze porwać za rękę Lily, która również nie wiedziała, co ze sobą zrobić.

Zostawili biednego Łapę na pastwę tej trudnej sytuacji, lecz zdawali sobie sprawę, że nie mogą mu pomóc - on sam musi stawić czoło problemowi.
- To wprost nie do uwierzenia..! - powiedziała Lily, kręcąc z niedowierzaniem głową, kiedy wchodzili do Wielkiej Sali.

Czysty błękit nieba zaczarowanego sufitu nad ich głowami przykuwał wzrok, lecz tego popołudnia żadne z nich nie zwróciło na to uwagi.
- Jeśli to prawda, to bidula jest w czarnej... - rozpędził się James, lecz Lily zaczepnie weszła mu w zdanie.
- Którą bidulę masz na myśli?
- No... - zaczął niemrawo chłopak, siadając do stołu i rozglądając się za dyniową bułeczką ze śliwkowym powidłem.
- Prawda jest taka, James - zaczęła Lily tonem człowieka, który musi uświadomić rozmówcy coś oczywistego - że dla Danielle to też był szok.
- Taaa... 'idzia'em - odpowiedział, żując i popijając sok pomarańczowo-dyniowy, po czym dodał po przełknięciu: - Slup soli. Żona Lota wysiada.

Lily prychnęła, a Remus uśmiechnął się tylko i sięgnął po tosta oraz miseczkę z dżemem morelowym.
- Jej też zależy na Syriuszu, wiesz? - powiedziała, próbując patrzeć Jamesowi w oczy. Ten jednak rzucił jej szybkie spojrzenie i ugryzł potężny kawałek swojej słodkiej bułeczki.

Dziewczyna skrzywiła się nieznacznie i sięgnęła po naleśnika z musem jabłkowym.
- Nie mieliśmy pojęcia, że on odkrył te konotacje z Danielle... - powiedział Remus, spoglądając na dziewczynę spoza głowy przyjaciela. - Kawy zbożowej?
- A poproszę. - Lily wyciągnęła w jego stronę kubek i patrzyła jak nalewa jasno brązowy płyn. - Ja byłam w szoku! Zresztą sama Danielle nie była tego świadoma... A tak już pomstowała na niego... że tchórz, że brak mu cywilnej odwagi, że tak się beznadziejnie wycofał...
- No to się wyjaśniło - podsumował Potter, siorbiąc głośno swój sok i dodał, widząc minę dziewczyny: - Sorki...
- Według mnie to się dopiero zaczęło - powiedziała z przekonaniem Lily, częstując się kolejnym naleśnikiem.
- Zgadzam się - poparł ją Lupin, chrupiąc trzeciego tosta, tym razem z dżemem truskawkowym. - I szczerze im współczuję. Nawet jeśli sobie wyjaśnią wszystko, to problem jest raczej z tych nierozwiązywalnych.
- Mam wrażenie, że jesteśmy w centrum jakiegoś dramatu, z tych Szekspirowskich - podjęła romantycznie Lily, wyjmując gumkę do włosów z torby, po czym energicznie związała nią swoje bujne kasztanowo-rude włosy.
- Powiedziałbym, że to bardzo konkretny dramat - sprostował Potter, powstrzymując się od zanurzenia ręki w jej włosach. - Łapa jako postać tragiczna. No, tego jeszcze nie grali - zwrócił się do Lupina.
- Zresztą Danielle też nie wygląda mi na taką, co to się tak łatwo da wplątać w dramat zakazanej miłości - odparł Remus.

W tym momencie podszedł do nich nieznany im chłopak. Musiał był znacznie młodszy, gdyż niepewnie zaczepił Lupina. Ten podniósłszy wzrok, posłał mu pytając spojrzenie.
- Remus Lupin? - zapytał lekko drżącym głosem.

Na twarzy Remusa malowało się zdziwienie.
- Tak? - odrzekł przeciągle, przyglądając się chłopakowi uważniej.
- To podobno dość pilna sprawa - dodał chłopak, jakby miało to cokolwiek wyjaśnić. - O siedemnastej w gabinecie profesor McGonagall.
- Ale o co chodzi? - spytał zaskoczony Remus i rzucił okiem na zegarek.
- Miałem przekazać tylko tyle. - Chłopak najwyraźniej bardzo się zmartwił, że nie może pomóc.
- W porządku. - Lupin wzruszył ramionami. - Będę.

Lily i James patrzyli na niego z zaciekawieniem.
- To za dziesięć minut - powiedział, wstając od stołu. - Dziwne, nie?

Nagle oczy Pottera zrobiły się duże i okrągłe niczym galeony, a brwi powędrowały wysoko w górę czoła.
- Co? - spytali równocześnie Lily i Remus wyraźnie zaniepokojeni.
- Peter... - wydusił chłopak słabym głosem. - Od wczoraj go nie widzieliśmy, a dziś chcą z tobą gadać... Jak często wołają na dywanik porządnego prefekta?
- No... - zastanowił się Lupin, po czym powiedział z uśmiechem: - Nie wiem, czy ja jestem taki porządny... Czy to się tak z wami da... Ale na pewno takie sytuacje należą raczej do rzadkości.
- A nasz Ogon jest w środku jakiejś okropnie śmierdzącej sprawy...! - powiedział beznadziejnie tragicznym tonem Potter.

Lupin stropił się wyraźnie, lecz Lily nie wydawała się tak bardzo przejęta tą wizją.
- Nie wydaje ci się, skarbie, że za bardzo go niańczycie? - zaczęła ostrożnie, zakładając niesforny kosmyk za ucho. Rany, jak James uwielbiał ten jej odruch. - Przecież on nie ma dziesięciu lat!
- No nie wiem... - zawahał się Remus, trąc czoło. - Czasem wydaje mi się, że mógłbym polemizować z takim stwierdzeniem.
- Wiesz, może się okazać, że w te tarapaty wpadł przez nas - powiedział słabo Potter, krzywiąc się nieznacznie.
- Coś nowego: wy i tarapaty - podsumowała kwaśno Lily. - Lepiej już idź, Remusie, dochodzi piąta.
- Widzimy się w Pokoju Wspólnym. Czołem! - zasalutował i lekko przygarbiony, tym swoim flegmatycznym krokiem ruszył w stronę drzwi Wielkiej Sali.

Oboje milczeli chwilę, patrząc za odchodzącym prefektem.
- A czy my przypadkiem - zaczął niewinnie Potter, odwracając się od Lily - nie jesteśmy zbyt rozproszeni, by wrócić teraz do tych twoich katorżniczych powtórek?

Lily najwyraźniej nie potrafiła ukryć rozbawienia.
- Te katorżnicze powtórki to droga do naszego sukcesu na egzaminach - powiedziała, wciąż szeroko się uśmiechając. - Przypominam, że to są najważniejsze egzaminy.
- Żartujesz! - Potter udał przerażonego, po czym zaśmiał się serdecznie, kiedy Lily trąciła go w bok. - Odpuść, Liluniu... - James zrobił minę opuszczonego przez wszystkich kociaka, a usta wykrzywił w podkówkę. - Cały tydzień się mordowałem, a teraz jestem totalnie rozbity tą rewolucyjną wiadomością Łapy...
- Czego ty właściwie ode mnie oczekujesz, James? - spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się urzekająco.
- A... że ty też odpuścisz i umówisz się ze mną. - Posłał jej jeden z tych swoich potterowskich uśmiechów.

Dziewczyna wyprostowała się i zaczerpnęła powietrza, najwidoczniej dając sobie czas na zebranie myśli.
- Niech ci będzie - powiedziała i wstała, łapiąc go w międzyczasie za rękę.

Wyszli, trzymając się za ręce: Lily z naturalną lekkością i Potter z wyraźną pomocą wyimaginowanych skrzydeł, które urosły mu jeszcze gdzieś w okolicy stołu Gryfonów.
- Idę do siebie - rzekła dziewczyna, zgarniając włosy spięte w koński ogon i sprowadzając je delikatnym ruchem przed prawe ramię.
- A po co? - James zatrzymał się, nie wypuszczając z ręki dłoni dziewczyny.
- My, dziewczyny, mamy swoje tajemnice, wiesz? - rzuciła zalotne acz tajemnicze spojrzenie, po czym dodała konspiracyjnym szeptem: - Spotkajmy się przed Pokojem Życzeń na siódmym piętrze za dwie godziny.

James tylko przytaknął skinieniem głowy, nie zadając sobie trudu zadania pytania, po co jej aż dwie godziny, i przyciągnął dziewczynę za rękę tak, że teraz mógł zatopić się w jej intensywnie zielonych oczach. Poczuł delikatny zapach mandarynek i pocałował ją w nos.
- Leć - szepnął i mrugnął zawadiacko.

Dwie godziny później stał na siódmym piętrze, nerwowo przestępując z nogi na nogę. W końcu podszedł do najbliższego okna, by wyjrzeć na zewnątrz. Widok zapierał dech w piersiach: nieprawdopodobnie czyste wody jeziora i Zakazany Las, który z tej odległości przypominał miękki mech, a nie przerażające ucieleśnienie wszystkich możliwych koszmarów. Słońce co jakiś czas chowało się za puszystymi obłoczkami. James dostrzegł krzątającego się obok swojej chatki Hagrida, któremu towarzyszył Kieł.

I wtedy zobaczył małą postać, kierującą się w stronę chatynki gajowego. Kto to mógł być? Potter zmarszczył brwi, mrużąc oczy i w skupieniu przyglądał się maleńkiej kropeczce. Nie podeszła ona jednak do Hagrida, tylko schowała za chatką. Dziwna sytuacja. O co mogło chodzić?

Chłopak zamyślił się tak głęboko, że nie usłyszał zbliżających się kroków. Nie dostrzegł też dziewczyny, ubranej na sportowo.
- Mina godna naukowca - powiedziała ze śmiechem. - Cóż tam wypatrzyłeś?
- Lily! - James odwrócił się szybko i zamrugał. - Wow! Wyglądasz świetnie, jak zwykle.

Dziewczyna uniosła lewą brew, lekko się uśmiechając. Upięła włosy wysoko i delikatnie pociągnęła maskarą rzęsy, co podkreśliło kolor jej oczu.

Ubrana była w luźne rybaczki i czarny, obcisły podkoszulek z długim rękawem. Zaglądnęła mu przez ramię. Ona także szybko dostrzegła ukrytą małą postać i zmrużyła oczy.
- Ty, to Peter! - zakrzyknęła po chwili, a James ze zdumienia otworzył szeroko oczy. - Co on tam robi? Dlaczego tak się czai, zamiast się po ludzku przywitać?
- Dobre pytanie... - odparł cicho chłopak.
- Może coś tam zobaczył - spekulowała Lily. - A może chciał go zaskoczyć?

Wtedy Hagrid skierował się w stronę małej kropeczki-Petera. Zobaczył go.
- Uhm... - przytaknął James. - Zapewne masz rację.

Chłopak jeszcze chwilę patrzył w dół przez okno. Nie miał pojęcia, po co Peter poszedł do Hagrida. Takie zachowanie przyjaciela wydało mu się przynajmniej zastanawiające. Ogon próbuje coś działać na własna rękę, bez nas, myślał gorączkowo Potter. I to jest najbardziej podejrzane. Coś tutaj ewidentnie śmierdzi.

James zdał sobie sprawę, że jest coraz mniej pewien, czy Peter jest aby na pewno niewinny. Był jednak przekonany, że odwiedziny u Hagrida mogą wiele wyjaśnić.

Odwrócił się od okna, po czym spojrzał Lily w oczy. Teraz miał mieć randkę z miłością swojego życia i kto jak kto, ale Ogon na pewno mu jej nie zepsuje.
- To co robimy? Masz jakiś pomysł, czy może zdajesz się na moją wyobraźnię? - zapytał z szelmowskim uśmiechem.

Zaśmiała się perliście.
- A może i to, i to? - powiedziała przewrotnie, po czym dodała widząc pytające spojrzenie Jamesa: - Może pozwolimy, by Pokój Życzeń sam za nas wybrał?
- Jak? - spytał James zaintrygowany.
- Oboje będziemy spacerować przed nim, myśląc: Potrzebuję miejsca na najlepszą i najciekawszą randkę.

James wytrzeszczał na nią oczy, otworzył usta w zdumieniu, nie mogąc przez chwilę wydusić ani ani słowa.
- Okey - wydusił wreszcie, mając na sobie wciąż ten zaskoczony wyraz twarzy. - Panie przodem.

Lily z zadowoleniem ruszyła w stronę Pokoju Życzeń, a raczej w stronę pustej, niewinnie wyglądającej ściany, która kryła w sobie magiczne drzwi do owego tajemniczego Pokoju.

Razem zaczęli przechadzać się wzdłuż tej niezwykłej ściany, intensywnie myśląc o najlepszej i najciekawsze rance. W skupieniu zrobili trzy rundki, po czym spojrzeli na ścianę.

Po chwili, z bijącym sercem obserwowali pojawienie się solidnych, chociaż już na pierwszy rzut oka widać było, że starych, drewnianych drzwi. Nie miały klamki, tylko lekko zardzewiałą zasuwę, zamykaną na dużą, starą kłódkę, która była otwarta.

Lily i James wymienili zaciekawione spojrzenia.
- Obora? - W głosie chłopaka wyczuwalna był maleńka nutka nadziei.
- Chciałbyś...! - prychnęła Lily i ruszyła w stronę ogromnych drzwi. Wyjęła kłódkę i z trudem przesunęła zasuwę.

Potter odsunął delikatnie dziewczynę i chwycił zasuwę, po czym szarpnął. Drzwi lekko drgnęły, lecz wciąż stały zamknięte.

Uśmiechnął się i podjął kolejną próbę zakończoną tym razem niewielkim sukcesem: drzwi otworzyły się na kilka centymetrów. James szarpał jeszcze kilka razy, by w końcu obojgu udało się dostać do środka.

Przed nimi ukazało się wnętrze stodoły. Nie było tu żadnych zwierząt. Cała podłoga pokryta była pachnącym sianem. Oboje zwrócili uwagę na ścieżkę wytyczoną pomiędzy górkami siana, przypominającymi trochę zaspy. Ściany pomieszczenia były ceglane, a zamiast sufitu był skośny dach z drewnianymi, solidnymi krokwiami. Światło wpadało przez ogromne, balkonowe okno.

Lily z szeroko otwartymi oczami ruszyła ścieżką i dotarła do okna. James poszedł jej śladem. Przez kilka dobrych chwil nie wypowiedzieli ani słowa, wpatrując się w sielski obrazek za oknem. Ciepły koc w kratkę zielonych pól poprzetykany pojedynczymi drzewami ścielił się aż po horyzont. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, zmieniając kolor na głęboki pomarańcz, a niebo delikatnie się zaróżowiło.

Wciąż wpatrując się w krajobraz, James delikatnie objął ramieniem Lily, która popatrzyła na niego z uśmiechem, po czym zawołała zaskoczona.
- James! Spójrz! - wymknęła się chłopakowi. - Sielanka w pełnym wydaniu!

Faktycznie, niedaleko nich na rozłożonym miękkim kolorowym kocu stał duży kosz piknikowy.

James z szerokim uśmiechem ruszył za Lily, która padła na koc, śmiejąc się perliście. Jej błyszczące rude włosy rozsypały się wokół piegowatej twarzy.

Chłopak usiadł obok ostrożnie, delektując się jej wyglądem. Z minuty na minutę była piękniejsze. A on kochał ja do szaleństwa. Kochałby ją nawet gdyby przypominała Jęcząca Martę. Całe jednak szczęście, że tak nie było i mógł się teraz zachwycać jej urodą.

Lily nieoczekiwanie otworzyła oczy, zastając go z rozanielonym wyrazem twarzy.
- Rozpływający, rozczulający się James Potter! - parsknęła. - Chyba padnę..! Wiesz, że od wczoraj nie widziałam, żebyś przeczesał palcami włosy?

James przewrócił oczami, uśmiechając się.
- Ostatnio, kochana, nie widywaliśmy się za często z powodu tego twojego planu na sukces - odparł, ostatnie słowa wypowiadając z ironią. - Poza tym ostatecznie nabyłem grzebień i to nim teraz przeczesuję włosy.
Lily roześmiała się i podniosła na łokciach.
- Zgłodniałam - powiedziała i odwróciła głowę w stronę kosza. - Ciekawe, co tam znajdziemy...
- Dawaj, sam konam z głodu - ożywił się James, chwytając na brzuch.

Dziewczyna otworzyła koszyk i przysunęła go Jamesowi.
- Bierz, co chcesz - powiedziała i sięgnęła po babeczkę z borówkami. - O, termos z herbatą.
- Nalej mi też trochę - poprosił chłopak, sięgając po kanapkę z łososiem, suszonymi pomidorami, mozzarellą i rukolą. - Ale obłędna...

Przez chwilę wydawali z siebie tylko pomruki zadowolenia, przeplatając je pojedynczymi och, ach, czy wow.

Lily zjadła jeszcze kremowy i delikatny pudding ryżowy z musem malinowym i małą dyniową drożdżówkę z powidłami i pomarańczą. James zdążył w tym czasie zjeść jeszcze jedną kanapkę, tym razem z serem pleśniowym, szynką dojrzewającą i orzechami włoskimi. Do tego wsunął kilka parówek owiniętych w ciasto francuskie i dwa kawałki torciku cytrynowego.

Kiedy poczuli się najedzeni, znaleźli obok siebie kilka dużych poduszek, dwa ciepłe kocyki i koszyczek z termosem, kilkoma butelkami kremowego piwa oraz sokiem dyniowym.
- Nieprawdopodobne... - powiedziała Lily, przyciągając do siebie jedną z dużych poduszek i kładąc ją sobie pod głowę. - Jestem pełna. Szczęśliwa, ale pełniuteńka.
- Niebiańskie było to jedzenie... - przyznał James i sięgnął do koszyka, wyjmując z niego kremowe piwo dla siebie i Lily.
- Może pogadamy poważnie o Peterze? - zaproponowała Lily, biorąc od Jamesa piwo.
- Ta sprawa bardzo mnie męczy - wyznał Potter, pocierając dłonią policzek. - Coś mi tu nie pasuje...
- Może Peter po prostu zaczął żyć własnym życiem? - zasugerowała dziewczyna, pociągając łyk kremowego piwa. Patrzyła teraz na ciemniejące niebo za oknem.
- To nie w jego stylu - pokręcił głową James, po czym dodał: - Chociaż byłoby to nawet wskazane. Przecież niańczymy go od pierwszego roku. To jego zachowanie nie jest wyrazem samodzielności...
- A czego? - spytała Lily.
- Bo ja wiem... - bąknął chłopak, opierając się o poduszkę. - Te powiązania ze ślizgonami...
- Wierzysz, że jest niewinny?
- Sam już nie wiem, co myśleć... - westchnął James. - Chciałbym, żeby z nami pogadał. Wydawało mi mi się... i nie tylko mi, jak sądzę, że się przyjaźnimy...

Lily skrzywiła się, kręcąc głową.
- Dla mnie zawsze było oczywiste, że to on zabiega o waszą przyjaźń, a wy... - urwała, szukając odpowiednich słów. - Wy byliście tak łaskawi, że pozwalaliście mu się z sobą przyjaźnić, ale jakoś na moje oko przyjaźń ta nigdy nie była wzajemna. Czasem wyglądał jak żebrak, mówię ci...

James patrzył na dziewczynę z wyrazem szczerego zdziwienia na twarzy. Kilka razy zamrugał i pokręcił głową, jakby coś mu się nie zgadzało.
- Chyba żartujesz! - wciąż kręcił głową. - Owszem, nie pasował do nas i nie był idealnym kompanem. Zawsze wszystko trzeba mu było tłumaczyć... wiesz, nie grzeszy bystrością umysłu. Ale chyba przesadziłaś z tym żebraniem...!
- No nie wiem, dla mnie to był okropny widok - wciąż się krzywiła - i to było coś, co mnie od ciebie odpychało.

James skulił się nieco pod ciężarem swojej przeszłości. Idealny to on nie był. Sam ze sobą chyba też by się nie umówił. Z drugiej strony niektóre figle, jakie płatali były przednie i z tych właśnie wspomnień nigdy by nie zrezygnował.

Nic jednak na to nie odrzekł, tylko wpatrując się w rozgwieżdżone niebo za oknem wziął kilka dużych łyków piwa.

- Lily, on się po prostu zachowuje podejrzanie - odezwał się po chwili tonem kogoś przekonanego o swojej racji. - Znasz go: nieśmiały, niezdarny... Nigdy nie zrobiłby czegoś, czego byśmy nie pochwalali...
- A czego wy byście nie pochwalali? - Na ustach Lily zagościł figlarny uśmieszek. - Było w ogóle coś takiego?
- Ha-ha - James przewrócił oczami. - Oczywiście bratania się ze ślizgonami w pierwszej kolejności. A on co?
- Sam mówiłeś, że to prawdopodobnie jego prześladowcy. - Dziewczyna sięgnęła do koszyka po paczkę krakersów.
- Wiem, co mówiłem! - James czuł, że jego irytacja rośnie. - Zresztą sam już nie wiem, czy wierzę w to co mówiłem i czy wciąż myślę to samo, co myślałem wcześniej! Wtedy się zamartwiałem. Ale teraz wcale nie widzę, by Peter szukał u nas pomocy. Raczej wałęsa się po błoniach i czai przy chatce Hagrida, knując coś. Czy tak się zachowuje ktoś prześladowany?!
- No wiesz, tacy ludzie często są zastraszani przez szantażystów - spokojnie odpowiedziała Lily, biorąc do ust krakersa.
- Niby tak... - przyznał James, trochę się uspokajając. W końcu to ma być ich randka! - Ale nie wtedy, kiedy już o wszystkim wiemy i możemy mu jakoś pomóc nie afiszując się z tym! - Zamilkł za chwilę, po czym dodał ciszej: - Po prostu tego nie rozumiem.

Lily uśmiechnęła się do niego krzepiąco i pogładziła po plecach. Kiedy na nią spojrzał na siłę wcisnęła mu do ust krakersa.

Roześmiali się, po czym Lily powiedziała już poważniej:
- Wiesz, może on robi to trochę... przeciwko wam.

James z wrażenia aż się odsunął od dziewczyny, jakby większy dystans miał mu pomóc zrozumieć to, co właśnie usłyszał.
- Jak to: przeciwko nam?!
- No, może nie tyle przeciwko...tylko jakby wbrew - próbowała wyjaśnić Lily. - Może on gdzieś zaczął w końcu poszukiwać siebie. A czy nie próbował szukać tam, gdzie nie powinien... na przykład u ślizgonów... tego nie wiesz.
- Możesz mieć rację - pokiwał w zamyśleniu głową chłopak.
- A może się zakochał! - wykrzyknęła Lily odkrywczo. - Ale wstydził się wam o tym powiedzieć. Może to jakaś ślizgonka... Albo taka, jaka by się wam nie spodobała...
- Uhm - przytaknął James kwaśno. - Jak widzę, wszystko się tu sprowadza do tego, że to znów nasza wina. - Spojrzał gniewnie na dziewczynę i dodał: - Nie sądzę, byśmy do wszystkich nieszczęść w Hogwarcie przyłożyli rękę.
- Nie, ale na pewno jakiś procent - powiedziała rezolutnie dziewczyna, jakby nie zauważając irytacji chłopaka. - Ale w kwestii Petera jakoś nie mam wątpliwości.

James westchnął i przyciągnął do siebie Lily. Zamknął oczy i wtulił twarz w jej włosy o zapachu mandarynek. Dziewczyna przytuliła się do niego mocno. Potem odsunęła na moment twarz, spojrzała mu głęboko w oczy i pocałowała.

Chłopak czuł jak staje się lekki niczym piórko i delikatnie unosi się w powietrzu. Poczuł ledwo wyczuwalne ale bardzo przyjemne mrowienie od czoła, przez skórę głowy aż po kark. To samo mrowienie przeistoczyło się w dreszcz, który raz po raz przebiegał mu po plecach.

James ujął miękko aksamitną w dotyku twarz Lily. Razem zatopili się w tej chwili i ulegli emocji w tym pełnym pasji pocałunku.

Kiedy się od siebie odsunęli, zauważyli, że coś zmieniło się w Pokoju Życzeń. Wszędzie wokół nich unosiły się zaczarowane świece. Było wciąż jasno, lecz panował lekki półmrok.
- A propos zakochania - odezwał się nagle James, sięgając po kolejne kremowe piwo dla siebie i Lily. - Żal mi tych dwoje...
- Danielle i Syriusza? Mnie także... - Lily sprawnie odkręciła butelkę, pociągnęła z niej porządny łyk, po czym spojrzała na butelkę: - I jak tu nie kochać kremowego piwa!
- Może nie jest to ostatecznie potwierdzone... - powiedział z nadzieją James. - Sprawdziłbym to. Jeśli chłopak ma cierpieć... to znaczy, jeśli oboje mają cierpieć - poprawił się, widząc spojrzenie Lily - bo on uwierzył w jakiś obłąkany list, który zawierał nieprawdziwe informacje...!
- Po egzaminach będziemy mieli trochę wolnego czasu. - Dziewczyna pogłaskała chłopaka po twarzy i wyciągnęła w butelkę w jego stronę: - Za miłość?

James uśmiechnął się rozbrajająco i wyciągnął butelkę:
- Niech będzie: za miłość!

Rozmawiali do późnych godzin wieczornych, popijając kremowe piwo, które wciąż pojawiało się w koszyku. Znużeni zasnęli na kocu, przytuleni do siebie.

Tak, James doskonale pamiętał atmosferę poprzedniego wieczoru, ale nie potrafiłby podać zbyt wielu szczegółów. Piwo kremowe wprowadziło ich oboje w taki błogostan, że pamięć po prostu się wyłączyła.

Jednak coś nie dawało mu spokoju. Jako jeden z ostatnich obrazów, jakie zapamiętał było spojrzenie w stronę tego dużego okna, usianego gwiazdami. Już wtedy coś go w tym widoku zaintrygowało, ale nie mógł sobie przypomnieć, co to było. Zmrużył oczy, by przypomnieć sobie jakieś szczegóły. Ciemnogranatowe niebo, mnóstwo srebrzących się gwiazd, księżyc gdzieś w oddali...

- Lily. - James szturchnął delikatnie ramię dziewczyny. - Lily, obudź się.
Dziewczyna drgnęła. Kiedy James kilkukrotnie powtórzył jej imię, otworzyła powoli oczy i spojrzała na niego zaspana. Przetarła oczy i uniosła się na łokciach, ziewając.
- Co się stało? - spytała niewyraźnie.
- Jaki dziś dzień? - James rzucił szybkie pytanie, nerwowo wyczekując odpowiedzi.

Dziewczyna zamrugała, po czym zmarszczyła brwi.
- Chyba... środa - powiedziała powoli. - Co się...?
- Ale data! Który dziś jest?! - Chłopak wydawał się nieco spanikowany.
- O ile wiem, dzisiaj mamy czwarty maja...- powiedziała podejrzliwie Lily. - James, możesz mi powiedzieć, o co tu...?

Chłopak zerwał się natychmiast na równe nogi, przerażony i bardzo blady.
- James! - domagała się Lily, podnosząc nieco głos. - Powiedz mi, co się dzieje!
- Luniak - powiedział słabo, jakby miał zaraz zemdleć. - Muszę... szybko...

Lily poderwała się i skoczyła w stronę chłopaka, chwytając go oburącz za ramiona.
- Opanuj się, chłopie!
- Pełnia, Lily! - James jakby ocknął się z szoku i chwycił się mocno za włosy. - Miała być wczoraj! A mnie przy nim nie było!

__________________
Kiedy kobieta nie ma racji, pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to natychmiast ją przeprosić.


Oscar Wilde


* * *

Mol pisze swój Fick: James Potter - Ostatnia Szansa [35/?]
http://hogsmeade....ad_id=2444
Wspieraj artystów pisarzy - dobrowolne datki w postaci komentarzy są bardzo pożądane.

Edytowane przez mooll dnia 01-11-2015 00:21
Wyślij prywatną wiadomość
~wiechlina roczna F
Dodany dnia 02-11-2015 08:23
Użytkownik

Awatar

Dom: Ravenclaw
Ranga: Nauczyciel w Hogwarcie
Punktów: 2505
Ostrzeżeń: 0
Postów: 184
Data rejestracji: 11.05.15
Medale:
Medal

Przeczytałem wczoraj, dzisiaj skomentuję. Bardzo podobały mi się opisy. Dialogi jakby trochę "mało magiczne", zwłaszcza porównania. Wiem, wiem, ff ma swoje prawa Uśmiech. Lily pochodziła z rodziny mugoli, więc pewnie chodziła do mugolskiej szkoły. Syriusz robił wszystko, aby dokuczyć rodzicom, więc pewnie i James, w takim towarzystwie, nieco się zmienił. Faktycznie, to bardzo mało wiemy, jak wyglądało życie młodych czarodziejów, z rodów czystej krwi, przed przyjściem do Hogwartu. Czego ich uczono i co czytali. Niecierpliwie będę oczekiwał na dalszy ciąg.
Edit:
Zgodnie z obietnicą informuję, że przeczytałem wreszcie wszystkie rozdziały. Niezwykle rzadko czytuję dłuższe ff. Tym bardziej jeśli można zaliczyć je do kategorii "romans" oczywiście z domieszka sensacji.
Wrażenia: właściwie tak jak napisałem powyżej. Bardzo źle znoszę nawet najmniejsze rozbieżności z kanonem, choć możliwość odbiegania to święte prawo autora. Zauważyłem jeszcze kilka literówek, w tym jedną, w nazwisku Pettigrew. Kilka "erek" i jedną niedoprecyzowana wypowiedź jak na tak długi utwór, to są drobnostki. Z rytmu czytania wybijały mnie "elementy mugolskie np. Profesor McGonagal świecąca LATARKĄ ! Hagrid nie miał prawa używania czarów, jeśli to nie było konieczne, ale Minerwa ?. Lodówki, w kuchni Hogwartu, jeśli ten termin faktycznie oznacza taką normalna lodówkę ?. Rodzina Potterów gotująca herbatę na gazie, to akurat może być, bo nie wiemy jak oni traktowali mugolskie wynalazki. To rodzin czystej krwi, jednak bardzo pozytywnie nastawiona do mugoli.

Co mnie zachwyciło: lekcje transmutacji !!!! To niemal brakujące kartki z oryginału. Jest tam co prawda wzmianka, iż jeden uczeń zamienił kolegę, w bobra lub raczej szopa pracza, bo jest mowa o pozostałych mu jeszcze "paskach". Ale to tutaj to było MAGICZNE !
Czekam na ciąg dalszy i liczę na jeszcze trochę podobnej magii. Najserdeczniej pozdrawiam !
__________________
Eeee pomyłka.
Każdy zasługuje na własną.......siekierę.

Edytowane przez wiechlina roczna dnia 19-12-2015 10:04
Wyślij prywatną wiadomość
~Karolina00 F
Dodany dnia 03-01-2016 14:48
Użytkownik

Awatar

Dom: Gryffindor
Ranga: Gracz Quidditcha Gryffindoru
Punktów: 117
Ostrzeżeń: 0
Postów: 48
Data rejestracji: 18.01.15
Medale:
Brak

Słuchaj, piszesz n a p r a w d ę świeetnie twoje opowiadania bardzo wciągają są napisane badzo spójnie ładnie i ciekawie , wszystkie postaci i ich charaktery są bardzo dobrze odwzorowane, nie mam się do czego przyczepić, chyba tylko w jednym rozdziale zabrakło przecinka ale nawet sama nie jestem tego pewna, może mi się wydawało. Zresztą o przecinek niewarto się czepiać, szczegulnie wtedy, gdy cała reszta jest tak poprawnie, spójnie i niekawie napisana.
Moja rada:
P I S Z
T A K
D A L E J
!!!
__________________
Pozdrowienia dla wszystkich Gryfonów Rozbawiony
Wyślij prywatną wiadomość
Przeskocz do forum:
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Wybitny Wybitny 94% [34 głosów]
Powyżej oczekiwań Powyżej oczekiwań 3% [1 głos]
Zadowalający Zadowalający 0% [Brak oceny]
Nędzny Nędzny 0% [Brak oceny]
Okropny Okropny 3% [1 głos]
RIGHT